-Rozdział 1-

Był ciepły dzień 2 września. Syriusz wstał ciesząc się na poznanie nowych osób (zwłaszcza koleżanek). Miał też nadzieję, że dzień dzisiejszy ukaże mu inne, lepsze i ciekawsze oblicze tego potwornego, ogromnego zamku. Ubrał się pośpiesznie nie zwracając uwagi na swój niechlujny wygląd. Przeczesał jedynie swoje ciemne włosy ręką. Szybkim krokiem opuścił szmaragdowy pokój wspólny. Nie przypadł on chłopakowi do gustu. Był za bardzo oślizgły. Chociaż po chwilowym zastanowieniu uznał, że jest idealnym odzwierciedleniem ludzi, którzy tam mieszkają. Napawając się swoim odkryciem, Ślizgon nieśpiesznie wkroczył do jasnej Wielkiej Sali. Zajął miejsce i chwycił tosta, kiedy ktoś ogromny stanął za jego plecami. Już miał rzucić jakiś niemiły komentarz, kiedy spostrzegł, że ten duży ktoś za nim to profesor uśmiechający się od ucha do ucha. Ten uśmiech był przerażający. Ciemnowłosy uśmiechnął się krzywo zażenowany. Okazało się, że profesor Slughorn, jako opiekun ich domu (za jakie grzechy?!), chciał mu przekazać plan zajęć. Black spojrzał, że ma udać się na transmutacje i niechlujnie wrzucił kawałek pergaminu do torby.

Kilka minut później, Syriusz dotarł do sali, w której odbywać się miały zajęcia. Zajął miejsce z tyłu i jak to miał w zwyczaju zaczął huśtać się na tylnych nogach krzesła. Z każdą chwilą przybywało coraz więcej nowych uczniów. Kobieta o ciemnobrązowych włosach, w których lśniły pojedyncze kosmyki siwizny, zawiązanych w ciasny kok na czubku głowy, poprawiała swoją czarną szatę. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.

-Jestem profesor McGonagall –zaczęła cichym, ale mocnym głosem, kiedy do sali wpadł niski, przysadzisty chłopak o mysich włosach. Zaległa cisza. Chłopak szybko się rozejrzał i znalazł jedynie wolne miejsce tuż obok naszego bohatera, tak, więc zajął je bezzwłocznie, nie chcąc się narażać na jakieś nieopisane tortury. Kobieta zaczęła kontynuować swój wywód. Nie porywał, więc Ślizgon rzucił okiem na towarzysza, który teraz oparł się jedną ręką pod brodę i walczył ze sobą by nie zasnąć. Po chwili zmęczenie zwyciężyło i z kącika jego ust pociekła ślina. Nauczycielka zauważyła to i postanowiła jakoś temu zaradzić. Chwyciła swoją książkę i ruszyła wolnym krokiem pomiędzy ławkami, nie przerywając swojego monologu. Kiedy stanęła koło miejsca zajmowanego przez Syriusza i jego zmęczonego kolegi spojrzała przelotnie na bohatera, następnie rzuciła książką o blat krzycząc przy tym „Panie Potter!". Księga narobiła niesamowitego hałasu, pobudzając całą klasę. Jasnowłosy chłopak obudził się spadając z krzesła.

-Jest pan w stanie powtórzyć moje ostatnie zdanie? -zapytała wracając do swojego cichego tonu. Chłopak- który wnioskując po jego szacie- należał do Hufflepuffu, wyjrzał przerażony zza biurka. Nic jednak nie odpowiedział

-Pan Potter chyba nie jest w stanie mówić- rzucił Black kpiąco

-Dziękuje za komentarz panie Black, ale chłopak po pana lewej to pan Pettigrew. Pan Potter znajduje się w drugiej ławce i przez cały czas spogląda przez okno, jakby znajdowało się tam coś interesującego. Chce nam pan o tym opowiedzieć, panie Potter?- profesor od transmutacji ruszyła w stronę chłopaka o ciemnych, rozczochranych włosach i okrągłych okularach na nosie.

-Podziwiałem stadion do Quidditcha i zastanawiałem się, kiedy będą nabory do drużyny.- odpowiedział po chwili chłopak pewnym tonem. Widać było, że zależy mu na tym, by się pokazać. Najwidoczniej zależało mu na chwale i uwielbieniu. Po chwili jednak Black uznał, że to, nad czym zastanawiał się chłopak w sumie jest dobrym pytaniem. Sam całkiem dobrze radził sobie z miotłą. Może udałoby mu się dostać do drużyny…

-Dla informacji pańskiej, jak i wszystkich innych zainteresowanych, którym zagadka ta spędza sen z powiek, informuję, że nabór do drużyn odbywa się na drugim roku. Jak już zaspokoiłam waszą ciekawość, wróćmy do omawiania programu naszych zajęć.

Drugi rok!? Nasz bohater oklapł na krześle. Podobnie zareagowała połowa uczniów. Widać rok zapowiadał się jeszcze gorzej niż przypuszczał. Będzie musiał sobie znaleźć zajęcie, które będzie dla niego odskocznią od nauki, bo już po pierwszych zajęciach z transmutacji, na których dostali zadanie domowe, wiedział, że nie będzie łatwo. Z ciemnymi chmurami nad głową, Syriusz podreptał na zajęcia z historii magii. To, co tam zastał spowodowało, że przeklinając pod nosem na swój los, chciał opuścić salę. Profesor Binns, duch, otwierał notatki i zaczynał swój monotonny monolog o początkach magii takim głosem, który uśpiłby umarłego. Jedyną przeszkodą na jego drodze do wolności stanowił chłopak, na którego ciemnowłosy zwrócił uwagę wczoraj. Słuchał i notował, więc stanowczo sprzeciwił się, by Black przeszkadzał i robił zamieszanie.

-Sam zrobiłeś więcej zamieszania nie pozwalając mi przejść- wycedził przez zęby siadając zrezygnowany na swoim miejscu. Chłopak o tłustych włosach nie odpowiedział, starając się skupić na ględzeniu ducha. Syriusz nie mogąc usiedzieć na miejscu zaczął się kołysać na tylnych nogach krzesła rozglądając się dookoła. Sala była zwykła i nie było, na co patrzeć. Postanowił poprzeglądać książkę, która również nie wzbudziła większych emocji. Wyciągnął kałamarz, zanurzył w nim pióro i postawił na pergaminie pierwsze kreski. Po chwili zaczęły tworzyć obraz. A dokładniej autorską wizję siedzącego obok Ślizgona, który zaintrygowany nagłym skupieniem nieznośnego sąsiada spojrzał na to, czym się zajmuje. Kiedy bez trudu rozpoznał w rysunku samego siebie wyciągnął różdżkę i bez zastanowienia podpalił pergamin szybko gasząc go wodą, kiedy obrazek był trudny do odgadnięcia. Zrobił to z taką łatwością i szybkością, że całe zdarzenie zauważył tylko znany nam z transmutacji Potter, siedzący po drugiej stronie Syriusza. Obaj wymienili zdziwione spojrzenia, kiedy Ślizgon zaczął notować jak gdyby nigdy nic.

-Wrażliwy jakiś- podsumował Black i strzepnął popiół, który pozostał z jego arcydzieła, na ziemię.