Dziekuje bardzo Black Rebel za komentarz :) mam nadzieje, że rozdział się spodoba
życzę wszystkim miłego czytania
Wszyscy myśleli, że to już koniec wojny, lecz nikt nie pomyślał, że inne stworzenia też chcą wyciągnąć jakieś korzyści dla siebie, a wszechobecny chaos, który pozostał po tych czarnych latach tylko to ułatwiał. Wampiry, bo to właśnie o nich mowa zbuntowały się nawet przeciwko swojemu przywódcy by uzyskać władzę nad magicznym ale i też mugolskim światem. Koncepcja ich władcy nie była zła. Chciał on by wampiry i czarodzieje współegzystowali ze sobą w pokojowej atmosferze. Wynalazł nawet substancje zastępującą takim jak on krew w czym pomógł mu świętej pamięci Albus Dumbledore. Tak, były dyrektor o wszystkim wiedział i za życia nawet pomagał Romualdowi Crice w jego planach, lecz gdzieś popełnili błąd. Czarodzieje bali się wampirów a te nienawidziły tych drugich. Utopijne wizje Romualda nagle diabli wzięli i wybuchła kolejna wojna. Była ona nawet bardziej brutalna od poprzedniej, tyle że w wypadku wojny z wampirami nie można mówić o krwawej wojnie, gdyż istoty te nie pozwoliły by nawet kropelka tego szkarłatnego, życiodajnego płynu się zmarnowała zdobiąc bruk. Voldemort natomiast uwielbiał zapach rosy o poranku zmieszany ze świeżą krwią zwłaszcza jeśli była ona uzyskana przy pomocy wielogodzinnych tortur, ale to nie o czarnoksiężniku miałam mówić. Najlepiej będzie jeśli zacznę od początku czyli od momentu w jakim Romuald Crice przejął władzę w Zakonie Feniksa. Ludzie się temu nie buntowali. Potrzebowali silnego przywódcy, a na dodatek bali się, że podzielą los Albusa Dumbledora. Nikt nie chciał umrzeć i mimo, że po tych wszystkich okropnościach, które widzieli a nawet przeżyli powinni być ze śmiercią za pan brat nadal się jej bali. Romuald rządził Zakonem twardą ręką, ale właśnie dzięki zgrupowanie to zaczęło osiągać coraz większe sukcesy ponosząc znikome straty. Wszyscy cieszyli się, że zaczęli w końcu działać, a nie kręcić się w miejscu czy też cofać dlatego nikt nie protestował gdy Kwaterę Główną odwiedzało coraz więcej podejrzanych znajomych Crice. Ludzie zbyt byli mu wdzięczni by o cokolwiek go podejrzewać i właśnie ta naiwność ich zgubiła. Co prawda sam Romuald nigdy nie chciał źle, pragnął być jedynie bohaterem, któremu udało się pogodzić dwie zwaśnione od wieków rasy lecz nie pomyślał, że po tylu latach wrogości pokój jest niemożliwy. Przez ten czas namnożyło się za wiele stereotypów, które zasłoniły prawdziwy obraz. Czy wyście by uwierzyli, że wampiry wcale nie muszą pić ludzkiej krwi i wcale nie mam tu na myśli rodzinny Cullenów ze Zmierzchu czy Stefana Salvatore z Pamiętników wampirów, gdyż oni są wymysłami chorej mugolskiej wyobraźni. Powiedziałam wam, że nie muszą tyle, że w tym stwierdzeniu jest jeden mankament. Większość wampirów żyje tylko po to by poczuć ten orzeźwiający płyn prosto z ludzkiej tętnicy na swoich wargach. Oni są jak narkomanie, a ludzka krew jest ich ulubioną odmianą heroiny. Romuald chciał wysłać wszystkie uzależnione wampiry na masowy odwyk ale powiedzmy sobie szczerze. Ilu narkomanów zaraz po odwyku wraca do wcześniejszych praktyk? Ilu z nich znowu sięga po strzykawki pełne ich ulubionej cieczy. Tak samo było z wampirami zwłaszcza, że u nich uzależnienie pogłębiało się przez wieki. Nawet wspomniany już substytut krwi nie pomógł gdyż oni byli nie tylko uzależnieni od jej smaku i działania ale od całej ceremonii jej zdobywania. Kochali polować na ludzi, błądzić po szyi swoimi wargami szukając tętnicy by ostatecznie zatopić w niej swoje kły. Właśnie w tym miejscu Crice popełnił błąd. Nie przewidział tego, że uzależnienie jego współbraci może być aż tak silne. Wychodził z założenia, że skoro jemu się udało to innym też musi, lecz zapomniał, że każdy jest inny. To, że on ma silną wole nie znaczy, że inni też ją mają. On próbował odzwyczaić wampiry od krwi, a w tym czasie Harremu Potterowi udało się zabić Lorda Voldemorta. W tym też momencie wszyscy co nie popierali wizji swojego przywódcy zbuntowali się. W końcu za kogo on się ma, że próbuje nam odebrać jedyną radość życia jaką jest ludzka krew. W ten sposób rozpętała się kolejna wojna. Wampiry były nieprzewidywalnie gdyż ich życie toczyło się od działki do działki, od ofiary do ofiary. Czarodziejów opuściła w tym momencie wszelka nadzieja. Zakon się rozpadł lecz byli tacy co dalej działali chociaż się o nich nie wspomina. Odszukali Romualda Crice i zmusili go do współpracy i tak oto ojciec wampirów stanął przeciwko swoim dzieciom. Nastały ciężkie czasy. Nie dość, że Ministerstwo zmagało się z pozostałymi przy życiu Śmierciożercami to jeszcze musiała zając odpowiednie stanowisko w sprawie wojny z wampirami. Krwiopijcy atakowali całe wioski, po których zostawało tylko morze pozbawionych krwi trupów. Gdyby nie pomoc Crice wojna trwała, by do dzisiaj. To właśnie on po tym jak zrozumiał swój błąd wyjawił słaby punkt swojej rasy następnie popełniając samobójstwo. Zastanawiacie się co to za punkt i jak wampir może popełnić samobójstwo będąc nieśmiertelnym? Wbrew wszelkim legendom wampir wcale nie boi się wody świeconej czy osikowego kołka. Nie przeraża ich krzyż a światło słoneczne ich nie zabija. Co mają po nich bolesne poparzenia ale nie są one aż tak rozległe by ich zniszczyć. Jak dla krwiopijców narkotykiem jest krew tak ludzkie używki są dla nich największą trucizną. Wampiry duszą się pod wpływem dymu z marihuany. Nie szkodzi im krew osoby, która pali trawę lecz sam dym i właśnie w ten sposób Romuald Crice popełnił samobójstwo. Wykorzystał swoją największą słabość by doprowadzić do swojej destrukcji. Mimo, że czarodzieje, znali ich słaby punkt nie wiedzieli co zrobić z tym fantem. Spójrzmy prawdzie w oczy, który czarodziej interesował się mugolskimi narkotykami skoro te magiczne są o wiele lepsze? Większość czarodziei pierwszy raz słyszała o czymś takim jak marihuana. Tylko ci co uczęszczali na mugoloznawstwo co nieco wiedzieli, ale skąd oni mają to wziąć? To już był problem. Nauczycielka nie mówiła im nawet jak to wygląda. To był jakiś proszek, kamień a może roślina. Na szczęście, że wśród nich były osoby wychowane i często nadal żyjące wśród mugoli, bo było by z nimi marnie. Udało im się dowiedzieć, która wioska będzie następnym celem krwiopijców. Gdy tylko ci zjawili się w mieście podpalili liście marihuany i patrzyli, sami się ździebko dusząc w tym dymie, jak ich wrogowie padają jeden po drugim. Niestety nie zabili wszystkich ale to nie było problem. Znajdywali niedobitków i kończyli z nimi w taki sam spokój. W końcu nadszedł wyczekany czas pokoju, lecz mimo to nadal panował chaos. Nikt nie wiedział komu można ufać, wiele miast uległo zniszczeniu i wymagało odnowienia. Najgorsze jednak było w tej wojnie, że dla ludzi śmierć stała się codziennością. Nikt już nie zwracał uwagi na cierpienie innych, każdy dbał tylko o siebie. Oczywiście były wyjątki, ale tych zawsze jest niewiele. Te lata ciągłej walki znieczuliły społeczeństwo i mimo, że wszystko powróciło do normy nic już nie było takie jak dawniej. Dawny strach pozostał oraz ta niepewność jutra. Ludzie zaczęli wykorzystywać, każdy dzień jakby był ich ostatnim nie przejmując się innymi. Nastał wszechobecny hedonizm zwłaszcza wśród tych którzy nic nie robili oprócz urywania się przez te wszystkie lata. Ludzie zaczęli zapominać, że życie zawdzięczają nie sobie lecz bohaterom, którzy nie bali się walczyć i stawić czoło złu. Nastał czas wielkiej rozpusty i dopiero po wielu latach ludzie przypomnieli sobie o tych, którzy zasługują na ich szacunek lecz często ci już nie żyli.
Wojna. Podczas niej narodziło się wielu bohaterów, ale jeszcze więcej nazwisk zdobiło nekrologi w Proroku Codziennym. Zmieniła ona system wartości ludzkich, zabiła wszelką moralność. Zniszczyła idee, za które ludzie oddawali życie.
