[Rozdział 2]


Warning : Dadadaaam, oto przed państwem rozdział drugi :D Tak, wiem, trochę mi się zeszło, ale naprawdę pisanie ficków z Haikyuu zżera mi zdecydowanie zbyt dużo czasu. Na dodatek jeszcze ten rozdział kasowałam i pisałam drugi raz od nowa – jak żyć x'''D Oliwa jak to Oliwa kocha się bardzo, módlcie się żeby Kolczysty nie zabił Śmieciokawy za szybko"""" Bardzo się cieszę, że rozwinęłam wątek KuroTsuki. No i BokuAka ;v; To zdecydowanie mój ulubiony ship z Haikyuu, ale ci którzy nie czytali mangi pewnie jeszcze go nie znają, więc apeluję do was – czytajcie mangę, nie czekajcie na anime 8DDD! Ci panowie potrzebują zdecydowanie więcej miłości~


Seksowne dupa.

Seksowna, męska dupa.

Naprawdę seksowna, męska dupa.

Tak w gwoli ścisłości.

Boże, jak nisko trzeba upaść, żeby ślinić się do męskiej dupy, zakrytej ciemnogranatowymi dżinsami. Chociaż ładny tyłek dopełniał cały obrazek postawnego, wysportowanego mężczyzny z kolcami zamiast włosów. Aż się chciało zanurzyć w nich dłoń, aby sprawdzić czy są w stanie pokuć ją do krwi jak kaktus. Tak, zdecydowanie dałby cholernie dużo, żeby go chociaż chwilkę potarmosić. I pomacać kształtne ramionka. Ah, ten smukły mięsień kruczo – ramienny, dwugłowy ramienia, dłoniowy długi i, oh, nie wspominając już nawet o zginaczu nadgarstka. Oikawa wyprostował się na krześle, mrużąc oczy i robiąc jedną ze swoim popisowych idiotycznych min, które najpewniej tylko on uważał za szalenie pociągające.

Macałby.

Nie, żeby ślinienie się do bajców innego faceta było dziwne. Wręcz przeciwnie. Jako artysta miał do tego pełne prawo. Podziwiał wspaniały cud matki natury, dziękując w myślach że pokwapiła się takowy stworzyć, aby teraz mógł go w spokoju kontemplować. Niestety za idealnym ciałem nie szedł idealny charakter. Iwaizumi, pomimo dobrego wyglądu, posiadał dość paskudną osobowość. A przynajmniej jego najgorsza część uaktywniała się, kiedy to właśnie Tooru był w pobliżu, a zdarzało się to ostatnio dość często, więc nikt nie mógł go winić, że cierpliwość pomału mu się zaczynała kończyć.

Hajime westchnął ciężko, widząc że Kuroo po raz kolejny przytaszczył ze sobą dość irytujący balast w postaci wysokiego chłopaka z kędziorkami, na które wyrywał wszystkie przedstawicielki płci pięknej w okolicy. Jak on nienawidził tego lowelasa, którzy wszystko w swoim życiu pewnie zawdzięczał urodzie. Bo zdecydowanie nie swojemu wyczuciu stylu, które kulało dość mocno – jak można połączyć ze sobą tak fluorescencyjne kolory, nie wspominając już o tunice zakrywającej praktycznie całkowicie krótkie spodenki? Znaczy, nie znał go jeszcze na tyle, aby mieć stuprocentową pewność co do tego, nie można wszak oceniać książki po okładce, ale te parę spotkań utwierdziło go w przekonaniu, że szatyn zdecydowanie należał do typu ludzi, którzy potrafili wyprowadzić go z równowagi w zaledwie kilka minut.

Jak dostać pierdolca w trzy sekundy – historia Iwaizumiego Hajime.

Jakże okrutnie.

Gdyby tego jeszcze było mało, wesoły duet powiększył się o jeszcze jedną osobę, tworząc jeszcze weselsze trio. Chociaż nowo przybyły blondyn, którego tak notabene mężczyzna widział po raz pierwszy w życiu, miał minę jakby ktoś mu podstawił pod nos gówno, wiec może jednak to nie by dobry epitet opisujący tą grupkę dziwaków. Oprócz niezbyt zachęcającej mimiki twarzy chłopak był wysoki, a przy tym chudy jak tyczka. Krótkie, lekko kręcące się włosy były po jednym boku wygolone prezentując wykolczykowane ucho z pokaźnej wielkości tunelem w płatku. Oczojebnie żółty labret odbijał światło słoneczne wpadające przez małe okienko, położone centralnie naprzeciwko niego. Białe kujonki włożone miał do kieszeni czerwonej koszuli w kratę, której jeden bok został niedbale wciśnięty pod opięte spodnie. Że też się w nich nie ugotował, na dworze było spokojnie czterdzieści parę stopni. Młody, głupi, zbuntowany.

- Usiądźcie, co tak sterczycie w przejściu, zaraz do was przyjdę tylko umyję ręce – oznajmił niechętnie, zdejmując rękawiczki.

- Nie wiemy czy nam nie wjebiesz, więc wolimy się trzymać na bezpieczną odległość – Tetsurou wyszczerzył się idiotycznie.

- …co – Iwaizumi osłupiał – Niby czemu mam bić klientów?

- Tak jakoś.

- Masz brwi wpierdolki – Oikawa oczywiście musiał dorzucić swoje trzy grosze, rozsiadając się przy jednym ze stołów.

Mężczyzna zdusił w sobie przekleństwo, energicznie wycierając dłonie w papierowe ręczniki. Za jakie grzechy musiał się tak męczyć. Przecież był grzeczny. Kładł się wcześnie spać, nie pił na umór, czasami popalał, nie cudzołożył, starał się nie kłamać, nikogo nie zabił, więc dlaczego akurat jego studio tatuażu musiało przyciągać tak irytujących klientów? To jakaś konspiracja. Na pewno. Chcą go najpierw osłabić, a potem porwą i sprzedadzą organy na czarnym rynku. Albo cholera wie co jeszcze.

- Cóż, nie wnikam w twój tok myślenia.

Posłał Tooru kwaśny uśmiech i chcąc, a raczej bardzo nie chcąc, usiadł obok niego. Następnym razem dostawi więcej krzeseł do tego cholernego stolika – teraz musiał się pilnować dwa razy bardziej, żeby przypadkiem nie sprzedać mu z prawego sierpowego, gdy ten go zdenerwuje. Konsumentów trzeba szanować, złota zasada marketingu.

- Mam nadzieję, że tym razem przyszliście z jakimś kornetem. To już nasze czwarte spotkanie, a nadal nawet nie macie pojęcia co będzie głównym motywem wzoru – Hajime splótł ze sobą palce i podparł nimi brodę – Ostrzegam, że jak się nie zdecydujecie to będzie mi potem was trudno wcisnąć w grafik Od przyszłego tygodnia będę miał ostry zachrzan.

- Nic się nie bój dobry przyjacielu – Kuroo wyszczerzył się jak ostatni kretyn i przyciągnął do siebie nadal skwaszonego blondyna – Dzisiaj zdecydowanie załatwimy wszelkie formalności, a Tsukki nam w tym pomoże.

- Nie nazywaj mnie tak!

- Ale Tsukishima brzmi tak ozięble. No chyba, że mogę mówić ci Kei, hmmm?

Chłopak zwany Tsukkim skrzywił się jeszcze bardziej, odpychając natrętną dłoń i skierował wściekłe spojrzenie na Iwaizumiego – dopiero teraz zauważył jak niesamowity kolor miały jego tęczówki. Były wręcz hipnotyzujące, w odcieniu jasnego bursztynu, który przy źrenicy przechodził w miód.

- Nie jestem tutaj z własnej woli, więc błagam, przekonaj jakoś tego kretyna, żeby dał mi święty spokój!

- Nie mów tak mój ty kruczku, tatuaż to inwestycja na całe życie. Muszę z tobą uzgodnić jaki mogę sobie zrobić i gdzie – wymruczał Tetsurou, kompletnie nie zrażony zachowaniem Tsukishimy i podrapał go po karku.

- Wytatuuj sobie kutasa na czole!

- Dobra. A mogę twojego?

- Ty cholerny…!

Pedały. Znowu. Świetnie. Wręcz wybornie. Czasami się zastanawiał czy miał w sobie jaki magnes na homosiów, bo zdecydowanie większa część jego znajomych wykazywała wyraźne skłonności kochania tej samej płci. Hajime miał ochotę zaliczyć spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, ale wyglądałoby to dość nieprofesjonalnie więc postanowił to przemilczeć i poczekać, aż dojdą do jakiegokolwiek porozumienia.

Zdegustowany odwrócił wzrok i od razu tego pożałował, bo niestety wypielęgnowana morda Oikawy znajdowała się dosłownie kilka centymetrów od jego własnej. Jaki facet miał tak kosmicznie duże oczy na dodatek otoczone wachlarzem gęstych, pieruńsko długich rzęs. Pewnie doklejane. Na wikol. Potwierdzone info. Matka natura wystawiała go najwidoczniej na ciężką próbę. Musiał walczyć. Zaklął szpetnie w myślach, starając się przybrać jeden ze swoich najżyczliwszych uśmiechów.

- Tak? – spytał przez zaciśnięte żeby.

- Iwa – chan!

Jezu Chryste.

- Prosiłem cię, żebyś mnie tak nie nazywał – westchnął ciężko – Jakby nie było, jestem od ciebie trochę starszy i znamy się dopiero od niedawna.

- Co ty gadasz, to przeznaczenie nas połączyło! Kto by się w taki wypadku przejmował wiekiem!?

Tooru z zapałem złapał go za ręce, przybliżając jeszcze bardziej. Jego obleśne gały błyszczały się niebezpiecznie, przez co w pierwszym odruchu Iwaizumi chciał go po prostu zdzielić po ryju. Opanował się jednak i skrzywił nieznacznie, gdy uścisk nawet odrobinę nie zelżał. Pamiętaj, nie możesz pobić przyjaciela klienta – powtarza to niczym jakąś pieprzoną mantrę, jednak na niewiele się to zdawało.

- Przestaniesz naruszać moją przestrzeń osobistą, jeśli pozwolę ci zdrabniać moje nazwisko? – warknął, zdajać sobie sprawę, że ten idiota nie puści go dopóki nie dojdą do jakiegoś kompromisu.

- Ow, czyżbyś się zawstydził, Iwa – chan?

- Nie.

- Jak uroczooo!

- Boże, zlituj się nade mną – mruknął bardziej do siebie niż do niego i oparł czoło o dłoń.

Przebywanie, a co dopiero rozmawianie codziennie z Oikawą doprowadzało go do szewskiej pasji. Nie należał do ludzi ze zbyt wielką cierpliwością, która i tak została już mocno zszargana przez różnorakich klientów, którzy potrafili truć mu dupę nawet o najmniejszą błahostkę. Nic więc dziwnego, że jak tylko widział brązowe kędziorki to od razu miał nieodpartą ochotę zwiać, gdzie pieprz rośnie. To było za dużo jak na jednego, biednego, zapracowanego człowieka. A przecież go nie udusi – nie poszedłby siedzieć do pierdla za to dziecko wojny i rozpaczy.

- Przypomnij mi, po co przychodzisz tutaj razem z Kuroo codziennie? – chrząknął, pocierając palcami grzbiet nosa.

- Bo Kuroo chce, żebyśmy wspólnie narysowali dla niego wzór – wytłumaczył usłużnie Tooru, szczerząc od ucha do ucha.

Cudownie, o tym właśnie zawsze marzył. Że też zgodził się na tą durną propozycję. Teraz nie uwolni się od niego, aż tatuaż nie zostanie skończony. Za co sobie na to wszystko zasłużył?

- Wybornie. Ale on nawet jeszcze nie wie co to ma być, więc twoja obecność nie jest zbytnio wskazana.

- No wiesz ty co!? Jeszcze pomyślę, że mnie tutaj nie chcesz i, o zgrozo! Nie lubisz – wydął usta w podkówkę.

Bingo, kretynie.

- Nie, no coś ty – sarknął.

- Ow, no to super, bo już zaczynałem się martwić – ponownie zaprezentował swój idealnie biały i prosty zgryz.

Bogowie, zabierz go ktoś. Hajime po raz kolejny ciężko westchnął, przenosząc swój wzrok na nadal kłócącego Tetsurou, który sprawiał wrażenie, jakby się wyśmienicie bawił. Jeśli bycie w związku oznaczało ciągłe darcie ze sobą kotów i permanentne denerwowanie drugiej połówki to zdecydowanie nie chciał się w coś takiego pakować. Życie samotnika i wieczorne randki z fajkami na balkonie zdecydowanie bardziej mu odpowiadały.


Bokuto wyjrzał zza zaplecza, żeby obadać sytuację i skrzywił się, słysząc coraz głośniejsze krzyki. Już sam nie wiedział czy polecenie im Tattoo Room było takim dobrym pomysłem. Kuroo zdecydowanie uwielbiał wyprowadzać Tsukishimę z równowagi dosłownie co kilka minut, a Oikawa też nie należał do osób zbytnio ułożonych. Prezencja typowego playboya też nie pomagała, szczególnie gdy ktoś powierzchownie oceniał go jedynie po wyglądzie. Był specyficzny i na swój sposób czarujący, ale nie każdy potrafił to docenić. A tym bardziej spędzać z nim czas z własnej, nieprzymuszonej woli.

Miał jedynie nadzieję, że Iwaizumiemu starczy cierpliwości i jakoś uda mu się ujarzmić to wręcz wybuchowe trio. Zamknął drzwi i przycupnął na schodkach, wzdychając ciężko.

- Włosy ci oklapły. Martwisz się czymś?

Machinalnie dotknął swojej czupryny, łapiąc ją za końce i ciągnąc ku górze, żeby ponownie je postawić. Zerknął na Akaashiego, który siedział na starej beczce po smarze samochodowym, która robiła za prowizoryczne krzesło. Powieki do połowy przykrywały ciemne oczy, a gęste kosmyki błyszczały w słońcu razem ze srebrną nausznicą w kształcie smoka na lewym uchu. Snake ozdabiał pełne wargi, w których teraz tkwił mentolowy filtr fajki. Szara bokserka eksponowała smukłe, wytatuowane ramię i czerwoną chustę zawiązaną na nagim nadgarstku. Luźne, czarne spodnie podwinięte były do kolan, ukazując dużą, wytatuowaną, akwarelową sowę na jednej z łydek, której pazury znikały pod materiałem styranych trampek.

- Cholera, jesteś taki seksowny – wydukał jedynie Koutarou, wgapiając się w niego jak w obrazek.

- Przestań - mężczyzna wypuścił powoli dym papierosowy z płuc.

- I masz strasznie pociągające usta. Takie duże.

- Bokuto – san…

- Daj buziii! – wydął wargi w dziubek i zatrzepotał rzęsami.

- Nie zbywaj mnie takimi zagraniami. Chce się dowiedzieć co cię trapi.

- Nah… a dostanę potem całuska?

- Zastanowię się.

Keiji uśmiechnął się lekko, widząc jego rosnące niezadowolenie, ale nie miał zamiaru mu ulec. Gdyby nie umiał go przyciskać, na pewno nie wiedziałby o sprawach, które go trapią. Może i nie wyglądał na takiego, ale zdecydowanie był typem, który dusi w sobie wszystkie zmartwienia – bycie lekkoduchem niczego tutaj nie zmieniało.

- Akaashiii – wyjęczał złowrogo i w dwóch susach znalazł się obok chłopaka.

Mocno objął go w pasie, chowając twarz w jego udach. Beczka niebezpiecznie się zachybotała, ale jakoś udało jej się podtrzymać ciężar dwóch ciał. Keiji parsknął pod nosem i wsunął palce w biało – czarne włosy, gładząc je delikatnie. Czasami naprawdę jego partner zachowywał się jak skończone dziecko. Nie żeby to jakoś wybitnie mu przeszkadzało, lubił się nim opiekować. Sprawiało mu to wręcz nieopisaną przyjemność, chociaż czasami i on osiągał swój limit, przez co miał ochotę nim mocno potrząsnąć. Jednak zdarzało się to na tyle rzadko że szybko zapominał o takowych, nieprzyjemnych incydentach.

- Mów, Bokuto – san.

- Jaki stanowczy – wyburczał mu w spodnie.

- Nie testuj mnie. Nie radzę.

- Bwww – westchnął ciężko, kapitulując – No dobra, wygrałeś. Chodzi o to, że nie jestem do końca pewien czy dobrze zrobiłem polecając wasz salon Kuroo.

Akaashi zamrugał kilka razy, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Wręcz zmusił go, żeby się wyprostował i przestał traktować jego nóg jako tymczasowe łózko, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy. Szalenie seksowne oczy. O szalenie seksownym kształcie. I o szalenie seksownym odcieniu płynnego miodu z domieszką złota.

- Naprawdę cię to trapi? Czemu? - wydukał w końcu, oszołomiony swoich własnym tokiem myślenia.

Niby już byli ze sobą prawie rok, ale nadal niektóre rzeczy oczarowywały, a zarazem zaskakiwały go tak samo mocno jak na początku. Ten fakt wielokrotnie zawstydzał go tak bardzo, że zapominał języka w gębie przez kilka minut, co tylko dodatkowo go forsowało. Przy tym facecie nic nie było wiadome do końca - podświadomie wiedział, że raczej nigdy się nim nie znudzi.

- Wiesz jaki jest Kuroo, kiedy przebywa z Tsukkim. Nie da się z nimi wytrzymać, no chyba że ktoś lubuje się w ciągłej kakofonii krzyków. Na dodatek Oikawie odwala bardziej niż zazwyczaj co tworzy razem prawdziwe, mordercze combo – podrapał się w kark – Naprawdę nie zazdroszczę Iwaizumiemu, przecież on się wykończy.

- Oh – Keiji zamrugał kilka razy – W tym sensie. Nie martw się na zapas Hajime – kun ma więcej cierpliwości niż mogłoby się wydawać. Zresztą jesteśmy oboje do tego przyzwyczajeni. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jacy upierdliwi potrafią być niektórzy klienci.

- Mówisz?

- Mówię. Na pewno da sobie radę. W końcu dzięki temu również zarabia. Każda wizyta jest płatna. Co prawda, pewnie naliczył mu spory rabat przyjacielski, ale to nadal jakaś konkretna suma pieniędzy.

Koutarou ożywił się, jednak po chwili znowu zmarkotniał, zawieszając nisko głowę, przez co prawie dotykał brodą piersi.

- A co jak będzie na mnie zły, że kazałem mu się z nimi męczyć? A co jak w końcu nie wytrzyma i ich wykopie, a tym samym za sam tatuaż nie dostanie złamanego grosza? A co jeśli tak się na mnie wkurzy, że zakaże mi tutaj przychodzić!? Nie będę cię mógł odwiedzać! Umrę! – zawył niczym poraniony waleń, wlepiając mokre spojrzenie w mężczyznę.

Akaashi wyczuł zbliżające się niebezpieczeństwo, bo szybko zeskoczył z beczki i złapał Bokuto za policzki, przyciągając jego twarz do swojej. Spierzchnięte wargi przycisnęły się do o wiele węższych odpowiedniczek z cichym, spragnionym westchnieniem. Pocałunek smakował tytoniem i cytrynową gumą do żucia – to były zdecydowanie ich znienawidzone zapachy, które tolerowali jedynie jeśli tyczyły się ich samych. Lekka hipokryzja.

- Nie gryź – upomniał go Keiji, odsuwając się od chłopaka, jednak nadal mocno go trzymając – Potem będą mnie piec usta.

- Kupię ci balsamik.

- Podziękuję. Ale cieszę się, że już przestałeś panikować.

- Jeśli twoim lekarstwem na panikę są buziaczki to chyba muszę robić to częściej – Koutarou poruszył zabawnie brwiami.

- Następnym razem po prostu strzelę ci w łeb – pogroził mu.

- Hej, hej, heej chyba znajomość z Iwaizumim ma na ciebie zły wpływ.

- Może.

Akaashi uśmiechnął się lekko, dając mu szybkiego całusa w nos na przeprosiny. Czy już wspominał, że nie potrafił się na niego długo gniewać? Szczególnie gdy robił swoją popisową minę naburmuszonej sowy, a włosy rozklapywały mu się na dwa boki. A co jak co, ale do sów miał straszną słabość.