Wielka Sala była przepełniona, ale Calowi udało się przecisnąć przez tłumy i dojść do pierwszych rzędów, akurat by zająć ostatnie wolne miejsce siedzące na sali. W chwili, gdy usiadł na miejscu, zabił dzwon.
Uroczystość zaczęła się. Ze wszystkich stron zaczęli pojawiać się wykładowcy, mający nadzorować składanie przysiąg oraz przyjmowanie uczniów. Młody Dal Salan dostrzegł wśród nich swojego brata. Benjy uśmiechał się do niego złośliwie, jakby mając nadzieję, że w ostatniej chwili zrezygnuje z chęci nauki fachu Patentowanego Złodzieja.
O nie... Nie dam ci tej satysfakcji, Benjy.
Dyrektor zaczął wyczytywać listę. Ceratine, Cilan De Volaille, Cuvette (poważnie?!), i w końcu...
-Dal Salan, Caliban- wykrzyknął mężczyzna, rozglądając się. Nauczyciele zaczęli szeptać między sobą- w końcu Cal był już siódmym Dal Salanem, który w tym stuleciu chciał zostać Patentowanym Złodziejem.
Szarooki wystąpił spośród kandydatów, i choć wielu przyglądało mu się z zaciekawieniem, ignorował ich. Podszedł do grona pedagogicznego (powinno się chyba nazywać winogronem) i stanął w szeregu wraz z pozostałymi wyczytanymi. Kiedy wszyscy kandydaci zostali wyczytani, Benjy wstał.
-Szanowni kandydaci! Dzisiejszy dzień na zawsze pozostanie w waszej pamięci- przekroczyliście próg tej szkoły z nadzieją na zostanie w przyszłości Patentowanymi Złodziejami. Ale pamiętajcie, że koniec końców zaledwie garstka dotrwa do ostatniego roku nauki. Uczcie się pilnie, a zostaniecie nagrodzeni. W przeciwnym wypadku wylecicie stąd zanim zdążylibyście mrugnąć okiem- w tej chwili niezauważalnie spojrzał się na brata.
Cal popatrzył mu w oczy. Nie wylecę stąd tak łatwo. Nawet jeżeli ty mi będziesz w tym pomagał.
