Hej! No to chyba mamy kolejny rozdział. Mam dzisiaj wenę, więc chyba zaraz napiszę ostatni.
W poprzedniej części wkradł się błąd, którego nie mogę już edytować. Napisałam, że Grell jest starsza od Erica a miało być odwrotnie.
Zapraszam~
I tak było codziennie. William Spears, bo tak miał na imię mężczyzna (czego Grell dowiedziała się patrząc mu kiedyś w notatki przez ramię) zamawiał czarną kawę i od czasu do czasu ciasto orzechowe. Przychodził codziennie o godzinie 7:55, zostawiał parasol w stojaku, pił kawę czytając gazetę i wychodząc o 8:27 z wyjątkiem dnia 16 września kiedy to spóźnił się o dwie minuty.
Dzyń- Tego dnia dzwoneczek zadzwonił jak zwykle, równo o 7:55. Grell miała już przygotowaną kawę, wiedziała, że ją zamówi, w końcu zawsze to robił. O 7:57 była już przy jego stoliku z gorącym napojem a on jak co dnia nie zwracał nad nią żadnej uwagi będąc zajętym numerem "The Times".
Czyli było dokładnie jak zwykle, nie zmieniało się nic, choć Sutcliff musiała przyznać, że...zaczęła się do niego przywiązywać. Był dla niej swoistym elementem życia, choć tak naprawdę nie zamieniła z nim żadnego słowa prócz "Co podać? "Proszę" "Miłego dnia~". To wystarczyło by się w nim zauroczyła...
-"Królewno, halo? Słuchasz mnie. Od pięciu minut mówię ci żebyś poszła sprzątnąć stolik 4! Słuchasz mnie?" -Eric pstryknął jej przed nosem palcami kręcąc głową zrezygnowany. "Bo pojadę ci po premii, obiecuję." Zawsze tak mówił a nigdy tego nie robił, cały on.
"Co? A, tak, już~" -uśmiechnęła się Sutcliff śmiesznie zezując na jego palec. Złapała się na tym, że znowu wgapiała się w przystojnego bruneta przy stoliku numer 5, tym co zawsze, przy oknie. Wzięła więc ściereczkę i zabrała się za wycieranie stolika nucąc pod nosem jakąś wesołą melodię. Fakt, że brunet odszedł od stołu zauważyła dopiero po chwili, gdy był już przy drzwiach wyjściowych.
"Do widzenia." Rzucił wychodząc na zimne powietrze jesiennego Londynu opatulając się szczelniej czarnym prochowcem i rozkładając parasol w tym samym kolorze. Grell pomyślała, że ktoś tak gustowny i dobrze ubrany jest pewnie jakimś biznesmenem albo inną szychą... Był taki...charyzmatyczny.
Czerwonowłosa poprawiła falbaniasty fartuszek i zabrała się za sprzątanie stolika po gościu, ale jej uwagę zwrócił czerwony materiał leżący na krześle. "Hmm?"-podniosła go do ręki sprawdzając co to. Szal. Piękny, długi, kaszmirowy szal. Wybiegła szybko na próg szukając wzrokiem Williama, ale w tłumie ludzi śpieszących się do pracy był on niemożliwy do odnalezienia. Mimo wszystko dziewczyna stała tam jeszcze przez chwilę stojąc tak na chłodnym powietrzu i licząc, że mężczyzna wróci po swoją zgubę.
Najwyraźniej jednak o niej zapomniał, gdyż się po nią nie cofnął. Weszła z powrotem do środka przykładając miękki materiał do twarzy i wdychając jego zapach. Pachniał nim, cudowny zapach doskonałych, męskich perfum z wyższej półki. Zaciągnęła się jeszcze raz jego zapachem odkładając go na półkę pod ladą by poczekał na swojego właściciela by ten po niego wrócił.
Ale nie wrócił. Nie wrócił ani tego dnia, ani następnego, ani tydzień później. Grell zastanawiała się co się z nim dzieje, gdzie jest, dlaczego zniknął...Tak...zupełnie bez słowa? Nic o nim nie wiedziała, znała tylko jego nazwisko... Mimo wszystko czuła się tak, jakby straciła część swojego życia. Widywała go codziennie od ponad trzech miesięcy. Ale mimo wszystko czekała aż pojawi się znowu.
Czekała aż stanie w drzwiach kawiarenki Erica w swoim czarnym prochowcu, z czarną aktówką i parasolem i nienagannie ułożoną fryzurą bez odstających włosów czy źle ułożonych pasm.
Czekała aż usiądzie na swoim miejscu przy oknie o godzinie 7:55 i wyciągnie gazetę i notes w, którym skrupulatnie notował coś swoim idealnym pismem.
Czekała aż zamówi czarną kawę bez mleka i cukru i kawałek ciasta orzechowego do tego, aż zagłębi się w swoim świecie nie zwracając uwagi na Londyn, kawiarenkę i Grell.
Ale ta chwila nie nadeszła do końca jesieni, która zdawała się być jeszcze bardziej smutna i ponura niż zwykle. Zima była jakby bledsza i smutniejsza, bez wyrazu i jakiejkolwiek radości. Wiosna była jakby mniej kolorowa, kwiaty były bledsze i mniejsze niż zazwyczaj. Lato nie dało żadnego ukojenia w wirze pracy, której w ciepłe dni zawsze było więcej niż zimą. Grell po prostu nie potrafiła, a może i nie chciała, zapomnieć o przystojnym mężczyźnie z kawiarenki...
