Evangeline tańczy. Lekka i smukła, skacze z dachu na dach, srebrzysta w świetle księżyca.
Kiedyś Percidal widział spadającą gwiazdę, jak przemykała przez nocne niebo. Tak właśnie Eva wygląda teraz z góry. Z góry? Uch, jak ten Rubilax sobie z tym radzi? Jak on może narzekać na zamknięcie?
- Hej. Jesteś?
Ciepła dłoń na gardzie miecza przywraca go do rzeczywistości.
- Jestem.
Eva wyjmuje miecz zza paska, żeby spojrzeć mu w oko. W jej tęczówkach migocze światło gwiazd, włosy srebrzą się w blasku księżyca.
Gdyby Percidal miał teraz płuca, zaparłoby mu dech, taka jest śliczna.
- Nie odlatuj – uśmiecha się do niego, dziewczyna o oczach jak szmaragdy.
- Nigdy – zapewnia, a Eva śmieje się cicho, krótko. To śmiech tylko dla nich dwojga. Dopiero teraz są sami w opuszczonym mieście.
Evangeline starannie wsuwa miecz za pasek, żeby się nie wyśliznął, a Percidal postanawia sobie stanowczo, że od tej chwili, cokolwiek się zdarzy, nie opuści Evy, nie pozwoli sobie ani na moment bujania w obłokach. Tak, prawda, że niewiele może jej pomóc w swoim stanie, ale zrobi, co będzie mógł, bo to jest Eva. Eva, która przyszła do niego z tak daleka, aż nie dowierza własnemu szczęściu.
Teraz, kiedy o niej myśli, kiedy niemal czuje grę jej mięśni pod cienką tkaniną spodni, łatwiej mu się utrzymać w jednym punkcie. Dusza Percidala źle znosi zamknięcie w zimnym żelazie, stale wyrywa się i rozprasza, ale skupienie myśli na Evie pomaga. Percidal obserwuje uważnie, jak piękna łuczniczka bierze rozbieg, żeby przeskoczyć na kolejny dach. Kalenica dudni głucho pod jej obcasami. Eva zatrzymuje się, kładąc dłoń na biodrze tuż obok rękojeści miecza.
- Dokąd teraz?
- Chyba tam, gdzie dym – gdyby miał ręce, pokazałby jej ręką.
Smukłe palce Evy gładzą rękojeść percidalowego miecza.
- Co ten Rubilax kombinuje? - mruczy.
- Mój mistrz powiedziałby, że chce zawładnąć światem, jak to shushu.
- Tak?
- No, tak kiedyś powiedział. Evo…
- Mhm? - Nie poruszyła się, ale Percidal wie, że zaraz skoczy, więc mówi spiesznie – Będziesz ostrożna?
- Ja? - Evangeline wyjmuje miecz i przyciska ostrze płazem do policzka, szybciej, niż iop zdołałby mrugnąć. - I to ty mi to mówisz?
Percidal przewraca okiem. - Tak też możemy szukać przygód.
- Zdecydowanie wolę cię trzymać za rękę, niż za rękojeść.
- Rubilax nie zrobi ci krzywdy, ale inne shushu…
- Miałam już sprawę z innym shushu – Eva wsuwa miecz z powrotem na pasek.
- Wcale się ich nie boję.
Może, gdyby słuchał jej uszami, umknęłoby mu drżenie głosu Evy, ale wie, że jest zdecydowana. Najdzielniejsza dziewczyna świata. Tak bardzo chciałby móc walczyć u jej boku. Obronić ją.
- Więc ruszamy?
- Ruszamy.
Eva zeskakuje w ciemną alejkę.
