W tej jednej, krótkiej chwili twarz Mistrza Eliksirów przybrała wiele różnych odcieni dobitnie świadczących, co myśli o takim zachowaniu. Już miał na ustach jakąś ciętą ripostę, gdy nagle doszło do niego to, co przed chwilą usłyszał.
– Potter... co ty tu robisz?
Harry uśmiechnął się szeroko i nie zważając na to, że znajduje się w domu swojego znienawidzonego nauczyciela ruszył w stronę salonu. Rozsiadł się bezceremonialnie w największym z foteli i nie przestając się uśmiechać zapytał:
– Severusie, nie zaproponujesz mi czegoś mocniejszego zanim przejdziemy do interesu, jaki mam do ciebie?
– Potter, jesteś nieletni, nie mogę cię upijać.
– Niedługo skończę szesnaście lat...
– Co nie jest powodem byś musiał moczyć swoje usta w mojej sherry.
– Severusie...
– Profesorze Snape!
– Jeśli tak wolisz...
– Wolę...
Harry nadal siedząc wyciągnął z kieszeni grubą, żółtawą kopertę z godłem Hogwartu. Podał ją Severusowi, a ten wsunął ją do wewnętrznej kieszeni swojej szaty. Mężczyzna popatrzył na swojego ucznia, Potter z niezwykłą wręcz jak na niego ciekawością zaczął przyglądać się wystrojowi salonu. Był to zaiste niezwykły pokój, trzy z jego okien wychodziły na północ, tak że prawie zawsze panował tu półmrok. Ściany wykładane ciemnym drewnem potęgowały to wrażenie, a regały ustawione wzdłuż nich zawierały wiele z książek których próżno by szukać w zamkowej bibliotece.
– Tak więc... – zaczął Severus
– Tak więc co?
– Tak więc... Potter, powiedz mi do cholery co robisz w moim domu?!
– Przybyłem tu na życzenie dyrektora, mam rozwiązać sprawę morderstwa twojego ojca... było by miło gdybyś wskazał mi jakiś pokój w którym mogę się zatrzymać.
– Nie wydaje mi się...
– Jednak proszę...
Zapadło głuche milczenie które przerwał po chwili Harry.
– Poza tym dyrektor sądzi że będę tu bezpieczny... tak długo jak zechcesz mnie tu gościć...
– Przecież każdy śmierciożerca który cię tu zobaczy...
Harry zaśmiał się gardłowo i położył rękę na podłokietniku fotela..
– Myślisz że nie pomyśleliśmy i o tym? Dyrektor stworzył zaklęcie kamuflażowe które upodobni mnie do „twojego" dawno zaginionego kuzyna.
– Ja nie mam kuzynów...
– No właśnie...
Mężczyzna zaczął chodzić dookoła jednego z pustych foteli zastanawiając się nad czymś głęboko.
– A jak chcesz rozwiązać tamtą... sprawę, przecież minęło już prawie czterdzieści lat!
– Za kilka dni przyjedzie tu Hermiona. Do tego czasu sporządzimy listę obecnych na tamtym przyjęciu. Co do czterdziestu lat to ludzie często zapamiętują coś co może wydać się im nieistotne, a co w ostatecznym rozrachunku pozwala zrozumieć sprawcę i motywy jakie nim kierowały. Powiedz co wiesz o tamtej nocy.
– Niewiele... tylko to co powiedziała mi matka i to czego dowiedziałem się od moich ciotek.
– Ciotek?
– Tak. Było ich trzy Amelia, Klara i Honoria. Amelia zmarła na dwa lata przed moimi narodzinami.
– Co wcale jej nie wyklucza, mogła zaplanować to przed śmiercią, ale na razie dajmy jej spokój, dalej.
– Klara wyszła za mąż za jakiegoś mugola, mieszkają w Harlington no i Honoria...
– Tak?
– No cóż... to stara panna, mieszka razem z damą do towarzystwa w Amesbury dwadzieścia mil stąd...
Harry notował coś szybko na kartce papieru, z rzadka podnosząc wzrok na niego.
– Mhm...więc tak... to są... siostry
– Mojej matki
– Kto jeszcze był na przyjęciu?
– Dwie przyjaciółki mojej matki i mój stryj, Angus Snape.
– Zajmijmy się nim... gdzie mieszka i czym się zajmuje?
– Mieszka w Stadford i jest posiadaczem ziemskim.
Mężczyzna namyślił się przez chwilę.
– Czy Snape'owie to jakaś wyższa szlachta?
– Raczej nie, odziedziczył te ziemie po swojej teściowej, jako jej jedyny spadkobierca.
– Jakieś dzieci, żona?
– Od dawna nie żyją, jego żona Maria Asqith umarła na grypę wraz z jedynym dzieckiem obojga.
– Mhm... czyli możesz zaprosić ich wszystkich na weekend?
– Potter mamy wojnę... wątpię...
– Nalegam...
Severus skinął potakująco głową.
– Czyli mamy cały jutrzejszy dzień na to by się rozejrzeć po domu... A teraz profesorze, proszę pokazać mi moją sypialnię...
