Kurt stał przed lutrem, wpatrując się w swoje odbicie. Po raz kolejny przesunął dłońmi po marynarce i znów wyszczerzył zęby w uśmiechu. Motyle latały niespokojnie w jego brzuchu. Nie mógł uwierzyć, że to już dzisiaj. Nadszedł jeden z najlepszych dni w jego życiu. Nareszcie będzie mógł zatańczyć do wolnej piosenki z chłopakiem, którego kocha.
Westchnął. Ale było to westchnięcie z rodzaju tych wesołych.
- Kurt? - Tato pojawił się obok niego. Spoglądając na swojego syna, z dumą poklepał go po ramieniu. Chłopak uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. - Tak się cieszę, że nareszcie nie jesteś taki samotny. Dalton... ta szkoła bardzo cię zmieniła. W sumie sam nie wiem, czy to wpływ szkoły, czy po prostu dorosłeś, ale... zmieniłeś się. Nie byłeś już takim samym chłopcem jak wcześniej. A przedtem cała ta sprawa z Karofskym... - ojciec przerwał na chwilę, przełykając ślinę. - A teraz widzę, że ten Blaine ma na ciebie bardzo dobry wpływ. Odzyskujesz radość.
Kurt tylko pokiwał głową ze zrozumieniem, zauważając łzy w kącikach oczu Burta. Nagle do ich uszu dotarł dźwięk domofonu i chłopak wydał z siebie z duszony pisk, na co tato zareagował donośnym śmiechem. Obserwował, jak jego syn biegnie wesoło do drzwi. Chłopcy umówili się, że Blaine przyjedzie do domu Kurta, bo z ich dwójki tylko on miał dostęp do samochodu.
Kurt otworzył szybko drzwi. Ugięły się pod nim nogi, gdy spojrzał na chłopaka stojącego na ganku - wyglądał jeszcze lepiej niż zazwyczaj; na jego włosach nie było ogromnej ilości żelu (najwyraźniej wreszcie zastosował się do porad Kurta) i ubrany był w czarny, elegancki garnitur z błękitnym krawatem, który podkreślał jego piękne, brązowe oczy. Uśmiechnął się lekko, widząc swojego chłopaka.
- Cześć - przywitał się. Widać było, że jest bardzo spięty - tak samo jak Kurt.
- Cześć. - Przygryzł wargę. Złapał Blaine'a za rękę i wciągnął go do środka, zanim ten zdążył zaprotestować. - Zestresowany? - spytał, po czym komicznie zacisnął zęby. Blaine potrząsnął dziwnie głową, tak że pytanie dalej pozostało bez odpowiedzi, wciągnął powietrze przez otwarte usta i stłumił nerwowy śmiech.
W korytarzu wpadli na Burta. Blaine otworzył szeroko oczy, jeszcze bardziej zestresowany. Wyprostował się sztywno i niemalże krzyknął:
- Dobry wieczór, proszę pana! Ja tylko...! Tylko przyszedłem po Kurta, zaraz wyjeżdżamy!
Kurt zarumienił się po czubki uszu, a jego tato tylko zaśmiał się, rozbawiony całą sytuacją.
- W porządku - zapewnił. - Finn już wyszedł - powiedział, zwracając się w stronę swojego syna. - Musiał jeszcze wstąpić po Rachel.
Kurt pokiwał energicznie głową i wymamrotał:
- Tylko wezmę mój płaszcz i też wychodzę.
Po chwili para siedziała już w samochodzie. Między nimi panowała cisza. Kurt układał w głowie różne wersje wydarzeń na balu, a Blaine był zbyt zestresowany, by jednocześnie prowadzić, rozmawiać i nie spowodować wypadku na drodze. Kiedy nareszcie dotarli na miejsce, parking był już prawie pełny. Znaleźli wolne miejsce na samym końcu placu i wysiedli z pojazdu. Stanęli obok siebie, trzymając się za ręce. Wymienili spojrzenia i Blaine westchnął, chcąc dodać sobie odwagi.
- Gotowy? - spytał.
Kurt uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi i ścisnął mocniej rękę chłopaka, po czym ruszyli w kierunku wejścia.
Siedzieli całą grupą we wspólnej loży - Kurt, Blaine, Finn z Rachel, Mercedes z Anthonym, Lauren i Puck, Brittany z Artiem i Santana z Samem. Mike i Tina byli jedną z nielicznych par już tańczących na parkiecie - było jeszcze zbyt wcześnie i wiele osób wolała na razie pooglądać i poplotkować niż tańczyć - w końcu na to mieli jeszcze całą noc.
Sala wyglądała wspaniale. Jako że motywem było Las Vegas - i na początku Kurt uważał, że było to bardzo, ale to bardzo tandetne i nieoryginalne, tak teraz musiał przyznać - organizatorzy odwalili kawał dobrej roboty. Wchodzących witał ogromny napis „Welcome to fabulous Las Vegas" wyginający się w lekki łuk i ozdobiony tysiącami migoczących światełek, wiszący nad czerwonym dywanem, po którym wchodziło się do korytarza prowadzącego do sali balowej. Tam już zaczynał się wystrój rodem z Miasta Grzechu. Kolorystyka była utrzymana w srebrno-bordowych barwach i Kurt musiał przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Na środku sali znajdował się parkiet dla tańczących, na wprost wejścia mieściło się stanowisko didżeja, a pod ścianami zaprojektowano liczne loże, w których uczniowie spędzali czas, kiedy nie tańczyli. W każdej loży znajdowały się czarne, luksusowe fotele i mały stolik, na środku którego świeciły się małe lampki z bordowymi ażurami. Poszczególne loże oddzielały zasłony z grubego, bordowego materiału przeplatanego srebrnymi nitkami, uroczo błyszczącymi w świetle. Pod jedną ze ścian znajdował się bufet i Kurt powstrzymał wybuch śmiechu, zauważając, że w tym miejscu kręcili się głównie footballiści - im nigdy nie było za dużo jedzenia.
Chłopak poczuł czyjąś dłoń na swoim kolanie i zakończył swoje rozmyślania. Odwrócił głowę w stronę Blaine'a i zanim zdążył się zorientować, ich usta złączyły się w pocałunku.
Na początku był to jeden z tych zwyczajnych - ale i niezwyczajnych - momentów, kiedy się całowali, wszystko było tak jak zawsze. Ale wtedy Blaine rozpaczliwie wpił się mocniej w jego twarz, objął go ramieniem i przyciągnął do siebie. Ręce błądziły gdzieś po plecach Kurta, gubiły się w jego włosach. Kurt położył delikatnie dłonie na twarzy Blaine'a i odwzajemnił pocałunek. Przejechał palcami po linii szczęki, nie odrywając ust od ust chłopaka. Poczuł słony smak w ustach i krople spływające po jego twarzy. Podniósł powieki i zauważył, że Blaine uronił kilka łez podczas ich pocałunku.
Niemal brutalnie odepchnął Blaine i dostrzegł w jego oczach coś dziwnego. Troskę? Smutek? Rozczarowanie? Kurt nie mógł określić, co to było i dlaczego chłopak miałby nie być zadowolony. W końcu byli tu razem i powinni być szczęśliwi.
- Blaine? Coś nie tak? W imię latającego potwora spaghetti, co się stało? - wyrzucał z siebie pytania w tempie błyskawicy. - Blaine! Co się dzieje?
Ale on nie odpowiadał. Tylko siedział nieruchomo z dłonią dalej spoczywającą na kolanie swojego chłopaka i patrzył mu głęboko w oczy tym smutnym, łamiącym kurtowe serce wzrokiem. Kurt chciał coś zrobić, powiedzieć, przytulić go, cokolwiek, byleby dłużej tak nie patrzył. Mimo iż nie wiedział, co takiego się stało, czuł, jakby w ciągu sekundy ich świat się zawalił. Panicznie zaczął zastanawiać się, co złego mógł zrobić. Może coś powiedział i nie zdał sobie z tego sprawy? Może przyglądał się jakiemuś innemu chłopakowi? Rozpaczliwie starał się znaleźć w pamięci moment, w którym zawinił.
Blaine tylko potrząsnął głową i odwrócił się, by porozmawiać z Finnem.
Minęło kilka godzin od tego dziwnego momentu i ktoś niezorientowany powiedziałby, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Ale Kurt wiedział, że tak nie jest. Zbyt dobrze znał Blaine'a. Dużo tańczyli i w parze, i z przyjaciółmi i mimo iż Blaine udawał, że dobrze się bawi, Kurt widział, że coś go bardzo dręczyło. Cały czas uciekał wzrokiem na boki, często miał smutny wyraz twarzy, po czym jakby wracał do rzeczywistości i zaczynał się śmiać, a poza tym był bardzo nieobecny. Kiedy ktoś do niego mówił, musiał kilka razy wypowiedzieć jego imię, żeby przyciągnąć jego uwagę. Kurt bał się jednak poruszyć ten temat, bo to był jeden z najważniejszych wieczorów w jego życiu i strasznie, strasznie nie chciał, żeby cokolwiek go zepsuło.
Po jednej z bardziej żywiołowych piosenek Kurt musiał wyjść do toalety. Podszedł do Blaine'a od tyłu i przerzucił ręce przez jego ramiona, po czym objął go mocno.
- Teraz wyjdę na chwilę, dobrze? - spytał pogodnie. Blaine pokiwał głową na zgodę. - Tylko jak wrócę, nie chcę widzieć tysiąca chłopaków, których będę musiał od ciebie odganiać, okej? - dodał żartobliwie, całując chłopaka w policzek. W odpowiedzi Blaine uśmiechnął się tylko i poklepał go po ramieniu.
Kiedy Kurt wrócił z łazienki przez kilka minut szukał Blaine'a po całej sali, ale nie mógł go nigdzie znaleźć. Kiedy nareszcie natknął się na Rachel i Mercedes wygłupiające się razem w rytmie do „Bad romance" postanowił spytać je, czy nie widziały gdzieś przypadkiem jego chłopaka.
- Myślałam, że wyszliście razem! - odparła zdziwiona Rachel, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Co? Nie! Byłem w łazience! - krzyknął coraz bardziej zmartwiony Kurt.
- Gdzie? Nie usłyszałam, gdzie?
- Nieistotne. - Machnął ręką. - Czyli go nie widziałyście?
Popatrzyły na siebie i pokiwały przecząco głowami. Kurt westchnął. Czuł, że łzy bezsilności napływają mu do oczu. Wcześniej Blaine zachowywał się bardzo dziwnie, teraz zniknął. Chłopak nie miał pojęcia, o co mu mogło chodzić.
Tylko gdzieś tam głęboko w nim tkwiła ta nieprzyjemna myśl, że Kurt mógł być niewystarczający dla Blaine'a. Ale była to tak przerażająca wizja, że chłopak odpychał ją od siebie najmocniej jak się dało, dlatego tak się obawiał, że może to być prawda.
I ten pocałunek... Czyżby to miało być pożegnanie? Zanim Blaine zdecyduje się odejść i zrujnować mu życie?
Kurt zasłonił oczy ręką i wziął głęboki wdech na uspokojenie.
To niemożliwe. Jeszcze niedawno go zapewniał o swojej miłości. Musiał gdzieś tam być, pewnie dobrze się bawił z resztą chłopaków i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co działo się w głowie Kurta.
- W sumie to... - zaczęła Mercedes.
- Co? - warknął.
- ... widziałam kogoś bardzo podobnego do Blaine'a... Wychodził ze szkoły.
Nie czekając dłużej, Kurt rzucił się w stronę wyjścia. Przepychał się przez tłum rozbawionych uczniów, skaczących w rytm muzyki i tańczących.
Słyszał didżeja mówiącego:
- A teraz coś dla wszystkich zakochanych par! Bierzcie swojego ukochanego lub ukochaną w ramiona i na parkiet!
Po sali rozlały się pierwsze dźwięki piosenki, kiedy Kurt wybiegł przez drzwi. Leciał szybko przez szkolne korytarze, tak dziwnie ciemne i opustoszałe, a w jego głowie brzmiały tylko dźwięki muzyki dobiegającej z sali.
We'll do it all
Everything
On our own
We don't need
Anything
Or anyone
Naparł całą swoją siłą na główne drzwi wyjściowe ze szkoły. Zimne powietrze uderzyło go, kiedy wreszcie znalazł się na zewnątrz. Jego rozpaczliwy krzyk rozdarł ciszę.
- Blaine!
Rozglądnął się po parkingu. Wokoło nie było widać żywej duszy, wszędzie tylko samochody.
If I lay here
If I just lay here
Would you lay with me and just forget the world?
I don't quite know
How to say
How I feel
Nie mógł dłużej powstrzymywać płynących łez. Wszystko rozmazało się i nie widział już nic oprócz kolorowych plam.
- Blaine!
Those three words
Are said too much
They're not enough
If I lay here
If I just lay here
Would you lay with me and just forget the world?
Nabrał powietrza w płuca i zakrzyczał z całej siły:
-Blaine! Gdzie jesteś! Odezwij się! Blaine! Nie zostawiaj mnie!
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life
Wbiegł na parking, chcąc sprawdzić, czy ich samochód dalej stoi tam, gdzie go zostawili, ale nie mógł sobie przypomnieć miejsca, w którym zaparkowali. Po raz kolejny wydał z siebie głośny krzyk.
- Blaine!
Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
I need your grace
To remind me
To find my own
Błądził między samochodami, trzęsąc się na całym ciele. Nie miał już siły krzyczeć. Oparł się o drzwi jednego z pojazdów i osunął się bezwładnie na ziemię. Nie wiedział, ile tak leżał na zimnym asfalcie. Nie zdał sobie sprawy, kiedy zaczęło padać. Nie zauważył, kiedy całkiem się ściemniło.
If I lay here
If I just lay here
Would you lay with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life.
Po prostu leżał i czekał aż Blaine przyjdzie do niego, obejmie go, położy się obok i wszystko znów będzie w porządku.
I nagle go zobaczył. Zbliżał się powoli w jego kierunku. Kiedy był już tak blisko, że Kurt mógł dostrzec tylko jego stopy, Blaine usiadł obok. Położył swoją dłoń na jego czole. Kurt mógł ją poczuć.
All that I am
All that I ever was
Is here in your perfect eyes, they're all I can see
- Wróciłeś? Gdzie byłeś? - wyszeptał resztkami siły. Ale nie doczekał się odpowiedzi. Czuł rękę głaszczącą go po włosach.
- Blaine... jesteś taki idealny... Nie zostawiaj mnie... Nigdy... Kocham cię... Powiedz, że też mnie kochasz... Proszę... Oczekuję tak niewiele... Tylko te dwa słowa...
I don't know where
Confused about how as well
Just know that these things will never change for us at all.
Cisza.
Kurt podniósł się na rękach. Otworzył oczy i zszokowany zauważył, że jest sam. Na parkingu nie było żywej duszy.
Blaine był tylko wymysłem jego wyobraźni.
If I lay here
If I just lay here
Would you lay with me and just forget the world?
