Od tłumacza: Dość długo nie aktualizowałem tłumaczenia, niestety miałem w tym czasie wiele spraw na głowie. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały zdołam przetłumaczyć szybciej. Jak zwykle polecam oryginalne opowiadania Kevina (kb0).


Rozdział 2: W ogień

(czwartek, 24 listopada)

Harry stał w namiocie, czekając na swoją kolej, która miała za chwilę nadejść. Rozmyślał o wydarzeniach kilku ostatnich dni, byle tylko nie zastanawiać się nad tym, co miało się zaraz wydarzyć.

Choć prowadzone wspólnie z Hermioną badania nad smokami nie przyniosły pożytku, następnego dnia znalazł sposób, który prawdopodobnie pomoże mu przedostać się obok smoka. Gdy powiedział Cedrykowi o smokach, profesor Moody doradził mu niemal wprost, żeby poradził sobie z pierwszym zadaniem lecąc na miotle. To sprawiło, że Harry zaczął szaleńczo pracować nad Zaklęciem Przywołania, aż do wczesnych godzin tego poranka. Ku jego radości mógł już je rzucić całkiem dobrze. Wiele zawdzięczał Hermionie i jej cierpliwości, zwłaszcza że teraz potrafił przywoływać przedmioty lepiej niż ona.

W końcu usłyszał swoje nazwisko i wyszedł z namiotu na swoją próbę, swoją chwilę prawdy, albo po prostu na swoją bolesną śmierć. Próbując otrząsnąć się z tej myśli, skupił się na wyjściu na małą arenę, gdzie już czekał na niego przyczajony rogogon węgierski. Wydawał się znacznie większy niż kilka nocy temu, gdy Harry obserwował go ukryty pod peleryną. Odetchnął głęboko, by uspokoić nerwy, wyciągnął różdżkę i zawołał:

- Accio błyskawica!

Robił co mógł, by stać spokojnie i nie zdenerwować smoka. Miał też nadzieję, że nikt nie zamknął drzwi do jego dormitorium, które zostawił wcześniej uchylone. Po kilku nerwowych chwilach usłyszał z ulgą świst czegoś, co zbliżało się z dużą prędkością. Obrócił się, chwycił swoją błyskawicę i dosiadł jej, startując w niebo. Poczuł się znów normalny, bo latał – życie było piękne. Z uśmiechem rozpoczął swoje zadanie – zadanie, które, jak powiedziała mu potem Hermiona, miało potrwać niemal dziesięć wyczerpujących minut.

Z ulgą po zakończeniu zadania i uszkodzonym ramieniem, jedyną raną po otarciu się o śmierć, Harry wylądował trzymając w ręku złote jajo. Owacja była gigantyczna, ale pani Pomfrey wyprowadziła go, by uleczyć jego ramię, więc nie wyłapał nic konkretnego. Kiedy wrócił na arenę po swoje wyniki, trójka jego najlepszych przyjaciół już na niego czekała.

Kiedy jego wynik został ogłoszony, Hermiona podskoczyła w miejscu, a potem go uściskała.

- Zrobiłeś to, Harry i jesteś ex-equo na pierwszym miejscu!

Kiedy go wypuściła, podszedł do niego Neville i poklepał go po plecach.

- Gratulacje Harry! To było imponujące.

Zanim się zorientował co się dzieje, Ginny rzuciła się na niego i uściskała go.

- Byłeś niesamowity i najlepszy z nich wszystkich. Masz tak mało punktów tylko dlatego, że Karkarow nie chciał dać ci tego, na co zasługujesz – Ginny wyraźnie zamierzała kontynuować, ale pojawiła się kolejna osoba, więc Harry odsunął się od niej lekko, by obrócić się i zobaczyć kto to.

Ron stał i patrzył się wściekle, ignorując wszystkich poza swoim dawnym przyjacielem.

- Harry, myślałem, że cię przeproszę, ale chyba udowodniłeś, że miałem rację. Jeśli mogłeś przedostać się obok smoka, musiałeś wrzucić swoje imię do Czary.

Z wściekłym spojrzeniem dodał:

- I trzymaj się z dala od mojej siostry. Nie jesteś jej godny.

Rzucił jeszcze jedno spojrzenie i szybko się oddalił.

Harry musiał trzymać Ginny, by powstrzymać ją przed rzuceniem klątwy na brata, podczas gdy Hermiona i Neville tylko patrzyli z niedowierzaniem za swoim przyjacielem.

- Nie martw się o niego Ginny – powiedział jej Harry do ucha. – Niech robi z siebie dupka, jeśli chce. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i będziemy zawsze stali przy tobie.

Zbladła. Harry zorientował się, że to stwierdzenie uderzyło ją niemal z fizyczną siłą.

- Harry, po tym wszystkim co on ci zrobił w tym roku, to ja powinnam ci mówić coś takiego.

Westchnął i spojrzał na pozostałą dwójkę przyjaciół, którzy bacznie mu się przyglądali.

- Nie zaprzeczę, że to co powiedział boli, ale wiem, że wasza trójka jest moimi prawdziwymi przyjaciółmi, a to dużo dla mnie znaczy.

Cała czwórka popatrzyła po sobie, po czym jednocześnie uśmiechy powoli pojawiły się na ich twarzach. To było ciche przyrzeczenie przyjaźni, niezależnie od okoliczności.

- Hej – zawołał Neville. – Słyszałem, że ma być impreza w pokoju wspólnym. Wbijamy na nią.

- W porządku – powiedział Harry. – Potem muszę napisać do Wąchacza i powiedzieć mu co się stało. Wiem, że będzie zadowolony.

- Ja muszę napisać do mamy – stwierdziła cicho Ginny. – Musi wiedzieć jakim palantem jest mój brat – potem jej twarz pojaśniała. – Musi też wiedzieć jaki byłeś wspaniały, Harry. Latałeś niesamowicie, a Krum powinien się martwić, że pokonasz go w Quidditcha.

Na myśl, że wielki Wiktor Krum mógłby się przejąć, wszyscy się roześmiali, po czym powoli poszli w stronę zamku.

Impreza była świetna, nie licząc chwili, kiedy Harry niemal rozerwał wszystkim bębenki, kiedy otworzył jajo. Skrzeczenie było tak okropne i tak głośne, że wszyscy stojący w pobliżu mogli nic nie mówić albo się wydzierać, wyszłoby na to samo. Najlepszą częścią imprezy był fakt, że przynajmniej jedno z jego prawdziwych przyjaciół było blisko niego. Być może to tylko jego wyobraźnia, ale Ginny zdawała się być w pobliżu najczęściej i z jakiegoś powodu nawet mu się to podobało.


(czwartek, 8 grudnia)

Niemal trzy tygodnie przez Bożym Narodzeniem profesor McGonagall skończyła swoją lekcję transmutacji z czwartoroczniakami kilka minut wcześniej.

- Klaso, mam ogłoszenie. Będziemy kontynuować jeszcze jedną tradycję Turnieju Trójmagicznego, przez wzięcie udziału w Balu Bożonarodzeniowym pierwszego dnia świąt wieczorem.

Chłopcy jęknęli ze zgrozą, a dziewczęta westchnęły z zadowoleniem, niemal bez wyjątku.

- Rozpocznie się o ósmej wieczorem i potrwa do północy. Wszyscy możecie wziąć w nim udział, jako że jest otwarty dla uczniów z czwartego roku i starszych, choć osoby z niższych lat mogą przyjść, jeśli zaprosicie ich jako waszą parę. Choć nie potrzebujecie pary, by przyjść na bal, odkryjecie, że jest to znacznie przyjemniejsze, jeśli z kimś przyjdziecie.

Dźwięk dzwonka zakończył lekcję.

- Panie Potter? Proszę zostać na moment. Wszyscy inni mogą iść.

Harry powiedział swoim przyjaciołom, że złapie ich później.

- Tak, pani profesor?

- Panie Potter, proszę upewnić się, że będzie miał pan partnerkę.

- Partnerkę? Nie rozumiem.

- Partnerkę do tańca, panie Potter. Tradycyjnie zawodnicy zaczynają bal pierwszym tańcem. Proszę upewnić się, że będzie pan tam ze swoją partnerką, bo nie może pan przynieść wstydu Hogwartowi i domowi Gryffindora. Teraz proszę się udać na następną lekcję.

- T… tak, p.. pani profesor – zdołał jedynie wyksztusić zszokowany Harry, zanim wyszedł na eliksiry.

Był wciąż w takim szoku, że kompletnie zepsuł eliksir, który robili tego dnia i otrzymał szlaban tego wieczora. Nie był zadowolony.

Po eliksirach zaczął myśleć o balu i o tym, kogo mógłby zaprosić. Zorientował się, że to bardzo ważne pytanie, bo nagle zaczął dostrzegać ogromną liczbę spojrzeń, którymi obdarzały go dziewczyny. Nawet on, który niewiele wiedział o przeciwnej płci, po ogłoszeniu McGonagall zdawał sobie sprawę o co im chodzi. Spojrzenia, chichoty i szepty wokół niego od razu to zdradzały.

To sprawiło że przypomniał sobie coś, co powiedziała mu Hermiona, gdy kilka dni wcześniej byli w bibliotece. Po raz kolejny zauważyła, że Krum tam jest i zdaje się ich obserwować, zanim jego fanki wyszpiegowały go i zaczęły się tłoczyć wokół sławnego gracza Quidditcha.

- Popatrz na nie – powiedziała Hermiona. – Lubią go tylko dlatego, że jest sławny.

W tej chwili Harry czuł się tak samo, choć całe swoje życie musiał zmagać się z innymi formami popularności, głównie z powodu swojej blizny. Naprawdę chciał partnerki, która będzie go traktować jako „zwykłego Harry'ego", a nie „sławnego Harry'ego Pottera", ale wiedział, że nawet część ludzi, których uważał za przyjaciół nie byłaby w stanie tego zrobić, a co dopiero ktoś nowy.

W Wielkiej Sali zajął wolne miejsce między Deanem i Nevillem, naprzeciwko Hermiony. Dean zaczął mówić o Balu i, naturalnie, wszyscy zaczęli się zastanawiać co może się tam stać.

- Harry, co chciała profesor McGonagall po lekcji? – spytała Hermiona, kiedy rozmowa zamarła.

- A, powiedziała, że muszę mieć partnerkę. Zawodnicy rozpoczynają tance na balu – powiedział nerwowo. Hermiona wydawała się zainteresowana tą informacją, co od razu sprawiło, że ponownie zaczął się zastanawiać kogo mógłby wziąć.

Obracając się w lewo, by przedyskutować problem z Nevillem, zauważył, że Ginny wchodzi do sali z trzema koleżankami. To przypomniało mu o czymś innym, na co zwrócił tego dnia uwagę.

- Neville? – zapytał cichym głosem, by nie usłyszała go Hermiona, która przeglądała jakieś notatki z lekcji. – Zauważyłeś, że dziewczyny mają w zwyczaju podróżować stadami? Jak mamy je zapytać, skoro nie możemy ich oddzielić?

- Nie wiem, Harry. Ale zgadzam się, to będzie trudne. Może po prostu pójdę jako singiel, wtedy nie będę się musiał o to martwić – Neville wzruszył ramionami i przebił swojego kurczaka.

Harry też się nad tym zastanawiał, ale wiedział już od McGonagall, że nie ma takiej opcji. Z westchnieniem kontynuował cichą rozmowę.

- Neville? Mam pomysł i chciałbym żebyś powiedział co o tym myślisz. Mamy mała grupkę bliskich przyjaciół i jest nas czwórka. Tak się składa, że jest nas dwóch i one dwie. Co powiesz, żebyśmy to utrzymali? Jeśli zaprosisz Hermionę albo Ginny, ja zaproszę drugą.

Neville zakrztusił się lekko i Harry musiał zdzielić go w plecy. Zobaczył, że Hermiona patrzy na niego z dziwnym wyrazem twarzy, więc obrócił się z powrotem do talerza. Kiedy odwróciła się do Parvati, która ją zagadała, Harry ponownie spytał:

- Co powiesz Neville? Którą chciałbyś zaprosić?

Neville skończył smarować masłem swoją bułkę, jednocześnie zastanawiając się nad odpowiedzią. Spojrzał na drugą stronę stołu, by upewnić się, że Hermiona dalej rozmawia z Parvati i nie usłyszy go i wyszeptał:

- Wolałbym zaprosić Hermionę. Poza tym myślę, że Ginny coś do ciebie czuje.

- Naprawdę? – spytał Harry. – Cóż, wiem, że kiedyś tak było. Myślisz, że dalej tak jest?

- Tak, tak myślę.

- Hmm, dobra, w takim razie ustalone. Powinieneś spytać ją jak najszybciej, zanim zrobi to ktoś inny. Ja zaproszę Ginny, jak tylko znajdę ją samą – Harry spojrzał na dalszą część stołu i zobaczył, że Ginny już poszła. Z westchnięciem frustracji Harry zorientował się, że za dziesięć minut zaczyna szlaban i raczej nie znajdzie Ginny tego wieczoru.

Zanim Harry wrócił do wieży Gryffindora była już jedenasta wieczorem i w pokoju wspólnym nie było nikogo poza paroma siódmioroczniakami. Klnąc pod nosem poszedł na górę się przespać. Ostatnią rzeczą, o której pomyślał, było jak głupi jest ten cały Bal.


(piątek, 9 grudnia)

Dzięki swoim nerwom następnego ranka Harry wstał godzinę wcześniej. Choć był nieco zmęczony, przypuszczał, że powinien być zadowolony, bo był zdeterminowany, żeby to załatwić i znów być normalnym. W końcu jeśli mógł zmierzyć się z wielkim Rogogonem Węgierskim, na pewno mógł stanąć twarzą w twarz z drobną rudowłosą dziewczyną.

Przeklinając w głowie Bal i wszystko co musiał w związku z nim robić, czekał w pokoju wspólnym, obserwując schody do dormitoriów dziewczyn. Ponad połowa domu poszła już na śniadanie, kiedy zobaczył jak ona schodzi, choć z przyjaciółką. Ponieważ była to tylko jedna dziewczyna, Harry poczuł przypływ odwagi i zdecydował się mimo wszystko zaatakować. Była na trzecim roku, więc wątpił, żeby wielu innych chciało ją zaprosić, ale wiedział, że musi zrobić to tak szybko, na wypadek gdyby mylił się co do innych chłopaków z czwartego roku – zwłaszcza biorąc pod uwagą, jak Ginny była ładna.

Wstał i podszedł do nich, gdy zamierzały przejść przez dziurę za portretem.

- Hej, Ginny? Mogę chwilkę z tobą porozmawiać?

Mandy popatrzyła na swoją przyjaciółkę i zachichotała z szerokim uśmiechem:

- Zobaczymy się na śmie daniu… może – zachichotała jeszcze raz i zostawiła ich samych.

Harry popatrzył na lekko zarumienioną Ginny i spytał:

- Czy… czy moglibyśmy podejść tutaj, gdzie będziemy mogli porozmawiać prywatnie?

Nie był pewien jak to przetrwa, ale planował zaprosić ją niezależnie ile go to będzie kosztowało.

Zaprowadził ją w róg pokoju, gdzie nikt nie mógł na nich wpaść przypadkiem i oparł się ręką o ścianę, częściowo odgradzając ją od reszty.

- Ginny, ja, ummm, ja miałem taki pomysł…

Ginny nie była pewna co się dzieje, ale miała nadzieję, że Mandy miała rację i Harry zamierza zaprosić ją na Bal. Było też coś takiego w jej pozycji w rogu, z Harrym nachylającym się i zamykającym ją tam, co przyprawiało ją o dreszcz radości. Wyglądało, jakby jej pragnął, jakby chciał jej jako kogoś więcej niż bliską przyjaciółkę. Robiła co w jej mocy, by powściągnąć nadzieję i czekać cierpliwie, podczas gdy on starał się zebrać myśli.

- Więc ja, ummmm, chciałbym, żebyś wiedziała, że, ummmm, to znaczy, będę zaszczycony, jeśli, ummmm….

- Hej! Co ty robisz mojej siostrze?!

Ginny zobaczyła, jak twarz Harry'ego przybiera zdeterminowany wyraz, który jednocześnie ją zauroczył i wystraszył. Zobaczył, jak obraca się w miejscu i z wyciągniętą różdżką staje twarzą w twarz z jej bratem-palantem. Zastanawiała się jak to zrobił, skoro nie widziała jak wyciąga różdżkę, a zdecydowanie nie trzymał jej w ręku zanim im przeszkodzono.

- Ron, odwal się, to jest prywatna rozmowa – powiedział Harry cichym, ale naładowanym emocjami głosem. Ginny zorientowała się, że Harry zamierza to zrobić i nikt go nie powstrzyma. Był co do tego zdeterminowany.

- Odsuń się od niej ty kretynie! Nie pozwolę ci jej wykorzystać!

Gdy Ron zaczął atakować, stało się oczywiste, że Harry nie pozwoli mu się wywinąć. Ginny nie była pewna, czemu jest tak zniecierpliwiony, ale Ron był dupkiem w tym roku zdecydowanie za długo. Różdżka Harry'ego została wprawiona w ruch i zakreśliła wzór, podczas gdy Ginny usłyszała jak mruczy:

- Petrificus Totalus.

Kończyny Rona zdrętwiały i przewrócił się, ale Ginny nie żałowała go, mimo głośnego dźwięku, który rozbrzmiał, gdy upadł na plecy, uderzając o ziemię. Jednocześnie była rozbawiona, że Harry nie zwrócił uwagę na małą widownię, która zebrała się wokół nich, tylko ponownie odwrócił się do niej.

Gdy patrzyła jak chowa z powrotem różdżkę i przeczesuje włosy palcami lewej dłoni, jej serce zaczęło bić szybciej.

- Na czym to ja skończyłem?

Nie miała pojęcia, jak rozmowa z nią może go tak peszyć, ale widziała jego determinację, by to zrobić, nawet gdyby miało go to zabić.

Ginny niemal nie usłyszała pytania, bo była za bardzo zajęta obserwowaniem jak mierzwi swoje włosy, lecz w końcu spojrzała w jego szmaragdowo zielone oczy. Wiedziała, że znów się rumieni, ale miała nadzieję, że jedynie nieznacznie.

- Mówiłeś, że byłbyś czymś zaszczycony – podpowiedziała.

- A, tak, w porządku. Mogę to zrobić – wymruczał do siebie, zanim oparł się ponownie jedną ręką o ścianę. Biorąc głęboki oddech zaczął jeszcze raz: – Ginny, chciałem ci powiedzieć, ummmm, że byłbym zaszczycony, bardzo zaszczycony, gdybyś zechciała, ummm, pó…

- Ginny!

- Czy on ci dokucza?

- Bo możemy się nim zająć dla ciebie.

Ich głosy brzmiały niemal tak samo zaborczo jak Rona.

- Niech to szlag! – zaklął Harry i ponownie się obrócił.

Ginny zobaczyła, że Harry trzyma w ręku swoją różdżkę, choć ponownie nie miała pojęcia jak zdołał wyjąć ją tak szybko. Tym razem nie próbował rozmawiać z tymi, którzy im przeszkodzili, nie licząc dialogu za pomocą różdżki. Usłyszała „Stupefy! Stupefy!" Jego trening z grupą dawał efekty. Widziała, jak jej bliźniaczy bracia padają na podłogę. Zaczęła wyciągać własną różdżkę, bo dwóch na jednego było nieco nieuczciwe, ale zorientowała się, że Harry nie potrzebuje jej pomocy, więc wsunęła ją z powrotem w szatę.

Ginny i Harry zobaczyli, jak Lee Jordan patrzy na Harry'ego, potem na bliźniaków leżących pod jego stopami na podłodze.

- Też chciałbyś nam przeszkodzić? – spytał Harry komentatora Quidditcha z żarem w głosie.

Widząc trzech Weasley'ów na podłodze Lee zbladł lekko, mimo swojej ciemnej karnacji i zrobił krok w tył unosząc ręce.

- Eee, nie Harry, nie, wcale, w porządku. Ja tylko szedłem na śniadanie i, ummmm, myślę, że będę już szedł – Ginny patrzyła, jak Lee szybko zmyka przez dziurę w za portretem.

Ginny spojrzała na Harry'ego w samą porę, by ujrzeć jak bierze kolejny głęboki oddech, zanim ponownie odwrócił się do niej. Ginny wiedziała, że nie słyszy lekkiego chichotu z drugiej strony pokoju. Robiła co w jej mocy by stać spokojnie z uśmiechem na twarzy i użyczyć mu siły, by tym razem zdołał skończyć.

Harry był zauroczony, bo jej anielski uśmiech sprawił, że nagle był bardzo zadowolony, że Neville chciał zaprosić Hermionę. Zdecydowanie wolał Ginny z jej długą grzywą włosów i wesołym uśmiechem.

- W porządku, jeszcze raz. Ginny, byłbym zaszczycony, gdybyś poszła ze mną na Bal Bożonarodzeniowy – nie mógł uwierzyć, że wydobył to z siebie na jednym oddechu, ale w końcu zadał to pytanie. Widział, jak jej uśmiech staje się jeszcze szerszy i wyglądało to tak, jakby szczęście rozświetliło całą jej twarz.

- Harry, z przyjemnością pójdę z tobą na Bal!

- Naprawdę?

- Tak! Dlaczego nie? Nie tylko jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale byłeś też niesamowity radząc sobie z moimi braćmi w taki sposób.

- To nie było nic wielkiego. Czego bym nie zrobił dla najważniejszej kobiety w moim życiu?

Kiedy jej oczy rozszerzyły się i usłyszał jak wciąga gwałtownie powietrze, zorientował się co powiedział. tylko zaskoczenie własną głupotą pozwoliło mu nie zmieniać wyrazu twarzy. Jak miał jej powiedzieć, że wstawiłby się za każdym przyjacielem, a ona była po prostu jego najlepszą przyjaciółką? Kiedy próbował znaleźć zgrabne wyjście ze swojej pomyłki, Ginny rzuciła się na niego, zarzucając mu ramiona na szyję i poczuł jej usta na swoich. Jej kwiatowy zapach zaatakował go z niemal taką samą siła jak jej usta. Nie wiedząc co tak naprawdę ma zrobić, położył ręce na jej talii i zrobił co mógł by ją naśladować. Zaczął też sobie zdawać sprawę, jak jej ciało przyciska się do niego.

Kiedy pocałunek się zakończył, trzymał ja wciąż blisko siebie, nieco zaskoczony tym, że jego ramiona mocno ją obejmowały. Mógł myśleć tylko o tym, że ta cała sprawa z całowaniem była cholernie fajna. Był głupi myśląc, że może się od tego wymigać. Opuścił głowę i pocałował ją jeszcze raz. To był zwykły pocałunek, ale i tak miał w sobie namiętność.

Kiedy się rozdzielili, żołądek Harry'ego, ku jego zawstydzeniu, głośno zabulgotał. Jednak Ginny tylko się roześmiała.

- Co powiesz, żebyśmy poszli na jakieś śniadanie, najważniejszy mężczyzno w moim życiu?

Uśmiechnął się do niej cielęco i powiedział:

- W porządku, co tylko chcesz.

Wiedząc, że tak robią starsi chłopcy, wziął ją za rękę i zaczął wyprowadzać z wieży, zastanawiając się mimochodem jak długo będzie miał na twarzy ten szeroki uśmiech.

Ginny obejrzała się i zobaczyła, że dwoje pierwszych obserwatorów wciąż tam było, choć dołączyło do nich kilkoro innych. Kiedy przechodzili nad Fredem i Georgem spojrzała na swojego nowego chłopaka i poprosiła:

- Zaczekasz na mnie chwilkę na półpiętrze? Muszę coś załatwić.

Spoglądając w dół stwierdził:

- Jeszcze przez chwilę nie będą ci przeszkadzać.

- To kobieca sprawa, Harry. Na jedną krótką chwilkę, proszę.

Obdarzył ją kolejnym cielęcym uśmiechem, a ona poczuła, że robi to samo. Potem uściskał ją i przeszedł przez dziurę za portretem.

Ginny podeszła do schodów prowadzących do żeńskich dormitoriów. Trzy z pięciu dziewczyn odeszły z uśmiechami na twarzach. Ginny spojrzała na pozostałe dwie, które wyglądały jak uderzone różdżką szczęśliwości, sądząc po rozmarzonych wyrazach twarzy.

- Mogę porozmawiać z wami później? Potrzebuję rady, a nie mam starszej siostry do pomocy.

Angelina i Alicia spojrzały na siebie, zanim obróciły się do Ginny.

- Pomocy w czym? – spytała dziewczyna z dredami.

- Teraz, kiedy mam chłopaka, zorientowałam się, że jest mnóstwo rzeczy, których nie wiem, a których nigdy nie powiedziałaby mi moja mama. Chcę poznać, jak robi się różne rzeczy, na przykład różne sposoby całowania.

Obie dziewczyny zapiszczały, zupełnie nie jak damy.

- Bardzo chętnie – powiedziała Alicia. – Mam tylko starszego brata i zawsze chciałam młodszą siostrę.

- Ja też – zgodziła się Angelina. – Jestem jedynaczką i chętnie będę starszą siostrą. Przyjdź do naszego pokoju jak już pocałujesz Harry'ego na dobranoc. Zrobimy sobie długą rozmowę.

Obie ścigające roześmiały się lekko i szybko uściskały Ginny.

- Lepiej już idź – powiedziała Angelina. – Harry czeka i wydaje mi się, że Fred zaczyna się ruszać. Opóźnimy ich dla ciebie.

Ginny pożegnała się z nimi z wdzięcznością i znalazła Harry'ego, który czekał na nią tuż za portretem. Trzymając się za ręce i uśmiechając do siebie zeszli na śniadanie. To, że trzymali się za ręce nie uszło uwagi, kiedy weszli do Wielkiej sali, Ginny słyszała szepty, gdy szli zająć swoje miejsca. Koło Hermiony i Neville'a były dwa puste krzesła, bo reszta stołu wiedziała, że ta czwórka zawsze siedzi razem.

- I co? – spytała Hermiona, spoglądając znacząco na ich połączone ręce.

Ginny tylko uśmiechnęła się i skinęła głową.

- To wspaniale, Ginny.

- Co? – spytał Neville, spoglądając znad swojego śniadania.

- Harry zaprosił ją na Bal – ogłosiła Hermiona.

- Zgadza się, ale to nie wszystko. Poprosił też, żebym została jego dziewczyną.

Hermiona wydała dźwięk, który zabrzmiał prawie jak pisk.

- Ginny, tak się cieszę! Musisz być szaleńczo szczęśliwa.

Ginny energicznie pokiwała głową, wiedząc, że do wieczora jej twarz zacznie ją boleć od zdecydowanie zbyt częstego uśmiechania się. W pewien sposób spełniło się jedno z jej największych marzeń i była teraz dziewczyną Harry'ego Pottera. Potrząsnęła głową, by zebrać myśli i opowiedziała Neville'owi i Hermionie skróconą wersję tego, co stało się rano.

Hermiona odwróciła się i obrzuciła jej przyjaciela krzywym spojrzeniem.

- Harry? Musiałeś to robić? Wiesz, że to sprawi, że będzie ci się trudniej pogodzić z Ronem.

Harry machnął wolną ręką.

- Miałem misję i nie mogłem pozwolić, żeby coś przeszkodziło w jej wypełnieniu. Poza tym Ginny nie wydawała się mieć cokolwiek przeciwko – powiedział im, a na jego twarzy pojawił się kolejny cielęcy uśmiech. Ginny zastanawiała się chwilę, czy Harry'ego też będzie wieczorem bolała twarz.

- Chłopaki – wymruczała Hermiona, wracając do swojego śniadania. W tej chwili Ginny nie podzielała zdania przyjaciółki i wciąż siedziała z zadowolonym uśmiechem. Rozglądając się zobaczyła swoją przyjaciółkę Mady, która siedziała nieco dalej, uśmiechała się i machała do niej.

Neville był zaskoczony tym co zrobił Harry. Wiedział, że Harry chce zaprosić Ginny na Bal, ale decyzja, by poprosić ją o chodzenie była niespodziewana. Z drugiej strony Harry ucichł, kiedy dyskutowali czy wciąż się podoba Ginny, może Harry był nią zainteresowany i po prostu wykorzystał okazję. Kiedy Hermiona i Ginny nie zwracały na nich przez chwilę uwagi, spojrzał pytająco na Harry'ego, mając nadzieję na jakąś wskazówkę. Harry tylko uśmiechnął się i wzruszył ramionami, co specjalnie Neville'owi nie pomogło. Kiedy zastanawiał się, co Harry miał na myśli, zorientował się, że ten daje mu bardzo znaczące spojrzenie, a potem skinął głową w stronę Hermiony.

Neville otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Harry tylko skinął głową i ponownie wskazał na Hermionę. Neville zobaczył, że Ginny odwróciła się w ich stronę, wciąż z szerokim uśmiechem, i zaczęła nakładać sobie śniadanie. Rozbawiony Neville zobaczył, że nakład też na talerz Harry'ego, ale potem Harry wysłał mu znaczące spojrzenie, poparte kolejnym skinięciem w stronę Hermiony. Biorąc głęboki oddech Neville zebrał w sobie tyle odwagi, ile tylko mógł.

- H… H… Hermiona? – Neville starał się nie myśleć o tym, jak mocno jego serce tłucze się w klatce piersiowej.

- Pó… pójdziesz ze mną? – wreszcie, powiedział to z ulgą, że ma już to za sobą. Miał nadzieję, że Hermiona powie tak, ale dręczący głos gdzieś z tyłu głowy wciąż przypominał mu, że ona może powiedzieć nie.

- Co?

Neville poczuł, jak jego odwaga zaczyna odpływać. Nie był pewien, czy Hermiona jest zmieszana, zaskoczona czy zła. Sięgnął w dół i mocno przytrzymał się krawędzi ławki, wiedząc, że od siły uchwytu pobielały mu kłykcie.

- Na… na B.. Bal. Pó… pójdziesz ze… ze… ze mną?

Twarz Hermiony natychmiast pojaśniała.

- Neville, z przyjemnością pójdę z tobą na Bal. Dziękuję.

Jego wiara w siebie, którą zyskał w ciągu ostatnich sześciu tygodni poszybowała na nowe wyżyny, podnosząc się z okolic stóp, w które spadła przed chwilą.

- Super! Dzięki!

- Jestem pewna, że będziemy się świetnie bawić – powiedziała mu z uśmiechem. Musiał użyć całej swojej siły woli, by nie mieć na twarzy takiego samego dziwnego uśmiechu jak Harry, jedynie siedział i pławił się w jej odpowiedzi, podczas gdy ona rozmawiała z Ginny o Balu.

Kiedy cała czwórka skończyła jeść i zbierała się do odejścia, podeszli do nich Fred i George.

- Harry, staruszku, spokojnie. Przychodzimy w pokoju – zapowiedział Fred.

- Tak, nie ma powodów do gwałtownych zachowań – poparł go drugi bliźniak, trzymając ręce na widoku.

- Mamy tylko jedno proste pytanie do ciebie, Gin-Gin.

- Jesteś z tego zadowolona? Nikt cię nie zmusza?

- To dwa pytania – zauważyła Ginny, a Neville zwrócił z rozbawieniem uwagę, że dalej się uśmiechała.

- Myślę, że tak…

- Ale jest nas dwóch, więc po jednym od każdego.

Neville przywykł do dziwnej dynamiki Weasley'ów, ale dziwne było widzieć bliźniaków tak poważnych, podczas gdy Ginny wydawała się zupełnie beztroska. Neville patrzył, jak odwraca się od bliźniaków, by uśmiechnąć się do Harry'ego.

- Bardzo i nie. Zadowoleni?

- W porządku. Harry, przepraszamy za to nieporozumienie w pokoju wspólnym…

- Ale z miejsca gdzie staliśmy wyglądało to, jakbyś trzymał ją tam wbrew jej woli.

- Właściwie na początku nie planowaliśmy zrobić niczego poważnego, mimo naszego brata-kretyna na podłodze.

- Byliśmy po prostu zatroskani w normalny, braterski sposób.

Giny odwróciła się gwałtownie do braci i zmrużyła podejrzliwie oczy.

- Jak to możliwe, że jesteście tacy mili?

- No cóż, wiesz Gin-Gin, jesteś naszą ulubioną siostrą.

- Dokładnie, chcieliśmy tylko upewnić się, że jesteś szczęśliwa.

- Acha. I nie przypuszczam, że Angelina i Alicia, które tam stoją i obserwują jak rozmawiacie z waszą jedyną siostrą miały coś z tym wspólnego, prawda? – Ginny kontynuowała swoje przesłuchanie, a Neville z rozbawieniem zobaczył, że tym razem to bliźniacy czują się nieswojo.

- No, być może, trochę nam wyjaśniły, co stało się dzisiaj rano, zaczynając od Rona.

- No i jeszcze obiecały, że pójdą z nami na Bal, jeśli będziemy dla was mili – dodał drugi z bliźniaków z uśmiechem.

- Jeśli o Ronie mowa, to gdzie on jest? – spytał Harry, wyraźnie chcąc mieć na niego oko.

- A, ta sprawa. Ron słyszał, jak zapraszasz Ginny na Bal i prosisz, żeby została twoją dziewczyną. Przekonaliśmy go, że powinien zostawić was w spokoju i zabraliśmy go na śniadanie do kuchni.

- Nie powinieneś mieć już z nim problemów, ale nie spodziewaj się, że zacznie z tobą rozmawiać.

Harry zastanowił się przez chwilę nad wszystkimi ukrytymi znaczeniami w tym co mówili bliźniacy. Zorientował się jednak, że tak naprawdę nic to nie zmienia i tylko westchnął.

- W porządku – stwierdził spokojnie. – I dzięki za pomoc, chłopaki.

- Nie ma sprawy, Harry – usłyszał w stereo, wspartym dwoma jednakowymi uśmiechami.

- To naprawdę było tylko nieporozumienie – zapewnił jeden z bliźniaków.

- Dobra wszyscy – zawołała Hermiona, wstając. – Czas iść na lekcje.

Wszyscy pozostali także zaczęli się ponosić. Przy wyjściu z Wielkiej Sali Harry pocałował szybko Ginny w policzek, po czym każde z nich poszło w swoją stronę na lekcje.

W sumie, zdaniem Harry'ego, ten dzień potoczył się naprawdę dobrze. Miał co prawda pewne problemy z koncentracją na lekcjach z powodu napastujących go myśli o pewnej ślicznej rudowłosej dziewczynie, ale wszystkie czary, które tego dnia wypróbowywał, wyszły mu za pierwszym podejściem. Nawet Hermiona po cichu dziwiła się jego nagłemu i niespodziewanemu sukcesowi. Kilka razy w czasie lekcji, w przerwach między nagabywaniem Hermiony, która chciała wiedzieć jak mu się to wszystko udaje, dostrzegł jak Ron złowrogo na niego patrzy. Był jednak tak przyzwyczajony do jego zachowania, że zignorował to.

Kiedy lekcje wreszcie się skończyły, Harry poszedł z Nevillem i Hermioną do Wieży, by spędzić tam wolny czas przed kolacją. Harry i Neville grali w szachy, podczas gdy Hermiona ogłosiła, że idzie do biblioteki, by zebrać materiały do wypracowania, nad którym pracowała. Harry był szczęśliwy, gdy Ginny doszła do nich po zakończeniu jej lekcji i wspólnie zeszli do biblioteki, by zgarnąć Hermionę po drodze na kolację.

- Nie zgadniecie co się stało – powiedziała Hermiona konspiracyjnym szeptem do swoich przyjaciół, gdy wszyscy nakładali sobie kolację. Kiedy spytali o co chodzi, odparła: - Byłam w bibliotece, pracując nad moim zadaniem domowym z transmutacji, gdy podszedł Wiktor Krum.

- Czyżby postanowił pójść dalej niż obserwowanie ciebie? – spytał zatroskany Harry.

Hermiona zaśmiała się.

- Nie, zaprosił mnie na Bal. Uwierzycie?

Neville zbladł i z zawstydzeniem wbił spojrzenie w swój talerz. Harry już miał coś powiedzieć, lecz Hermiona zauważyła wyraz twarzy Neville'a i delikatnie powiedziała:

- Neville, odmówiłam mu, bo już mam bardzo miłego partnera, z którym chcę iść na Bal.

Neville spojrzał na nią z nadzieją wypisaną na twarzy.

- Naprawdę?

- Oczywiście Neville, nie zrobiłabym ci czegoś takiego. Cieszę się, że to ty zaprosiłeś mnie pierwszy – zapewniła. Neville się rozpromienił. Harry spojrzał na Ginny i wymienił z nią uśmiechy. – Na pewno rozmowa z nim o innej czarodziejskiej szkole byłaby bardzo interesująca, ale jest w nim coś takiego, co sprawia, że czuję się nieswojo.

Kiedy skończyli jeść kolację, Ginny spojrzała na Harry'ego.

- Muszę wysłać list do mamy. Chcesz iść ze mną?

- Jasne – spojrzał na resztę przyjaciół. – Dołączymy do was w Wieży.

Neville i Hermiona zgodzili się i nowa para odeszła.

- Napisałaś jej list o tym co się dzieje? - spytał Harry, gdy szli powoli w kierunku sowiarni.

- W większości. Napisałam jej o nas i że potrzebuję szat wyjściowych na Bal. Nie dostałam ich, bo jestem tylko na trzecim roku, ale teraz prawdopodobnie mama wyśle mi je w ciągu kilku dni. Napisałam jej też o zachowaniu Rona dzisiaj rano. Musi wiedzieć jak on nam dokucza, bo nikt inny jej nie powie.

- Uwierzy ci? – zastanowił się Harry.

- Tak myślę. Zawsze się dobrze dogadywałyśmy i powiedziałam jej już kilka razy w tym semestrze, że Ron nie jest dobrym bratem. Mam nadzieję, że powtarzanie spowoduje, że dotrze to do niej. Myślę, że dowiemy się, kiedy ją następnym razem zobaczymy, choć, biorąc pod uwagę Bal Bożonarodzeniowy, nie jestem pewna kiedy to będzie. Może dopiero na koniec roku.

To spowodowało, że Harry przypomniał sobie o kolejnym problemie, którego rozwiązania nie potrafił znaleźć. Wiedząc, że musi sobie z tym poradzić, zaczął się zastanawiać nad rozwiązaniem.

Ginny musiała zorientować się, jak intensywnie rozmyśla, bo zapytała po prostu:

- Co się stało?

- Myślałem o lecie. Normalnie przyjeżdżam do twojej rodziny, ale biorąc pod uwagę, że nie dogadujemy się z Ronem, w tym roku chyba się to zmieni.

- Bzdura – powiedziała. – Jesteś przyjacielem rodziny. Mama zawsze pozwoli ci przyjść.

- Ale zawsze spałem z Ronem…

- Mamy inne pokoje, Harry. Mama zawsze umieszczała cię w jednym pokoju z Ronem, bo myślała, że dzięki temu będziesz się lepiej czuł, wiesz, mając obok przyjaciela. Możesz spokojnie spać w starym pokoju Billa, więc się nie przejmuj. Może do tego czasu Ron dorośnie i przestanie to być problemem.

- W porządku – wypchnął problem z głowy, kiedy dotarli do sowi arni. Przywołał Hedwigę i przytrzymał ją, podczas gdy jego nowa dziewczyna przywiązywała list do sowiej nogi. Pogładził jeszcze raz pióra z tyłu sowiej głowi i wysłał Hedwigę do Nory z listem Ginny.

Kiedy skończył, obrócił się do Ginny. Popatrzyła na niego wyczekująco, jej spojrzenie na chwilę spoczęło na jego ustach. Harry zrozumiał aluzję i pochylił się, by ją pocałować. Z zadowolonym westchnięciem złapała go za rękę i ruszyli w stronę Wieży, rozmawiając o tym, jak wyobrażają sobie Bal. Jednak kiedy zaczęła zastanawiać się nad muzyką, Harry przypomniał sobie o swoim kolejnym problemie.

- Eeee, Ginny? Chyba mamy problem.

- Co? Zostawiłeś w domu swoje szaty wyjściowe? – spytała z lekkim śmiechem.

- Nie – wywrócił oczami w jej kierunku, co spowodowało kolejną salwę śmiechu. – To jest Bal i musimy tańczyć. W zasadzie musimy rozpocząć tańce.

- Dobra, a jest to problemem, bo?

Harry jęknął.

- Nie umiem tańczyć, oto dlaczego.

- A, nie ma problemu, naprawdę. Do tego czasu mogę cię nauczyć. To nie takie trudne.

- Możesz? – był zaskoczony, ale tak naprawdę nigdy nie umieścił tańca na liście rzeczy, które chce osiągnąć. Nigdy nie zastanawiał się, czy może to być trudne, po prostu była to jedna z rzeczy, na których się nie znał.

- Jasne, popracujemy nad tym jutro.

Doszli do portretu Grubej Damy, Ginny powiedziała „Gargulki" i drzwi się otworzyły.

W środku znaleźli swoją dwójkę przyjaciół i spędzili wieczór na ciekawej rozmowie. Kiedy Ginny wspomniała, że następnego dnia daje Harry'emu lekcję tańca, Neville spłonął głębokim rumieńcem i rzucił nerwowe spojrzenie na Hermionę. Harry z rozbawieniem zauważył, że inteligencja nie zawiodła jego przyjaciółki, choć nawet on domyślił się co kryło się za tym spojrzeniem.

Hermiona tylko uśmiechnęła się do Neville'a i spytała:

- Czy też potrzebujesz kilku lekcji? – Neville nieśmiało skinął głową. – W porządku, wszyscy możemy jutro potrenować taniec. Potem poćwiczymy jeszcze czary z Harrym – zasugerowała, a Harry z zadowoleniem przyjął fakt, że wszyscy od razu się zgodzili.

Zbliżała się cisza nocna, więc zdecydowali się zakończyć dzień, mimo że byli już w Wieży. Hermiona i Neville pomachali im i poszli do swoich dormitoriów, podczas gdy Harry odprowadził Ginny do początku schodów wiodących do damskich sypialni.

- Dobarnoc, Ginny – objął ją i dał jej porządnego całusa. Odwzajemniła go z równą namiętnością.

Usłyszeli warkot za sobą. Obrócili się i ujrzeli Rona, który z wściekłością patrzył na nich z dołu schodów prowadzących do sypialni chłopców. Wyglądał, jakby zamierzał do nich podejść, ale potem spojrzał na Ginny i na jego twarzy pojawił się lekko przerażony wyraz. Po kilku chwilach popędził do pokoju czwartoroczniaków.

- Uważaj Harry – ostrzegła go Ginny. – Nie sądzę, żeby zaatakował cię we śnie, to trochę za prymitywne nawet na niego, ale wydaje się naprawdę wkurzony z naszego powodu.

- Nie przejmuj się Ginny, wszystko będzie dobrze. Do zobaczenia rano – puścił ją i poszedł schodami do swojego pokoju, cały czas patrząc przed siebie, na wypadek gdyby Ron czekał, by z nim pogadać.

Ginny obserwowała Harry'ego, aż doszedł do pierwszego półpiętra, po czym weszła po swoich schodach. Jednak zamiast iść do swojego pokoju, poszła do sypialni dziewczyn z szóstego roku. Angelina i Alicia siedziały na jednym łóżku i cicho rozmawiały, a pozostałe trzy łóżka były puste.

- Ginny! Chodź tu – powiedziała Alicia, poklepując łóżko obok siebie.

Po małej chwili wahania Ginny podeszła do swoich dwóch nowych „adoptowanych" starszych sióstr.

- Zanim zaczniecie, chciałam wam podziękować za dzisiaj rano. Wiecie, za naprostowanie Freda i George'a – powiedziała cicho Ginny.

Angelina uśmiechnęła się.

- Nie ma sprawy, nawet dobrze się bawiłam – jej rówieśniczka zgodziła się. – Widziałyśmy wszystko i to była takie słodkie. Harry był taki zdenerwowany, ale taki zdeterminowany, żeby cię zaprosić, nieważne jakie byłoby to trudne, ani co musiałby zrobić.

- I postawił się całej trójce twoich braci – dodała Alicia i westchnęła. – To jest chłopak, któremu zależy. Jeśli kiedykolwiek zdecydujesz, że już go nie chcesz, daj mi znać – mrugnęła do młodszej dziewczyny.

W jakiś sposób Ginny poczuła, że to słowa przyjaciółki, nie rywalki.

- Dobra, co chciałabyś wiedzieć, kiedy stajesz się kobietą? – spytała Angelina.

- Więc, chciałabym wiedzieć więcej o całowaniu – zaczęła Ginny, świadoma, że jej policzki się rozjarzyły. – Zwłaszcza techniki i co… i co chłopcy lubią. Wiem, że nie jestem jeszcze gotowa na nic więcej, ale… to też bym chciała wiedzieć, dobra?

To była jedna z tych chwil, kiedy Ginny nienawidziła swojej jasnej cery.

- Chciałabym też wiedzieć co jest dalej, żebym wiedziała jak sobie poradzić, kiedy przyjdzie czas. Wiecie, takie rzeczy, których mama nigdy by mi nie powiedziała – wyjaśniła Ginny, pewna, że jej policzki płoną żywym ogniem.

Alicia uśmiechnęła się szeroko.

- Możemy ci w tym pomóc.

Angelina rozpoczęła bardziej pouczającym tonem:

- Jeśli chodzi o całowanie, jest kilka różnych rodzajów pocałunki, jak i technik stosowanych…

Ginny starała się notować w myślach, jednocześnie wyobrażając sobie, jak wypróbuje wszystkie te techniki na Harrym podczas roku szkolnego.


Podchodząc do drzwi swojego dormitorium Harry wyciągnął różdżkę i schował ją za plecami. Tak naprawdę nie wierzył, że Ron czegoś spróbuje, ale ich przyjaźń tak się pogorszyła, że ta naprawdę nie był już teraz pewny, co Ron sobie myśli.

Zdecydował, że powinien zostawić sobie drogę ucieczki, gdyby z jakiegoś powodu jej potrzebował, więc zostawił otwarte drzwi do pokoju. Słyszał, jak Ron obgaduje go przed Deanem, Seamusem i Nevillem, którzy leżeli na swoich łóżkach. Neville wyraźnie był wściekły na Rona, a i pozostali dwaj chłopcy nie wyglądali na zadowolonych. Kiedy Harry dotarł do łóżka, Ron obrócił się i spojrzał mu w oczy.

- Mówiłem ci, żebyś trzymał się z daleka od mojej siostry, ty kupo rzygowin. Demoralizujesz ją, a ja na to nie pozwolę – powiedział jadowicie.

- Ron, uspokój się…

- Nie uspokoję się, ty kretynie – wrzasnął. – Nie mogę uwierzyć, że ją pocałowałeś. Użyłeś na niej Imperio? Jestem pewien, że tak, ty…

Harry zorientował się nagle, że Ron stracił jakiekolwiek zdolności do racjonalnej oceny sytuacji, jak również wszystkiego, co bezpośrednio wiązało się z Harrym. Kiedy Ron oskarżał go o wyrządzane rzekomo przez niego zło, Harry dostrzegł jak bierze zamach, a palce zwijają się w pięść.

- …zboczeńcu! – Ron uderzył w momencie, gdy rzucał ostatnią obelgę. Harry w ostatniej chwili zręcznie się odsunął i pozwolił, by pięść Rona go minęła. Rudzielec stracił równowagę i uderzył ramieniem o jeden ze słupków łóżka Harry'ego, co spowodowało, że obrócił się jeszcze bardziej się zachwiał.

Ron zawył z bólu pod wpływem uderzenia o drewniany słupek, a następnie przewrócił się na bok, potykając się o kufer Harry'ego i ścierając skórę z golenia, podczas upadku na podłogę.

Słysząc mruczane pod nosem obelgi, Harry wiedział, że Ron podniesie się i ponownie zaatakuje, więc machnął różdżką i rzucił „Petrificulus", celując w nogi Rona. Nogi Rona zesztywniały, co wywołało kolejną falę przekleństw.

- Ty skurwielu! Uderzyłeś mnie, kiedy nie mogłem się bronić. Chodź tu gnido, walcz ze mną twarzą w twarz. Czy to za dużo, jak na takiego Ślizgona jak ty?!

Harry od razu zdał sobie sprawę, że nie rozwiąże tego spokojnie i racjonalnie, ale nie miał też dobrego sposobu, żeby uspokoić Rona. Po chwili obrócił się do swoich trzech kolegów z pokoju, podczas gdy Ron kontynuował wiązankę przekleństw.

- Upewnicie się, że nie wyjdzie? Za chwilę wrócę.

- Jasne Harry, nie ma sprawy – odpowiedział Neville. Harry spojrzał na pozostałych dwóch i zobaczył, że skinęli głowami, choć zdawał sobie sprawę, że pewnie woleliby nie mieszać się osobiście.

Harry przezornie obszedł leżącego na podłodze Rona, mimo że jego były przyjaciel próbował chwycić go za kostki. Harry szybko wyszedł na schody i, wiedząc, że ma trzy wyjścia, poszedł od razu na górę.

Kiedy wszedł do pokoju siódmoroczniaków jeden z chłopców popatrzył na niego i spytał:

- Co chcesz, Potter?

Harry spojrzał na innego z siódmoroczniaków.

- Alan, mógłbyś zejść do naszego dormitorium? Mamy tam bójkę, która chyba nie ma zamiaru się zakończyć – następnie opowiedział, co Ron do niego mówił i jak próbował go uderzyć.

Prefekt z siódmego roku leżał na łóżku, ubrany jedynie w dół od piżamy. Kiedy usłyszał wersję wydarzeń Harry'ego, złapał różdżkę, koszulkę i pokazał Harry'emu, żeby szedł przodem. Zanim doszli do schodów naciągnął na siebie koszulkę.

W swoim dormitorium Harry zauważył, że Ron zdołał się podciągnąć w pobliże swojego łóżka i usiłował sięgnąć do swojej różdżki. Neville stał nad nim, z wyciągniętą własną różdżką i kiwał się w tył i w przód niepewnie, podczas gdy Dean i Seamus wrócili na swoje łóżka z niepewnymi minami. Harry wątpił, żeby Ron zdołał dosięgnąć do różdżki, ale zdecydował się zabezpieczyć.

- Accio różdżka!

Kawałek drewna pofrunął do niego.

- Niech cię szlag, Potter! – ryknął Ron, ręka którą próbował sięgnąć po różdżkę opadła na podłogę. – Przysięgam, zabiję cię własnoręcznie! Wisi mi, że potrafisz pokonać smoka! Zamienię cię w smocze żarcie! Zapłacisz własną krwią, za dotykanie mojej siostry! A całowanie jej to koniec twojego życia! Zajmę się tobą, choćbym musiał nauczyć się Zaklęć Niewybaczalnych!

Harry machnął ręką w stronę problemu, o którym wspominał, leżącego na podłodze. Prefekt stał przy drzwiach z zaciśniętą szczęką. Harry'emu było przykro, że wszyscy muszą słuchać jadowitych tekstów jego byłego najlepszego przyjaciela, który leżał na podłodze i nie mógł dostrzec stojącego przy wejściu prefekta.

- Wystarczy! – głos Alana odbił się echem od ścian pokoju, a jego wściekłość była niemal namacalna.

Na dźwięk nowego głosu Ron natychmiast się zamknął i wykonał kilka obrotów, by wytoczyć się zza łóżka i zobaczyć kto stoi w drzwiach. Kiedy zobaczył, że to prefekt, zbladł.

- Widzę o co ci chodziło, Harry. Nie sądzę, żebyś mógł to rozwiązać, w zasadzie ja też nie mogę. Podasz mi proszę jego różdżkę?

Harry oddał ją. Widział, że prefekt stara się stłumić swój własny gniew wywołany całą sytuacją.

- Dobrze, panie Weasley, pójdziesz ze mną grzecznie, jeśli zdejmę ten czar? Czy mam cię ogłuszyć i lewitować do innego pomieszczenia?

Po chwili milczenia Ron odpowiedział:

- Pójdę sam.

Prefekt usunął częściową petryfikację i Ron wstał chwiejnie, rozciągając nogi, by przywrócić normalne krążenie krwi. Harry zrobił dwa kroki w tył, by dać Ronowi wolną drogę do drzwi, jednak cały czas był czujny i trzymał różdżkę w gotowości koło uda. Ron spokojnie ruszył w stronę drzwi, ale kiedy mijał Harry'ego zrobił duży krok w jego stronę i ponownie próbował go uderzyć. Harry przewidział ten wybryk i szybko odsunął się na bok, odepchnął Rona i rzucił „Stupefy". Ron zwalił się na ziemię jak worek ziemniaków.

- Niezły czas reakcji, Harry – skomentował Alan, przerywając niezręczną ciszę. Co za kretyn. Mobilicorpus.

Opuścił pokój, poprzedzany przed dryfującego Rona.

Harry spojrzał przez drzwi i zobaczył głowy wychylające się z każdego męskiego dormitorium i wiedział, że całe to zamieszanie i krzyki zostały przekazane do żeńskiej części, o ile nie usłyszano ich tam bezpośrednio. Było niemal nieuniknione, że Ginny o tym usłyszy i zdawał sobie sprawę, że będzie oczekiwała natychmiastowego sprawozdania. Westchnął, zastanawiając się jak dobry wieczór szybko zmienił się w zły. Potem zszedł po schodach, by zaczekać na nią w pokoju wspólnym.

Ledwo wszedł do pokoju wspólnego, gdy Ginny podbiegła do niego i mocno uściskała, patrząc jednocześnie jak Alan lewituje jej nieprzytomnego brata przez dziurę za portretem.

- Słyszałyśmy krzyki, ale co się stało? Uszkodził cię?

Poprowadził ją do kanapy i usiadł, a ona, ku jego zaskoczeniu, siadła mu na kolanach i objęła za szyję. To było niesamowicie pocieszające, zwłaszcza biorąc pod uwagę cała emocjonalną burzę, przez którą właśnie przeszedł. Powoli zaczął jej opowiadać, mówiąc cicho w jej włosy, używając jej zapachu i uczucia jej przytulonego ciała, by napięcie, z którego nawet nie zdawał sobie sprawy, po prostu z niego spłynęło.


Minerva McGonagall starała się skończyć sprawdzanie wszystkich wypracowań na poniedziałkowe lekcje. Następnego dnia była sobota, ale nie chciała spędzić całego dnia na ocenianiu prac domowych, bo właśnie dotarł do niej najnowszy numer „Magicznej Transmutacji". Właśnie poprawiała pewnego pierwszaka o nadmiernie rozbudowanej wyobraźni, który uważał, że zostanie animagiem jest łatwe, kiedy przeszkodziło jej pukanie do drzwi. Zaskoczona spojrzała na zegar, było wpół do jedenastej. Jej zdumienie wzrosło, kiedy otworzyła drzwi i zobaczyła prefekta siódmego roku z jej domu, który stał w swoich spodenkach od piżamy i lewitował nieprzytomnego Ronalda Weasley'a.

- Panie McWilliams?

- Przepraszam, że przeszkadzam, pani profesor, ale ten problem nie może zaczekać. Możemy wejść?

Odsunęła się na bok, by wpuścić ich do środka i zamknęła za nimi drzwi, ciekawa co mogło spowodować tak późną wizytę. Prefekt ułożył chłopaka na podłodze i otrzeźwił go szybkim „Enervate". Ron natychmiast chciał się poderwać, ale prefekt był tym razem gotowy.

- Nie! Spokój Weasley!

Ron spojrzał w górę i zobaczył prefekta stojącego nad nim z wyciągniętą różdżką, obok niego swoją opiekunkę domu. Wszelka ochota do walki wyparowała z rudzielca w mgnieniu oka.

- Czy zechciałby pan wyjaśnić co się dzieje, panie McWilliams? – Minerva była niemal pewna, że nie spodoba jej się to, co miała za chwilę usłyszeć. Słyszała w ciągu roku o tym Weasley'u rzeczy, które nie stawiały go w dobrym świetle. Ale starała się trzymać z daleka, zdając sobie sprawę, że większość uczniowskich kłótni znajdowała po krótkim czasie rozwiązanie, a nadążanie za ciągłymi kłótniami i zgodami było dla niej zbyt męczące.

Alan McWilliams zaczął przekazywać wszystko, czego dowiedział się od Harry'ego, co zobaczył na własne oczy oraz co usłyszał z ust Rona. W miarę trwania opowieści spojrzenie McGonagall stawało się coraz bardziej ponure, a prefekt coraz bardziej blady i nerwowy, choć to chłopak Weasley'ów zmieniał kolory najbardziej spektakularnie. Kiedy McWilliams skończył swoją opowieść, wręczył jej różdżkę Weasley'a i stwierdził cicho:

- Pomyślałem, że to pani powinna zająć się tą sprawą.

Siedziała przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad tym co zrobić.

- Panie Weasley, spędzi pan noc na tej kanapie. Pana kara zostanie wymierzona rano – odwracając się od Weasley'a powiedziała: - Panie McWilliams, dziękuję za wzorowe wykonanie obowiązków i przyprowadzenie go do mnie. Proszę przekazać panu Potterowi, że nie musi się lękać, ataku dziś w nocy podczas snu.

McWilliams skinął głową i wyszedł, pojmując zawoalowaną odprawę. Żałował młodego Weasley'a, ale wiedział, że była to tylko jego wina.

W Wieży znalazł Pottera i dziewczynę Weasley'ów wciąż przytulonych na kanapie. Delikatnie dotknął ich ramion, spojrzeli na niego.

- Obawiam się, że musicie wracać do łóżek, ale nie przejmujcie się Ronem. Spędza noc w komnatach McGonagall.

Alan patrzył, jak para wymienia szybki pocałunek i poczekał jeszcze chwilę, aż każde pójdzie w swoją stronę. Podążył za Haryym do jego dormitorium.

- Czy ktoś jeszcze ma coś do Harry'ego? – wiedział, że Longbottom nie, więc patrzył głównie na pozostałą dwójkę.

- Nie, nic nie mamy. To tylko Ron, my nie – zaprzeczył Seamus. Dean skinął głową, tak samo Neville.

- Ron nie wraca na noc, a McGonagall zajmie się nim jutro, więc wszyscy możecie spać. Możecie jutro poleżeć trochę dłużej, w końcu jest sobota. Dobranoc – potrząsając głową Alan ruszył w stronę swojego pokoju.

Wiedział, że będzie musiał powtórzyć całą historię kilka razy, zanim pójdzie spać. Zajrzał do pokoju bliźniaków Weasley'ów i z zaskoczeniem zauważył, że są nieobecni. Ich przyjaciel Lee tylko wzruszył ramionami. Zagadka rozwiązała się, kiedy wszedł do swojego pokoju i zobaczył bliźniaków siedzących na jego łóżku i czekających na niego. Choć nie był specjalnie zaskoczony widząc ich tutaj, zdołali go zdumieć swoją reakcją na wszystkie wydarzenia. Zapewnili go, że uważają Rona za kretyna i że ich brat spieprzył sprawę kompletnie.


Od autora: Zwróćcie proszę uwagę, że Harry uniknął tego całego dylematu „Ale Ginny jest siostrą Rona, nie mogę tego zrobić", którym uwielbia go męczyć wielu autorów. Kazałem mu postawić się Ronowi i w małym stopniu także Fredowi i George'owi (choć w ich przypadku było to raczej nieporozumienie, bo oni lubią Harry'ego). Być może to jakiś brytyjski zwyczaj, by nie umawiać się z siostrą przyjaciela (a ja jako Amerykanin tego nie rozumiem), ale nie rozumiem w czym problem. Wydaje mi się, że to tylko fabularny motyw wymyślony przez JKR. Jasne, że Harry nie chce stracić przyjaźni Rona (normalnie, nie w tej historii), ale cała sprawa nie wygląda dla mnie zbyt realistycznie. W związku z tym chciałem, żeby było krystalicznie jasne, że w tej historii nie ma takiego problemu.

Od tłumacza: Kiedy w oryginale Harry zaprasza Ginny na Bal mówi "Why wouldn't I do that for a girlfriend?", a słowo girlfriend w tym kontekście można rozumieć zarówno jako "przyjaciółka", jak i "moja dziewczyna". Oczywiście po polsku musiałem użyć innego, możliwie dwuznacznego zwrotu. Dajcie znać czy macie lepszy pomysł:)