Rozdział 2. A wszystkie karty spasowane

Elfka stanęła. Ziemia tuż przed nią zaczęła świecić się na zielono, a z jej wnętrza wyłonił się upiór, rycząc przeraźliwie. Rozejrzała się wokół szukając pomocy. Po chwili dostrzegła ratunek. Wystarczył jeden szybki sus w lewo i elfka była uzbrojona w dwa sztylety.
„ Myślę, że właściciel już ich nie potrzebuje…"
I rzeczywiście, nie potrzebował. Jego tułów leżący na oblodzonej powierzchni był złamany w pół, zaś kończyny leżały kawałek dalej.. Poczuła jak żołądek wywraca się do góry nogami. Skoczyła na potwora wbijając oba ostrza w jego ciało. Stwór opadł na ziemię i nagle wyparował. Elfka odskoczyła wystraszona. Cassandra właśnie kończyła walkę, przebijając stwora swego przeciwnika mieczem.

- Skończone- stwierdziła Dalijka
podchodząc bliżej. Kobieta na widok trzymanych przez elfkę sztyletów uniosła swój miecz rozkazując:
- Rzuć broń. Natychmiast- Elfka cofnęła się o krok i zacisnęła palce na rękojeści. Nie rozstanie się z nimi, nie teraz gdy wokół tyle niebezpieczeństw.
- Jeśli chcesz przeprowadzić mnie przez dolinę pełną demonów, musisz mi zaufać.- powiedziała drżącym głosem i cofnęła się jeszcze krok. Wiedziała, że jeśli kobieta się uprze nie będzie miała wyboru, będzie musiała uciekać. Przez ułamek sekundy rozejrzała się po otoczeniu, wybierając najodpowiedniejsze miejsce do ucieczki. Cassandra skrzywiła się lekko.
- Daj mi jeden powód, czemu miałabym ci zaufać.- rzekła stanowczo. Elfka zaśmiała się w duchu. Czyżby kobieta uważała ją za zagrożenie? Przecież była dużo drobniejsza, słabsza od niej.
- Na Mythal! Tutaj chodzi o moje życie. – odpowiedz była oczywista. Cassandra westchnęła.
- Masz rację. – stwierdziła chowając broń do pochwy-Nie mogę cię ochronić, ale nie mogę zostawić cię bezbronną.- stwierdziła, ruszając przed siebie lecz po kilku sekundach się zatrzymała i zwróciła w jej stronę. Dalijka spojrzała nieufnie. – Powinnam pamiętać, że zgodziłaś się pójść z własnej woli- dodała.
Ruszyły przed siebie, a podczas drogi spotkały jeszcze kilkukrotnie demony, z którymi musiały stoczyć walkę o przeżycie. W drodze na wzniesienie Cassandra zaczęła rozmowę. Było na tyle spokojnie, że mogły pozwolić sobie na chwilę dyskusji.
- Jesteś Dalijką, prawda? Skąd pochodzisz? – Elfka podejrzliwie spojrzała nieufnie w stronę shemlenki. Zdradzenie położenia jej klanu, mogło wystawić je na zagrożenia. Znała kobietę dopiero od kilkunastu minut. Nie mogła określić dokładnego położenia ich obozowiska, ale mogła powiedzieć ogólnikowo….
- Z Wolnych Marchii – powiedziała spoglądając ostrożnie na kobietę- A ty? – dodała. Pytanie za pytanie.
- Z Noverii. Nie miałam okazji ci się przedstawić, nazywam się Cassandra Pentaghast i jestem…- westchnęła nagle wyraźnie zmartwiona- byłam prawą ręką Boskiej Justynii. Jak ty się nazywasz?
- Zafirka z klanu Lavellan, zwiadowczyni.- Cassandra skinęła głową wyraźnie zadowolona. Nagle stanęła w miejscu spoglądając na wzgórze przed nimi.
-Zbliżamy się do szczeliny. Słychać odgłosy walki – zawiadomiła ją Cassandra. Zafirka nadstawiła uszy. Usłyszała krzyki i szczęk broni oraz znajomy dźwięk jaki wydawał wyłom.
- Kto walczy? – zaciekawiła się elfka.
- Wkrótce się przekonasz. Musimy im pomóc- odrzekła shemlenka. Pobiegły w kierunku z którego dochodziły odgłosy dźwięk. Przed nimi niezwykle dziwna grupa zmagała się z demonami. Tych drugich było dużo więcej.

Ruszyły natychmiast z pomocą. Elfka swoimi zwinnymi ruchami skoczyła w wir walki gdzie pewien mag został otoczony przez demony. Mimo to ze stoickim spokojem stał rzucając zaklęcia i odpierał ich ataki. Dalijka zrobiła obrót wbijając jednemu stworowi sztylet w plecy. Odskoczyła w tył przebijając drugiego. W kilka sekund załatwiła dwóch spaczonych. Elfi mag w tym czasie załatwił pozostałych dwóch. Elfka ruszyła do przodu, zrobiła sus wylatując w powietrze i skoczyła demonowi prosto na plecy. Szybkim ruchem obróciła ostrze podcinając gardło i ratując w ten sposób krasnoluda z kuszą. Skinął on w podziękowaniu głową i wystrzelił bełt tuż obok jej ramienia. Obróciła się zszokowana , widząc tuż za sobą spaczonego, który właśnie wyszedł ze szczeliny znajdującej się za ich plecami. „Teraz jesteśmy kwita". Skarciła się w myślach. Była łotrzykiem, nie mogła pozwolić sobie na choćby sekundę nieuwagi. Skarciła się w myślach.

Przestrzeń została oczyszczona. Odetchnęła cicho chowając broń. Łysy elf podszedł szybkim krokiem do Zafirki wpatrując się intensywnie w jej naznaczoną dłoń.
-Szybciej nim pojawi się więcej!- krzyknął łapiąc ją za rękę i silnym ruchem przyciskając jej dłoń do szczeliny. . Całe jej drobne ciało przeszedł lodowaty dreszcz. Przez chwilę miała dziką ochotę podciąć mu nogi i uciec na bezpieczną odległość. Starała się wyrwać rękę z jego uścisku ale wtedy a znamię rozbłysło oddziałując na szczelinę, która zniknęła. Mag puścił jej rękę a Elfka się cofnęła patrząc na niego zszokowana.
- Co zrobiłeś?- spytała i wstrzymała oddech.
-Ja nic nie zrobiłem. To twoja zasługa- odpowiedział z delikatnym uśmiechem i wskazał na nią ręką.
Spojrzała zszokowana na znamię. Przyjrzała się dłoni z każdej możliwej strony.
- Ja zamknęłam to coś? Jak?-
- Jakakolwiek magia otworzyła Wyłom na niebie umieściła również znamię na twej ręce- mówił spokojnie. Elfka przyjrzała się dokładniej na zielonkawą poświatę mieniącą się w jej dłoni. –Zakładałem, że dzięki znamieniu można zamykać szczeliny otwarte po pojawieniu się wyłomu i zdaje się, że miałem rację.- zakończył.
Cassandra podeszła do nich z lekkim uśmiechem na ustach.
- Co oznacza, że może zamknąć również sam wyłom.- rzekła.
-Możliwe- odpowiedział elf. Wyglądał na dużo starszego od niej.- Zdaje się, że posiadasz klucz do naszego zbawienia.- dodał. Elfka mrugnęła nieco zakłopotana wpatrując się w elfa. Nie umknął jej uwadze brak vallaslina na jego twarzy. „Mieszkał w obcowisku?."
-Dobrze wiedzieć- odezwał się krasnolud który dotąd trzymał się na uboczu. Zmierzyła go wzrokiem. Nie widziała jeszcze krasnoluda bez brody. Nie, żeby widziała dużo krasnoludów w swoim życiu. Zawsze słyszała opowieści o ich długich gęstych brodach. Elfi mężczyźni nie mieli bród, dlatego starsze elfki z jej klanu były zafascynowane takim opowieściami o ich gęstych i długich brodach. Te , które przeżyły masakrę w Denerim walczyły u boku wielu krasnoludów. Ten, zamiast brody miał bardzo bujnie owłosioną klatę. Był to dziwny widok. Elfy nie miały owłosienia.
- Bo myślałem, że już na zawsze będziemy mieć przesrane z demonami- mówił podchodząc bliżej.
- Varric Tethras: łotrzyk, gawędziarz i okazjonalnie niechciany przybłęda.- dokończył puszczając oczko do Cassandry, która się skrzywiła na ten widok. Chyba za nim nie przepadała. Zapadła cisza, elfka stwierdziła, że czekają aż coś powie. Do głowy przyszło jej tylko jedno pytanie, zdawało się jej ,że właściwe
- Jesteś z zakonu czy…?- zanim dokończyła, usłyszała śmiech elfa.

- Pytasz poważnie?- zapytał. Zafirka wzruszyła ramionami.

Varric się nie śmiał, poprawiając rękawiczki odpowiedział
- Właściwie jestem więźniem tak jak i ty.- Cassandra patrząc na krasnoluda odrzekła.
- Przyprowadziłam cię tutaj, żebyś opowiedział swoją historię Boskiej. Jak widać, nie jest to już konieczne.-
- A mimo to oto jestem. Szczęśliwie się to dla ciebie składa, biorąc pod uwagę okoliczności.- Elfka nadal nie miała pojęcia co ma odpowiedzieć. Nie miała pojęcia jak się rozmawia z krasnoludami. Starała sobie przypomnieć co ojciec o nich opowiadał, ale w głowie miała pustkę. Zmierzyła Varrica wzrokiem, gdy coś przykuło jej uwagę.
- Masz… masz bardzo ładną kuszę- wydukała.
- Prawda? Nazywa się Bianka i razem wiele przeszliśmy.- rzekł spoglądając czule na Biankę znajdującą się na jego plecach.
- Nazwałeś swoją kuszę Bianka?- spytała rozbawiona. Przez chwilę myślała, że robi sobie żarty.

- Oczywiście. Będzie świetną towarzyszką w dolinie.- potwierdził. Mówił serio.
- Absolutnie nie- zaprzeczyła Cassandra- Doceniam twoją pomoc Varricu ale…- Krasnolud nie dał jej dokończyć
- Byłaś ostatnio w dolinie Poszukiwaczko? Twoi żołnierze już nie kontrolują sytuacji. Potrzebujecie mnie.- Cassandra się odwróciła i wydała z siebie dziwny dźwięk. Dalijka z ciekawością przysłuchiwała się ich wymianie zdań, gdy podszedł do niej elf. Obróciła się w jego stronę.
- Skoro już jesteśmy przy prezentacjach, nazywam się Solas. Miło mi widzieć cię wciąż przy życiu.
- On chce powiedzieć: „Nie pozwoliłem by to znamię zabiło cię, gdy spałaś"- wyjaśnił krasnolud. Elfka mrugnęła zaskoczona. Nie wiedziała, że ktokolwiek się do niej zbliżał gdy była nieprzytomna. Poczuła, że jej plecy oblewa zimny pot. „Jak mogła być tak nieostrożna."
- Sprawiasz wrażenie, jakbyś bardzo dużo wiedział o tym wszystkim- zwróciła się do elfa trochę zmieszana.
Cassandra się wtrąciła
- Solas jest apostatą, dobrze zorientowanym w tych sprawach-
- Właściwie to wszyscy magowie są teraz apostatami, Cassandro- wyjaśnił elf.- Moje podróże pozwoliły mi nauczyć się wiele o Pustce, wiem znacznie więcej niż jakikolwiek mag kręgu.- Elfka uwielbiała opowieści o Pustce. Może dlatego, że jako nie obdarzona magią, nigdy nie miała możliwości podróży.- Przybyłem by zaoferować pomoc z Wyłomem. Jeśli go nie zamkniemy, nas wszystkich, bez względu na pochodzenie czeka zagłada.
- A co zrobisz gdy to wszystko się skończy?- zainteresowała się Dalijka.
- Liczę, że rządzący będą pamiętać kto pomógł a kto nie. – odrzekł i zwrócił się do kobiety- Cassandro, powinnaś to wiedzieć: wykorzystana tu magia nie przypomina żadnej jaką widziałem. Twój więzień nie jest magiem. I trudno mi sobie wyobrazić jakiegokolwiek maga o takiej mocy.- zakończył a Cassandra przytaknęła. „jak miło, że ktoś w końcu staje po mojej stronie"
Kobieta wspomniała coś o dostaniu się do „wysuniętego obozu" lecz Zafirka przestała słuchać.
Była zaskoczona i zdezorientowana. Całe życie słuchała różnych opowieści o shemlenach, krasnoludach i elfach spoza klanów. Ta trójka nie pasowała do opisów Opiekuna, jej ojca.

Varric nie był ani chytry ani gburowaty. Mówili, że każdy krasnolud taki był a przecież on wydawał się być najbardziej przyjacielski z całej trójki.
Shemlenka. Nie shemlenka. Cassandra. Nie wyglądała na samolubną i arogancką, a podobno każdy człowiek taki był.
Solas, elfi apostata. Tyle krwawych opowieści słyszała o apostatach, a on nie wydawał się być niebezpieczny. Wiedziała także, że nie był magiem krwi i na pewno wiedział dużo więcej o Pustce niż jej ojciec oraz wszyscy Opiekunowie wszystkich klanów razem wzięci.
Teraz zrozumiała, że całe życie była karmiona nieprawdziwymi historiami. Wiedziała, że mogły się zdarzyć takie przypadki jak wspominane w klanach opowieści o innych rasach, ale to nie wyjaśniało podciągania wszystkich pod jedną kategorię. Chciała dowiedzieć się więcej o nich, by móc po powrocie do klanu wszystkim opowiedzieć kogo spotkała. Po powrocie do klanu. Nie wróci tam. To było pewne. Nagle poczuła znane jej uczucie ssania w żołądku. Nie pamiętała, kiedy ostatnio coś jadła i piła. Dopiero teraz, gdy wspinali się na górę poczuła uczucie zmęczenia jak bardzo jest zmęczona. Ile dni minęło od wybuchu na konklawe? Nie zdążyła zadać pytania gdy tuż przy bramie prowadzącej do obozu ich oczom ukazała się kolejna szczelina, otoczona demonami. Strażnicy bramy rzucili się już do ataku. Zafirka wyjęła sztylety.

Siedziała wpatrując się w kanclerza Roderyka, który rzucił jej nienawistne spojrzenie i obrócił się do niej tyłem. Po dotarciu do wysuniętego obozu od razu kazał Lelianie aresztować elfkę i wysłać na egzekucję do Val Royeux. Na szczęście dla niej nie miał prawa o tym decydować. Doszło nawet do mocnej wymiany zdań między kanclerzem a Cassandrą, zwaną tu przez niego Poszukiwaczką.
- Ma minę jakby ktoś podstawił mu pod nos zgniłe jabłka, co?- usłyszała znajomy głos. Obróciła głowę. Varric trzymał w jednej ręce jakiś materiał a w drugiej miskę.
- Raczej jakbym ja była tym zgniłym jabłkiem- mruknęła , Varric wręczył jej gruby płaszcz i miskę jakiegoś płynu, zapewne zupy. Gdy poczuła apetyczny zapach żołądek od razu dopomniał się uwagi.-żołądek zaburczał cicho.- Co to?
- Wesołek przypomniał Cassandrze, że też potrzebujesz coś zjeść.- Zafirka poczuła się dziwnie. Obcy ludzie którzy troszczyli się o nią. Zastanawiała się, czy to wszystko aby jej się nie przyśniło. Czy nie obudzi się w klanie, zrugana przez ojca, że znów zaspała.
- Kto? – zapytała.
- Wesołek- i kiwnął głową, Elfka spojrzała w tamtą stronę.
- Solas to wesołek?- zapytała zdziwiona.
- Tak właściwie to nie jest ani trochę wesoły, prawda? I dlatego to przezwisko jest takie śmieszne.- Zafirka kiwnęła głową. W sumie nie za bardzo rozumiała, ale nie miało to większego znaczenia. Pragnęła by to wszystko w końcu się skończyło. By mogła odejść w swoją stronę.Nałożyła płaszcz. Czuła jak gruba peleryna rozgrzewa jej ciało. Chwyciła za drewnianą łyżkę i nabrała w niej trochę gęstego płynu. Zamoczyła usta niepewna. Potrawa była niezwykle smaczna. Instynktownie przechyliła miskę, by jak najszybciej dokończyć jedzenie. Dopiero gdy skończyła poczuła, że to nie było właściwe. Zwłaszcza, gdy większość żołnierzy przygląda się jej ukradkiem. Teraz na pewno mają ją za większą dzikuskę, niż jest.
– Dziękuję za jedzenie i okrycie- zwróciła się do krasnoluda. Varric puścił jej oczko.
- To nie do końca moja zasługa aczkolwiek cała przyjemność po mojej stronie.- rzekł a następnie ruszył w stronę stołu, przy którym siedziało zbiorowisko wojowników. Elfka odłożyła miskę, narzuciła kaptur na głowę i szczelnie się opatuliła. Robiło się coraz zimniej, lodowaty wiatr muskał jej twarz a przyjemny materiał ogrzewał jej zziębnięte, drobne ciało. Było jej tak przyjemnie, że zamknęła oczy i opierając się na skrzynce obok zasnęła. Nagle usłyszała łomot. Poderwała się chwytając za sztylet i rozglądając naokoło. Jeden z żołnierzy Leliany opuścił skrzynkę tuż obok elfki.
- Spokojnie. Prześpij się chwilę. – usłyszała łagodny głos-Mamy trochę czasu zanim Cassandra wszystko załatwi.- spojrzała w bok w stronę elfa, który wolnym krokiem szedł w jej stronę, podpierając się kosturem. Wydawał się być dużo starszy od niej. Zafirka schowała sztylet i spojrzała na maga.
- Dziękuję – powiedziała cicho i uśmiechnęła się. Nie odwzajemnił uśmiechu. Spojrzał na nią zagadkowym wzrokiem. Jego wzrok zdawał się przenikać prosto w jej duszę. Oczy w kolorze morza, w których mogła się zagłębić a nawet utonąć, jeśli tylko nie będzie dość ostrożna.
- Za co dziękujesz?- zapytał. Elfka wstrzymała oddech i znieruchomiała na sekundę. Poczuła niepojęty strach. Spojrzała w dół na swoje odrapane i zziębnięte ręce. Odchyliła lekko lewą dłoń i w tym momencie znamię rozświetliło się. Syknęła zaciskając rękę w pięść i opuszczając dłoń. Ból promieniował przez całą rękę aż po samo ramię. Wyłom na niebie powiększył się nieznacznie. Westchnęła unosząc głowę w górę. Elf wciąż oczekiwał na odpowiedź. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zafirka westchnęła cicho.
- Myślę, że za troskę. – rzekła cicho.- Pomogłeś mi ze znamieniem, choć tego nie pamiętam. Zadbałeś, żebym miała co zjeść.
- Musisz mieć siłę, bo tylko ty możesz zamknąć wyłom- rzekł.- W ten sposób możesz podziękować za opiekę. Teraz jesteś jedyną nadzieją dla nas wszystkich.- Zafirka odchyliła głowę do tyłu opierając ja o mur. Wpatrywała się w wielką, zieloną dziurę na niebie z nienawiścią, tak jakby to mogło sprawić, że zniknie.

***

Elfka zrobiła krok do przodu. Nad jej głową unosiła się wielka szczelina. Szybkim ruchem wyciągnęła dłoń i skierowała ją w górę. Zielone światło wypłynęło zderzając się ze szczeliną. Ta otworzyła się i w mgnieniu oka wypadło z niej coś ogromnego. Odwróciła się na pięcie, spoglądając na twarze swoich towarzyszy. Tuż za żołnierzami Leliany stał wielki, rogaty potwór. Zafirka kucnęła i w myślach zaczęła opracowywać każdy swój krok. Łucznicy stojący na balkonach wypuścili cięciwy i grad strzał wyleciał na demona. Jednak to nie zraniło go znacznie, a jedynie rozjuszyło. Solas posłał swoim kosturem wielką kule ognia, która zatrzymała na kilka sekund zamroczonego stwora. Elfka skoczyła w przód robiąc fikołek i wymijając Cassandrę oraz kilku innych żołnierzy. Wślizgnęła się pod potężne nogi bestii. Trzymając z całej siły sztylety zrobiła piruet podcinając mu łydki i szybko odskakując do tyłu. Demon upadł na kolano. W tym czasie Cassandra podbiegła biorąc zamach i rozpłatała mu brzuch. Stwór ryknął dziko i zamroczony bólem zaczął machać rękami na oślep. Złapał za głowę jednego z mężczyzn, którzy stali u boku poszukiwaczki. Ścisnął z całej siły. Elfka nie odwróciła wzroku, patrząc wściekle, choć nie tracąc zdrowego rozsądku. Usłyszała gdzieś w dali krzyki Leliany skierowane do swoich ludzi, lecz nie słuchała co do nich mówi. Zobaczyła odsłonięty bok i zrobiła przewrót by jak najszybciej się dostać. Zobaczyła błysk metalu i upadających żołnierzy. Potwór machał wielkim łańcuchem, strącając wszystkich z nóg. Elfka podbiegła bliżej stwora, by tylko zniknąć z pola jego zasięgu.

Obróciła się by sprawdzić jak radzą sobie pozostali. Varric i Solas stali na wzniesieniu obok siebie, rzucając bełtami i zaklęciami dalekosiężnymi. Łańcuch tam nie sięgał. Leliana stała na jednym z balkonów z łukiem w ręce i z niezwykłą szybkością wypuszczała strzały. Cassandra starał się wyminąć wirujący łańcuch, choć z ciężkim opancerzeniem szło jej to opornie. Zafirka nie ryzykując stracenia większej ilości żołnierzy skoczyła na nogę demona i wbiła mu sztylet w sam środek ścięgien. Zjechała nim w dół przecinając całą nogę wzdłuż. Spojrzała w górę. Zdążyła dostrzec tylko zbliżającą się ku niej łapę i już wyleciała bezwładnie w powietrze wpadając na swoich dwóch towarzyszy oraz strącając ich z nóg. Wstała na trzęsących się nogach. Jej twarz była cała odrapana po zderzeniu z ziemią. Czuła szczypanie w prawej nodze. Spojrzała na to miejsce i zobaczyła niewielkie rozcięcie, z którego powoli sączyła się krew. Przeklęła w myślach podchodząc do Varrica, by pomóc mu wstać. Elf zdążył podnieść się z ziemi i obracając kosturem tworzył jakieś zaklęcie. W mgnieniu oka Demon zmienił się w bryłę lodu. Zaklęcie było krótkotrwałe, ale Cassandra już była przygotowana. Podeszła bliżej a gdy zaklęcie ustało wzięła mocny zamach i podcięła potworowi gardło. Nie trwało to dłużej niż sekundę.

Elfka obróciła się na pięcie i pobiegła do szczeliny. Wyciągnęła naznaczoną rękę. Niezwykle silny ból przeszedł jej przez ramię, ale nie opuściła ręki. Czuła jak opuszczają ją siły. Krzyknęła zamroczona. Drugą ręką przytrzymywała dłoń by tylko nie przerwać połączenia. Kolejna fala przeszyła jej ciało. Szczelina zniknęła, a Zafirka poczuła jak pochłania ją ciemność. Nie protestowała, była zbyt zmęczone. Jej delikatne ciało opadło bezwładnie, długie czerwone włosy przykryły młodą twarz.