Riza siedziała w gabinecie sama. No, prawie sama- ona i nieludzko duża sterta papierzysk do wypełnienia. Pułkownik został gdzieś pilnie wezwany, a reszta ich współpracowników brała udział w jakiejś akcji, która została ogłoszona dopiero dzisiaj rano.

Kobieta zabrała się do pracy- równie żmudnej, co bezsensownej. O dziwo miała zająć się tymi samymi raportami z którymi zapoznała się już w zeszłym tygodniu. Podrabianie podpisu swojego przełożonego opanowała do perfekcji, więc jedyne co jej pozostało to napisać „Roy Mustang" na dole każdej strony. Gdyby pułkownik osobiście czytał wszystkie dokumenty, które czytać powinien to ta cała robota zajmowałaby co najmniej trzy razy więcej czasu...

Riza zdążyła przejrzeć chyba dopiero z pięć raportów, gdy spostrzegła wetkniętą między nimi małą, różową karteczkę. Wyciągnęła ją i przeczytała napisane ładnym, kobiecym pismem zdanie:

Zajrzyj do szafki- tej w której trzymamy akta ze sprawami zamkniętymi.

Zaintrygowana machinalnie wykonała owo tajemnicze polecenie. Nie ulegało wątpliwości iż było to pismo Sheski (trochę przerobione, ale łatwo poznać), zaś to wszystko to kolejny, „genialny" pomysł pułkownika. Tylko o co im może chodzić?

Na samym wierzchu, na szufladzie opisaną literą „A" leżała plastikowa siatka, której z całą pewnością wczoraj tu nie było. Riza wyciągnęła z niej: obcisłe dżinsy, ciemnoniebieski i bardzo kobiecy sweterek, czarną, skórzaną kurtkę oraz woreczek w którym znajdowały się kosmetyki do makijażu. Na samym dnie leżała kolejna karteczka, tym razem zielona:

Ubierz to i się umaluj. Wyjdź na zewnątrz.

Kobieta zdegustowana uniosła brwi. Co ten pułkownik kombinuje? Ona i makijaż? Ona w takich ciuchach?

Zignorowała głos rozsądku karzący jej dobrze się zastanowić, czy nie pakuje się przypadkiem w jakąś podejrzaną misję. Bardziej z ciekawości niż innych pobudek ponownie zrobiła to co kazała jej karteczka. Musiała przyznać, że makijaż wyszedł całkiem starannie, jak na wykonany przez osobę z zupełnym brakiem doświadczenia w tej kwestii.

Jak tylko wyszła z budynku usłyszała klakson. W samochodzie stojącym centralnie przed wejściem siedział Fuery.

-Hej Riza- pomachał do niej przyjaźnie- wsiadaj!

Blondynka z niejakim zdumieniem zajęła miejsce na tylnym siedzeniu. Cokolwiek planował pułkownik było to coś dużego, skoro wpakował w to aż tyle osób. Najpierw Sheska, teraz Fuery... Co się dzieje?

-Gdzie jedziemy?- spytała ostrożnie, gdy mężczyzna ruszył- Nie, może lepiej nic nie mów... To sprawka naszego kochanego szefa, prawda? Co tym razem wykombinował? Jakieś następne cudo, które ponoć ma mu pomóc awansować?

W odpowiedzi Kain się jedynie zaśmiał. Riza poczuła się zbita z tropu.

-Nie trafiłaś. Przynajmniej w połowie, bo to rzeczywiście pułkownik kazał mi cię porwać, że tak to ujmę. Reszta ma być niespodzianką.

-A pozostali? Nie mieliście przypadkiem jakiejś sprawy rozwiązać?

-Nie, skąd ci to przyszło do głowy?- mężczyzna był wyraźnie zdziwiony, zaś Riza uczuła złość. Oszukał ją!- wszyscy dostaliśmy dzisiaj wolne, a ja akurat nie miałem zajętego przedpołudnia, więc zgodziłem się być twoim szoferem.

Po kilku minutach samochód się zatrzymał. Jakie było zdumienie Rizy, gdy zobaczyła, że stoi przed halą w której znajdowało się lodowisko.

-Powodzenia! Tylko nie zapomnij wejść do środka, bo widzę, że jesteś lekko skołowana- Fuery wyszczerzył się w sympatycznym uśmiechu i odjechał.

Pani porucznik chwilę pokręciła się przed wejściem, niepewna tego co ją czeka, ale w końcu się przemogła i z bijącym sercem przekroczyła próg zmierzając w nieznane. Coś musiało być jednak nie tak- w kasie nie było nikogo, drzwi otwarte niemal na oścież, w środku też ani żywej duszy. A przecież mamy luty, środek sezonu łyżwiarskiego.

Riza musiała przyznać, że czuła się tym wszystkim coraz bardziej zaintrygowana. Ostrożnie minęła kasę i skręciła w korytarz prowadzący na lodowisko. Szybko dostrzegła Roy'a stojącego po jego drugiej stronie. Opierał się o ścianę. Kiedy usłyszał kroki Rizy drgnął i odwrócił się w jej kierunku.

-Dzień dobry pani porucznik- powiedział miękko. Oho, jest miły, a to znaczy, że może czegoś chcieć.

-Witaj pułkowniku. Co znowu pan wymyślił? Po co mnie pan tu sprowadził? W dodatku w tym stroju…- kobieta nie zamierzała kryć irytacji brakiem jakiejkolwiek informacji- widzę, że pan także się nieźle wystroił- skomentowała widząc, że ubrał swój najlepszy garnitur. Roy westchnął.

-Poruczniku Hawkeye… Riza, sporo ostatnio myślałem. Od jakiegoś czasu wydawało mi się, że w moim życiu prywatnym czegoś brakuje. Albo inaczej- że mam wszystko, ale nie jest poukładane na swoich miejscach. Wczoraj, gdy rozmawiałem z tą młodą siksą spojrzałem na ciebie i porównałem sobie dwie możliwe życiowe drogi…

Riza pomyślała, że pułkownik chyba potrzebuje długiego odpoczynku. Czyżby za bardzo na niego naciskała w pracy przez ostatnie kilka dni? Do tego stopnia, że zaczął bredzić? Blondynka nawet nie zauważyła, kiedy na chwilę przestała go słuchać.

-…dlatego doszedłem do wniosku… Riza, co myślisz o tym, żebyśmy spróbowali jako para?

Mózg Rizy na moment przestał pracować.

-Eee… co?- spytała mało inteligentnie. To o co zapytał ją Roy wydało jej się być zbyt nieprawdopodobne, aby mogło być prawdziwe. Może to ona się przepracowała i teraz ma omamy słuchowe? Fakt, nigdy się nie oszczędzała w robocie. Pułkownik musiał zauważyć jej nic nierozumiejące spojrzenie i powtórzył pytanie.

-Co sądzisz o mnie i o tobie… o naszym ewentualnym byciu parą.

Jedyna para jaka teraz przychodziła Rizie do głowy to wodna.

-Riza, pytam poważnie! Chciałbym być z tobą!

Kobiecie zdawało się, że uderzył w nią piorun. Nie bardzo wiedziała co ma tym wszystkim myśleć. W głowie zapanował jej totalny chaos i mętlik, którego nie dało się w żaden sposób opanować. Już myślała, że pułkownik chce od niej pomocy przy jakiejś sprawie wymagającej ładnego, cywilnego stroju, albo przy jakichś kłopotach osobistych. Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego! Do tego stopnia ją zmroziło, że nawet nie zauważyła, kiedy Roy wziął ją pod rękę i poprowadził w głąb hali. Otrząsnęła się, kiedy dotarli do stolika znajdującego się z drugiej strony lodowiska.

-Pułkowniku, nie bardzo wiem co miałabym powiedzieć na takie nagłe wyznanie.

-Spodziewałem się, że możesz nie zechcieć odpowiedzieć mi od razu. Wiem, że może zbyt szybko postanowiłem z tobą o tym porozmawiać, może powinienem ci wcześniej jakoś dać znać. Ale uznałem, że skoro mamy walentynki to jest doskonała okazja…

Walentynki? To by wyjaśniało te wszystkie ozdoby na wystawach sklepowych, produkty okolicznościowe! To walentynki miał na myśli ten starszy pan z którym rozmawiała rano!

Roy zapalił stojące na stoliku świece i nalał czerwonego wina do dwóch kieliszków. W talerzach nałożone były już porcje jedzenia: blondynka odnotowała, że były to jej ulubione sałatka z kurczakiem oraz mus brzoskwiniowy.

-Więc co o tym wszystkim sądzisz?- mężczyzna podsunął Rizie krzesło. Pani porucznik usiadła powoli dochodząc do siebie.

-No, przyznaję, że tego się nie spodziewałam. Zaskoczyłeś mnie pułkowniku.

-Może podczas tej rozmowy przejdziemy na ty? A jeżeli zechcesz to nawet na dłużej- znacząco spojrzał jej w oczy.

-No dobrze… Roy. Mam prawo czuć się zbita z tropu. Przecież jeszcze w tym tygodniu spotykałeś się z różnymi małolatami.

-Wiem, nie oczekuję, że od razu rzucisz mi się w ramiona. Chcę, żebyś tylko dała mi szansę. O ile w ogóle są jakiekolwiek ku temu przesłanki- ostatnie zdanie wymówił wręcz błagalnym tonem.

-Roy, znamy się już tyle lat. Lubię cię, nawet bardzo. Bardziej niż powinnam jako twoja podwładna-na te słowa pułkownik wyraźnie ożywił się- ale sam powiedziałeś, że nie oczekujesz ode mnie, że ci tak od razu zaufam. Będziesz musiał się bardzo postarać.

Posiłek zjedli w milczeniu, jednakże Riza, nie bez odczuwania przyjemnego łaskotania w żołądku, odnotowała, że Roy bardzo ucieszył się na jej słowa o daniu szansy.

-Chciałam się zapytać o jedno. Dlaczego zarezerwowałeś akurat lodowisko? I po co ta cała szopka z przygotowaniem dla mnie stroju i kosmetyków?

-Pamiętam jak byliśmy młodsi i zimą spędzałaś sporo czasu na łyżwach. Widziałem jaką sprawiało ci to przyjemność. Do tego twój ojciec kiedyś wspomniał, że twoją ulubioną bajką z dzieciństwa była „Królowa Śniegu". Więc pomyślałem, że pewnie lubisz takie „lodowe" klimaty.

Zapamiętał! Takie drobne, niby nic nie znaczące szczegóły. Riza nie wytrzymała- całe pokłady miłości oraz czułości, które skrywała głęboko w sercu nagle przedostały się na zewnątrz. Kobieta wstała i szybko pocałowała Roy'a w same usta. Zaskoczony pułkownik już chciał ją objąć i pogłębić pocałunek, ale ta odsunęła się.

-Dobra, teraz co z tymi ciuchami i makijażem.

-Cóż, pomyślałem sobie, że w takiej chwili czułabyś się kiepsko wyglądając mniej atrakcyjnie ode mnie…- brunet nie zdążył dokończyć wypowiedzi, gdyż Riza zdzieliła go pięścią w czubek głowy. Następnie zaczęła ubierać parę łyżew, które dla niej przygotował.

-Ech, pod wieloma względami ty się nigdy nie zmienisz. Chodź, skoro już się tak dla mnie wykosztowałeś to poszalejmy na lodowisku.

Miesiąc później

W parku w Centrali dało się zauważyć pierwsze oznaki wiosny. Śnieg już niemal całkowicie stopniał, gdzieniegdzie pojawiły przebiśniegi. Pomimo nadal niewysokiej temperatury promienie słońca w samym środku dnia potrafiły przyjemnie przygrzać .

Riza siedziała na ławce trzymając na smyczy Black Hayate'a. Spojrzała na zegarek. Przyszła trochę za wcześnie, więc pewnie będzie czekała na Roy'a jeszcze jakieś dziesięć minut.

Przymknęła powieki i uniosła głowę do góry, zatapiając się w myślach. Pułkownik (chociaż w tym momencie może nie powinna go tak oficjalnie określać, nawet w myślach) nie zawiódł jej. Przez cały czas spotykał się tylko z nią i nieustannie zabiegał o jej względy. Riza nie spodziewała się, że mężczyzna okaże się być tak czułym i zaangażowanym w związek partnerem. Kto wie, może niedługo ich relacja pójdzie o krok dalej? Roy przebąkiwał coś o wspólnym mieszkaniu.

Z rozważań wyrwał ją czyjś śmiech. Do tego wyraźnie znajomy śmiech. Pani porucznik spojrzała w jego kierunku i tak jak się domyśliła zauważyła Havoc'a i Sheskę. Kto by pomyślał, że to on okazał się być jej tajemniczym wielbicielem, a ona, nie wiedząc o tym, się w nim zakocha? Riza odnotowała, że Sheska znowu zaczęła nosić okulary. Najwyraźniej Jean nie miał nic przeciwko jej skrywanej niechęci do soczewek.

Para była do tego stopnia zajęta sobą, że przeszli parę metrów od Rizy w ogóle jej nie zauważając- a ona postanowiła ich o swojej obecności nie powiadamiać. Niech się nacieszą tylko we dwoje tymi paroma dniami urlopu.

Chwilę później Black Hayate zaczął radośnie szczekać i się wyrywać w pewnym kierunku. Riza spojrzała w stronę z której zapewne pochodziło źródło radości i dostrzegła zbliżającego się Roy'a. Kiedy mężczyzna podszedł do ławki i pocałował ją delikatnie poczuła, że nic jej już więcej do szczęścia nie potrzeba.