Hej!

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy polubili lub z alertowali moje nowe opowiadanie... I Eliza, dzięki za skomentowanie, jesteś wielka ;)!

Yhmm, Harry Potter to własność genialnej J.K., a do mnie należą Marlo, Vic, Jade, Carrie i album Linkin Park 'Hybrid Theory', którego słuchałam pisząc ten rozdział... Coś tego nie widac, ale trudno :P Zwłaszcza pod koniec, raczej jakbym słuchała czegoś wesołego, a nie o demonach wewnątrz ludzi...


Rozdział 2


"I co?" Vic niecierpliwiła się, poprawiając spoczywającą na jej głowie kokardę. "Nie zejdziesz nawet na śniadanie? Nie możesz go przecież unikać przez całą wieczność. Wszystkie lekcje macie razem."

"Wiem!" Jęknęła Mary, kręcąc głową.

"A tak poza tym, dlaczego się przed nim chowasz?" Victoria nie kryła zdumienia. "Zawsze jesteście do siebie przyczepieni."

"A, wiesz…" Starsza z dziewczyn nerwowo poprawiała włosy. "Musimy trochę od siebie odpocząć…"

"Brzmi jakbyście nagle zaczęli się obściskiwać" Blondynka parsknęła śmiechem, a gdy zauważyła że jej przyjaciółka nie dołącza, ucichła. "Nie obściskiwaliście się, nie?"

"Nie, nie, nie, znaczy, w pewnym sensie, znaczy, nie nazwałabym tego obściskiwaniem…"

"Całowałaś się z Fredem?"

"No, trochę, jakby… Tak."

"Co?"
"Przecież już omówiłyśmy 'co' i 'z kim'" Zauważyła Marlo. "Zostało nam 'gdzie' i 'kiedy'."

"Czy cię porąbało?" Vic uśmiechnęła się. "Całowaliście się, a ty zamierzasz go unikać?"

"A czemu niby nie?" Żachnęła się Mary. "Koniec, dałam się ponieść hormonom, to się więcej nie powtórzy. Nie mogę tak po prostu stracić jednego z najlepszych przyjaciół!"

Ślizgonka westchnęła ciężko.

"Merlinie, co z tobą jest nie tak?" Burknęła, po czym wyszła z łazienki.

Mary usiadła na podłodze.

Kurde.

Miała przecież dopiero niecałe trzynaście lat. Czemu niby już miała mieć problemy z chłopakami? Nie wystarczy że jednym z jej nauczycieli był Severus Snape? To było wystarczająco straszne, nie potrzebowała więcej koszmarów.

Blondynka wstała i podeszła do jednej z umywalek. Odkręciła zimną wodę i ochlapała nią twarz. Spojrzała niepewnie w lustro.

Jakby z dnia na dzień pobladła. Po bezsennej nocy pod jej bladoniebieskimi oczami pojawiły się sine cienie.

Miała dość tego roku w Hogwarcie, chociaż dopiero co się zaczął.

Marlo westchnęła ciężko i podniosła z podłogi wypełnioną podręcznikami jasnozieloną torbę. Musiała iść na lekcje.

Nie mogła przecież unikać go przez całą wieczność.


"Oh, Ginger" Westchnęła dziewczyna. "I co ja mam niby zrobić?"

Kot podniósł głowę i otworzył prawe oko. Najwyraźniej uznał, że jego właścicielka nie ma do powiedzenia czegoś ciekawego, bo wrócił do swojej drzemki.

"I ty przeciwko mnie, brutusie?" Mary podrapała go za uchem, kręcąc głową z niedowierzaniem. "Dobrze wiedzieć że mam wsparcie w postaci mojego familianta i najlepszej przyjaciółki/siostry" Kto zignorował ją. "A może mnie chociaż wysłuchasz?"

Ginger po raz kolejny otworzył prawe oko, tym razem by zasygnalizować że jest łaskawy i skupia na niej mikroskopijną część swojej uwagi.

"Super!" Uśmiechnęła się lekko. "Pamiętasz, jak pierwszej nocy wymknęłam się do kuchni?" Ginger ją zignorował. "Wyszło na to, że Fred też był głodny. I, jakby, poszliśmy razem, a jak wróciliśmy, to... No, wiesz... Pocałował mnie."

Kot posłał jej spojrzenie mówiące: 'No way, wszyscy to wiedzą, a ty daj mi spokój!', po czym wrócił do odpoczywania.

"Wiedziałeś o tym?"

Ginger ponownie ją zignorował.

"Wredne zwierzę" Mruknęła pod nosem blondynka. "Nie rozumiem czemu w ogóle cię trzymam."

Kot posłał jej znaczące spojrzenie.

"Masz rację" Westchnęła, kiwając głową. "Żadne inne zwierze by ze mną nie wytrzymało."


Konfrontacja, konfrontacja!

To takie piekne słowo!

Konfrontacja, konfrontacja!

Odkryję je na nowo!

"Przestań śpiewać, Vic!" Marlo poczerwieniała, gdy grupa siedemnastolatków spojrzała na nie z mieszanką zaciekawienia i irytacji.

"Nie, dopóki nie porozmawiasz z Fredem."

"Przypomnij mi, dlaczego jesteś moją najlepszą przyjaciółką?"

"Ponieważ jestem bezpośrednia, bezkompromisowa i ładna" Victoria posłała jej swój czarujący uśmiech numer dwa.

"Z tą ładną to nie przesadzaj" Mary wywróciła oczami.

"A propos ładnych rzeczy" Uśmiech blondynki zmienił się w łobuzerski uśmieszek. "Czas twej konfrontacji nadszedł!"

"Co masz na-" Marlo zauważyła dwie kępy rudych włosów kierujące się w ich stronę. "Nie! Nie, nie, nie, nie, ja-"

Victoria zniknęła, a wraz z nią George i opaska na oczach Freda. Chłopak mrugnął parę razy, przyzwyczajając oczy do ostrego, południowego słońca, po czym otworzył je szerzej w zdumieniu, gdy ujrzał gryfonkę.

"Yyy..."

"Cześć."

"Tak, cześć."

Zapadła cisza. Obydwoje byli czerwoni, możliwie dlatego, że kiedy ostatnim razem rozmawiali, zakończyli to pocałunkiem.

jak miała mu niby powiedzieć, że nie chce żadnych związków, że są przyjaciółmi i nie chce tego ryzykować, nie brzmiąc przy tym jak robot?

"Słuchaj, Marlo" Fred wziął głębszy oddech. "Nie chcę żadnych związków. Jesteśmy przyjaciółmi, i tylko przyjaciółmi."

Wow, to było proste.

"Ja też tak myślę" Przytaknęła blondynka.

"Więc... Przyjaciele?" Wyciągnął w jej stronę rękę.

Coś w niej pękło.

"Jedni z najlepszych" Przytuliła go, by nie widział jej oczu.

Były mokre.


"Ach, tęskniłam za tym" Westchnęła Alicia, przymykając oczy.

Mary otworzyła jedno oko i spojrzała na nią. Była to pierwsza sobota września, którą, jak wiele poprzednich, spędzali przy jeziorze pod ich ulubionym drzewem. Vic, George i Fred prowadzili zaciekłą rozmowę na temat Quidditcha ("Mówię ci, Aicia jest lesza od takiego, powiedzmy, Ladislawa Zamojskiego!""Bez przesady, Zamojski to zawodowy ścigający! Nawet Alicia nie jest od niego lepsza!""Panowie, stawiam galeona na Gobliny z Grodziska. Z kim teraz będą grać?"), Lee i Cariie zaciekle plotkowali ("Lee, nawet Sanpe musi czasami myć włosy.""Widziałaś kiedyś żeby nie były przetłuszczone?"), Jade zaciekle czytała, co jakiś czas poprawiając swoje okulary, a Alicia i Marlo czerpały korzyści ze słońca, póki mogły.

"Za czym dokładnie?" Blondynka zaśmiała się gorzko. "Rozumiem że za słońcem, całe lato tylko padało."

"Nie tylko" Wzruszyła ramionami brunetka. "Za Hogwartem. Za wami. Za... Tym, co teraz robimy."

"Pragnę ci przypomnieć, że nie robimy praktycznie nic" Gryfonka wywróciła oczami.

"Właśnie" Alicia uśmiechnęła się szeroko. "Nie uważasz że to piękne, że potrafimy dobrze się ze sobą bawić robiąc nic?"

Wzrok Mary na chwilę powędrował w stronę Freda, który ściskał właśnie dłoń Vic, przyjmując zakład. Jego rude włosy lśniły w słońcu, a ciemne piegi podkreślały, jak jasne są jego oczy. Szybko z powrotem spojrzała na przyjaciółkę.

Doszło do niej, że właśnie wtedy, kiedy spędzała czas z nimi - Victorią, George'm, Fredem, Alicią, Jade, Carrie i Lee - nie myślała o lekcjach, o pracy domowej, o swoim ojcu, o swojej matce, o tym, że była zakochaną bez wzajemności małolatą. Nie było smutku, zazdrości, strachu.

"Masz rację" Odwzajemniła uśmiech brunetki. "To piękne."