W oddali usłyszałem dźwięk budzika, wyrywający mnie ze snu. Półprzytomnie spojrzałem na tarczę budzika stojącego na szafce przy łóżku. Dziewiąta trzydzieści. Zerknąłem na drugą stronę łóżka – było puste.

Poszedłem do łazienki. Odkręciłem kurek z zimną wodą, umyłem twarz. Sięgnąłem po krem, ale nie wyczułem go nigdzie w zasięgu moich palców. Spojrzałem w tamtą stronę. Półka była kompletnie pusta. Leżała na niej tylko karteczka, na której zapisanych było kilka zdań schludnym, eleganckim pismem:

„Wziąłem resztę swoich rzeczy, kiedy spałeś. Nie chciałem Cię budzić.
Nie chciałem też, żeby to się tak skończyło.
Przepraszam…
Drake"

Przeczytałem jeszcze raz podpis. Drake. Drake? A… Kris? Co z Krisem?

Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać…

Wczorajszy wieczór… Kolejna kłótnia z Drake'm… Decyzja o zakończeniu tego, co już i tak było od dawna skończone… Telefon do Krisa… Długa rozmowa… Opróżnienie na w pół pustej już butelki wina… Sen… Znowu Kris – tym razem tak, jak zawsze o tym fantazjowałem…

Moje serce ścisnęło się ze smutku. Nie żałowałem jednak zerwania z Drake'm – nie miałem zamiaru patrzeć na niego ani sekundy dłużej. A jednak… Gdzieś w głębi czułem żal, że jednak się obudziłem.

Ukryłem twarz w dłoniach.