31 stycznia 2011
4:19
(Około godziny przed przebudzeniem się L'a)
Stojąć obok swojego pacjenta, Mido czekał niespokojnie. Miał nadzieję, że to zadziała, ale jednocześnie był pełen wątpliwości czy to było właściwe.
Zaczynam bawić się w boga… Kira bawił się w boga.
Czy posuwam się za daleko?
Rozejrzał się za czymś, co mogłoby odwrócić jego uwagę, ale w pokoju nie było nic specjalnie interesującego. Blat. Kilka szafek. Zegar. Para krzeseł.
Doktor ziewnął.
Niech to, czemu muszę czuć się tak zmęczony teraz, akurat teraz?
Cóż, przypuszczał, że jest czwarta nad ranem. Mógłby spać na krześle… Nie, nie powinien. Jego pacjent mógł obudzić się w każdej chwili. Albo mogło się to zdarzyć w ciągu paru godzin. A może sześciu…
Mógł zrobić sobie krótką drzemkę, czyż nie?
Rzucił tęskne spojrzenie w kierunku krzesła i po chwili mentalnej debaty z samym sobą poddał się i usiadł.
Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale zasnął w ciągu kilku sekund.
5:22
Oczy L'a otworzyły się
Kira-Light-Watari-Dochodzenie-Przestępcy-Zawały serca-
Śmierć.
…
Powinien być martwy.
Właściwie nie- on był martwy chwilę temu. Wiedział to na pewno.
Ale… nie czuł się, jakby był martwy.
Z ta myślą ostrożnie podniósł się do pozycji siedzącej.
To… szpital? Po szybkim obejrzeniu raczej pustego pokoju, wiedział że to właśnie w szpitalu musi się znajdować. Jakimś rodzaju szpitalu. Stało się to pewne, kiedy spojrzał w dół i zauważył, że jakaś igła do podawania płynów dożylnie tkwi w jego lewym ramieniu.
L usłyszał chrapnięcie. Po chwili zdezorientowania, zauważył mężczyznę – lekarza? – w białym płaszczu, śpiącego w rogu. Z przyzwyczajenia ocenił parametry mężczyzny. Około metra osiemdziesięciu centymetrów wzrostu. Jakieś 70 kilogramów. Kasztanowe włosy? L nie bardzo przypominiał sobie jaki odcień brązu miał kasztan, ale brzmiało to dla niego wystarczająco przyjemnie. L odnotował, że ten lekarz potrzebuje strzyżenia. Możliwe, że przebywał tam przez kilka miesięcy…
Wtedy L zdał sobie sprawę, że lekarz nie ma przypiętej tabliczki z imieniem. Bystry facet, pomyślał. Jeżeli byłbym Kirą i poznałbym jego imię, mógłbym go zabić.
Wtedy zdał sobie sprawę z czegoś jeszcze.
Light-kun… nie, po prostu Light… Light jest Kirą.
I on sam mógł być jedyną osobą na świecie, która o tym wiedziała.
L wyskoczyłby z łóżka natychmiast i opuścił szpital tak szybko, jak byłoby to możliwe, ale wiedział, że w takim wypadku byłby nieprawdopodobnie głupi. Do jego ramienia były podpięte różne płyny infuzyjne, na miłość boską.
I nie był do końca przekonany, gdzie jest.
I jaki jest rok, jeżeli już o tym mowa.
Jak również, był głodny.
…Cóż, oczywistym rozwiązaniem było obudzenie lekarza. L oszacował szanse na to, że on mu pomoże na 99,9%, a ostania jedna dziesiąta procenta miała zastosowanie tylko wtedy, gdy okazałoby się nie lekarz nie wyszedł na zewnątrz w ciągu ostatniego roku.
Za pomocą czego mógłbym ściągnąć na siebie jego uwagę?
Po rozejrzeniu się, L zauważył że obok jego łóżka stoi wazon z żonkilami. Nie był pewien co właściwie tam robi (bo w końcu, nie sądził by ktokolwiek go odwiedził), ale stwierdził, że to zadziała. Ze swym normalnym zwyczajem używania wyłącznie kciuka i środkowego palca, wyjął kwiaty, położył je na stole i zręcznie rzucił pusty już wazon w ścianę.
Cóż, wazon był niemalże pusty, w każdym razie. L nie wziął pod uwagę, że woda wlana dla kwiatów zrobi tak dużą plamę na ścianie. Oops.
Ale tak czy owak, to spełniło swoje zadanie. Lekarz obudził się i zaczął rozglądać, oszołomiony.
-Co…?
-Czy mógłby pan przynieść mi herbatę z dużą ilością cukru?- zapytał L niewinnie.
Oczy mężczyzny spoczęły na nim i urosły do godnego podziwu rozmiaru.
-…Albo, zasadniczo, po prostu cukier…?- L spróbował raz jeszcze.
Jeszcze przez moment lekarz się nie poruszał. Powoli mrugnął.
L przechylił głowę i przestudiował jego wygląd. Zielone oczy…
-Jest pan Amerykaninem?
Lekarz, zdezorientowany zadanym raczej losowo pytaniem, pokręcił głową.
-Pół Anglikiem, pół Japończykiem.
-Oczywiście. Mógłbym dostać trochę herbaty? Pełnej cukru.
Lekarz w końcu doszedł so siebie.
-Ach… pewnie…
Szybko odwrócił się, by wyjść.
-Czy Kira został już zlapany?
L nie planował nawet o to zapytać, ale samo mu się wyrwało.
Mężczyzna zatrzymał sie na chwilę i odwrócił z powrotem w stronę L'a.
-Nie.- powiedział krótko.
Zesztywniał.
-…och.
Lekarz musiał wyczuć napięcie L'a, ponieważ dodał
-Nie złapali go, ale nie zabił nikogo już od roku.
To łatwo mogłoby się stać najlepszym, co L mógł usłyszeć, ale jego umysł był dręczony wątpliwościami.
Kira już nie zabija? Jeżeli to prawda, Light prawdopodobnie nie żyje… Szanse wynoszą 94%, przynajmniej.
Ale mógł się poddać. Taki przypadek mógł mieć prawdopodobieństwo wystąpienia na poziomie 2% albo mniejszym… Light nie poddawał się łatwo…
Albo to mogło być coś innego…
Co zdarzyło się w czasie, gdy był martwy?
Mówiłeś, że chciałeś cukru?- usłyszał pytanie lekarza.
-…Tak,- odpowiedział L sztywno,- cukier. Dużo, dużo cukru…
