- Alice! - Rozglądnęłam się po biurze, oczekując że nasza szefowa, panna Jane Volturi: chudziutka kobietka z jadowitą osobowością, wyskoczy ze swojego gabinetu i skarci nas. Powinnyśmy pracować nad swoimi artykułami do najnowszego numeru, ale Alice, jedna z moich przyjaciółek, poszła do drukarki, która stała niedaleko naszych biurek.
Alice zachichotała, machając małym stosem papieru przed moim nosem.
- Wyluzuj, Bella. - Rose, moja druga przyjaciółka, stanęła obok mnie, uśmiechając się szeroko. - Przecież jędzy Jane nie ma, pamiętasz?
- Oh tak... Coś wspominała o lunchu z Tatusiem.
Ojciec Jane, Aro, był właścicielem naszego pisma. Wyglądał jak dziwna kaczka - wysoki, blady z dziwnym spojrzeniem, jakby czytał ci w myślach, a ich relacja była przerażająca.
Uśmiechając się złośliwie, Alice podeszła do drukarki i próbowała tak zaciąć papier, żeby musiała wezwać dział IT.
- Taaa, nie zdziwi mnie jeśli znajdą jakiegoś biedaka na ulicy i zrobią sobie z niego przekąskę.
Zaśmiałam się - nasze żarciki o 'wampirzej rodzince Volturi' zawsze były zabawne, ale rozejrzałam się czy ktoś tego nie podsłuchał. Nie jestem pewna czy Jane ma szpiegów w biurze, ale wolę tego nie sprawdzać. Skupiłam się na Alice, która wciąż mocno starała się zaciąć papier. Prychnęłam:
- Ali, kiedy go w końcu zaprosisz?
Wzruszyła ramionami, uśmiechając się szeroko.
- Tak jest zabawniej. Dodatkowo, chcę zobaczyć jak długo mu zajmie zaproszenie mnie na randkę.
Stała się chodzącym bałaganem dla Jaspera, jednego z dwóch gości z działu IT mieszczącego się w piwnicy. Totalnie wpadła, dokładnie odkąd on zaczął pracować kilka miesięcy temu.
Pokręciłam głową i odwróciłam się do mojego komputera, chichocząc, kiedy Alice wysyczała:
- Tak!
Po czym kątem oka zobaczyłam jak wróciła do swojego biurka i wysłała maila do chłopaków z IT.
Zajęta pisaniem artykułu dotyczącego nowości miesiąca w pop kulturze, począwszy od najnowszego rankingu filmów do koncertów odbywających się w okolicy, nie zauważyłam, że mamy gościa, dopóki Alice nie jęknęła:
- Nie ma mowy... Kto to do diabła jest?
Zerknęłam na nią i podążyłam za jej wzrokiem na osobę wysiadającą z windy, ubraną w spodnie khaki i bordową koszulkę polo z nazwą firmy na lewej piersi. Nie mogłam powstrzymać mojej szczęki przed opadnięciem. Wysoki na co najmniej sześć stóp, ideał faceta. Włosy były bardziej kasztanowe niż brązowe, a przeciągnięciem ręki spowodował w nich nieład. Z powodu odległości nie mogłam stwierdzić jaki ma kolor oczu, ale mogłam dostrzec zarysowaną linię szczęki, całuśne usta i brwi - gęste, ale nie zarośnięte jak u małpy. Ale najseksowniejszą rzeczą jaką dostrzegłam, siedząc za biurkiem, to tatuaż na jego prawym bicepsie. Kocham, kiedy faceci mają tatuaże.
Alice pomachała ręką, dając znać, że to my zgłaszałyśmy usterkę, nadal marszcząc brwi.
Kiedy podszedł bliżej, wydawał się jeszcze seksowniejszy. Miał zielone oczy - zgaszona zieleń z odcieniami brązu - a jego rzęsy były dłuższe niż moje własne. Miał guzka na nosie, ale to tylko dodawało mu męskości. A jego tatuaż... Jego prawe ramię było pokryte czarnymi zawijasami z akcentem czerwieni znikającej pod rękawem koszulki. Za mało widać, żeby móc wyobrazić sobie cały obraz, ale wystarczająco, żebym zaczęła się ślinić.
Kiedy przemówił, mój żołądek zacisnął się w węzeł i musiałam zacisnąć uda, by powstrzymać mrowienie.
- Zgłaszałaś problem z drukarką?
Wskazując na niego i nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, Alice wypaliła:
- Gdzie jest Jasper?
- Pracuje nad tabletem panny Volturi. Jesteś Alice? - Kiedy kiwnęła głową, powiedział: - Kazał przekazać 'cześć' i przeprosić, że nie mógł przyjść osobiście.
Powstrzymałam chichot, kiedy Alice otworzyła i zamknęła usta kilka razy, a jej oczy rozszerzyły się w szoku. Gdy kontynuowała udawanie jelenia-który-wpadł-w-światło-reflektorów, przemówiłam za nią:
- Przekaż mu, że Alice powiedziała, że rozumie i tęskni za jego widokiem.
- Bella! - syknęła, gapiąc się na mnie.
Zaśmiałam się i odwróciłam do mężczyzny, krzyżując nogi i pokazując moją nową parę czterocalowych szpilek, które mam założone po raz pierwszy. Dzięki nim mój tyłek i nogi wyglądają nieziemsko.
- Jesteś nowy, prawda? Nie sądzę, żebym widziała cię tu wcześniej.
Jego wzrok przesunął się wzdłuż moich nóg, zanim kiwnął i uśmiechnął się.
- Tak. Właściwie dziś zacząłem. Jestem Edward Cullen. A ty jesteś Bella...?
- Swan - skończyłam i wskazałam na dziewczynę siedzącą przy stoliku naprzeciw mojego. - To jest Rose McCarty, prawdopodobnie spotkałeś jej męża Emmetta, kiedy przyszedłeś. Wielki jak niedźwiedź facet z ochrony. - Rozpoznanie błysnęło w jego oczach i kiwnął, abym kontynuowała. - A to jest Alice Brandon.
Usta Edwarda wygięły się w uśmiechu.
- Miło mi was poznać. - Spojrzał na zegarek. - Lepiej wezmę się do pracy. Jeszcze nie poznałem waszej szefowej, ale Jasper powiedział... coś innego i raczej nie chciałbym poznać jej ciemnego oblicza w pierwszym dniu pracy.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się, wskazując drukarkę. Kiedy się odwrócił, rękaw podsunął się wyżej, przez co miałam widok na większą część tatuażu, powstrzymałam się od jęku.
O mój Boże! Powiedziałam bezgłośnie do dziewczyn. Jakie ciacho!
Tylko zachichotały i zwróciły swoją uwagę na ich laptopy.
Przez kilka kolejnych minut częściowo skupiałam się na artykule. Resztę uwagi skupiłam na Edwardzie otwierającym drukarkę i próbującym usunąć zacięcie stworzone przez Alice. Co jakiś czas spoglądał w górę, a ja uśmiechałam się i odwracałam spojrzenie do komputera. Czasami, kiedy na niego zerkałam jego policzki rumieniły się, gdy przyłapywałam go na obserwowaniu mnie.
Zajęło mu dziesięć minut, by uwolnić cały papier. Nareszcie coś powiedział:
- Czy któraś z was mogłaby coś wydrukować?
- Tak, pewnie - odpowiedziałam szybko, zanim któraś z dziewczyn zareagowała. Naciskając CTRL + P starałam się ignorować Rose i Alice, które nawet nie próbowały ukryć swoich uśmieszków. Kiedy Edward odwrócił się do drukarki, spojrzałam na nie. Suki, powiedziałam bezgłośnie.
Kiedy ciszę przerwał dźwięk urządzenia drukującego mój artykuł, spojrzałam na Edwarda, który wyciągał świeżo zadrukowany papier z podajnika. Wolną ręką zamknął pokrywę drukarki i złapał swoją torbę, której nawet nie otworzył, po czym podszedł do mnie.
- Naprawione - powiedział do nas i podał mi kartki, uśmiechając się nieśmiało. - Proszę, panno Swan. Gdybyś tego potrzebowała.
- Dziękuję, Edwardzie. Proszę, mów mi Bella.
- Bella, oczywiście - powiedział miękko. Spojrzał na Alice, zanim powiedział: - Dzwońcie, gdyby coś się działo. Jasper powinien wkrótce skończyć naprawiać tablet panny Volturi.
- Dzięki - wymamrotała z zarumienionymi policzkami.
Zachichotał, posłał mi uśmieszek i ruszył w kierunku windy.
Kiedy wyszedł przez szklane drzwi biura i zatrzymał się w holu z windami, wstałam i podeszłam do biurka Alice, by mieć lepszy widok.
- O cholera. - Powachlowałam się ręką.
- Jak bardzo jest słodki?
Uśmiechając się, odpowiedziałam Alice:
- Nasza drukarka zacznie zacinać się coraz częściej.
Spojrzała na mnie i zaczęła chichotać, na co Rose wywróciła oczami i powiedziała:
- Obie powinnyście po prostu umówić się z tymi dwoma przystojniakami. Tak będzie szybciej.
- Tak - powiedziała Alice - ale nie tak zabawnie.
Wzruszyłam ramionami. Dopiero go poznałam. Nic o nim nie wiem. Czy jest singlem? Nie widziałam obrączki, ale ktoś tak cudowny musi być zajęty...
Dźwięk windy spowodował, że rzuciłam okiem po raz ostatni na Edwarda, ale kiedy dostrzegłam jędze Jane szybko wróciłam do biurka i zajęłam się pracą, zanim miałaby powód, by zjechać mnie z góry na dół. Kiedy warknęła na swoją sekretarkę - słodką dziewczynę o imieniu Angela, z którą się kolegowałam - cieszyłam się, że to nie moje imię wykrzyczała.
