Hermiona Granger siedziała w Wielkiej Sali pomiędzy Harrym i Ronem, z przyjemnością jedząc śniadanie składające się z jajek i bekonu. Były jej 17 urodziny. Harry już dał jej prezent- niezręcznie zapakowaną książkę o arytomancji a Ron zarumienił się i wcisnął jej pudełko czekoladek z Miodowego Królestwa. Była wesoła i nie mogła się doczekać przybycia sowiej poczty, która z pewnością dostarczy jej prezent urodzinowy od rodziców.

-Na Merlina, Hermiono… Siedemnaście lat. Jesteś pełnoletnia. Możesz uczyć się teleportacji!- powiedział Ron z ustami pełnymi jedzenia. Zacisnęła wargi z udawaną dezaprobatą i odpowiedziała.

-Nie zacznę się uczyć szybciej niż ty. Skończysz siedemnaście lat przed następnym terminem i będziemy zdawać razem.

-A ja w ogóle nie będę się uczył w tym roku- powiedział pochmurnie Harry.

Ron przerwał ciąg myśli Harrego, robiąc bardziej wszechstronną listę tego, co Hermiona może robić jako pełnoletnia czarownica.- Możesz głosować. Możesz kupować Ognistą Whisky. Możesz wyjść za mąż. Możesz iść do Działu Ksiąg Zakazanych bez pozwolenia.. Hej! Możesz zamawiać z sekretnej części katalogu Esów floresów…. Hermiono, jeśli damy ci trochę pieniędzy…

Hermiona zaczęła się śmiać.

-Nie, Ron. Nie będę kupować dla was niegrzecznych książek. Tak naprawdę, po za głosowaniem, jestem pewna, że nie będę robić żadnej z tych rzeczy!

Harry uniósł brew.

-Żadnych wizyt w dziale ksiąg zakazanych?

-No tak, ale nie po…

Wtedy sowy wleciały do Sali.

Do stołu gryfonów podleciały trzy sowy. Dwie dźwigały pomiędzy sobą paczkę a trzecia wyraźnie była sową dyrektora. Hermiona odwiązała paczkę i nakarmiła plasterkami bekonu dwie sowy, które dostarczały jej przesyłkę. Założyła, że sowa Dumbledora była dla Harrego, jednak kiedy na nią zerknęła, zauważyła, że sowa stąpa przed nią dumnie. Kiedy skupiła na niej uwagę, wyciągnęła do niej nóżkę, żeby odwiązała zwinięty kawałek pergaminu.

-Co Dumbledore do ciebie pisze?- zapytał Ron.

-Nie wiem, myślałam, że to do Harry'ego.- powiedziała Hermiona, odwijając pergamin i natychmiast zapominając o prezencie urodzinowym.

-Może to z okazji urodzin- odezwał się Harry.

-Tak, ale ja nigdy nie dostałam od niego nic na moje… Droga panno Granger.- przeczytała.- Dano mi do zrozumienia, że dzisiaj staje się pani pełnoletnia. Proszę przyjąć moje życzenia urodzinowe i nadzieję, że nie spędzi pani zbyt wielu dodatkowych godzin w dziale ksiąg zakazanych. Pani Pince już została poinformowana. Gdyby zechciała pani zajść do mojego gabinetu o 19:30, miałbym sprawę, którą chcę z panią przedyskutować. Hasło brzmi musy świstusy. Ciesz się swoim dniem!

Albus Dumbledore.

-Jak myślisz, czego on chce?- zapytał Harry.

-Nie mam pojęcia. To pewnie jakieś sprawy w związku z wchodzeniem w pełnoletniość, albo coś związanego z prefektami- odpowiedziała Hermiona. Skierowała uwagę na paczkę od rodziców, podczas gdy Harry wziął list od dyrektora i przeczytał ponownie.

-Myślisz, że zamierza przyjąć cię do Zakonu?- zapytał, a ona pomyślała, że słyszy odrobinę zazdrości w jego głosie.

-Chociaż dalej jestem uczennicą? Nie bądź śmieszny. Jeśli byłoby to coś ważnego, jestem pewna że zaprosiłby najpierw ciebie- powiedziała zdejmując papier do pakowania z pudełka i usuwając go za pomocą różdżki. –Ooch! Otworzyli mi kredyt na koncie w Esach Floresach!- wykrzyknęła.- I nowe pióra i… Och!- podniosła złożoną, bladozieloną szatę wieczorową z pudełka.

Ron westchnął, a ona się zarumieniła. Szata była prosta, jedwabna, ale dopasowana, głęboko wycięta i wyraźnie bardzo droga.

-Nie musieli- wymamrotała i podniosła kartkę z dna pudełka.

Najdroższa Hermiono,

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Tatuś i ja nie byliśmy pewni co do czarodziejskiej tradycji wchodzenia w dorosłość, ale pomyśleliśmy że każda młoda dama (młoda czarownica?) powinna mieć odpowiednią suknię. Może będziesz miała kolejny bal w Boże Narodzenie? W każdym razie mam nadzieję, że ci się podoba. Profesor McGonagall pomogła nam w zakupach w tym roku, więc pamiętaj żeby jej podziękować. Jesteśmy z ciebie bardzo dumni, kochanie, i myślimy o tobie w twoim dniu.

Buziaki

Mama

Hermiona dotknęła tkaninę szaty jeszcze raz zanim włożyła ją z powrotem do pudełka. Rzuciła na nie zaklęcie redukujące i włożyła do swojej szkolnej torby. Harry i Ron siedzieli, najwyraźniej nie wiedząc co powiedzieć o sukni przyjaciółki. Hermiona potrząsnęła głową i uśmiechnęła się.

-Chodźcie.- powiedziała.- spóźnimy się na zaklęcia.

Chociaż przy Harrym i Ronie udawała nonszalancję, Hermiona była zdenerwowana, kiedy szła korytarzem prowadzącym do gabinetu dyrektora. Nigdy dotąd nie była poproszona o wizytę u Dumbledore'a sama.

-Musy świstusy- powiedziała do gargulca, a on odsunął się żeby ją przepuścić. Idąc po kręconych schodach, Hermiona powiedziała sobie ostro, że nie ma się o co martwić. Nie zrobiła nic złego. Ale mała część jej umysłu martwiła się o inne możliwości. Dyrektor odkrył co ukradła ze składziku Snape'a na pierwszym roku. Ministerstwo dowiedziało się do czego użyła zmieniacza czasu. Zostanie wyrzucona.

Uniosła rękę żeby zapukać.

-Proszę wejść panno Granger!- usłyszała głos Dumbledore'a zza drzwi.

Pchnęła drzwi i zdziwiła się widząc profesora Snape'a i Szalonookiego Moody'ego obecnych w gabinecie. O rany, co ja takiego zrobiłam? Profesor Snape wyraźnie unikał patrzenia na nią.

-Profesorze Dumbledore, profesorze Snape, eem, profesorze Moody- powiedziała.

-Nigdy nie miałem przyjemności bycia pani nauczycielem, panno Granger- warknął Moddy ze swojego siedzenia przed biurkiem.

-Witaj Hermiono. Chodź, siadaj- powiedział Dumbledore, wskazując jej krzesło między dwoma mężczyznami.

Hermiona usiadła ostrożnie, rozchwiana zarówno fizycznie jak i myślowo. Czy Dumbledore właśnie zwrócił się do niej po imieniu?

-Jestem pewien, że jesteś ciekawa, dlaczego cię dzisiaj zaprosiłem.- powiedział przyjaźnie Dumbledore.

-Tak, sir.

-Więc, moja droga, wygląda na to, że muszę prosić cię o przysługę.

Poczuła ulgę. Więc nie zostanie wyrzucona.

-Cokolwiek, profesorze- powiedziała, a kolory powróciły na jej twarz.

-Może powinna pani zaczekać z odpowiedzią aż usłyszy pani na czym polega przysługa?- powiedział lodowatym tonem profesor Snape. Wydawało jej się, że słyszy jak mamrocze „Gryfoni", pod nosem.

-Chociaż doceniam pani chęć do pomocy, profesor Snape ma rację- powiedział Dumbledore.- Proszę mnie wysłuchać, zanim podejmie pani decyzję.

Hermiona zauważyła, że zarówno Snape jak i Moody patrzą wściekle w przestrzeń. Nie mogła zdecydować czy ich wściekłość była skierowana na nią czy na Dumbledore'a.

-Oczywiście, sir.- odpowiedziała.

-Pani i Harry staliście się sobie bliscy przez te lata.

-Tak?- powiedziała, zdziwiona pewnością w jego tonie. Co z Harrym? Czy on coś zrobił? Czy oni oczekiwali, że ujawni coś…

-Czy wy, to znaczy, czy jest coś… więcej niż przyjaźń między wami?

Krótki, zirytowany dźwięk dobiegł z kierunku Snape'a, ale Hermiona była tak zdumiona pytaniem, że zlekceważyła to.

-Pomiędzy mną i Harrym? Nie, proszę pana. Ale… Jeśli to panu nie przeszkadza, chciałabym wiedzieć… Dlaczego?

Przez chwilę Hermiona miała wrażenie, że Dumbledore odczuł ulgę, jednak nie mogła znaleźć powodu dla którego pytał, ani dla którego miałby czuć ulgę ze względu na jej odpowiedź.

-Tylko dlatego, że wiem, że Harry nie ufa profesorowi Snape'owi.

Aha. Więc o to chodziło. Prawie zaplątał jej się język, kiedy szybko odpowiedziała:

-Nie może pan tak myśleć!- powiedziała.- Wie pan, jak bardzo Harry jest… surowy w emocjach i reakcjach. On ufa pańskiemu osądowi, profesorze, i nigdy nie zrobiłby nic, żeby zdradzić Profesora Snape'a albo…

Dumbledore potaknął, patrząc z namysłem.

-A ty, Hermiono? Czy ty zdradziłabyś Profesora Snape'a?

-Nie! Nigdy bym… Czy jest coś, co zrobiłam, że…

-Nie. Nie, oczywiście że nie, moja droga.

-Całkowicie szanuję…- ponownie Snape prychnął z irytacją i Hermiona odwróciła się, patrząc na niego gniewnie.- Profesora Snape'a.

-Pozwól mi zadać trochę inne pytanie.- Dumbledore czekał aż potaknie, po czym kontynuował.- Czy mogłabyś zachować tajemnicę przed Harrym?

Zachować sekret przed Harrym? Dlaczego miałby oczekiwać, że zachowa sekret przed Harrym? Dumbledore już pozwolił Harry'emu, żeby powtarzał jej i Ronowi wszystko, o czym rozmawiali, więc dlaczego… Chyba że to dotyczyło Snape'a…

-To zależałoby od tajemnicy, proszę pana- powiedziała powoli.- Nigdy nie zrobiłabym niczego, żeby skrzywdzić Harry'ego i nigdy nie zachowałabym w sekrecie czegoś, jeśli mogłoby to zranić go lub osłabić jego szanse przeciwko… Voldemortowi.

Przez ułamek sekundy Dumbledore wyglądał niemal triumfująco.

-Ale jeśli to byłaby jakaś duża potrzeba, coś co nie skrzywdziłoby Harry'ego, ale pomogło komuś innemu?

Zawahała się przez chwilę i odpowiedziała:

-Jeśli byłby dobry powód i Harry nie straciłby na tym… Wtedy tak. Jeśli chce pan, żebym to zrobiła, to tak.

Nagle Dumbledore zmienił temat.

-Hermiono, jestem pewien że wiesz, że Profesor Snape spędził ostatnie 16 lat jako podwójny szpieg dla naszej sprawy.

Hermionie zakręciło się w głowie, ale skinęła głową dyrektorowi i posłała coś, co jak miała nadzieję było uspokajającym spojrzeniem do Snape'a, który po prostu odwrócił oczy i powrócił do gapienia się w ścianę.

-Oczywiście Śmierciożercy wierzą, że on szpieguje dla nich.

-Naturalnie- odpowiedziała.

-Tak. Cóż. Nadchodzi czas, kiedy Profesor Snape będzie musiał zerwać związek z Zakonem i powrócić do Voldemorta.

Hermiona nie westchnęła, chociaż niewiele jej brakowało do tego. Powrócić do Voldemorta… Chociaż nie lubiła sarkastycznego, cynicznego mężczyzny siedzącego obok niej, naprawdę mu współczuła, że był zmuszony do życia wśród Śmierciożerców i słuchania rozkazów morderczego wariata. Popatrzyła na niego, szukając jakiś oznak uczuć związanych z tym oświadczeniem, ale nie zobaczyła nic po za jego zwykłą, nachmurzoną miną.

-Rozumiem.

-Nikt nie może wiedzieć, że to planujemy. To musi wyglądać tak, jakby Profesor Snape nas zdradził. W innym wypadku ryzyko, że Voldemort odkryje jego prawdziwą przynależność będzie zbyt duże. Każdy członek zakonu, który zostanie złapany, ryzykowałby życiem Severusa i naszym jedynym dostępem do Śmierciożerców.

Hermiona kiwnęła głową.

-Ale dlaczego pan mówi to mnie? Jest takie same prawdopodobieństwo że złapią mnie, jak każdego…- wyprostowała się.- Myślę że powinien pan rzucić na mnie Obliviate.

Moody zachichotał.

-Nigdy nie słyszałem o żadnym ochotniku do wymazania sobie pamięci.- powiedział.- Miałeś rację Albusie, ona jest odważna.

Hermiona nie zwróciła na niego uwagi.

-Naprawdę, profesorze, musi pan rzucić na mnie Obliviate. Nie mogłabym nic poradzić, jeśli przypadkiem… A dlaczego profesor Moody wie?

-Czy insynuujesz, że nie potrafię trzymać ust zamkniętych?- zapytał Moody.

-Alastorze- rzucił Dumbledore ostrzegawczo.- Hermiono, jak pamiętasz, zgodziłaś się wysłuchać mnie, zanim podejmiesz jakąś decyzję.

Hermiona zaczerwieniła się i oparła na krześle.

-Oczywiście. Przepraszam.

-Wszystko w porządku. Jeśli nadal będziesz chciała Obliviate pod koniec naszego spotkania, to będzie twoja decyzja. Jednak chciałbym powiedzieć trochę więcej o przysłudze o jaką proszę.

-Proszę kontynuować.

-Myślę, że jest bardzo mało prawdopodobne żebym przeżył wojnę- powiedział Dumbledore.- Obecnie jestem świadomy, że Voldemort tworzy plan, żeby zabić mnie przed końcem tego roku.

-Ale przecież jest pan chroniony tutaj a Voldemort zawsze bał się…

Dumbledore podniósł rękę.

-Jednak czuję, że mój czas się kończy. Jak już wyjaśniłem, Severus będzie musiał udawać, że odwraca się od Zakonu i powraca do Voldemorta.

Zrozumienie napłynęło chłodno do ciała Hermiony. Poczuła lodowe igiełki które zaczęły od jej pośladków i zdawały się otoczyć całą klatkę piersiową, zanim ogarnęły jej serce. Jeśli Dumbledore umrze, nie pozostanie nikt, kto będzie wiedział, że Snape nie zdradził ich faktycznie. Będzie wyrzutkiem, prawdopodobnie zabity lub pojmany jako Śmierciożerca i zesłany do Azkabanu. Nie mogła usunąć pamięci. Musiała zachować sekret Snape'a i być przygotowana do jego obrony po skończeniu wojny.

-Zrobię to- powiedziała.

Snape odwrócił się powoli w jej stronę.

-Co pani zrobi, jeśli mogę spytać?- syknął.

-Zachowam pański sekret. Zacznę pracować teraz, nad sprawą pańskiej niewinności, którą rozpowiemy tak szybko jak…

-Zrozumiała pani główną myśl, moja droga- powiedział Dumbledore.- Ale obawiam się, że to o co proszę, jest trochę bardziej skomplikowane.

Hermiona popatrzyła na starego czarodzieja pytająco.

-Zdajesz sobie sprawę, że profesor Snape będzie musiał popełnić pewne czyny, które doprowadzą go bezpiecznie do przeciwników?

-Tak…?

-Jeśli zdecydujesz się chronić profesora i jego tajemnicę, muszę być pewien, że twoja wiara w niego nie złamie się, bez względu na to co będzie musiał zrobić opuszczając Zakon. Muszę być pewien, że doskonale rozumiesz, że wszystko, co zrobił profesor Snape, zrobił dla jasnej strony. Ja i on zdecydowaliśmy się na to wspólnie, ponieważ wierzymy, że będziemy w stanie chronić Harry'ego lepiej z drugiej strony.

Hermiona przez chwilę milczała. Jeśli Snape miał kontynuować ochronę Harry'ego, to cokolwiek musiał zrobić, nie mogło zranić Harry'ego zbyt mocno.

-Co mam zrobić, żeby przekonać pana, że będę nosić ten ciężar chętnie i ufać profesorowi Snape'owi bez zastrzeżeń?

-Proszę cię, żebyś go poślubiła.

Poślubić go! Poślubić go? Nagle Hermiona zobaczyła jak zgrabnie Dumbledore wykorzystał jej uczucia. Jak zwykle musieli oczekiwać że to zrobi… Ale poślubić go? Jej nauczyciela? Mężczyznę, który spędził ostatnie 5 lat na niedocenianiu jej, doprowadzaniu jej do łez? On jej nienawidził. Z pewnością nie chciałby…

Hermiona była zbyt zaskoczona żeby mówić. Nie westchnęła ani zaprotestowała, czego najwyraźniej oczekiwał Snape, biorąc pod uwagę sposób w jaki na nią patrzył, ale nie powiedziała nic tak długo, że dziwne, pulsujące napięcie wypełniło pokój. Myśli kręciły się jej po głowie. Ron. Zawsze myślała, że wyjdzie za Rona. Nie tak powinno to działać? Wyszłaby za Rona i… myśli popłynęły niechcący w stronę tajemnicy, tego marzenia jej serca. Ona w kremowej sukni, Ron w ciemnej, niebieskiej szacie, ogród w Norze skąpany w kwiatach. W marzeniach spojrzała na twarz ukochanego czarodzieja i zamiast tego zobaczyła ironiczny uśmiech Severusa Snape'a. Poślubić go? Niemożliwe. Nikt nie mógł od niej naprawdę wymagać… Ale pomyślała o tym, jak po raz pierwszy zobaczyła go na Grimmauld Place na spotkaniu Zakonu. Nowa informacja, że on jest szpiegiem. Pomyślała, o Syriuszu, który po latach w Azkabanie wyglądał jak chodzący zmarły. Nie mogła skazać tego mężczyzny- okropnego czy nie!- na karę, na którą nie zasługiwał.

To Snape w końcu przełamał ciszę. Wykrzywiając górną wargę w złośliwym uśmiechu, powiedział:

-Gdzie wszystkie gryfońskie przechwałki, panno Granger? Przed chwilą mówiłaś o noszeniu ciężarów bez zastrzeżeń.- odwrócił się do Dumbledora.- Mówiłem ci, że się nie zgodzi. Nigdy nie są tak odważni, jak twierdzą.

-Severusie!- powiedział ostro Dumbledore.

Kiedy Hermiona odzyskała głos, powiedziała cicho i ostrożnie.

-Nie wepchnie mnie pan w to, Profesorze. Jeśli się zgodzę, to będzie na moich własnych warunkach. A pan nie ma powodu, żeby wątpić w moją odwagę. Prosi mnie pan o oddanie reszty mojego życia. Jestem świadoma, że czarodziejskie małżeństwa nie mogą być zerwane.

-Pani warunki, panno Granger? A jakież one są?

Hermiona zignorowała go i odwróciła się do Dumbledore'a.

-Mam pytania- powiedziała spokojnie.

-Pytaj, moja droga.

-Wcześniej zapytał mnie pan, czy mogę zachować sekret przed Harrym. Czy to będzie sekret? Czy oczekujecie że będę…- w końcu jej nerwy załamały się na chwilę, ale przerwała i uspokoiła się.- To znaczy, czy ktokolwiek będzie wiedział że jesteśmy małżeństwem?

-Nikt, oprócz Alastora Moody'ego.- powiedział Dumbledore wskazując czujnego czarodzieja.- On byłby świadkiem waszego ślubu. On byłby również odpowiedzialny za ukrycie tego przed ministerstwem.

-Ukrycie przed ministerstwem?

-Na pewno wie pani, że wszystkie czarodziejskie małżeństwa są zapisywane w Ministerstwie, panno Granger. Niech sobie pani wyobrazi nagłówki gazet, gdyby ktoś dostał się do naszego zapisu… Skandal w Hogwarcie: Profesor poślubił szósto roczną prefekt!- popatrzył na nią z ukosa..

-Rozumiem- potaknęła.- Więc nasze małżeństwo byłoby sekretem aż do końca wojny.

-Dokładnie- powiedział Dumbledore.

-A później?

-Przepraszam?- powiedział Snape.

-A co później?- rzuciła ostro.- Więc wojna się skończy i ja przygotuję pańską obronę. Zagramy wspaniałą parę przez pewien czas… Harry i Ron nigdy więcej się do mnie nie odezwą… moi rodzice zapewne mnie wydziedziczą… i co później? Czy spędzę resztę życia w zamku z panem? Co?

-Szczerze wątpię, żeby Hogwart chciał kontynuować moje zatrudnienie po uznaniu mnie za Śmierciożercę- wycedził Snape.

Gdyby mogła tupnąć, zrobiłaby to.

-Wie pan o co mi chodziło! Czy będziemy kontynuować intrygę do końca naszego życia, czy…

-Panno Granger- powiedział Snape powoli.- Czy pani naprawdę oczekuje, że zgodziłbym się… ożenić z panią… gdybym myślał, że przeżyję wojnę?

Gapiła się na niego nie wierząc w to co słyszy.

-Skoro jest pan tak pewien, że pan nie przeżyje, po co w ogóle ten plan?

-Zapewniam panią, to nie był mój pomysł.

-Rozumiem- ostrożnie zamknęła oczy.

-Na pewno?

-Jednak- zaczęła ponownie z pełną siłą.- Na wypadek, gdyby jednak pan przeżył… Chciałabym pewnego ubezpieczenia.

-Ha!- Snape splunął.- Więc teraz widzimy panią w prawdziwych barwach. Pieniężne ubezpieczenie jak sądzę? Na ile galeonów, panno Granger, wycenia pani swoją duszę?

-To obrzydliwe- powiedziała cicho Hermiona.- Ani moja dusza ani moje życie nie jest na sprzedaż. Jeśli zdecyduję się pana poślubić, profesorze, chciałabym mieć pewność, że oba pozostaną moją własnością.

-Nie mam użytku z żadnego, więc nie widzę problemu

-A będzie pan… Będzie pan chciał potomka?

Snape popatrzył na nią, niedowierzanie malowało się na jego twarzy.

-Uważasz mnie za gwałciciela? Zapewniam cię, że mam tak samo mało użytku z twojego ciała jak z duszy.

-Więc nie będziemy zmuszeni do…

-Absolutnie nie.

-Severusie- zaczął Dumbledore.

-Co?- odparł ostro.

-Wiesz, że aby związać to małżeństwo, co zapobiegnie anulowaniu go w wypadku gdyby zostało wykryte…

- Nie, Albusie.. Nie. Wolałbym być pocałowany przez Dementora.

Hermiona siedziała cicho, słuchając. Prawdopodobnie będzie uratowana, mimo wszystko. W tej chwili ryzykowała nie tylko jeden rodzaj honoru. Tak bardzo jak każda jej komórka chciała zbuntować się przeciwko pomysłowi, tak wiedziała, że nie zostawi Snape'a bez powrotu. Ale jeśli on wybierze zerwanie… To nikt nie będzie mógł jej winić.

Ale to nie była prawda. O ile nie zgodzą się wymazać jej pamięci, ona będzie wiedzieć. Będzie się winić.

-Proszę to rozważyć ponownie, profesorze- powiedziała. Przez chwilę bełkotał.

-Naprawdę, panno Granger. Ja… Naprawdę, chyba nie chce pani…- Wtedy chyba doszedł do siebie ponownie.- Czy pan Weasley jest niewystarczający dla pani potrzeb?

Hermiona zarumieniła się a Moody podniósł się z krzesła.

-Snape! Nie ma potrzeby kwestionować…

-W porządku profesorze Moody. Przyzwyczaiłam się- powiedziała. Odwróciła się do Snape'a i rzuciła słodko- Profesorze, nie wiem dlaczego jest pan zainteresowany moim życiem prywatnym, ale pana źródła są błędne. Nie spotykam się, ani nigdy nie spotykałam z Weasleyem. I zapewniam pana, że nie interesuje mnie pańskie ciało bardziej niż wielka kałamarnica. Po prostu pomyślałam, że jeden stosunek, jak okropny by nie był, nie może być powodem do skazania pana na śmierć.

-Preferuję śmierć- powiedział zimno Snape. Hermiona zaczerwieniła się.

-W takim wypadku… Profesorze Dumbledore, czy chciał pan coś jeszcze?

-Hermiono, proszę usiąść. Severusie, rozluźnij się trochę, jeśli możesz? Nie wyobrażam sobie że nie uświadomiłeś sobie, że to będzie konieczność.

-Przeciwnie, Albusie. Po prostu myślałem, że twój szacunek do panny Granger uchroni cię przed zrobieniem z niej rasowej dziwki.

-Severus!- wybuchnął Sumbledore. Moody podniósł swoją różdżkę.

-Żona nie jest dziwką- powiedziała spokojnie Hermiona.

-Dziecko nie jest żoną- odparł Snape.

-Profesorze Dumbledore. Z całym szacunkiem, jeśli profesor Snape jest przeciwny, nie widzę powodu żeby ciągnąć tą rozmowę. Proszę rzucić na mnie Obliviate, żebym mogła wrócić do Dormitorium.

Dumbledore podniósł rękę żeby ją zatrzymać.

-Severusie, zgodziłeś się na ten plan- powiedział gwałtownie.- To ważne, żebyś miał sposób na skontaktowanie się z Harrym Potterem. Muszę ci przypominać, że…

Snape oparł się na krześle i skrzyżował swoje długie nogi. Jego głos był spokojny i gładki, ale Hermiona pomyślała, że mogła usłyszeć w nim nienawiść, czystą i zimną.

-Och nie, Albusie. Nie. Nie ma potrzeby przypominania mi niczego. Zróbmy to teraz, jeśli takie jest twoje życzenie.

Hermiona pobladła. Teraz? Tutaj?

Dumbledore zwrócił ciężkie, zmęczone oczy na Hermionę.- Hermiono?

Popatrzyła na profesora Snape'a. Było coś dziwnego w sposobie w jakim siedział, w jego wzroku. Czuła, chociaż nie mogła wyjaśnić dlaczego, że został właśnie bardzo boleśnie zraniony.

-Profesorze?- powiedziała.

-Nie uratuję cię teraz, jeśli o to prosisz- jego oczy były puste.

-Nie, ja… nie- zaczerwieniła się.- Co muszę zrobić?

Snape stanął obok niej.- Podwiń rękawy- powiedział, a ona się rozluźniła. Doskonale iedziała jak odbierać jego instrukcje. Popatrzył na nią łaskawie.

-Wyceluj różdżkę we mnie- powiedział. Zrobiła to, wzdrygając się lekko, kiedy on wycelował różdżkę w nią.

-Nie przeklnę pani, panno Granger- powiedział.- Przynajmniej nie w znaczeniu tradycyjnym.- Jej usta wykrzywiły się w ciepłym uśmiechu i pomyślała, że widzi w jego oczach szok.

-Weź moją rękę- powiedział, zamykając jej lewą rękę w swojej. Profesor Moody stanął z ich lewej strony a profesor Dumbledore z prawej.

-Skup się- powiedział.- Musisz powtórzyć przysięgę.- kiwnęła głową.

-Ja, Severus Snape, biorę sobie ciebie, Hermiono Granger, na żonę. Od tego dnia moja krew będzie twoją krwią; mój dom twoim domem; moje życie twoim życiem.

Hermiona odetchnęła głęboko i powtórzyła:

-Ja, Hermiona Granger, biorę sobie ciebie, Severusie Snape na męża. Od tego dnia moja krew będzie twoją krwią; mój dom twoim domem; moje życie twoim życiem.

Profesorowie Dumbledore i Moody dotknęli ich złączonych dłoni różdżkami i mocny, ciepły ucisk rozpłynął się po jej ramieniu z punktu w którym ich zaklęcie połączyło się. Poczuła że więź przenika jej głowę, później przesuwa się nad jej lewym ramieniem, w dół, do serca i przez jej prawe ramie, do różdżki, gdzie zniknęła i, jak przypuszczała, wniknęła do Snape'a. Poczuła, jak zaklęcie przechodzi w nią z jego różdżki, tworząc magiczne kółko. On skrzywił i musnął powierzchownie ustami jej usta i zaklęcie skończyło się.

-Mój Boże, miej litość nad moją duszą- powiedział.