Miesiąc później Edward Elric wdarł się do biura pułkownika Mustanga z wlokącym się za nim, w pełni odnowionym Alphonsem Elriciem. Zamknął drzwi z trzaskiem, rzucając piorunujące spojrzenie. Jednakże miast zwyczajowego podłego uśmieszku oraz czystego biura, do czego był przyzwyczajony, zastał przełożonego chowającego twarz w dłoniach i pomieszczenie, którego każdy możliwy kawałek – za wyjątkiem papierów – był spopielony.
- Co do diabła? – wypalił blondwłosy alchemik, wreszcie zwracając na siebie uwagę Mustanga.
- Nie mam zezwolenia na palenie rozkazów czy papierów, więc musiałem zadowolić się całą resztą – wyjaśnił starszy mężczyzna, dąsając się odrobinę.
- Ale dlaczego w ogóle to robić? – zapytał wyraźnie zdezorientowany Al. W ramach wyjaśnień Roy podał Edowi kopertę zawierającą przeznaczone dla niego wytyczne.
Major Edward Elric
Stalowy Alchemik
Wraz z pułkownikiem Mustangiem wysłany jesteś pod przykrywką na cały rok szkolny do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, aby ochraniać Harry'ego Pottera i prowadzić badania naukowe dotyczące magii. Wasza dwójka udawać będzie ojca i syna, jak również nauczyciela i ucznia. Alphonse Elric, jako iż nadal wraca do zdrowia i nie należy do wojska, nie może Wam towarzyszyć, acz może odwiedzać Was w święta. W załączniku zamieszczone są bardziej szczegółowe informacje. Nie niszczcie tych rozkazów i nie obrażajcie jeden drugiego. Obejmuje to także komentarze odnośnie wzrostu i deszczu. Macie trzy miesiące na przygotowania i przyzwyczajenie się do czarodziejskich sposobów.
Fuhrer Grumman
Edward mógł zrozumieć teraz, dlaczego Mustang miał ochotę siać dokoła zniszczenie; on sam kopnął z całej siły kosz na śmieci, przez co Alphonse podskoczył.
- Cholera! Magia? Poważnie? – stwierdził drażliwie Ed.
- Najwidoczniej dyrektor tej szkoły chce dla chłopaka szczególnej ochrony. Grumman powiedział mi, że ten człowiek gotowy jest zademonstrować nam magię, kiedy tylko skończymy omawiać twoje rozkazy – odpowiedział Mustang. – Mnie również się to nie podoba, bo bądź, co bądź jestem alchemikiem. Zgadzam się, że magia nie powinna istnieć, lecz moglibyśmy mimo wszystko przyjąć tę misję.
- Dobra – prychnął Ed. Wtem uśmiechnął się, przyciągając skonsternowany wzrok brata. – Cóż, przynajmniej powinno być to interesujące.
- O czym mówisz? – zapytał w końcu Al., zniecierpliwiony niewiedzą. Przyjął z wdzięcznością podane mu przez Eda rozkazy, aby mógł w pełni zrozumieć.
- Powodzenia w nie obrażaniu się nawzajem – zaśmiał się, skończywszy. Wiedział, że ci dwaj alchemicy o ognistych temperamentach będą mieć, zważywszy na ich skłonność do kłótni, najprawdopodobniej ciężkie czasy podczas udawania ojca i syna. Bardzo ciężkie. Jego nie do końca niewinny komentarz sprawił, że Ed i Roy zmarszczyli brwi. – Będę za tobą tęsknił, braciszku.
- Ja za tobą też, Al – odparł ze smutnym uśmiechem Edward.
Aby wystawiać komentarze do moich opowiadań nie trzeba być zarejestrowanym na portalu ff. Wystarczy kliknąć o to na dole, tuż pod rozdziałem ^^ Będę wdzięczna za jakiekolwiek komentarze, ponieważ chcę wiedzieć, jak idzie mi pierwsze tłumaczenie.
x]
