Kilka godzin po spotkaniu przy lunchu, Kagami siedział zgarbiony nad biurkiem. Wertując bez celu strony raportu, z całych sił starał się nie stracić cierpliwości. Wtem usłyszał puknie do drzwi, co sprawiło, że wyprostował się z podekscytowaniem i do biura wszedł młody mężczyzna, którego poznał wcześniej. – Przepraszam, szukam detektywa Kagamiego?

Kagami pomachał do niego i podniósł w górę papiery. – Kuroko, zdążyłeś! Zaczynałem już myśleć, że się nie pojawisz. Proszę, możemy pójść porozmawiać w jakimś odosobnionym miejscu.

Niższy mężczyzna ukłonił się lekko. – Wybacz, że tak długo. Jedno z dzieci ze żłobka się spóźniło, więc musieliśmy na nie poczekać.

Kagami pokiwał bezmyślnie głową, zupełnie nie mogąc sobie wyobrazić tego młodego mężczyzny pracującego w żłobku. Czy on się kiedykolwiek uśmiechnął do dzieci? Jak dotąd, w ciągu ograniczonej ilości czasu, jaką z nim spędził, ani razu nie zobaczył zmian w wyrazie twarzy chłopaka. Czy dzieciaki w ogóle go zauważały? Machnął niedbale ręką, wzruszając ramionami. – Och, nie przejmuj się tym. To twoja praca, prawda? Nie możesz nic na to poradzić. Chodź, myślę, że w tamtym pokoju jest klimatyzacja.


Usiedli w pustym gabinecie. – Detektywie…

Być może to dlatego, że był „zamerykanizowany", ale nie mógł przyzwyczaić się do tych wszystkich formalności i honoryfikatywności, których używali w Japonii. To czyniło wszystko i wszystkich zbyt zdystansowanymi i nieprzystępnymi – przynajmniej dla niego. Preferował luźniejsze relacje. – Wystarczy Kagami albo Taiga. Formalności są zbędne. To znaczy, nie zamierzam zwracać się do ciebie Kuroko-san czy coś. To zbyt męczące.

- To raczej niegrzeczne, Kagami-san—

- Oi, słyszałeś w ogóle co właśnie powiedziałem? Wystarczy Kagami.

- W takim razie Kagami-kun.

Domyślając się, że prawdopodobnie nie dostanie nic lepszego, wzruszył ramionami, przyznając się do porażki. – Uparty jesteś, co? No dobrze. Ale czy to nie dziwne? Masz jakieś, ile? 22 lata?

- Mam 26 lat – brzmiała śmiertelnie poważna odpowiedź.

Popatrzył na niego jeszcze raz, nie wierząc swoim uszom. – Co? Poważnie? Jesteś w tym samym wieku co ja? Jak to w ogóle możliwe? Jesteś taki… mały i bardzo młodo wyglądasz. – Z nadzieją, że go nie uraził, szybko zmienił temat. – Uhh, więc o co chciałbyś zapytać?

Następna odpowiedź była trochę mniej pewna. – Chciałem się tylko upewnić. Czy macie pewność, że osobą, którą znaleźliście naprawdę był Kise-kun?

- Cóż, wciąż badamy uzębienie, ale otrzymaliśmy szkic i to. – Kagami wyciągnął z koperty woreczek z kolczykiem i wręczył go Kuroko. – Czy to wydaje ci się znajome? – Kagami przyglądał się przez chwilę drobiazgowi, kiedy czekał na młodego mężczyznę i zauważył, że chociaż przedmiot się odbarwił, resztki oryginalnego koloru nadal były widoczne. – W raporcie z laboratorium napisano, że był zrobiony ze standardowego srebra. Ale wygląda na to, że w jednym miejscu mogła być na nim niebieska farba. Czy twoim zdaniem ten kolczyk coś oznacza?

Kuroko siedział z plastikowym woreczkiem w dłoni i wpatrywał się w niego bez słowa. Minutę później słabo kiwnął głową. – Tak. Ten kolczyk oznacza, że Kise-kun naprawdę nie żyje.

Czując się nagle niekomfortowo na myśl, że być może doprowadzi tym chłopaka do płaczu, Kagami odwrócił wzrok z zakłopotaniem i podrapał się po głowie. – Wybacz, powinienem pewnie przekazać ci te informacje bardziej taktownie. Dać ci chwilę? Mogę przynieść chusteczki i wyjść z pokoju czy coś – zaoferował.

Alex nie nazwała go „Panem Wrażliwym" bez powodu.

Kuroko powoli pokręcił głową z pustym wyrazem twarzy, nieudolnie szukając słów. – Nie, w porządku. Po prostu… Chyba nigdy tak naprawdę nie przeszło mi przez myśl, że Kise-kun mógłby… umrzeć. Mimo że zniknął na tak długo, zawsze spodziewałem się, że znów go zobaczę. Czy możesz powiedzieć mi jak to się stało?

Kagami zastanowił się nad tym przez chwilę, zanim postanowił, że najlepiej będzie podzielić się z nim informacjami z braku lepszych rzeczy do powiedzenia. – Przyczyna śmierci nie została jak dotąd ustalona i nie ustaliliśmy jeszcze motywu zbrodni, ale – zerknął na drugiego mężczyznę, starając się dobrać odpowiednie słowa – kiedy znaleźliśmy go w Parku Zenpukuji… był w stawie.

Jasnoniebieskie oczy zamrugały. – W stawie? Nie rozumiem.

- Znaleźliśmy go w wodzie. Ktoś przywiązał go do głazu. Ale nie ustaliliśmy jeszcze przyczyny śmierci, więc nie wiemy czy żył, gdy wrzucono go do wody… - Urwał, karcąc się w duchu za to, że nie powiedział tego bardziej taktownie. – Zdaję sobie sprawę, że to było dawno temu, ale czy przychodzi ci na myśl ktoś, kto mógłby chcieć go skrzywdzić?

Niższy mężczyzna pokręcił głową. – Nie, nie za bardzo. A przynajmniej nikt nie przychodzi mi w tej chwili do głowy. – Mimo że jego głos był spokojny, Kagami widział w jego oczach, że te wiadomości bardzo nim wstrząsnęły.

Wziął do ręki notes. – Czy myślisz, że jesteś w stanie powiedzieć mi więcej na temat Kise?

Kuroko skinął lekko głową, mimo że jego wzrok był skupiony na butach. – Tak, oczywiście. Kise-kun – jego pełne nazwisko brzmi Kise Ryouta. Musisz nie być stąd, jeśli nigdy o nim nie słyszałeś. Był naprawdę znanym modelem i koszykarzem. Poznałem go w drugiej klasie gimnazjum. Obaj należeliśmy do drużyny koszykarskiej w Gimnazjum Teikou. Nasza drużyna nazywała się Pokolenie Cudów, ale to było bardzo dawno temu. Podejrzewam, że większość ludzi już nie pamięta o Pokoleniu Cudów.

Uszy Kagamiego ożywiły się, gdy usłyszał nazwę drużyny. Cieszył się, że miał szansę na poprawienie humoru rozmową o koszykówce. – Pokolenie Cudów? Och, to stąd znam jego nazwisko. Kiedy byłem w gimnazjum i liceum, mieszkałem w Ameryce, ale śledziłem tutejszą koszykówkę. Był sportowym geniuszem, prawda? Zaraz, czy to znaczy, że ty też należałeś do Pokolenia Cudów? – Zastanowił się przez chwilę. – Och! Wydaje mi się, że faktycznie widziałem kiedyś twoje imię w artykule. Bez obrazy, ale w ogóle nie widziałem jak grasz w koszykówkę.

Niższy mężczyzna pokręcił głową. – W porządku. Reporterzy rzadko mnie zauważali, pewnie dlatego nigdy nie zostałem wyróżniony. Nigdy też nie zajmowałem tak naprawdę żadnej oficjalnej pozycji. Byłem cieniem asa.

- Huh? Jest w ogóle taka pozycja? Czy właśnie przed chwilą ją sobie wymyśliłeś?

- Jesteś bardzo szczery, prawda, Kagami-kun?

Już miał wymamrotać niezadowolone przeprosiny, kiedy zauważył na twarzy Kuroko słaby uśmiech. Atmosfera w pomieszczeniu się rozładowała. – Więc nawet ty potrafisz pokazać emocje, huh? Hej, jeśli będziesz chciał, zagrajmy później w kosza. W pobliżu jest boisko. Grałem w gimnazjum, w liceum i w akademii policyjnej, więc założę się, że będę w stanie stawić ci czoła. Zawsze chciałem zagrać przeciwko Pokoleniu Cudów. – Właściwie ledwo udało mu się ukończyć akademię, gdyż mimo tego, że wiedział jak beznadziejny był ze wszystkich przedmiotów, wciąż wychodził i grał w koszykówkę, zamiast się uczyć.

- Jasne. Nadal gram od czasu do czasu. Tak czy inaczej – kontynuował Kuroko. – Teraz, kiedy się nad tym zastanowię, Kise-kun faktycznie miał wielu naturalnych wrogów. Był kimś, kto miał wszystko, wygląd, dobrze płatną pracę i nieograniczony talent w sporcie. Można by go nazwać złotym chłopcem. Nie był bardzo dobry w nauce, ale myślę, że wielu ludzi mu zazdrościło. Jednak nie przychodzi mi na myśl nikt, kto przystąpiłby do działania w tej sprawie.

- Więc zakładam, że był fajnym facetem? Sympatycznym?

Kuroko skinął głową. – Tak, był bardzo popularny zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet. Kise-kun był naprawdę wesołą osobą i był dla wszystkich miły. Zachowywał się jak pies – szczególnie wobec osób, które znał. Zawsze biegał dookoła i dodawał przyrostek „cchi" do imion innych ludzi. Nawet w liceum zawsze odwiedzał mnie w Seirin. Słychać było jego „Kurokocchi, Kurokocchi" z odległości kilku kilometrów. Był naprawdę głośnym facetem – i zbyt ufnym. Nawet w gimnazjum karciliśmy go za dawanie swojego numeru fanom i prześladowcom.

Kagami uniósł brew i zapytał z niedowierzaniem: - Prześladowcy? Naprawdę?

Głos Kuroko wypełnił się czułością. – Tak, miał kilku prześladowców, ale byli to zazwyczaj szaleni, lecz nieszkodliwi fani. Tylko raz zdarzyło się coś złego, kiedy zabrali mu ubrania z szatni podczas ćwiczeń. To dlatego, że Kise-kun był zbyt beztroski. Z tego co pamiętam, został za to uderzony przez Akashiego-kun.

- Pamiętasz cokolwiek z dnia, w którym zniknął?

Niebiskie oczy powędrowały w górę w zamyśleniu. – Noc, w którą zniknął… była nocą, kiedy kończył się Puchar Zimowy. Było wtedy uroczyste przyjęcie z obiadem, na które zostały zaproszone wszystkie drużyny, które uczestniczyły w turnieju. Z tego co pamiętam skończyło się około ósmej albo dziewiątej.

Kagami notował wszystko w notesie. – I Kise tam był? Zachowywał się wtedy jakoś inaczej?

Kuroko pokręcił głową. – Nie, był głośny i wesoły jak zawsze. Miał na sobie naprawdę drogi garnitur, który dostał z jednej ze swoich sesji zdjęciowych i spędził całą noc, rozmawiając z innymi graczami i wymieniając się z nimi numerami telefonów. Nie wydaje mi się, żeby przestał ]udzielać się towarzysko przed zakończeniem przyjęcia, ale to raczej normalne dla Kise-kun. Kiedy przyjęcie się skończyło, każdy poszedł w swoją stronę i to był ostatni raz, kiedy go widziałem.

Kagami pochylił głowę w podziękowaniu, zachęcając go do kontynuowania. – Kiedy dowiedziałeś się, że zaginął?

- Dowiedziałem się później tej samej nocy, kiedy dostałem telefon od Aomine-kun. Kise-kun nocował wtedy u niego. Podobno zostawił karteczkę, na której napisał, że zaraz wróci. I oczywiście Aomine-kun podejrzewał, że poszedł po coś do sklepu. Ale Kise-kun nie wrócił po kilku godzinach, więc zaczęliśmy go szukać. Razem z wszystkimi, których zdołaliśmy zebrać w tak krótkim czasie, spędziliśmy całą noc na poszukiwaniach. A następnego dnia wieści dotarły do policji i prasy. Tak wielu ludzi go szukało, lecz mimo to nigdy go nie znaleźliśmy. Po tamtej nocy już nigdy o nim nie usłyszeliśmy.

Kiedy Kagami skończył robić notatki, spojrzał na swojego rozmówcę. – Aomine… brzmi znajomo. Czy to nie ten facet z drużyny narodowej?

- Tak, to ten.

- Łał, zatem wychodzi na to, że jesteś powiązany z całkiem znanymi ludźmi, co? – Zapisał imię i z przyzwyczajenia postukał się długopisem w policzek. – Myślisz, że kiedy już poinformuję rodzinę, warto by było przepytać pozostałych członków Pokolenia Cudów? I jego dawnych kolegów z drużyny, rzecz jasna.

Kuroko pochylił głowę. – To mogłoby się przydać. Wszyscy byli na tamtym turnieju, więc dosyć często się wtedy widywaliśmy. Ktoś z nich albo z członków ich drużyn mógł widzieć Kise-kun po tamtym bankiecie. Nie utrzymywaliśmy zbytnio kontaktów po liceum. Prawdę mówią, po gimnazjum Kise-kun był jedynym, który naprawdę starał się utrzymać kontakt ze wszystkimi. Ale mogę z łatwością zdobyć dla ciebie ich dane kontaktowe, gdybyś chciał. Miałbyś coś przeciwko, gdybym poszedł tam z tobą?

- Och? To byłoby bardzo pomocne. I nie żebym narzekał, ale dlaczego chcesz iść ze mną?

- Pokolenie Cudów… Chciałbym zobaczyć jak wszyscy sobie radzą. Poza tym nie otwierają się zbyt szybko na obcych, więc mógłbym ci pomóc. Proszę, ja również chciałbym się dowiedzieć co się stało Kise-kun.

Nieco zaskoczony determinacją w tych jasnoniebieskich oczach Kagami, zastanowił się nad całą sytuacją. Z jednej strony odkąd chłopak się pojawił, bardzo mu się przydawał, jako że okazał się być powiązany z wieloma osobami, które mogły pomóc. Ale z drugiej strony był podejrzanym w tej sprawie, ponieważ zawsze istniał cień szansy, że w rzeczywistości był przestępcą, przyjaźniącym się z ofiarą i tak dalej. Nie wspominając już o tym, że jego wiecznie pusty wyraz twarzy sprawiał, że wyglądał podejrzanie. Jednakże wbrew jego pozbawionej wyrazu twarzy, niższy mężczyzna miał bardzo szczere spojrzenie.

Postanowił mu zaufać.

Wzruszając ramionami, detektyw wyjął z kieszeni swój telefon. – Jak dla mnie brzmi świetnie. Czy istnieje ustawa zabraniająca wciągania do sprawy cywilów? Może powinienem zapytać Alex. Ach, nieważne, myślę, że mogę cię zabrać ze sobą jako doradcę czy coś. Tylko upewnij się, że nie będziesz wchodził mi w drogę, okej? Dobra, wymieńmy się numerami. Przynajmniej będziemy ze sobą w kontakcie. – W duchu zastanawiał się czy takie się miało uczucie, gdy wymieniało się numerami z dziewczyną. Spoglądając na niższego mężczyznę, wyciągnął rękę i zmierzwił mu włosy. – Rozchmurz się, myślę, że wystarczy ci depresyjnych rozmów jak na jeden dzień. Zajmijmy się meczem. Założę się, ze gdzieś tu jest piłka.

Kuroko spojrzał na niego pustymi, niebieskimi oczami i oddał mu jego telefon. – Jesteś zaskakująco miły, wiesz, Kagami-kun? Myślę, że Kise-kun by cię polubił. Założę się, że zwracałby się do ciebie „Kagamicchi" i wysyłałby ci sms-y, aż miałbyś go dość.

Kagami zrobił minę. – Kagamicchi? Naprawdę nazywałby mnie tak z poważnym wyrazem twarzy? Nie wiem czy tak bardzo bym go polubił. Model i koszykarz? Jak dla mnie wydaje się zbyt… olśniewający.

- Myślę, że byś go polubił albo nauczyłbyś się go tolerować. Po jakimś czasie przywykłbyś do promienności i blasku. Bardzo trudno nie szanować go jako koszykarza. Kise-kun zawsze starał się z całych sił i nie zależało mu jedynie na wygranej, tak jak innym graczom. Mimo że grał tylko przez 2 lata, naprawdę kochał koszykówkę.

- Przez to co mówisz chciałbym go teraz poznać. Wygląda na to, że fajnie byłoby zagrać przeciwko sobie – pomijając przezwiska. – Obaj zamilkli na dłuższą chwilę. Kiedy Kagami w końcu wstał, zamrugał. – Och, i jeszcze jedno, zanim zaczniemy mecz. Pomożesz mi znaleźć dobre zdjęcie Kise? Potrzebuję jednego do dokumentów. – Pomyślał, że łatwiej będzie poprosić o to Kuroko, niż rodziców chłopaka.

Kuroko odparł zupełnie poważnie: - Jeśli chcesz dobre zdjęcie, powinieneś wziąć jedno z tych, na których Kise-kun płacze. Ma bardzo ładny wyraz twarzy, kiedy to robi.

- Co?! Nie mów czegoś takiego z taką poważną miną, sadysto!


Kiedy znaleźli się na boisku, Kagami uśmiechnął się ironicznie i podał drugiemu piłkę. – Zobaczmy, co potrafisz, Kuroko. Zdecydowanie będę dla ciebie łagodny.

- W porządku.

W ciągu sekundy Kuroko biegł już w stronę kosza. Kagami nie spodziewał się, że porusza się tak szybko. – C— Zanim zdążył wypowiedzieć słowo, niższy mężczyzna już rzucał do kosza.

I spudłował.

- …ups.

Kagami z niedowierzaniem otworzył szeroko oczy. – Ups?! Oi, Kuroko, żartujesz sobie ze mnie? Przestań się wygłupiać! Myślałem, że jesteś dobry w koszykówkę! Jesteś pewny, że należałeś do Pokolenia Cudów!? Jak mogłeś spudłować, kiedy nikt cię nie krył!?

- Kagami-kun, proszę, przestań tak głośno krzyczeć, ludzie się patrzą…


Następny dzień był bardzo stresujący. Kagami nie tylko musiał przekazać złe wieści rodzicom ofiary, lecz również poprosić ich, żeby zatrzymali śmierć syna dla siebie. Po zdaniu raportu Alex i namówieniu jej, żeby Kuroko mu towarzyszył, wspólnie postanowili, że najlepiej będzie utrzymać wszystko w tajemnicy tak długo jak tylko się da, jako że ofiara była bardzo znana. Po stresujących mękach, skończył spędzając kilka godzin w bibliotece – miejscu, które rzadko odwiedzał. Zaszył się w pokoju do nauki, przeglądając stare gazety i magazyny. Większość nagłówków i informacji była o tym samym, z wyjątkiem kilku pogłosek o ucieczce.

Top model Kise Ryouta zaginiony!"

Model i koszykarz Kise Ryouta uprowadzony?"

Kise Ryouta rozpłynął się w powietrzu po turniejowym bankiecie!"

Dłuższą chwilę poświęcił magazynom o koszykówce. Kagami nie tylko dowiedział się więcej o ofierze, lecz również zaznajomił się z koszykarzami i drużynami, które brały udział w turnieju. – Liceum Kaijou, tak? Zobaczmy, posiadał zdolność kopiowania technik innych graczy? Imponujące. Dlaczego on zawsze dostaje rozkładówki? Te magazyny są dla facetów, prawda? Dlaczego jest tak absurdalnie fotogeniczny? – Przekartkował magazyn i prychnął. – Jak się można było spodziewać, nic o Kuroko. Czy ten koleś naprawdę grał w koszykówkę?

Następnie przeszedł do magazynów o modzie i plotkarskich gazet, które ku jego zdumieniu, dostarczyły mu więcej informacji niż oczekiwał. Było tam zdjęcie zrobione przez paparazzi, na którym opuszczał bankiet z grupą ludzi. Wszyscy byli elegancko ubrani. Jedną z tych osób był Aomine Daiki, profesjonalny koszykarz i najmłodszy gracz, jakiego przydzielono do Japońskiej Drużyny Narodowej. Przyjrzał się bliżej i podskoczył, kiedy zauważył na zdjęciu Kuroko. Przede wszystkim w porównaniu z innymi ludźmi na zdjęciu wyglądał bardziej jak słaby kontur. – Chyba naprawdę tam był. Więc to jest ostatnie zdjęcie zrobione Kise, hmm? Wszyscy na tym zdjęciu wyglądają tak imponująco… poza Kuroko, on naprawdę jest cieniem. Kompletnie nie pasuje do pozostałych.

Odkładając magazyn na bok, żeby go później skserować, zaczął wertować pozostałe. – Więcej rozkładówek, naprawdę? Jak wielu wywiadów z nim potrzebowali ludzie? Przystojny, popularny, wysportowany i modny? Czy to nie trochę za dużo jak dla jednej osoby? Rozmowa o tym, że ludzie czują się przez niego niedowartościowani…

W jego kieszeni zabuczał telefon. Dostał wiadomość od Kuroko, w której chłopak napisał, że skończył pracę i zdobył dane kontaktowe do swoich starych kolegów z drużyny. Kagami uśmiechnął się do siebie. – Podchodzi do tej sprawy poważnie, co? – Zamknął magazyn, wziął kserokopie, które zrobił i ruszył w kierunku Maji Burger, miejsca, w którym po raz pierwszy spotkał Kuroko. – Wygląda na to, że ten dzieciak też ma jakieś zalety.


Kiedy dotarł na miejsce spotkania, zamówił to co zwykle, znalazł sobie miejsce i usiadł. Był w trakcie jedzenia trzeciego hamburgera, kiedy na miejscu naprzeciwko niego pojawił się nagle Kuroko z milkshake'iem w dłoni. – Cześć, Kagami-kun.

Kagami wrzasnął, upuszczając hamburgera.

- Cholera, Kuroko! Nie wyskakuj mi tu znikąd! Ach— przez ciebie upuściłem hamburgera!

Niewzruszony chłopak wziął łyka swojego napoju. – Czekałem, aż mnie zauważysz, ale tego nie zrobiłeś, więc musiałem się odezwać. Odniosłeś dzisiaj jakiś sukces?

Czerwonowłosy podrapał się po głowie, wzdychając, po czym skinął głową. – Tak, istotnie. Udało mi się dostać do akt osób zaginionych. Następnie przekazałem złe wieści jego rodzicom i przekonałem ich, żeby zatrzymali to dla siebie, kiedy będziemy prowadzić dochodzenie. Media nie dowiedziały się jeszcze o niczym, więc zamierzamy wykorzystać to na naszą korzyść. Och, co myślisz o tych pogłoskach o ucieczce, które rozsiewały gazety? Czy to w ogóle możliwe?

Chłopak pokręcił głową. – Nie, Kise-kun nie był osobą, która uciekłaby potajemnie. Zostałby zauważony, bez względu na to dokąd by się udał. A poza tym nie miał powodu, żeby uciekać.

- Hmm, chyba uwierzę ci na słowo. – Kagami wyjął kserokopie, które zrobił w bibliotece i pokazał swojemu tymczasowemu partnerowi zdjęcie z bankietu. – Podobno było to ostatnie zdjęcie, które mu zrobiono. Wszyscy wyglądają na nim jak celebryci. Dostrzeżenie tego zajęło mi chwilę, ale spójrz, ty też tu jesteś.

Kuroko przyjrzał się fotografii i skinął głową. – Zostało zrobione, kiedy wracaliśmy do domu po bankiecie. Ta osoba to Momoi-san, jest teraz menedżerem drużyny narodowej. Awansowała w świecie koszykówki razem z Aomine-kun, odkąd byli mali. Jest również osobą, która dostarczyła mi wszystkie dane kontaktowe do Pokolenia Cudów, była naszym menedżerem w Teikou.

Chętny do poznania kogoś tak znanego w świecie koszykówki jak Aomine, zapytał z nadzieją: - Czy są teraz w Tokio?

- Niestety nie. Ale Momoi-san powiedziała mi, że nie długo będę mieli przerwę, więc zadzwoni do mnie, kiedy wrócą do miasta.

- Powiedziałeś jej o Kise?

Niższy mężczyzna pokręcił głową. – Nie, powiedziałem jej tylko, że chciałem się z nimi spotkać z ważnego powodu. Ale jeśli chcesz poznać członków Pokolenia Cudów, największą szansę na spotkanie masz jak na razie u Midorimy-kun. Podobno pracuje jako lekarz w Tokyo University Hospital.

Kagami popatrzył w górę w zamyśleniu, próbując przypomnieć sobie, który to był. – Midorima, Midorima, Midorima… och, on był rzucającym obrońcą, prawda?

- Zgadza się. Prawdę mówiąc, wczoraj po naszym meczu trochę się nad tym zastanawiałem – jesteś naprawdę dobry w koszykówkę, wiesz, Kagami-kun? Myślę, że gdybyś chodził do Liceum Seirin, uczyniłbym cię swoim światłem i pomógłbym ci zostać najlepszym graczem w Japonii. Myślę, że to by było zabawne.

Kagami uniósł brew, słysząc to oświadczenie. – Naprawdę nie rozumiem co masz przez to na myśli. To znaczy, fajnie by było, gdybym chodził tu do liceum i w ogóle. Ale po wczorajszym, nie jestem przekonany czy ty w ogóle grałeś w koszykówkę. Więc jak mógłbyś mi pomóc?

Kuroko wzruszył ramionami. – Zatem następnym razem pokażę ci co miałem na myśli. Pod warunkiem, że będziemy grać w tej samej drużynie.

Na twarzy Kagamiego pojawił się uśmieszek, kiedy wpakował resztę hamburgera do swoich ust. – Och? Brzmi ciekawie. Już nie mogę się doczekać. Ale jak na razie spotkajmy się z tym kolesiem Midorimą.

- Kagami-kun, proszę, nie mów z pełnymi ustami.