ROZDZIAŁ DRUGI
HERBATA ABSOLUTNEJ PEWNOŚCI
Drugi dzień testowania zaczął się podobnie, jak poprzedni – do czasu.
- Malfoy! Dotknąłem Malfoya! – krzyczał Harry do Freda i George'a. – Nie, więcej, ja go ściskałem! A wszystko przez waszą cholerną herbatkę!
- No no, Harry, spokojnie, nic wielkiego się nie stało – zaczęli go uspokajać bliźniacy.
- Nic wielkiego? Nic wielkiego? – wrzaski przybrały na sile. – Wieszałem się na nim na środku Wielkiej Sali, wszyscy to widzieli! Co oni sobie pomyślą? Co sobie pomyśli Malfoy?
Fred i George wymienili porozumiewawcze uśmiechy.
- Daj spokój, kto by o tym pamiętał…
Harry przeszył ich wzrokiem.
- Dobra, może nie jestem wzorem inteligencji, ale głupkiem też nie. O wszystkim, co robię, gada się tygodniami. A Harry Potter, który ściska Malfoya i ogłasza go swoim wrogiem na wieki, to młyn na wodę dla plotkarzy.
Bliźniacy lekko się zaczerwienili i wzruszyli ramionami, jakby chcieli powiedzieć: „A to nasza wina, że wszyscy się tobą interesują i że dostałeś napadu wylewności na oczach całej szkoły?". Obaj mieli spore doświadczenie w udawaniu niewiniątek, nawet, gdy w rzeczywistości byli sprawcami zamieszania.
Harry otworzył usta, aby kontynuować przemowę. Wykorzystał to Fred, chwytając pucharek napełniony białym płynem i wlewając mu wszystko do gardła. Harry przełknął i zamrugał. Na jego twarzy pojawił się wyraz ogromnej ulgi.
- Chwała Bogu – mruknął. – Głowę bym dał, że wczoraj wyznawałem Malfoyowi, jak bardzo cieszy mnie nasza obopólna wrogość. Jakie szczęście, że tego nie zrobiłem.
Ron wszedł do pokoju wspólnego akurat w momencie, gdy Harry wypowiadał te słowa.
- Owszem, zrobiłeś to – zauważył.
- Nieprawda – zaprzeczył Harry.
- Prawda.
- Wcale nie.
- Właśnie, że tak – upierał się Ron.
- Słuchaj, nie wiem, o co ci chodzi, ale jestem absolutnie pewien, że niczego takiego nie mówiłem Malfoyowi.
- Ale wszyscy mówią, że…
- Wszyscy się mylą – zadrwił Harry. – Do cholery, chyba wiem najlepiej, co zrobiłem, a czego nie. Na pewno nie dotknąłem Malfoya!
Fred błyskawicznie robił notatki.
Pijący jest całkowicie przekonany, że wszelakie przyjemne złudzenia są rzeczywiste. Nie słucha przy tym racjonalnych argumentów, odrzucając wszelkie fakty i dowody.
W tym momencie pojawiła się Hermiona.
- Harry, jeszcze jesteś nieubrany? Pospiesz się, zaraz będzie śniadanie, a potem lekcje.
Harry spojrzał na nią, jakby zwariowała.
- Hermiono, dzisiaj jest sobota. O jakich lekcjach mówisz?
- Harry, dziś jest środa, nie sobota. Oczywiście, że mamy lekcje.
- Przykro mi, ale coś ci się pomyliło. Jestem pewien, że mamy sobotę, a skoro tak, powłóczę się jeszcze w piżamie i zejdę na śniadanie trochę później.
- Harry! – warknęła Hermiona. – Wiem, co mówię! Ubieraj się i chodź! Najpierw coś zjemy, a potem będziemy mogli pouczyć się do jutrzejszego testu z eliksirów.
Harry przewrócił oczami i położył się na kanapie, przeciągając się przy tym beztrosko.
- Oszalałaś chyba – rzucił. - Jeśli dziś mamy sobotę, to jutro jest niedziela. Nawet Snape nie ma prawa robić nam testów w weekend.
- Co cię opętało? – fuknęła Hermiona. – Jeśli się nie pospieszysz, to uprzedzam, nie zamierzam ci pomagać w nauce do jutrzejszego testu.
- I co z tego? O jejku Maciejku, Hermiona nie pomoże mi w nauce do niby-testu! Ludzie, ratujcie! Nie zaliczę testu, moja przyszłość zaczyna się jawić w czarnych barwach! O, nędzny mój losie! – wykrzyknął Harry, wywołując tym atak chichotu u bliźniaków.
Wzmaga sarkazm, obniżając jednocześnie poziom inteligencji, zapisał Fred.
- No to się doigrasz! – rozwścieczona Hermiona wyszła z pokoju wspólnego, ciągnąc za sobą Rona.
- Środa… - zakpił Harry. – Co za brednie.
W tym momencie pojawił się Neville, który wyszedł właśnie z dormitorium i dostrzegł leżącego na kanapie Harry'ego.
- Hej, Harry. Nie schodzisz na śniadanie?
- Na razie nie, chcę sobie trochę poleniuchować.
Neville rzucił zaklęcie Tempus i zorientował się, że do końca śniadania została jeszcze ponad godzina.
- Dobra, to na razie – rzucił i nerwowym krokiem skierował się w stronę wyjścia.
- Neville, zaczekaj. Coś nie tak? Jesteś jakiś podenerwowany – zawołał za nim Harry.
- Wiesz, ten jutrzejszy test z eliksirów… Wiem, że obleję. Snape zacznie się na mnie wydzierać, obśmieje mnie, dostanę szlaban i wszyscy będą się ze mnie nabijać… - wymamrotał Neville.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Przecież jutro nie ma żadnego testu! – powiedział.
- Naprawdę? – w oczach Neville'a zajaśniała nadzieja.
- Naprawdę – potwierdził Harry.
- Pewien jesteś?
- Na sto procent.
- Kurczę, dzięki! To chyba najlepsza wiadomość w tym tygodniu! – ucieszył się Neville.
- Nie ma za co! – odpowiedział Harry, a Neville poszedł na śniadanie, wielce uradowany.
Wzmaga umiejętność kłamania jak z nut, sprawiając, że każe słowo brzmi całkowicie przekonująco.
- Kolejny sukces! – bliźniacy wyszczerzyli do siebie zęby.
