oryginał: Beware of Foolish Wandwaving
autor: Laume
Tłumaczenie za zgodą autorki
- PUŚĆ MNIE! NIE RÓB TEGO! NIE, DYREKTORZE! NIEEEEEEEE!
Mistrz Eliksirów wierzgał, krzyczał i walczył ile sił w dziesięciomiesięcznym ciałku, doprowadzając Dumbledore'a do rozpaczy.
- Severusie, dziecko, uspokój się! Jak mam ci założyć pieluszkę, skoro wciąż mnie kopiesz!
Wiekowy czarodziej był kompletnie zagubiony. Malec cały czas się awanturował, marszcząc czerwoną z gniewu twarzyczkę.
Snape zamilkł na moment, poirytowany płynącymi po policzkach łzami.
- Proszę, Albusie, zostaw mi choć trochę godności. Nie chcę być goły i nie chcę, abyś zakładał mi pieluszkę. Proszę. Błagam cię!
Niestety, Dumbledore nie pojął z tego nic, poza tym, że chłopczyk trochę przycichł. Skorzystał więc z okazji i szybko go położył.
Leżąc sztywno z zamkniętymi oczkami i rączkami zaciśniętymi w piąstki, Severus przegrał ostatnią bitwę o resztki dumy. Pocieszał się myślą, że przynajmniej to był Albus. Mogło być przecież znacznie gorzej. To mogła być Minerwa. Albo Poppy. Albo - niech Merlin broni! - Potter.
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. O wilku mowa...
- Ach, Harry. Mam do ciebie prośbę - powiedział starszy pan radośnie. - Ponieważ jesteśmy jedynymi czarodziejami, którzy zostają na czas Świąt w szkole, będziemy musieli zająć się Severusem. Proszę, tutaj masz przepustkę do Hogsmeade. Weź ze sobą Severusa, bo nie mam pojęcia, jak duże ubrania powinieneś mu kupić. Wróćcie na kolację.
Harry stał w milczeniu, z przepustką w ręce.
- Dyrektorze?
- Tak, mój chłopcze? Masz jakiś problem?
- Proszę pana... Co właściwie mam robić w Hogsmeade ze Snape'em?
- Profesorem Snape'em... chociaż teraz właściwie Severusem.
- Profesor Snape jest całkiem odpowiedni - warknął maleńki Mistrz Eliksirów z twarzą wciąż lekko czerwoną i mokrą od łez. - Nie chcę, aby Potter się ze mną spoufalał, wielkie dzięki.
- To nie brzmi, jakby był zbyt szczęśliwy, że pójdzie ze mną... - próbował wycofać się Gryfon, widząc, że gaworzeniu nie towarzyszył nawet najbledszy uśmiech.
- Nonsens! Jest niemowlakiem, wkrótce się przyzwyczai. Potrzebuje ubrań, pieluszek i wszystkiego, co potrzebne jest maleństwu w jego wieku.
- Nie zamierzam fundować sobie śmieci, które kupi Potter - ostrzegł nauczyciel, próbując tym razem zawrzeć w swoich "agugugu" odpowiednie uczucia.
- Nie byłem latem u Gringotta, nie mam za dużo pieniędzy. - Harry wpatrywał się we własne stopy.
Potter myślał, że będzie musiał sfinansować sprawunki? Niby sprawiedliwe, a jednak dziwne.
Snape siedział spokojnie na kolanach dyrektora, przyglądając się uczniowi uważnie.
- Nie ty będziesz za to płacił, Harry - uspokoił go uśmiechnięty Dumbledore. - Ja pokryję koszty. Nie byłoby słuszne, gdybyśmy odciągnęli te wydatki z konta Severusa. Szkoła niby ma fundusz na pokrycie strat powstałych na skutek wypadków, ale przekonanie członków rady, aby użyli go na zakup dziecięcych ubranek, byłoby trudne i czasochłonne. Pod tym względem bardzo przypominają Ministerstwo. - Podał Gryfonowi niemowlę owinięte w pelerynę. - Uważaj na niego, nie chcemy kolejnych incydentów.
Harry skinął głową, po czym zabrał nieporuszające się dziecko. Tuż przed szkołą czekała na niego miła niespodzianka w postaci powozu zaprzężonego w testrale.
Trzymany przez ucznia na biodrze Severus westchnął cierpiętniczo. Nienawidził być noszony. Dlaczego ludzie po prostu nie pozwolili mu CHODZIĆ?
Potter wsiadł do powozu i posadził sobie Mistrza Eliksirów na kolanach, najwyraźniej po to, aby mógł wyglądać przez okno. Głupi chłopak. Widywał te okolice dużo wcześniej, niż Potter się urodził.
- Zdaje się, że siedzimy w tym razem, hm? - powiedział Gryfon, delikatnie głaszcząc malca po włosach. - Przynajmniej dopóki znowu nie urośniesz.
Severus spojrzał na niego z zaskoczeniem. Czyżby Potter wiedział, że nauczyciel zachował umysł dorosłego? Jednak nie - chłopak mówił do niego, bo nie chciał paplać po dziecięcemu, jak to z uporem maniaka robił Albus. Niech go za to Merlin błogosławi!
- Nie martw się, nie ubiorę cię na czerwono i złoto - mówił uczeń dalej. - Nie kupię ci niczego, co ci się nie spodoba, obiecuję. Nie wiem, czy będziesz to pamiętał... mam nadzieję, że nie... ale i tak będziesz sfrustrowany, że byłeś zupełnie bezradny.
- Jakbyś zgadł - potwierdził Mistrz Eliksirów zrzędliwie, totalnie zaskoczony znalezieniem zrozumienia tam, gdzie się go najmniej spodziewał.
Harry uśmiechnął się.
- Nie rób tego w obecności dziewczyn - poradził z powagą. - Kiedy gaworzysz i jednocześnie marszczysz brwi, wyglądasz niesamowicie słodko. Będą się nad tobą rozpływać z zachwytu, a Colin zrobi ci nieprzeliczoną liczbę zdjęć. Twoje dorosłe ja tego nie przeżyje.
Oczywiście Severus musiał zmarszczyć brwi na tę myśl.
Wysiadłszy z powozu na rogatkach Hogsmeade, Gryfon na powrót usadowił nadąsanego malucha na biodrze.
- Najpierw spacerówka - mruknął. - Może i jesteś mały, ale nie mam zamiaru nosić cię po całej wsi.
Dwadzieścia minut później znacznie szczęśliwszy Mistrz Eliksirów siedział przypięty w wózku.
- Nareszcie ktoś się zorientował, że mogę siedzieć i nie muszę być wszędzie noszony!
- Ojej, jaki on uroczy! - zachwyciła się ekspedientka. - Przystojny z ciebie młodzieniec, prawda?
Irytująca baba. Może powinien spróbować ją o tym poinformować. W końcu jego język doszedł do porozumienia z umysłem, pozwalając mu na wymówienie krótkiego: "Padaj!"
Kobieta natychmiast wyprostowała się i odwróciła do Harry'ego.
- Czy on właśnie powiedział to, co myślę, że powiedział?
- Tak, o ile myśli pani, że powiedział: "Spadaj" - odparł nastolatek beznamiętnie, wypisując polecenie wypłaty należności z konta Dumbledore'a. Chwilę później pośpiesznie wychodził ze sklepu, pchając spacerówkę z chichoczącym niemowlakiem.
- W porządku... Ubranka, pieluszki, butelki i inne rzeczy dla dziecka... i jeszcze zabawki.
Z przedmiotami użytku codziennego nie było problemów. Pozostały ubranka oraz zabawki.
Severus z niepokojem przyglądał się Harry'emu grzebiącemu wśród wieszaków.
- O, jest.
Cóż, rzeczywiście nie było to czerwono-złote. Było jaskrawożółte. Hufflepuff? MUSIAŁ jasno dać do zrozumienia, że nie zamierza nosić również barw Puchonów.
- UAAAAAAA!
- Rozumiem, że to znaczy "nie" - mruknął Gryfon, po czym odwiesił ciuszek na miejsce.
Niebieskie.
- UAAAAAAA!
Bordowe.
- UAAAAAAA!
- Muszę się z tobą zgodzić - przyznał chłopak smutno. - Tylko pani Weasley lubi bordowy.
Mistrz Eliksirów wyciągnął chudą rączkę i chwycił jeden ze strojów. Harry pokręcił głową.
- Nie będziesz chodził w czerni. Proszę.
Miękkie, srebrzyste wdzianko z krótką, zieloną szatą. Doskonale. Osobiście raczej nie wybrałby śpiochów, ale pewnie i tak nie mieli zamiaru kupić mu butów, a nie lubił, gdy marzły mu stopy.
Nastolatek odetchnął z ulgą, nie słysząc płaczu dziecka, i dodał ubranko do zakupów. Wyszukał kilka innych kompletów w kolorach Slytherinu, pajacyki, skarpetki i ciepło podbitą zieloną kurteczkę. Zapłacił, po czym poszedł z zakupami i malcem do łazienki, gdzie uwolnił Mistrza Eliksirów z powijaków i zaczął go ubierać.
- Pozwalam ci na to tylko dlatego, że nie chcę cierpieć nagi, owinięty jedynie w pelerynę, dłużej niż to konieczne, Potter - ostrzegł.
Chłopak uśmiechnął się do niego przyjaźnie, biorąc gaworzenie za dowód na to, że maleństwo lubi go coraz bardziej.
- Mam w tym wprawę - zwierzył się Gryfon. - Dursleyowie wynajmowali mnie jako nianię młodemu małżeństwu, kiedy miałem jakieś dziesięć lat. Na początku ich synek miał sześć miesięcy, był trochę mniejszy niż ty teraz. Fajnie było, chociaż wuj Vernon i ciotka Petunia zabierali wszystkie pieniądze, które zarobiłem. Nauczyłem go pluć; umiesz to już?
Potter sam się o to prosił. Naprawdę. Nawet Albus nie mógłby temu zaprzeczyć. Napluł mu więc prosto w twarz, spodziewając się, że chłopak będzie wrzeszczał z obrzydzeniem.
Zamiast tego on się roześmiał. Roześmiał się! Czy życie mogło się stać jeszcze bardziej niesprawiedliwe?
- Chodź, kupimy ci trochę zabawek i wrócimy do zamku. Pewnie niedługo będziesz musiał podrzemać.
- Ja nie DRZEMIĘ - stwierdził Severus z oburzeniem. Uznał, że kiedy zorientują się, że on wcale nie potrzebował pieluszek, drzemek albo butelek, dadzą mu wreszcie spokój. Będzie musiał przecierpieć jeszcze tylko kilka godzin.
Na końcu wstąpili po łóżeczko, które po zakupie zmniejszyli, i wrócili do Hogwartu.
- No cóż - podsumował nauczyciel - mogło być znacznie gorzej. Przynajmniej jakieś resztki twojego mózgu nadal prawidłowo funkcjonują, Potter.
Gdyby młody czarodziej zrozumiał dziecięcą paplaninę, prawdopodobnie by zemdlał.
***
- Ach, Harry. Jak poszło, mój chłopcze?
- W porządku, proszę pana. Mamy wszystko myślę jednak, że profesor jest zmęczony. Niech pan spojrzy.
Wcale nie był zmęczony! No dobrze, może tarł piąstkami oczy i ssał kciuk, ale przecież był DOROSŁY. Nie potrzebował drzemek, tylko przyjemnego spaceru i niskiego stołu na swój kociołek...
Jakoś w czasie jego rozmyślań Albus wziął go na ręce, a potem zaczął huśtać, nucąc kołysankę.
Jak ŚMIAŁ ten staruch przytulać go, jakby był jego dziadkiem!
- A-by - zaprotestował sennie.
Dyrektor był zachwycony ponad wszelkie wyobrażenie.
- Pamięta, jak mam na imię!
Już go to nie obchodziło. Westchnął głęboko i przylgnął do piersi mentora. Potem zamknął oczy. Jego oddech stawał się coraz dłuższy i spokojniejszy...
- Czy profesor Flitwick wie już coś więcej na temat kontrzaklęcia, panie dyrektorze? - spytał Harry cicho.
- Przykro mi to mówić, ale nie. Chociaż jeśli mam być szczery, nie jestem pewien, czy to aż tak bardzo źle. Młody pan Malfoy niewątpliwie zdążył poinformować swojego ojca o ostatnich wydarzeniach, co oznacza, że Voldemort też już wie. Jak długo nie zdołamy znaleźć remedium albo nie dostarczy go Tom, Severus przynajmniej nie będzie mógł zostać wezwany. Pozwólmy mu się nacieszyć tym chwilowym wytchnieniem.
Nastolatek wzdrygnął się.
- Ale jeśli Voldemort zna przeciwzaklęcie i przekona się, że nam nie udaje się cofnąć klątwy, może zechcieć go porwać i samemu to zrobić.
- To prawda. - Dumbledore właśnie głaskał maleńki nos. - Będziemy musieli być bardzo ostrożni. Tom będzie się spodziewał, że będziemy chronić Severusa, bo nie wiemy, że Severus dla niego szpieguje. Zobacz, on teraz nie ma Mrocznego Znaku, widzisz?
Nawet pogrążony we śnie Mistrz Eliksirów próbował zabrać lewą rękę, gdy poczuł, że odsłonięto mu przedramię. Zapłakał w proteście, obudziwszy się na chwilę. Zaraz został jednak położony do nowej kołyski i okryty cudownie miękkimi kocami. Dochodząc do wniosku, że tę jedną część dzieciństwa MÓGŁBY zaakceptować, zakończył pierwszy dzień odmłodnienia spokojną drzemką.
KONIEC
rozdziału drugiego
Bardzo dziękuję za komentarze:
Dancie7 Rzeczywiście, to fanfiction może być miłą odmianą, bo faktycznie częściej można się spotkać z odmłodzonym Harrym. Ale nie wśród tekstów Laume - ona zdziecinnia raczej Severusa. W bardzo różny sposób, jak spróbuję moim drogim Czytelnikom pokazać z biegiem czasu. Najzabawniejsze w tym konkretnym opowiadaniu jest właśnie to, że Mistrz Eliksirów pozostaje świadomy tego, co się z nim dzieje, ale niestety dorosły umysł nie potrafi zmusić do posłuszeństwa niemowlęcego ciałka, które zwykle zachowuje się nie tak, jak Snape by chciał. W mojej opinii "Strzeż się głupiego wymachiwania różdżką" jest bardzo ciepłym, zabawnym tekstem, takim trochę rozczulającym, chociaż pojawi się w nim i odrobina napięcia.
zmorze90 Miło mi widzieć, że ktoś zwraca uwagę również na błędy i niedociągnięcia. Zaraz poprawię pierwszy rozdział. Cieszę się też, że początek spodobał Ci się na tyle, że czekasz na ciąg dalszy. Nie tylko zresztą tego fanfika, prawda? ;-)
