- Ja... Ja cię zabiję! - krzyknęła Judith, kiedy znalazły się w dormitorium, żeby jak najszybciej coś na siebie włożyć i pobiec na transmutację. - Wszyscy widzieli moje gacie, nasłałaś na mnie chmarę ptaków, a teraz... Teraz jestem głodna, a już nie zdążę na śniadanie! - zawołała płaczliwym tonem przy akompaniamencie głośnego burczenia w brzuchu. - Jak ten cały absurd ma sprawić, że ktoś się nami zainteresuje?!
- Faceci lubią takie rzeczy, uwierz mi - powiedziała z przekonaniem Sophie.
- Proszę cię, jedyny facet, z jakim masz kontakt, to twój ojciec, który wysyła ci codziennie liściki! No i ostatnio chyba Snape i Flich, bo chyba z powodu miłości do nich ciągle narażasz się na szlabany!
- Wcale nie - odparła obrażona Sophie, ale w tym samym momencie zaczęła patrzeć w okno i odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła, że sowa trzyma dla niej list zapakowany w różową kopertę.
Kiedy Sophie i Judith weszły do klasy transmutacji, dwadzieścia par oczu popatrzyło wprost na nie. Wszyscy zaczęli coś szeptać. Sophie, jak gdyby zupełnie odmieniona, szła wyprostowana i usiadła z dumą na swoim miejscu. Natomiast Judith czuła się, jakby ktoś ogłosił jej, że musi spędzić wakacje w towarzystwie Severusa Snape'a - nie dosyć, że ściągała na siebie uwagę ludzi, a od zawsze nienawidziła ludzi, to w dodatku czuła, że ta sytuacja obróci sie jeszcze przeciwko nim.
- Przepraszamy za spóźnienie, pani profesor - powiedziała Sophie, a McGonagall tylko kiwnęła głową i wydawała się wyraźnie nad czymś zastanowić. Rhodes wzywała w myślach Merlina, który miał sprawić, żeby stara czarownica nie słyszała o tej całej niedorzecznej sytuacji – chociaż było to niemal niemożliwe, bo uczniowie pewnie mówili o tym na śniadaniu tak głośno, że wszyscy nauczyciele mogli to usłyszeć. Na szczęście Eliksiry były dopiero za dwa dni, ale i tak zaraz miały znaleźć się w Wielkiej Sali, na obiedzie, gdzie musiała się zmierzyć ze wszystkimi uczniami – włączając w to Ślizgonów. Może, pomyślała Judith, powinnam rozpocząć nową dietę, która polegałaby na omijaniu wszystkich posiłków do końca edukacji w Hogwarcie? Zważywszy na to, że jej walnięta przyjaciółka chciała udawać homoseksualny związek, ten koniec mógł być bliski.

Transmutacja, pomimo obaw Rhodes, minęła w miarę spokojnie. McGonagall wydawała się jedynie dziwnie ostrożna w stosunku do nich, a wokół siebie mogły usłyszeć co jakiś czas swoje imiona szeptane z podnieceniem, jednak szybko się urywały pod gromowładnym spojrzeniem nauczycielki transmutacji. Najgorsze, przynajmniej dla Judith, miało stać się dopiero na obiedzie.

Sophie zmusiła przyjaciółkę siłą i kilkoma groźbami w stronę burego kota do tego, by wzięła ją za rękę i dumnie wkroczyła do Wielkiej Sali. W przeciwieństwie do Judith, która próbowała skulić głowę w ramionach lub po prostu zniknąć, za co dostała ledwo zauważalnego, lecz bolesnego kuksańca w żebra.

- Chociaż udawaj, że mnie kochasz – fuknęła na nią Sophie, uśmiechając się do wszystkich, którzy na nią patrzyli. – Lub ewentualnie jakby chodziło tylko o seks. Wiesz – wydęła usta, w jej mniemaniu, w uwodzicielski sposób pod tytułem „jakbym była najseksowniejszą osobą w Wielkiej Brytanii".

- Albo po prostu – syknęła jadowicie Judith – zabiję cię, jak będziesz spała.

Na te słowa Meyers wybuchła sztucznym śmiechem i wtuliła się w przyjaciółkę. – Ty to zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć, kochanie! – powiedziała trochę zbyt głośno, tak by cała sala mogła je usłyszeć. Teraz już wszyscy patrzyli na dziewczyny, nawet nauczyciele. Judith zaklęła cicho i jak najszybciej zajęła miejsce przy stole Gryffindoru, zastanawiając się nad przeniesieniem do Szkoły Magii Uagadou w Afryce. Ciekawe czy można mieć tam dwa lub nawet trzy koty – zastanowiła się Rhodes w myślach.

Od stołu nauczycieli wstał Dumbledore, a z różdżki wystrzelił kilka iskier, by zwrócić uwagę wszystkich osób zebranych w Wielkiej Sali.

- Nie, nie, nie - powiedziała Judith i zakryła sobie twarz rękami modląc się, żeby Albus mówił coś o powrocie Voldemorta, zamknięciu szkoły czy podobnych rzeczach - a nie o NICH.
- Hogwart to szkoła ze wspaniałymi, długoletnimi tradycjami, ale nie tylko; Hogwart to przede wszystkim szkoła, w której każdy - bez względu na pochodzenie, umiejętności czy rasę, a także orientację seksualną - słysząc to słowo, Judith zawyła - musi być traktowany w taki sam sposób i chciałbym, żebyście o tym pamiętali. A teraz siadajmy do posiłku!
Przy stole nauczycieli także panowało poruszenie - co prawda Severus Snape popijał sok z dyni z najobojętniejszą miną na świecie, ale jego chyba sam atak śmierciożerców na Hogwart nie byłby w stanie poruszyć; natomiast McGonagall skrzywiła się, myśląc, że to do jej zadań będzie należało przeprowadzenie rozmowy z mieszkankami jej Domu, a Hagrid nie za bardzo wiedział, o co tutaj w ogóle chodzi. Flitwick wyglądał na przestraszonego, a Trelawney mamrotała pod nosem, że wyczytała w gwiazdach już dawno miłość w Hogwarcie - i to miłość zakazaną, trudną, przekraczającą konwenanse obyczajowe. Jednak najbardziej poruszona wydawała się nowa profesor, Dolores Umbridge, którą dziewczyny poznały już pierwszego dnia szkoły i już wtedy wydawało się, że pod fałszywym uśmiechem skrywa głęboko żywioną nienawiść do uczniów - teraz ta nienawiść nie była nawet ukryta.
- Albusie, podasz mi soczku? - spytała słodkim do bólu głosem.
- Naturalnie, Dolores.
- Nie uważasz, że twoja szkoła, Albusie, powinna bardziej trzymać się tradycyjnych form wychowania?
- Och, nie wiem za bardzo, o co ci chodzi...
- Myślę, że wiesz.
- Dopóki to moja szkoła, wychowanie uczniów pozostaw mi - powiedział oficjalnie Dumbledore i przeprosił grono pedagogiczne, mamrocząc coś o tym, że ma niespodziewaną ochotę na waniliową herbatę.
- Zobaczymy - powiedziała złowrogo Dolores, siorbiąc sok dyniowy.

A jeśli o uczniów chodzi, to wszyscy - absolutnie wszyscy - wpatrywali się w stolik Gryffindoru, przy którym panowała prawie grobowa cisza, a miejsca obok Judith i Sophie były puste - jak gdyby nikt nie chciał im przeszkadzać w randce. Rhodes poczuła, że chociaż nie miała nic w ustach od wczoraj, to wcale nie jest głodna.

- Brawo Sophie, teraz już nie jesteśmy niewidzialne – warknęła Judith karmiąc kota piersią z kurczaka. – Teraz wszyscy się zachowują, jakbyśmy były górskimi trollami.

- Nie przesadzaj, wszyscy nas POKOCHAJĄ! – powiedziała uradowana Sophie, zajadając z radością swoją sałatkę. – Poczekaj, aż minie ich pierwszy szok. Wiadomo, to duża sprawa. Naprawdę duża – dla zobrazowania swoich słów dziewczyna machnęła rękami na wszystkie strony. – Zobacz, jak się na ciebie gapi Malfoy, prawie rozbiera cię wzrokiem.

Judith zerknęła w stronę stołu Ślizgonów i po raz pierwszy stwierdziła, że może pomysł Sophie nie był taki głupi. Draco siedział pomiędzy Pansy a Blaisem, ale nie zwracał w ogóle ani na ciągłe paplanie dziewczyny, ani na wredne uwagi chłopaka, tylko z rozmarzoną miną patrzył się na dwie Gryfonki. Parkinson, która w końcu zauważyła, co tak bardzo przykuło wzrok Malfoya, wstała wściekła od swojego stołu i w ułamku sekundy stała tuż koło Gryfonek.

- Myślicie, że jesteście fajne, bo jesteście lesbijkami? Powiem wam coś – jesteście tak nudne, że nie, nigdy nie będziecie fajne! – krzyknęła Pansy.

- Przepraszam, ale może przestaniesz na nas pluć jak mówisz? Trochę to niesmaczne – odpowiedziała spokojnie Judith, ostentacyjnie wycierając twarz z niewidzialnej śliny.

- Niesmaczne?! Niesmaczne to jest wasze zachowanie! Obojętnie jakiej orientacji jesteście, obojętnie co zrobicie, na zawsze ty będziesz – wskazała palcem na Sophie - obleśną szlamą, a ty – tym razem wymierzyła palec w Judith - jej nienormalną koleżanką, która umrze samotnie z kotami!

- Już nie samotnie, co nie kochanie? – zaszczebiotała Sophie do przyjaciółki, pieszczotliwie szczypiąc ją w policzek.

Pansy zaczęła udawać, że wymiotuje.
- Parkinson, my właśnie jemy... - zaczął mówić Fred Weasley, który - jak zawsze - pokazał się z bratem dosłownie znikąd.
- A ty nam raczej nie poprawiasz apetytu - dodał George.
- W zasadzie wystarczy nam, że musimy oddychać tym samym powietrzem co ty... - powiedział teatralnie Fred.
- No, nie chcemy się jeszcze dzielić jedzeniem.
- A może chciałaś coś powiedzieć naszym drogim koleżankom? - spytał Fred. - My też chętnie posłuchamy!
Parkinson tylko przewróciła oczami i odeszła.
- Same byśmy sobie poradziły - powiedziała nagle w przypływie odwagi Sophie, a Judith aż zatkało. Jej przyjaciółka odezwała się. Do Weasley'ów. To było niesamowite.
- Nie wątpimy w to. Ale przyznanie się do swojej orientacji...
- Wymagało od was wielkiej odwagi, jak na prawdziwych Gryfonów przystało. Macie naszą pełną aprobatę - powiedział Fred Weasley.
- Gdyby ktoś miał coś do was...
- Wiecie, gdzie nas szukać. Podpowiem, że wszędzie! - powiedział Fred i oboje, pogwizdując, odeszli.
- Och, a ja byłam dla was taka niemiła! Myślałam, że jesteście leniwe, złośliwe i aspołeczne, a okazało się, że po prostu musiałyście poradzić sobie ze swoją orientacją! Niech was przytulę! - zawołała Hermiona Granger i, nie reagując na protesty, zaczęła mocno przyciskać Sophie. Kiedy zbliżyła się do Judith, ta powiedziała:
- Och, to niezbyt dobry pomysł, Hermiono. Sophie będzie zazdrosna.
- Rozumiem, rozumiem - odpowiedziała współczująco Granger.

Podczas tych dwóch dni w życiu Judith i Sophie zdarzyło się więcej rzeczy niż podczas ostatnich czterech lat edukacji w Hogwarcie; nagle wszyscy zaczęli na nie zwracać uwagę. Dziewczyny ze starszego rocznika - Angelina Johnson i Alicja Spinnet - zgłosiły się na wywiad do gazety Sophie, Lavender i Parvati zaczęły udzielać im jakichś porad urodowych, a Hermiona oferowała pomoc w zadaniach domowych. Natomiast Harry i Ron za każdym razem głupkowato sie uśmiechali na ich widok, podobnie jak Seamus i Dean. Neville mamrotał tylko, że babcia mówiła, że tak nie można. Uczniowie z innych Domów na razie nie wchodzili w bezpośrednie interakcje, ale – w ogóle zwracali uwagę na ich egzystencję! Natomiast nauczyciele pozostali dziwnie zdystansowani.
- Wreszcie istniejemy, Judith! - zaszczebiotała Sophie, trzymając ją za ramię w drodze na eliksiry.
- Nie da się ukryć - wymamrotała Rhodes, już powoli przyzwyczajając się, że ludzie mówią jej "cześć".
Jednak kiedy zobaczyły minę Snape'a wiedziały, że nic w życiu nie przychodzi łatwo. Severus popatrzył na nie i wyszczerzył zęby - to chyba był uśmiech, chociaż bardziej przypominało bazyliszka czającego się na ofiarę.
- Myślę, że powinniście usiąść osobno - ogłosił im od drzwi.
- A niby dlaczego... Panie profesorze? - spytała Sophie - jak na gust Judith - zbyt pretensjonalnie.
- Chyba doskonale wiesz dlaczego, panno Meyers. Moje zajęcia to nie czas na romansy - powiedział, wyszczerzając znowu usta w dziwnym grymasie.
- Och, rozumiem, pan nas dyskryminuje... - zaczęła mówić Sophie, a Judith miała ochotę zapaść się pod ziemię. - My nie możemy razem siedzieć, a tymczasem Draco Malfoy może siedzieć z Pansy Parkinson? - spytała i uśmiechnęła się słodko.
- W zasadzie... Myślę, że to najcenniejsza uwaga, jaką wygłosiła pani od początku moich zajęć - powiedział nagle Snape. - W takim razie zamieńcie się miejscami.
- Ależ panie profesorze! - zaprotestował nagle Malfoy.
- Bez dyskusji, Draco - odparł obojętnie Severus.
- Moge usiąść z Pansy, panie profesorze? - zaszczebiotała Sophie i zaśmiała się. Snape popatrzył na nią i skrzywił się. Jej głos był jedną z najokropniejszych rzeczy, jakie usłyszał w życiu. To już nawet nie była pogarda - Judith miała wrażenie, że Sophie zaraz zmieni się w kamień. Snape pokiwał tyko głową i usiadł na biurku, po czym zaczął intensywnie wpatrywać się w jeden punkt. Po chwili przypomniał sobie, że w tej sali jest jeszcze Neville, a dawno nie doprowadził go do płaczu.
Malfoy niechętnie wstał i zajął stare miejsce Sophie. Miał minę obrażonego dziecka. Meyers mrugnęła porozumiewawczo do Judith i zajęła miejsce koło Pansy.
- Tylko daleko ode mnie - powiedziała Pansy, marszcząc nos.
- Nie martw się, nie gustuję w takich dziewczynach jak ty - powiedziała obojętnie Sophie, układając składniki na stoliku.
- Czyli w jakich? - spytała Parkinson takim tonem, jakby próbowała udawać, że nic ją to nie obchodzi.
- Brzydkich, Parkinson, brzydkich! – zalamentowała Sophie.
- Och, ty jędzo! Myślisz, że jesteś taka fajna? Nie dosyć, że jesteś z mugolskiej rodziny, to jeszcze lesba. Powinny zrobić specjalny protokół wyrzucania ze szkoły na takie jak ty! - Skrzywiła się z niesmakiem Pansy.
- Czyżbyś miała coś do osób o innej orientacji, Pansy? - Blaise Zabini obrócił się i popatrzył wyczekująco na Parkinson.

- Jasne, że tak. Przecież to sprzeczne z naturą, obrzydliwe i obraża nas - jako czarodziei – oznajmiła dumnie Pansy zakładając ręce na piersi. Zabini spojrzał na dziewczynę spod zmarszczonych brwi.

- Wiesz, myślę, że powinniśmy urwać nasz kontakt. Kategorycznie – oznajmił tonem głosu pełnym obrzydzenia.

- Co? Dlaczego?! Przecież mam rację! – wykrzyknęła Pansy.

- Panno Parkinson, proszę nie podnosić głosu na moich zajęciach. Minus jeden punkt dla Slytherinu – mruknął Snape, po czym spojrzał wymownie na Sophie. – Tylko jeden, bo jest pani już w trakcie odbywania jednej z kar.

- Czemu Ślizgonom zabiera się zawsze jeden punkt, a nam pięćdziesiąt – mruknęła sama do siebie Judith, patrząc, jak Pansy wściekle miesza substancję w kociołku.

- Ja, osobiście – odezwał się Malfoy, przeciągając samogłoski. Rhodes spojrzała na niego zaskoczona, chyba pierwszy raz słyszała jego głos, który nie był przesiąknięty pogardą – dałbym wam za ostatnie wiadomości nawet i sto punktów.

Dziewczyna zaczerwieniła się, jednak starała się udawać, że nie obchodzą jej słowa obiektu swoich westchnień i skrupulatnie odmierzała krople krwi salamandry do eliksiru, który przygotowywali.

- Nigdy nic nie miałeś przeciwko homoseksualistom – oznajmił dumnie, bawiąc się fiolką ze śluzem gumochłonów. – Szczególnie do lesbijek – Mrugnął do niej porozumiewawczo – sam się przyjaźnię z gejem.

Na te słowa Judith przerwała mieszanie eliksiru i spojrzała zdziwiona na Draco.

- To Goyle jest gejem?! – zapytała się zdziwiona, może trochę zbyt głośno. Wszyscy w klasie spojrzeli najpierw na dziewczynę, a następnie na zszokowanego chłopaka.

- Minus pięć punktów dla Gryffindoru – mruknął obojętnie Snape, nie spuszczając wzroku z Neville'a, który wyglądał, jakby dostał drgawek przedśmiertnych.

- Co? Nie! – Malfoy się zaśmiał. – Chodziło mi o Zabiniego. Słabo działa ten wasz gej detektor.

Judith zastanowiła się chwilę. Właściwie to, co mówił blondyn, miało sens. Blaise zawsze odrzucał zaloty innych dziewczyn, nosił trochę zbyt wąskie spodnie, idealnie dobraną szatę - jak od najlepszego projektanta strojów czarodziejski i ten sposób, jakim poruszał biodrami i rękoma… Że wcześniej tego nie zauważyły!

- Myślisz, że Sophie miałaby coś przeciwko trójkątowi? – zapytał się głupkowato Malfoy.

- Hej, cały wieczór cię szukałam! Co tutaj robisz? – Sophie wisiała głową w dół z łóżka Judith i uważnie się przyglądała przyjaciółce, która leżała plackiem na podłodze z kotem przyciśniętym do piersi.

- To wszystko jest złe… - mamrotała.

- Co jest złe? – zdziwiła się blondynka. – Jest super! Fred i George zapraszają nas na nocny wypad do Hogsmeade.

- Nie idę – odpowiedziała cicho Rhodes, wtulając twarz w futerko kota.

- Czemu?

- Bo to wszystko był głupi pomysł. Malfoy nie leci na mnie…

- Ależ leci! – przerwała jej Sophie.

- Nie, nie leci. Leci na to, że jestem lesbijką. Chce tylko trójkąt z nami – warknęła Judith.

- Trójkąt? Z panem arystokratą – zamyśliła się chwilę. - Dobra to dziwne, że chce tknąć tak wielką szlamę, jaką ja jestem – Zaśmiała się, ale widząc ponurą minę przyjaciółki zmieniła ton. – Weź przestań, na pewno żartował. Mamy piętnaście lat, jego największy kontakt z kobietą, oprócz mamusi, był z Pansy, a jej nie można nazwać kobietą, tylko mopsem, co już podlega pod zoofilię!

- Dzięki, Sophie, ale jakoś mnie to nie pociesza – odpowiedziała Rhodes i schowała się głębiej pod łóżko.

- Jejku, daj spokój, choooodź, będzie fajnie! - zawołała Sophie.
- NIE IDĘ - powtórzyła stanowczo Judith, jeszcze bardziej przykrywając się kołdrą.
- Jak chcesz - mruknęła i wyszła z pokoju - postanowiła podążyć wprost pod siedzibę Slytherinu.

Sophie zaczaiła się zza rogiem, tuż przed Kamienną Ścianą, która prowadziła do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Wypatrywała w tłumie przylizanej blond czupryny, ale po piętnastu minutach nie doczekała się. Stwierdziła, że to spotkanie z Weasley'ami stanowi dla niej dzisiaj priorytet, ale wtedy przed oczami mignęła jej ciemna skóra Zabiniego.
- Zabini! - zawołała, a chłopak stanął i obrócił się. Uniósł lekko brwi do góry.
- Czego chcesz? - spytał niezbyt przyjemnie.
- Widziałeś może Malfoy'a?
- Na Merlina, co ci przyszło do głowy, skoro myślisz, że on będzie chciał z tobą rozmawiać?
- Ty to robisz – wytknęła mu Sophie.
- Powiedzmy, że jestem bardziej neutralny.
- W każdym razie, jak go spotkasz, mógłbyś mu powtórzyć, że jesteśmy chętne?
- Chętne na co?
- On będzie wiedział. Pa, kochanie! - odeszła, machając mu.

Sophie próbowała doprowadzić się do jak największego porządku - studiując uważnie gazetę pod tytułem "Czarownica" usiłowała zrobić się na BÓSTWO!
- Gdzie sie tak szykujesz? - zaszczebiotała Lavender, która właśnie weszła do łazienki.
- Ach, do miasta z Weasley'ami.
- Bez Judith? - spytała wścibsko Brown.
- Pokłóciłyśmy się. Bywa. - Wzruszyła ramionami Sophie i wybiegła z łazienki; Lavender Brown, jako największa plotkara w Gryffindorze, już miała zamiar powtórzyć wszystkim nowo usłyszaną nowinę.
Weasley'owie czekali już przed Pokojem Wspólnym.
- A gdzie twoja połówka? - spytał się Fred.
- Och, pokłóciłyśmy się. Ale postanowiłam z wami wyjść, potrzebuję się zabawić - zaczęła paplać Sophie, nakręcając na palce kosmyk włosów.
- Tak się wystroiłaś, że widzę, że nie masz zamiaru dzisiaj próżnować. - Uśmiechnął się George.
- Powiedziałbym nawet, że wyglądasz naprawdę ładnie... - zaczął Fred.
- Gdybyś nie była lesbijką. To nie przystoi - dodał George.
- Ale może uda nam się poderwać dzisiaj kilka dziewczyn! - podsumował Fred, a Sophie, podążając za nimi, pomyślała, że to chyba nie był najlepszy pomysł.

- Ta dziwna blondyna z Gryffindoru coś od ciebie chciała - mruknął obojętnie Zabini, siadając obok Dracona w Pokoju Wspólnym Slytherinu.
- Co ta lesba mogła ode mnie chcieć? - spytał Draco, nie odrywając się od swojego wypracowania na Eliksiry.
- Chyba wolałem, kiedy używałeś słowa szlama. - Skrzywił się Zabini.
- Przestań już być taki purytański, Blaise. O tobie bym tak nie powiedział. Ale nie mówiła, czego chce?
- Kazała ci przekazać, że są chętne. Nie wiem na co i za bardzo mnie to interesuje – mruknął Blaise.
Draco Malfoy przez chwilę miał minę, jakby intensywnie myślał.
- Ach, już wiem! Trójkąt!
- Co?! - wrzasnął Zabini, tracąc swój zwykły spokój. – Trójkąt ze SZLAMĄ?
- Och, przestań, nawet mój ojciec sypiał ze szlamami. - Przewrócił oczami Draco. - Seks nic nie oznacza.
- A co na to Pansy?
- Działa mi ostatnio na nerwy - odparł wymijająco Malfoy, myśląc o tym, że Parkinson nadal nie chce się z nim przespać.

- Mamusia cię kocha, Puszku – mówiła Judith do burego kota, który chrapał jej na kolanach. – Najbardziej na świecie. Szkoda, że nie możesz mieć braciszka lub siostrzyczki!

Dziewczyna siedziała w Pokoju Wspólnym w fotelu, który znajdował się najbliżej kominka. Dziwne było to, że udało jej się go zająć bez problemu, mimo tego że wcześniej wręcz trzeba było się zapisywać na listę rezerwacji, jednak uznała, że to może jeden z tych cudownych przywilejów „wyjścia z szafy". Co prawda od kilku godzin wszyscy schodzili jej z drogi, patrzyli współczująco, a jedna dziewczyna z szóstego roku podrzuciła jej czekoladową żabę, jednak zamiast karty z czarodziejami znajdowała się w niej karteczka z wiadomością: „Mam klucze do łazienki prefektów, jeśli chcesz się rozluźnić i zapomnieć… Zapraszam". Rhodes zjadła czekoladową żabę, a na karteczce narysowała dość nieudolną karykaturę Harry'ego.

- Ooooch, Judith! –Koło niej pojawiła się Lavender. – TAK BARDZO MI PRZYKRO! – wykrzyczała wręcz jej do ucha i zawisła na oparciu fotela.

- Yyy, jasne, spoko, ale o co się rozchodzi? – mruknęła brunetka, starając się utrzymać nerwy na wodzy.

- Oj, to Sophie ci jeszcze nie powiedziała? Tak mi przykro, ale zerwała z tobą! – pisnęła podniecona Brown, węsząc prawdziwą aferę.

- Jakoś to dziwne, że ledwie się ujawniły, a już planują trójkąt z tobą – mruknął Zabini, przyglądając się Draco, który robił uwodzicielskie pozy przed lustrem.

- Spójrz na mnie, jestem doskonały, nawet zagorzałą lesbijkę zrobiłbym powrotem hetero – oznajmił dumnie chłopak, pełny pychy, na co Blaise przewrócił tylko oczami. – Gdybym chciał to nawet ciebie bym miał.

- Marzenia! Wolę brunetów – mruknął Zabini, po czym dodał ciszej – rudzi też ujdą! – I zanim Draco zdążył się oburzyć, wyszedł z dormitorium.

- Sophie, ta jest niezła, nie? – Fred szturchnął dziewczynę i wskazał jakąś rudą, w bardzo krótkiej sukience.

- Jakbyś uprawiał seks ze swoją siostrą – mruknęła już dobrze zdenerwowana dziewczyna.

- Fuj! - Wzdrygnął się na samą myśl George.
- A co myślisz o innych dziewczynach w Hogwarcie? Wiemy, że jesteś zajęta, no ale wiesz... - zaczął mówić Fred i nakreślił rękami dwuznaczny gest w powietrzu.
- Hmmm... - Sophie zamyśliła się przez chwilę - Kate wygląda całkiem pociągająco - powiedziała wreszcie, wymieniając pierwsze imię, które przyszło jej do głowy.
- Katie? - spytał bez przekonania George.
- Za chuda i za blada - ocenił krytycznie Fred.
- Tak, nam podoba się Angelina...
- Doszedłem z nią nawet do siódmej bazy po balu - pochwalił się Fred, opierając nonszalancko łokieć na stole.
- Siódma baza? - spytała ostrożnie Sophie.
- Macanki. Angelina jest trudna do zdobycia - stwierdził leniwie Weasley.
- Parvati też jest niezła. Ale strasznie głupia - powiedział George.
- Zresztą, najładniejsze dziewczyny i tak są w Ravenclavie - powiedział Fred.
- Racja - rozmarzył się George. - Mandy, Cho...
- Lisa, Padma...
- Za to Ślizgonki są okropne!
- Tak, większość oskarżamy o pokrewieństwo z trollami.
- Tak, ja muszę siedzieć z Pansy - skomentowała Sophie, po czym dodała szybko, ale bez zbytniego przekonania w głosie - mnie się najbardziej podoba Judith.
- Daj spokój, monogamia jest nudna - powiedział Fred.
- Jesteśmy piękni i młodzi - potwierdził George i oboje prawie nie skręcili kark, oglądając się za blondynką odzianą w bardzo krótką szatę.
- Wydaje mi się, że ona ma naprawdę dobre serce i piękną duszę - powiedział z przesadnym patosem Fred, przygładzając rudą czuprynę.

Poirytowana Judith wyszła z Domu Gryffindoru i zaczęła kierować się w stronę kuchni. Ludzie po rozstaniach zawsze jedli lody. Dużo lodów. Co prawda, zarówno związek, jak i kłótnia były fikcyjne, ale to nie oznaczało, że nie można zjeść lodów, prawda?
- Oskalpuję ją, jak wróci - wymamrotała pod nosem do siebie, ale po chwili stwierdziła, że ma większy problem - słyszała kroki. Szybko wskoczyła za pomnik Anny Boleyn - i kucnęła. Zdecydowanie miała dosyć szlabanów.
- Jeśli Ministerstwo przejmie kontrolę nad Hogwartem, to będziemy mieć poważny problem, Albusie. - Usłyszała lodowaty głos Snape'a, który rozchodził się echem po korytarzu.
- Dolores przejmie wreszcie władzę nad Hogwartem, Knot do tego dąży. Kiedy mnie tutaj nie będzie, to liczę, że to ty, Severusie, będziesz kontrolował sytuację - powiedział Dumbledore.
- Zapewne. Ci twoi Gryfoni są tacy głupi, że sami wchodzą prosto w paszczę lwa - odparł jadowicie Severus. - Potter na każdych zajęciach dostaje szlaban od Umbridge, a te dwie dziewczyny z Gryffindoru... Doprawdy nie wiem, co im wpadło do tych durnych łbów - warknął.
- Och, Severusie, to bardzo odważnie ujawniać swoją orientację seksualną... - Głos Dumbledore'a stawał się coraz mniej słyszalny.
- Och, tak, zapomniałem. Szkoda że ty jeszcze tego nie zrobiłeś. - Judith słysząc ton głosu Severusa oczami wyobraźni widziała, jak wykrzywia usta w podłym grymasie i marszczy brwi, jakby miał w sobie stałą chęć mordu. Ale ten nieprzyjemny obrazek uleciał dosyć szybko, bo... Na Merlina, Dumbledore był gejem!

- Miło nam było! Na razie! - Zasalutował George.
- Tak, zdecydowanie musimy to powtórzyć! - zawołał Fred i oboje udali się w kierunku swojego dormitorium, ale nagle zatrzymali się w połowie schodów.
- Jeśli ona jest lesbijką, to ja jestem zaginionym dzieckiem wujaszka Snape'a - skomentował George, kiedy zniknęła im z oczu.
- Co ty nie powiesz, bracie! Sam czarodziej Holmes nie mógłby się z tobą równać w spostrzegawczości. - Uśmiechnął się złośliwie Fred. - Wiedziałem to od samego początku - dodał po chwili.
- Prawie nie zdjęła majtek przez głowę, kiedy siedziała obok ciebie - skomentował kpiąco George.
- Cóż poradzisz, najprzystojniejszy Weasley nie może odpędzić się od kobiet... - westchnął z przesadną egzaltacją Fred.
- To co zrobimy? Zdemaskujemy je?
- Rozczarowujesz mnie, George. Jaka byłaby w tym wszystkim zabawa? Gdzie sens naszego życia? – zapytał z udawaną nostalgią. - Po prostu trochę się zabawimy jej kosztem... Tej drugiej się trochę boję. Wygląda jak Śmierciotula - wyszeptał ostatnie zdanie konspiracyjnie i oparł się o barierkę. - Pokażemy pannie Meyers, że nie można wycinać numerów najlepszym dowcipnisiom w Hogwarcie. Nigdy! Nigdy! - zawołał i wybuchnął iście szarlatańskim śmiechem.
- Czasami się ciebie boję - powiedział z udawaną powagą George. - Nie myślałeś o tym, żeby przenieść się do Slytherinu, Forge?
- Ranisz moje uczucia, Gred! - zawołał z emfazą Fred.
***

- To był najgorszy wieczór w moim życiu! – Sophie padła na swoje łóżko, czekając na reakcje kogokolwiek z dormitorium.

- Mogłabym ci nawet współczuć, gdyby nie to, że nic mnie to nie obchodzi – stwierdziła Judith, jedząc na łóżku lody.

- Jesz po 18? Wiesz kim są pingwiny?! – Meyers zrobiła dramatyczną pauzę. – Jaskółkami, które żarły po 18! Jeszcze lody, wiesz ile w tym jest tłuszczów?

- Nic mnie to nie obchodzi. Ciebie też nie powinno, skoro zerwałaś ze mną – odpowiedziała nonszalancko.

- Co? Ja zerwałam?!

- Cały Gryffindor o tym huczy, dzięki naszej uroczej współlokatorce Lavender Mam Język Dłuższy Niż Ogon Rogogona Węgierskiego – oznajmiła jej brunetka. – Także nasz najdłuższy związek, całe trzy dni, właśnie się zakończył. W życiu nie czułam takiej ulgi.

- Ha ha ha, ale czekaj… Nie. Nie możemy teraz tego zakończyć! – nerwowo powiedziała Sophie.

- Niby czemu nie? – Judith z rezygnacją spojrzała na przyjaciółkę i oddała resztę lodów kotu.

- No bo ja… Jaa… - zająkała się Meyers – zgodziłam się na trójkąt z Malfoyem.