Okej tak więc, tutaj jest 2 rozdział mojego fica, cieszę się że 2 osoby zdecydowały się nacisnąć ,,Follow,, i mam nadzieję że w przyszłości takich osób będzie więcej. Korzystając z okazji chciałbym coś wyjaśnić. Otóż zajrzałem głębiej do historii serii ,,Ratchet and Clank :Future'' i zdecydowałem się zamieścić tu krótki opis mojego AU.
Otóż moja historia dzieje się po wydarzeniach z ostatniej części serii ,,Into the nexus'' Jednak podczas wydarzeń z ,,A crack in time'' Ratchet nigdy nie spotkał Generała Alistera jednak wszystko przebiegło mniej więcej jak w oryginale. Generała nie spotkał ponieważ zarówno on jak i jego rodzice (Ratcheta nie generała) żyją w wymiarze Lombaxów, jak do tego doszło mam nadzieję wyjaśnić w przyszłych rozdziałach.
No to tyle z mojej strony mam nadzieję że ten rozdział się wam spodoba a jeśli tak nie zapomnijcie skomentować czy też dodać do ulubionych bądź ,,zasubskrybować''
(poza tym zrozumiałem że kompletnie nie umiem wymyślać nazw… Cóż komu w ogóle są potrzebne tytuły? )
Rozdział 2
Ratchet szedł w stronę miasta już dobre półtorej godziny, normalnie lombax łatwo się nie męczył ale nieustanny marsz w pustynnym klimacie robił swoje i Ratchetowi powoli kończyły się resztki energii.
Ratchet otarł pot z czoła i zwrócił się do Clanka który cały czas siedział wygodnie na jego plecach
,,To dziwne, mógłbym przysiąc że to miasto jest bliżej''
,,To złudzenie optyczne występujące czasem na pustynnych terenach, duże obiekty wydają się być bliżej niż w rzeczywistości''
Ratchet przesłonił oczy i spojrzał w kierunku zachodzącego słońca, mieli pecha że przybyli na planetę na krótko przed zapadnięciem nocy, Ratchet który wychował się na pustynnej planecie wiedział że w dzień pustynia jest gorąca, ale w nocy robi się nieznośnie zimna.
,,No kumplu, wygląda na to że będziemy musieli zatrzymać się tu na noc''
,,W rzeczy samej, sugerował bym jednak znalezienie jakiegoś lepiej osłoniętego miejsca''
,,Dobry pomysł, rozejrzyjmy się''
Para przyjaciół rozdzieliła się i zaczęła rozglądać się za dobrym miejscem na obóz. Po chwili Clank spostrzegł Skupisko dużych głazów, zdecydowali się rozbić obóz pod kamieniem ułożonym w taki sposób że dawał schronienie nad głową, Ratchet rozpalił małe ognisko używając rozpałki ze swojego manifestora.
Po uprzednim sprawdzeniu terenu (nigdy nie wiadomo jakie stworzenia mogą czaić się na nowej planecie… w innym wymiarze) Dwójka uzgodniła że pierwszą wartę będzie pełnić Clank ponieważ przez całą podróż siedział wygodnie na plecach Ratcheta .
Ratchet położył się przy wielkim kamieniu i już po chwili chrapał.
Ratchet stał pośrodku ciemnego pomieszczenia, Otaczały go wysokie postacie, ich twarze były zamazane ale po kształcie ich ciał można było łatwo się domyślić że są to Lombaxy.
Po chwili jedna z postaci odezwała się kpiącym tonem
,,Patrzcie na niego! Ten wyrzutek myśli że przyjmiemy go między nas ?''
,,Spójrzcie jaki jest niski ! Nie nadasz się mój drogi…''
Uszy Ratcheta opadły.
,,To nie prawda! Ja już udowodniłem….''
,,Co udowodniłeś ? Nie potrafisz nawet mówić w naszym języku!''
,,ale to nie moja wina…''
,,I co z tego ? Nigdy nie będziesz do nas pasować !''
Lombaxy wybuchnęły śmiechem, Ratchet stał nieruchomo ze spuszczoną głową poczuł łzy spływające mu po policzkach. Niewielu wiedziało że Ratchet, który pokonał tylu międzygalaktycznych złoczyńców może zostać łatwo zraniony, Trzeba tylko było wiedzieć gdzie uderzyć. A przecież nikt nie znał go lepiej od niego samego.
Ratchet obudził się gwałtownie przez chwilę rozglądał się nic nie rozumiejącym wzrokiem. Dopiero po chwili jego zaczął myśleć na tyle jasno by dostrzec Clanka który stał przy nim z zaniepokojonym wyrazem twarzy.
,,Clank ahh… Czy coś się stało ?''
,,Kiedy pełniłem wartę zacząłeś nagle przewracać się we śnie i mówić coś do siebie, nie mogłem zrozumieć co ponieważ strasznie mamrotałeś. Wyglądało to tak jakbyś miał koszmary.''
Ratchet spojrzał na swoje stopy.
,,Przepraszam po prostu… Nigdy nie przestałem się martwić jak Lombaxy na mnie zareagują''
Clank usiadł obok niego.
,,Nie masz za co przepraszać, Koszmary to całkiem normalna reakcja organizmu nawet jeśli nieprzyjemna. Ktoś kto przeszedł tyle co ty powinien mieć znacznie więcej koszmarów''
,,No tak.. Cóż cieszę się że nie jestem tym kimś, Podładuj swoje baterie Clank ja dokończę wartę. Dzisiaj I tak już nie zasnę''
Clank trochę się opierał ale w końcu zgodził się żeby Ratchet przejął część jego warty, Ratchet dorzucił paliwa do ogniska i usiadł na ziemi. Spojrzał na nieznane mu konstelacje gwiazd, musiał przyznać że jego rasa wybrała sobie całkiem ładną galaktykę do ucieczki.
Myśli Ratcheta zeszły w stronę jego wymiaru. Ciekawe jak sprawy układały się w Polaris, Talwyn była poinformowana o jego zamiarach i początkowa za wszelką cenę chciała iść z nimi ale niestety, w wyniku tragicznego splotu wydarzeń nie mogła opuścić Polaris. Ratchet obiecał jej jednak że będzie kontynuował poszukiwania jej ojca w wymiarze Lombaxów.
Nagle Ratchet uszłyszał jakiś dźwięk coś jakby… śmiech ? Szybko zgasił ognisko i obudził Clanka.
,,Czy coś się stało ?''
,,Wydaje mi się że słyszałem jakieś głosy, dobiegały chyba z drugiego końca tego skupisk głazów choć sprawdźmy to''
Para przyjaciół cicho przekradła się na drugą stronę, po chwili ich oczom ukazały się trzy postacie siedzące przy ognisku a doprecyzowując trzy Lombaxy, Ratchet nigdy nie widział innego Lombaxa (poza Angelą) ale wiedział na tyle dużo o swojej anatomii by wiedzieć że dwójka z nich to mężczyźni a ta trzecia to kobieta, prawdopodobnie wszyscy byli młodymi dorosłymi. Ratchet przyglądał się ciekawie tej grupie, było jasne że się przyjaźnią, Ratchet dopiero teraz zrozumiał że jest naprawdę niski jak na lombaxa, no cóż… miał nadzieję że jeszcze urośnie. Wszystkie lombaxy nosiły podobny rodzaj pancerza, prawdopodobnie należeli do jakiejś formacji zbrojnej. Niedaleko dostrzec można było trzy duże kształty, prawdopodobnie jakiś rodzaj pojazdów.
Po chwili Clank odezwał się.
,, Myślisz że powinniśmy do nich podejść ?''
,,Nie myślę że nie… Nie wiadomo kim są i co tu robią, po za tym wydaje mi się że pojawienie się kogoś zupełnie obcego po środku pustkowia bez jakiegokolwiek środka transportu byłoby podejrzane. Na razie może tylko obserwujmy''
Para przyjaciół kontynuowała więc stalking, Ratchet starał się zrozumieć coś z rozmów i śmiechów ale zdawało się że lombaxy mówią w innym języku, po raz pierwszy go to uderzyło. A co jeśli nie będzie się mógł nawet porozumieć ?
Nagle coś przykuło jego uwagę, na granicy światła rzucanego przez ognisko ruszały się jakieś kształty, lombaxy najwyraźniej też to zauważyły gdyż zerwały się z miejsc i wyciągnęły broń. Był to jakiś rodzaj karabinów laserowych, wyglądał na bardziej zaawansowany niż cokolwiek co można było znaleźć w jego wymiarze. Nic dziwnego lombaxy były ponoć najlepszymi Inżynierami w całym wszechświecie.
Z cienia wyszło 5 stworzeń przypominających olbrzymie jaszczurki z długimi językami i ostrymi szponami, na końcu ogonów miały kolce
Wywiązała się walka, Ratchet odruchowo chciał skoczyć na pomoc ale wstrzymał się, Lombaxy dawały sobie radę, Ratchet poprawił by to i owo w ich technice ale ogólnie nie było źle. Wyglądało na to że poradzą sobie bez jego pomocy. Jaszczury miały grubą skórę ale strzał we właściwe miejsce załatwiał sprawę. Mimo wszystko Ratchet czuł się niepewnie nie był przyzwyczajony do stania z boku.
,,Ratchet spójrz tam!''
Ratchet spojrzał we wskazywanym przez Clanka kierunku i z zgrozą zobaczył więcej Jaszczurów wynurzających się z cienia co najmniej 12. Na domiar złego jednemu z lombaxów skończyła się amunicja i był zmuszony wyjąć swój klucz (który nawiasem mówiąc bardzo przypominał ten Ratcheta)
Próbował z nim walczyć ale oberwał długim ogonem i poleciał kilka metrów do tyłu, Jego pancerz to wytrzymał ale było jasne że tak długo nie pociągną.
Ratchet nie mógł dłużej stać spokojnie z szybkim ,,Wskakuj!'' do Clanka ruszył kierunku pola bitwy, Clank ledwie zdążył przyczepić mu się do pleców a już byli na miejscu.
Ratchet rzucił granat w jednego z Jaszczurów, ten poleciał dobre kilka metrów w ciemność
Lombaxy z zaskoczeniem spojrzały na nieoczekiwane wsparcie ale zaraz przypomniały sobie o pozostałych potworach. Walka była zaciekła ale w końcu dzięki pokaźnemu arsenałowi Ratcheta, zaciekłości oraz przysłowiowemu szczęściu lombaxów udało im się przepędzić jaszczury.
Pół minuty niezręcznej ciszy później najwyższy z trzech nieznajomych postanowił się odezwać.
,,uhhhh… Dzięki z pomoc ale… kim ty w ogóle jesteś''
Ratchet już trochę ochłonął i z powrotem był dawnym pewnym siebie lombaxem
,,Jestem Ratchet a to jest Clank''
,,Witajcie, miło mi was poznać, a jakie są wasze Imiona?''
,,ach gdzie moje maniery, Ja nazywam się Julian, ten czerwony to Kris, a dama to Isabela dla przyjaciół Isa.
Julian był wyższy od Ratcheta co najmniej o głowę, jego futro było białe z czarnymi paskami na uszach i policzkach, Kris był niższy od Juliana ale ciągle wyższy od Ratcheta jego futro miało kolor brązowy a paski na uszach biały. Isabela była podobnej kolorystyki co Ratchet, tylko ciągle wyższa, jego niski wzrost znowu stawał się męczący.
,,No mieliście szczęście że akurat byliśmy w okolicy ! jeszcze trochę i stalibyście się przekąską dla tych przerośniętych jaszczurek!''
Julian zrobił zaskoczoną minę
,,Co? My ? Nonsens ! Mieliśmy wszystko pod kontrolą !''
Czwórka wybuchnęła śmiechem , Clank tylko się uśmiechnął, wyglądało że lombaxy łatwo zawiązują przyjaźnie. W końcu wszyscy się uspokoili i Isabele zapytała.
,, No ale tak na serio. Skąd się tu wziąłeś ? nie wyglądasz na członka patrolu.''
,,He he no cóż.. to długa historia…''
K: ,,Hej nie musisz nic mówić jeśli nie chcesz, pobyt tutaj nie jest nielegalny, może trochę niebezpieczny.''
J: ,,Ten twój robot nie przypomina żadnego jakiego do tej pory widziałem, sam go zbudowałeś ? ''
R: ,, Po pierwsze ten robot ma na imię Clank i nie, nie zbudowałem go sam.''
K: ,,Hej spokojnie J nie miał nic złego na myśli, po prostu nie często widuje się tak oryginalną dwójkę na takim pustkowiu, byliście w drodze do Stolicy ?''
C: ,, Tak właściwie to..''
R:,, Tak ! byliśmy w drodze do… Stolicy i rozbiliśmy tutaj obóz, usłyszałem głosy z drugiego końca i poszliśmy sprawdzić co to, jak się okazuje przybyliśmy w samą porę.''
K: ,,No cóż to prawda, słuchajcie a może pojedziemy dalej razem ? macie jakiś pojazd prawda?''
Ratchet podrapał się po głowie, w zakłopotaniu spojrzał na Clanka, jego oczy mówiły ,,Pomóż mi trochę''. Clank tylko westchnął ,,No tak, Teraz nie było odwrotu''
C: ,,Mieliśmy mały pojazd, ale niestety uległ awarii jakiś czas temu a my nie mieliśmy możliwości naprawienia go''
K: ,,Cóż nic nie stoi na przeszkodzie żebyście pojechali razem z nami, Na naszych pojazdach zmieszczą się dwie osoby, Clank może jechać przyczepiony do twoich pleców''
Ratchet uśmiechął się, już lubił Krisa i jego przyjaciół, dziwne jak szybko zawiązują się przyjaźnie podczas bitew z ogromnymi jaszczurami.
,,Cóż nie odmówię! Wielkie dzięki, bez was bylibyśmy skazani na co najmniej dwa dni wędrówki''
Isabela zaśmiała się
,,A my bez was bylibyśmy kolacją dla tych brzydali''
Clank szturchnął Ratcheta w i powiedział
,,W rzeczy samej Pani Isabelo , niemniej jednak ciągle jesteśmy wdzięczni, ale wybaczcie nam ale musimy wrócić na chwilę po nasze rzecz.''
,,Hej nie ma problemu! I proszę mówcie do mnie Isa''
Dwójka zapewniwszy o swoich rychłym powrocie odwróciła się i pomaszerowała w kierunku dawnego obozu. Ratchet spojrzał na swojego kumpla.
,,Dlaczego wracamy ? Nie zostawiliśmy w sumie nic w naszym starym obozie.''
,,To prawda jednak chciałem z tobą chwilę porozmawiać sam na sam. Dlaczego ich okłamałeś ?''
Ratchet westchnął
,,Po prost nie byłem gotowy powiedzieć im prawdy, jeszcze, po prostu nie chcę od razu stać się ''Tym ważnym lombaxem ze starego wymiaru'' Chcę w końcu doświadczyć życia normalnej osoby nie galaktycznego cherosa którego wszędzie wszyscy znają i który wszędzie ma wrogów, szczególnie teraz kiedy w końcu jestem pośród swoich.''
,,No cóż to zrozumiałe, jednak wiesz że w końcu będziemy musieli komuś o tym powiedzieć ?''
,,Tak tylko…, jeszcze nie teraz. Słuchaj nie mamy po co iść całą drogę i z powrotem, myślisz że możemy już wracać?''
,,Właśnie miałem to zaproponować.''
Dwójka odwróciła się i zaczęła wracać do obozu ich nowych znajomych, po powrocie ratchet był miło zaskoczony faktem że Julian przygotował dla wszystkich porcję gorącej zupy, była to standardowa racja żywnościowa żołnierzy patrolu ale wciąż lepsza od niektórych rzeczy które Ratchet był zmuszony jeść podczas jego podróży po galaktyce. Była to jego pierwsza potrawa lombaxów. Reszta nocy upłynęła im na śmiechu i opowieściach. Ratchet wymigał się od opowiadania o swoim życiu twierdząc że było ono raczej nudne, Kolejne kłamstwo , ale Clank nie mógł go winić , Po raz pierwszy wśród swojej rasy nic dziwnego że Ratchet chciał doświadczyć trochę normalnego życia, po za tym nie wpłynęło to w żaden sposób na relacje z resztą grupy, ich nowi znajomi byli ciekawi gdzie ratchet nauczył się tak walczyć, ale nie naciskali na odpowiedź.
Clank uśmiechnął się, wyglądało to na początek pięknej przyjaźni.
Mały, szybki statek leciał szybko w przestrzeni kosmicznej, statek był przystosowany do tylko jednego pasażera i małego ładunku nie posiadał żadnych zdobień czy znakowań, kształtem przypominał po prostu strzałę, głównym celem jego projektantów było stworzenie szybkiej jednostki śledzącej mogącej z łatwością ukryć się w przestrzeni kosmicznej udając zabłąkany kamyk. Za sterami zasiadał Jerry McMask, przed kilkoma godzinami jego cel opuścił ten wymiar i udał się do innego, prawdopodobnie do wymiaru lombaxów. To on był tą tajemniczą postacią która śledziła Ratcheta i Clanka. Jerry był szpiegiem Z.F.P.Z. (Zjednoczonej Federacji Państw Ziemi, lub po prostu Zjednoczonej federacji) ci którzy pamiętają jego wygląd mogliby przypuszczać że od razu przyciągnie uwagę i zdradzi szpiega, Jednak Jerry był tzw. Szpiegiem polowym, przydzielonym do jednego celu zazwyczaj podążał za nim niezauważony w trakcie jego licznych przygód, jego strój pozwalał pozostać niezauważonym w ciemnościach, poza tym nawet w miastach nie miał się czego obawiać, z mnogością licznych stylów i ubiorów galaktyk jego strój nie wyróżniał się tak bardzo jak można by przypuszczać, pomagał też jego wygląd , lekka charakteryzacja i mógł bez problemu udawać Markizjanina. Jego statek wleciał w skupisko asteroid, Jerry musiał być ostrożny i lecieć określoną drogą, gdyby zboczył z trasy systemy obronne zamontowane w asteroidach natychmiast zniszczyłyby jego statek. W końcu dotarł do największej asteroidy, na tyle dużej że mogła pomieścić ukrytą stację.
Podleciał statkiem do krateru na powierzchni asteroidy, wyłączył silniki i powiedział od radia
,,Listopad deszczowy w tym roku''
Po chwili w kraterze pojawił się otwór na tyle duży by mógł się tam zmieścić, po krótkim locie tunelem dostał się do hangaru w którym stało kilka statków tego samego modelu co jego, Szpion-6, oraz parę innych modeli.
Wysiadł ze statku, podszedł od niego żołnierz-Inżynier Jan smuga ( na stacji pracował wielonarodowościowy zespół)
,,Czołem Jerry! Jak minęła podróż ?''
,,Nieźle ale było znacznie ciekawiej kiedy śledziłem Lombaxa. Czy mi się wydaje czy te hasła stają się głupsze z każdym miesiącem ?''
,,Hej to nie ja je wymyślam, po za tym powinieneś oczyścić umysł za chwilę staniesz przed ''Najwyższą Radą'' musisz się godnie zaprezentować''
Powiedział to tak uniesionym tonem że Jerry parsknął śmiechem
,,Pffff no tak, eh ta fucha nie jest zła ale czasem brakuje mi towarzystwa.''
Smuga pokiwał głową ze zrozumieniem
,,Tak czy inaczej powinieneś się przygotować, twój raport wywołał spore zamieszanie w dowództwie, chcą żebyś zdał im raport z pierwszej ręki''
,,fiu fiu.. No cóż w takim razie nie możemy im dać czekać, No to ja już pójdę. Trzymaj się !''
Odwrócił się i zaczął iść w kierunku drzwi prowadzących w głąb bazy, nagle usłyszał głos Smugi ,,Jerry!'' Odwrócił się , Smuga patrzył na niego z podekscytowanym wyrazem twarzy.
,,Czy to prawda co niektórzy mówią ? Ze w końcu pozbyliśmy się Lombaxa ?''
Jerry zamyślił się.
,,No właśnie sęk w tym że nie wiem''
Odwrócił się i zniknął za drzwiami, zostawiając zbitego z tropu Smugę z tyłu.
