Dziesięć lat później


- Harry! Wstawaj! Harry!

Wrzaski ciotki Petunii mieszały się z tubalnym głosem wuja Vernon'a. Były jedenaste urodziny Dudley'a. Petunia dzwoniła do pani Figg i Ivy, ale żadne nie mogło w tym

dniu zaopiekować się Harry'm. Pani Figg złamała nogę potykając się o jednego z kotów, a Salomea nie czuła się najlepiej. Już od kilku dni męczyły ją straszne bóle w

okolicach serca. Ivy martwiła się o babkę, za wszelką cenę starała się jej pomóc, ale Salomea nie chciała iść do lekarza. Prosił tylko o przyniesienie ze starego pudła

kawałka drewna. Ivy wykonała polecenie i wyszła. Nic nie rozumiała. Po co babce kawałek patyka?

Wieczorem, pani Ceres poszła się położyć, ale rano już nie dała rady wstać. Ivy była załamana. Nie miała się do kogo zwrócić. Przed południem do jej drzwi zapukało

dwoje starszych ludzi.

- Witaj Ivy.

- Dzień dobry. Proszę, o co chodzi?

- Chcieliśmy się zobaczyć z Salomeą.

- Ale ona nie jest w stanie przyjmować gości…

- Wiemy o tym, ale sama prosiła nas o przybycie.

Ivy wpuściła ich do pokoju babki, która ledwie się trzymała.

- Wytłumacz jej Albusie.

Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. Mężczyzna nazwany Albus'em wyjaśnił jej. Opowiedział jej niesamowitą historię o świecie czarodziejów, magii, złym

czarnoksiężniku i jej rodzinie. Ivy była w szoku. Wszystko, co do tej pory wiedziała o sobie i swoim życiu było kłamstwem. Jednak w opinii Ivy, babka miała wszelką

rację zabierając ją od takiej rodziny. Brat i ojciec mordercami, a matka zabiła się, bo nie chciała mieć niemagicznego dziecka. Straszne. Wieczorem, Salomea chciała

pożegnać się z Ivy.

- Czy wybaczysz mi to, co zrobiłam?

- Babciu! Ty mnie uratowałaś. Poświęciłaś wszystko, żeby ochronić moje życie. Nigdy tego nie zapomnę.

- Chciałabym, abyś miała szczęśliwe życie. Nie doświadczyła piętna hańby jaka spotkała naszą rodzinę. Ale ten drugi świat też ma wiele możliwości. Musisz je poznać. Ivy?

- Tak babciu?

- Czy wybaczysz mi?

- Ależ oczywiście. Kocham cię, jesteś moją jedyną rodziną.

- Żegnaj Ivy..

- Babciu…?

- Odeszła w spokoju. - Ivy odwróciła się do czarodzieja, oczy miała pełne łez.

- Co ja mam teraz zrobić?

- Zajmiemy się tym z Minerwą. Musisz być silna. Tyle na ciebie spadło…

- Dziękuję za wszystko…

Minęły wakacje. Ivy robiła porządki i znalazła wiele czarodziejskich przedmiotów. Znalazła również gazety z wiadomościami sprzed dziesięciu lat. Czytała o

torturowanych charłakach i mugolach. Zabitych i rannych, i o chłopcu, który zakończył wojnę. O Harry'm wiedziała od Dumbleadore'a. Harry też wiedział o babce Ivy i

tym kim była. Wymieniali się listami przez cały rok szkolny. Ivy wysyłała mu czasem coś słodkiego. A jego listy sprawiały, że nie była samotna. Czasami, oprócz listu

Harry'ego, dostała też wiadomość od Dumbleadore'a. W święta dostała sporo życzeń. Okazało się, że Harry powiedział o Ivy swoim przyjaciołom, i od nich także

dostała listy. Wreszcie nie czuła się samotna.

Ivy z niecierpliwością oczekiwała powrotu Harry'ego z Hogwartu. Kiedy nadeszły letnie wakacje, wreszcie mogła porozmawiać z kimś, kto znał jej sekret i nie musiała

się kryć z niektórymi sprawami. Harry miał w domu spokój, ponieważ Dursley'owie nie wiedzieli, że nie może używać czarów. Ivy jak co wakacje przyszła szukać

pomocnika w ogrodzie, co Vernon i Petunia przyjęli z wdzięcznością. Mieli Harry'ego z głowy na całe wakacje. Harry nie nudził się u Ivy, ale tęsknił za przyjaciółmi.

Pewnego dnia u Dursley'ów miało być spotkanie z prezesem firmy, więc Petunia kazała Harry'emu sprzątnąć dom. Wtedy pojawił się Zgredek i narobił zamieszania.

Harry miał kolejny szlaban, aż do momentu, w którym nie przybyli po niego młodzi Weasley'owie. Ivy dostała długi list z wyjaśnieniem, dlaczego nie będzie go przez

resztę wakacji. Przestraszyła się jednak o bezpieczeństwo Harry'ego, w końcu latanie samochodem jest niecodzienne.

Kolejny rok szkolny rozpoczął się dla Harry'ego niezwykłymi przygodami i takimi również się zakończył. Wakacje przed trzecim rokiem były nudne. Harry spędzał sporo

czasu u Ivy, która była jakaś przygaszona. Nie chciał pytać o co chodzi, być może interesy w księgarni źle szły, bo coraz więcej młodych osób wolało księgarnie w

wielkich centrach handlowych. Pracy w okolicy było niewiele, a Ivy kochała książki.

- Harry, nie sądzisz, że powinnam zmienić coś w swoim życiu?

Młody czarodziej spojrzał na nią znad kubka herbaty, nie rozumiejąc o co chodzi.

- Jestem sama, zbliżam się do trzydziestki i jestem nienormalna.

- Co ty mówisz? Jesteś najmilszą i najżyczliwszą osobą jaką znam.

- Ale nie należę ani do waszego świata ani do mugolskiego. Jak mam w ogóle egzystować? -rozłożyła dramatycznie ręce.

- Myślę, że nie jest tak źle. Może powinnaś częściej wychodzić?

- A co z moją pracą? Kocham książki, ale to dla mnie jest za mało… Chciałabym robić coś ważnego.

- No cóż. Może zapytamy Dumbleadore'a.

- Nie, Harry. Nie pytajmy, po co zawracać mu głowę. Nie dość ma kłopotów?

- Rozumiem.

- Opowiedz mi o ostatnich przygodach w szkole.

- Poznałem Toma Riddle'a.

I opowiedział jej dokładnie o Komnacie Tajemnic, Lockhart'cie i bazyliszku. Wtem, za oknem mignęło coś czarnego, co przykuło uwagę Harry'ego.

- Ivy?

- Mmm?

- Czy za oknem nie spaceruje wielki czarny pies?

- Tak.

- Skąd go masz?

- Znalazłam na ulicy. Był zabiedzony, więc go przygarnęłam i próbuję odkarmić.

- No widzisz! I ty mówisz o sobie, że jesteś beznadziejna! A słyszałaś, że Marge ma przyjechać?

- O ja cię! I co teraz? Będziesz mógł przychodzić?

- Nie wiem…

- No nic, to musimy się na trochę pożegnać.

Jednak wizyta ciotki Marge nie przebiegła pomyślnie. Właściwie, to był okropny tydzień, który na końcu okazał się katastrofą. Harry uciekł od Dursley'ów i trafił do

Dziurawego Kotła, jadąc Błędnym Rycerzem.

Ivy została sama. W ten wieczór, kiedy Harry uciekł, pies zachowywał się dziwnie. Ivy wypuściła go, a potem zapomniała zamknąć furtkę. Rankiem następnego dnia

poszła do Dursley'ów, ale okazało się, że nie ma Harry'ego.

- Widzisz piesku, on zawsze zwiewa na pół wakacji i zostawia mnie tu samą. Czy ja jestem aż tak nienormalna?

Pies przekrzywił głowę i zaszczekał.

- Muszę ci opowiedzieć co nieco o sobie. Jesteś jedynym stworzeniem, które dotrzymuje mi towarzystwa.

Kolejne szczeknięcie.

- Wiesz co to charłak? To ja!- dramatycznym gestem wskazała na siebie- Nie należę ani do świata czarodziejów, ani do mugoli. A na dodatek mój brat siedzi w

więzieniu dla czarodziejów za torturowanie i zabijanie ludzi. Dla kogo? Wariata, który śmie nazywać siebie Lordem. Moja babka porzuciła pracę w Ministerstwie Magii,

żeby upozorować moją śmierć i zamieszkać tutaj! A ja co? Mam dwadzieścia siedem lat i jedyne co mi się do tej pory udało, to robienie herbatek i konfitur i

sprzedawanie książek. Harry jest taki młody i już uratował co najmniej dwa razy swoich przyjaciół. Czuję się bezużyteczna!

Kolejne szczeknięcie.

- Tak, wiem mam przestać się nad sobą użalać i zacząć żyć. Mam nadzieję, że chociaż ty zostaniesz na chwilę ze mną.

Pies znowu przekrzywił głowę i jakby się zamyślił.

- No nic, musimy wracać. Klienci czekają. Zapowiada się upalny dzień.