Rozdział 2
Ich własne prawo
To była najgłupsza rzecz, na jaką się zdecydował. Severus nigdy wcześniej nie zamierzał uciekać przed wymiarem sprawiedliwości, a właśnie to robił, przemykając uliczkami francuskiego miasteczka. Harry był blisko i trzymał go kurczowo za rękę, gdy raz po raz ich oszołomione umysły rejestrowały głośne policyjne syreny. W głowie Snape'a huczała jedna myśl: „co wyście, do jasnej cholery, najlepszego zrobili!".
― Tędy, szybko! ― wykrztusił chłopak, ciężko oddychając i pociągnął Severusa za sobą do wąskiego zaułka. Poranne słońce tu nie sięgało i w uliczce panowały półmrok oraz przejmujący chłód. Idealna kryjówka. ― Tu się schowamy, za tym. ― Potter skulił się za sporym pojemnikiem na śmieci. Pisarz niechętnie zrobił to samo, kucając tuż za nim. Sytuacja nie była za wesoła.
W końcu pisarz się odezwał:
― Gdybyśmy zostali i wyjaśnili wszystko, policja mogłaby uwierzyć w naszą wersję. I nie musiałbym się teraz ukrywać i uciekać przed stróżami prawa, jak jakiś oprych.
Harry wywrócił oczami, słysząc słowa mężczyzny.
― Po pierwsze to obaj uciekamy przed policją. Pomagając ci uciec, też stałem się wyjęty spod prawa. Raniłeś policjanta, jeśli raczysz pamiętać.
Z gardła Severusa wydobył się podirytowany pomruk i ciemne oczy obrzuciły młodego groźnym spojrzeniem. Rana wciąż krwawiła i było nad wyraz jasne, że dzieciak funkcjonuje tylko dzięki potężnemu zastrzykowi adrenaliny wywołanemu całą tą sytuacją. Snape przypuszczał, że kiedy energia się wyczerpie, młody będzie po prostu w opłakanym stanie.
― Przecież nie mierzyłem do policjanta. Broń wypaliła, gdy się szamotałem z napastnikiem ― odparł Severus cicho, słysząc czyjeś kroki nieopodal. Szczęśliwie nikt ich nie dostrzegł. ― Gdybym miał szansę to wytłumaczyć, można by było tego wszystkiego uniknąć.
Chłopak nie odpowiedział i pisarz już otwierał usta, żeby kontynuować, gdy zza rogu wyszła grupa policjantów z bronią gotową do strzału, obrzucając zdeterminowanym wzrokiem „ich" ciemną uliczkę. Harry przysunął się bliżej do niego i czuły zmysł powonienia Snape'a zarejestrował delikatny zapach jabłek i mięty. Pewnie szampon młodego. Miękkie, jedwabiste kosmyki musnęły brodę mężczyzny w chwili, kiedy dzieciak odwracał się w jego stronę. Jego wargi były rozchylone, a na jego szyi widać było szalone pulsowanie tętnicy.
Choć to było całkowicie zbędne, Severus przytknął do ust palec, nakazując ciszę. Wydawało się, że trwali w bezruchu całą wieczność, gdy wreszcie usłyszeli zdecydowany głos:
― Czysto!
Policjanci skręcili w lewo i wkrótce znikli z pola widzenia. Snape poczuł ciepły oddech na swojej szyi, gdy Harry wzdrygnął się nerwowo. Pisarz bez namysłu objął go delikatnie, przyciągając drobniejsze ciało.
― Musimy stąd iść i najważniejsza sprawa – opatrzyć cię. Wtedy pójdziemy prosto na posterunek i wyprostujemy to koszmarne nieporozumienie. Nie będę uważany za przestępcę. Mężczyzna uważał to za dobry plan, jednak zobaczył, że Harry marszczy czoło, jakby miał wątpliwości.
― A co jeśli nie wyprostujesz? Pójdziesz do więzienia, albo co gorsza ja też tam trafię. ― Severus powstrzymał cisnący się mu na usta komentarz, że taki chłopak jak Harry w więzieniu z miejsca stałby się smacznym kąskiem dla każdego. Nawet nie chciał myśleć o tej ewentualności. Zamiast tego uniósł się i usiadł na ziemi, mięśnie ud potwornie go bolały. ― Policja jest przekonana, że to ty strzelałeś do ich człowieka, a to jest przestępstwo.
Severus powoli i parokrotnie wypuścił oddech nosem, próbując znaleźć spokój. To była po prostu niebywale popieprzona sytuacja. Kompletnie popieprzona.
― Ja tu jestem dorosły, Harry i zrobimy po mojemu. ― Ten argument wcale nie był najlepszy, choćby dlatego, że Potter nie był już dzieckiem, ale myśl o kryciu się przed wszystkimi, gdy nie zrobili nic złego, była dla Severusa czymś uwłaczającym. Dzieciak obnażył zęby i zaciskając dłonie w pięści, wysyczał wściekle:
― Mam osiemnaście lat i wyobraź sobie, że nie jestem dzieckiem!
― Ja mam trzydzieści dwa ― wtrącił Severus z kąśliwym uśmiechem. Twarz młodego zaczerwieniła się nieco ze złości. Pisarz stwierdził, że dzieciak niespecjalnie panował na emocjami, lecz cóż, miał trochę racji. Ich przyszłość malowała się raczej w ciemnych barwach. Po części była to jego wina, w końcu postanowił walczyć z napastnikiem o broń, co spowodowało, że całkiem przypadkowo jego palce nacisnęły spust. Nieistotne, że był to nieszczęśliwy wypadek, to on strzelił. A policja, cóż, uznała go za sprawcę i teraz jest ścigany, słusznie bądź nie.
― Nieważne, do cholery! Nie mam zamiaru zostać złapany i posądzony o współudział oraz pomoc zabójcy! ― Pisarz westchnął ciężko. Przypuszczał, że sprawa nie jest aż tak poważna i raniony policjant ma się całkiem dobrze, z wyjątkiem rany postrzałowej, rzecz jasna. Nagle dzieciak stęknął głośniej, sięgając dłońmi do swojej zranionej nogi. Snape momentalnie chwycił go za ramiona, odsuwając go łagodnie, żeby mieć lepszy widok. Prawie nic nie było widać przez wciąż obficie sączącą się krew, a jeśli, jak podejrzewał mężczyzna, kula nadal tkwiła w nodze dzieciaka, należało jak najprędzej ją wyciągnąć, by rana zaczęła się goić. Pisarz wypuścił powoli powietrze i po raz kolejny tego ranka skoncentrował swoje myśli na tym, co robić, odsuwając rosnący ból głowy.
Miał dwa wyjścia: podrzucić na w pół przytomnego chłopaka do szpitala i udać się prosto na posterunek policji, ryzykując nie tylko swoją wolność, lub też zabrać smarkacza do siebie, opatrzyć go i tym samym stać wrogiem publicznym numer jeden. No, może to przesada, lecz z pewnością nie taka wielka.
Głaszcząc uspokajająco drżące, szczupłe ciało chłopaka, Severus ostrożnie pomógł mu wstać i zmuszony był przyjąć na siebie większość ciężaru Harry'ego. Mężczyzna skrzywił się nieco:
― Chodź, trzeba zająć się twoją nogą.
Chłopak oparł się o jego ramię jeszcze bardziej i jęknął żałośnie.
― Gdzie idziemy? ― zapytał słabym głosem. Gorący oddech owiewał ucho Snape'a. Mężczyzna przyciągnął drobniejsze ciało do siebie, mocniej opasując je ramieniem.
― Do mnie.
Żegnaj spokojne życie. Witajcie kłopoty, los ściganego przez prawo z ledwo co poznanym i rannym chłopakiem u boku. Po prostu niczego bardziej nie chciał. Cholera jasna!
-SS/HP-
Mieszkanie Severusa było imponujące i świadczyło o tym, że jest majętnym człowiekiem. Było przestronne, w jego skład wchodziły dwie sypialnie oraz otwarta przestrzeń stanowiąca spory salon z miękkimi skórzanymi fotelami i sporą kanapą. Kuchnia również była spora, dominowały w niej stal i granit, uzupełniając się wzajemnie. Podłogi wyłożone parkietem, a w salonie przykrywał je dodatkowo czerwony dywan. Jednym słowem, mieszkanie było piękne.
― Ładnie tu, Sev'rusie ― mruknął bełkotliwie Harry i oblizał suche wargi, czując nieprzyjemne zawroty głowy. Miał nadzieję spocząć w jednym z zachęcających foteli. Wiedział, że stracił wiele krwi, co wywoływało u niego nieznośne mdłości. Całe jego ciało zaczęło się trząść, gdy poziom adrenaliny gwałtownie spadł.
Trzymający go mężczyzna, prychnął coś w odpowiedzi i niemal zawlókł go do najbliższego fotela. Gdy w końcu Harry usiadł, dziękował niebiosom, choć spomiędzy jego zaciśniętych warg wydobywał się raz po raz jęk bólu. Noga bolała przeokropnie, dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo.
― Idę po apteczkę. ― Chłopak posłał pisarzowi słaby lecz promienny uśmiech.
― Może przykleisz mi plaster i już?
Snape obrzucił go tak uporczywym i twardym spojrzeniem, że młody natychmiast zamilkł, odwracając wzrok. Pisarz przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia, w drodze zrzucając płaszcz.
― Muszę najpierw wyjąć kulę, więc na razie żadnego plastra. ― Twarz dzieciaka zbladła jeszcze bardziej, kiedy jego oszołomiony umysł przetrawił usłyszane słowa i zmierzwione włosy opadły na poduchy wsparte na oparciu. ― Siedź grzecznie i nie ruszaj się, jak będę to robił ― powiedział Severus, wracając szybkimi krokami. Rozpiął górne guziki koszuli, by mu było wygodniej i podwinął rękawy, ukazując drobne, ciemne włoski porastające skórę rąk.
Harry zamruczał cicho, próbując znaleźć wygodniejsze ułożenie dla swojej nogi.
― Nie wierzę, że mnie postrzelił, drań jeden! ― syknął. Wzdrygnął się gwałtownie, czując silne palce podwijające i rozcinające nogawkę spodni. ― To boli! ― warknął na Severusa i obrzucił go wściekłym spojrzeniem. Mężczyzna nawet nie przerwał tego, co robił.
Sięgnąwszy po wilgotny ręcznik, pisarz delikatnie przemył ranę, co jednak spowodowało, że dzieciak podskoczył z piskiem bólu.
― Oczywiście, że boli, durny bachorze, to rana postrzałowa. Muszę ją oczyścić i wyjąć kulę, bo sama nie wyjdzie. Nie ruszaj się.
― Po prostu rewelacja! O niczym innym nie marzę, tylko o tym, że rozerwiesz mi nogę, by wyjąć pieprzoną kulę! ― Nie uzyskał odpowiedzi, jedynie niezbyt mocnego klapsa w zdrowe udo. ― I nie jestem dzieckiem! Mam osiemnaście lat! ― mruknął z obrazą i uniósł dumnie brodę. Severus tylko parsknął.
― A już myślałem, sądząc po twoim znakomitym opanowaniu. A raczej jego całkowitym braku.
― O czym ty…
― Pozwalasz, by emocje tobą kierowały i przez ten swój niewyparzony jęzor wpadasz w kłopoty. Gdybyś był opanowany, nikt by cię nie postrzelił.
― Ani nie ścigał ― dodał cicho Harry, wypuszczając głośniej powietrze. Severus ignorując go, metodycznie oczyszczał ranę, zdecydowanie przyciskając do niej ręcznik. Chłopak zagryzł wargi i jęknął, posyłając Snape'owi spojrzenie niesłusznie skrzywdzonego. Kręciło mu się w głowie, choć rana postrzałowa już wyglądała o niebo lepiej, kiedy zaschnięta krew zniknęła. Wydawała się naprawdę mała. Noga zaczęła niekontrolowanie drżeć i przytrzymał ją dłońmi, lecz niewiele to pomogło.
Severus po chwili uniósł wzrok i ich oczy się spotkały. Jednak to spojrzenie pisarza była nieprzeniknione.
― Wytrzymaj, Harry, jeszcze chwilę. To niestety będzie bolało. ― Wziął buteleczkę czystego spirytusu, a dzieciak, widząc, co się święci, wstrzymał oddech i zacisnął powieki.
Na całe szczęście Snape nie przedłużał sprawy i przechylił buteleczkę. Nie przerwał, słysząc głośne przekleństwa, jakie się wyrywały się z gardła Pottera oraz odgłos uderzania głową o miękkie poduszki.
― Szlag! Bolało jak pieprzona cholera! Nadal boli!
W odpowiedzi Harry uzyskał jedynie złośliwy uśmieszek. To go upewniało w założeniu, że cała ta sytuacja niezwykle bawiła Severusa i że teraz mężczyzna czerpał przyjemność ze swojej małej zemsty, czyli dręczenia go pod pretekstem udzielania pomocy. Założył ręce na piersi, do żywego urażony brakiem współczucia i zerknął na nogę. Nie krwawiła już tak bardzo i musiał przyznać, że miał sporo szczęścia, bo pocisk najwidoczniej ominął ważniejsze naczynia krwionośne.
― Teraz wyjmę kulę. Zagryź to, jak potrafisz najmocniej. ― W dłoniach Snape'a pojawił się zrolowany, czysty ręcznik, który podał chłopakowi, a ten bez sprzeciwu włożył materiał między zęby, mówiąc:
― Żebym ja ciebie nie pogryzł! ― Choć materiał sprawiał, że słowa nie były wyraźne, to klepnięcie w udo oznaczało, że pisarz mimo wszystko zrozumiał. Odetchnął, starając się uspokoić, a także mentalnie przygotować na to, co go czeka. Parę minut potwornego, koszmarnego bólu, bo inaczej nie potrafił sobie tego wyobrazić.
― Gotowy?
Tym razem Harry wydał z siebie zrezygnowany pomruk.
-SS/HP-
Severus trzymał w dłoni szklaneczkę whisky i siedział oparty wygodnie w fotelu naprzeciwko kanapy obecnie zajętej przez chłopaka. Obserwował go uważnie, sącząc drinka. Od jakiejś pół godziny Harry spał głęboko i spokojnie, co pisarz mógł bez trudu określić jako szczęście w nieszczęściu, zważywszy ich kłopoty. Zdziwił go fakt, że dzieciak tak długo wytrzymał, nie tracąc przytomności. Blade światło lampy tworzyło długie, pokręcone i niekiedy niepokojące cienie na ścianach i rosnące w kierunku sufitu. Biorąc kolejnego łyka mocnego alkoholu, wciąż przyglądał się swojemu śpiącemu gościowi. Nic się nie zmieniło, nadal uważał, że chłopak jest po prostu piękny.
Długie, ciemne rzęsy opadały na zarumienione teraz policzki, a pełne wargi wydęły się jeszcze bardziej we śnie. Płaski brzuch powoli wznosił się i opadał w rytm wolnych i głębokich oddechów. Snape ledwo wstrzymał rozbawienie, kiedy chłopak jęknął, a moment później prychnął cicho, przycisnąwszy zwinięte dłonie do siebie i ocierając policzkiem o miękkie obicie kanapy.
Długi i ciężki poranek leniwie mijał, przechodząc stopniowo w późne popołudnie.
Przeczesując smukłymi palcami długie do ramion włosy, Severus wypuścił powietrze. Cieszył się, że udało mu wydobyć kulę, inaczej nie byłoby wesoło, a młodemu groziłaby infekcja. To była ostatnia rzecz, jakiej potrzebował – opieka nad chorym dzieciakiem, gdy uciekali przed policją.
Co do samego wyciągnięcia pocisku odkażonymi szczypczykami, Harry zniósł to dzielnie, poza paroma krzykami i stęknięciami starał się pozostać cicho i nieruchomo niemal do samego końca. To było dziwne i mężczyzna nigdy by nie przyznał tego głośno, ale Severus był z niego dumny. I to bardzo. Pomimo całej tej chorej sytuacji, w jaką zostali wplątani, Harry wykazał się dojrzałością.
Severus odchylił głowę i jednym haustem osuszył szklankę, wstając. Co prawda rzadko pił więcej niż jedną szklaneczkę, ale ten dzień był wyjątkowy i postanowił zrobić sobie nowego drinka. Nalawszy sobie whisky, zgarnął notes z piórem. Ponownie usiadł w fotelu i zaczął pisać, zerkając raz po raz na śpiącego chłopaka oraz wolno sącząc złotawy trunek.
Jakby tu zacząć?
Kawiarnia była zatłoczona i gwarna.
Jak inaczej można było zacząć, jeśli nie tak, jak to było naprawdę? Przypomniał sobie wczorajsze spotkanie z nieopanowanym Harrym. Uśmiechnął się nieznacznie, starając się ubrać to wszystko w odpowiednie słowa.
Nie chciał marnować czasu, a stłoczone myśli bez trudu dały się przelewać na papier.
To może być jego najlepsza powieść, o ile nie wyląduje w więzieniu, nim ją ukończy.
― Co piszesz? ― Usłyszał w pewnym momencie zaspany głos dzieciaka. Niemal się roześmiał, widząc, że Harry jeszcze nie całkiem się obudził i bezskutecznie próbuje przegnać resztki snu.
Schował pióro do zamykanego notesu, który z kolei szybko odłożył.
― Notuję pewne rzeczy. Mogą mi się przydać. ― Cichy i radosny śmiech chłopaka sprawił, że pisarz poczuł całkiem przyjemne mrowienie w dole brzucha. Nie, nie może teraz o tym myśleć.
― No widzisz, na brak weny najlepsza drobna strzelanina i zabawa w policjantów i złodziei. ― Niestety żart młodemu nie wyszedł, ale uśmiech na jego twarzy, choć przyprawiony odrobiną bólu, rozbawił Severusa, gdy zbliżył się do kanapy. Pisarz kucnął i położył dłoń na kościstym ramieniu. Wydawało mu się… Musiało mu się wydawać, kiedy poczuł, że dzieciak przesunął się nieświadomie jeszcze bliżej niego, jego dotyku. Najwidoczniej utknął w swojej książce. ― Dzięki za opatrzenie mi nogi. Musiałem zemdleć, bo nie pamiętam, żebym ci wcześniej dziękował. Zdecydowanie boli dużo mniej.
Severus rzucił okiem na zranioną, obandażowaną nogę i kiwnął głową:
― Cieszę się. Jesteś głodny? ― Harry spojrzał na niego przytomnymi już oczami i uśmiechnął się szeroko, potakując skwapliwie. Ten uśmiech wywoływał u Severusa całkiem nieoczekiwane reakcje, zwłaszcza jeśli chodziło o jego męskość, bo jego spodnie nagle wydały się nieco za ciasne. ― Przygotuję coś, ty masz leżeć i odpoczywać.
Pisarz posłał młodemu ostrzegawcze spojrzenie, kierując się w stronę kuchni. Doszedł go głos chłopaka:
― Mam się przygotować mentalnie na zatrucie, czy umiesz gotować? ― Severus prychnął tylko i niemal wywrócił oczami, słysząc te docinki dzieciaka.
― Ty się lepiej skup na tym, by nie ruszać się z kanapy. ― Być może powinien dobitniej odpowiedzieć, jednak po emocjach dzisiejszego poranka i niewielkiej ilości whisky, nic innego nie przyszło mu do głowy. Umysł miał leciutko przyćmiony, ale dawało mu to poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Zajął się szykowaniem makaronu w sosie warzywnym, licząc na apetyt chłopaka. Harry w końcu był rekonwalescentem.
― Woda? ― rzucił z kuchni.
― Nie, to ja, Harry. Naprawdę, Severusie, chyba się starzejesz. ― Te słowa i chichot Harry'ego ubodły pisarza, który przypomniał, że ma zaledwie trzydzieści dwa lata. Chłopak zacmokał, jakby żałując nieco swojej wypowiedzi i spytał: ― Pomóc ci?
― Nie, chcesz wody do posiłku?
― Dzięki, nie chce mi się pić.
― Nie szkodzi. I tak dostaniesz.
Severus usłyszał skrzypienie skórzanej kanapy.
― Po co się mnie pytasz, skoro i tak zrobisz po swojemu?
Tym razem młody próbował wstawać, choć ledwo miał na to siłę. Pisarz westchnął ciężko i zabrał się za robienie sosu.
― Nie chcesz wiedzieć, co zrobię, jak się ruszyć choć na milimetr ― rzucił krótkie ostrzeżenie i z zadowoleniem stwierdził, że skrzypienie ustało niemal natychmiast. Dzieciak miał dość rozumu, by posłuchać. Całe szczęście.
-SS/HP-
Zapach mocnych przypraw wciąż rozchodził się po kuchni. Harry i Severus siedzieli przy niewielkim kwadratowym stoliku. Posiłek był skończony, talerze nosiły ślady sosu. Chłopak leniwie stukał w brzeg swojego talerza, obserwując mężczyznę siedzącego naprzeciw. Ten sączył aromatyczną kawę i wpatrywał się w gorący napój, nie odrywając ust od brzegu filiżanki, całkowicie pochłonięty przez myśli. Harry uśmiechnął się szerzej, widząc, jak pisarz mamrotał coś pod nosem, prowadząc nieodgadnioną dyskusję z samym sobą. Po krótkiej chwili, filiżanka stuknęła o spodeczek. Chłopaka bawiło obserwowanie i przysłuchiwanie się tej nie do końca wewnętrznej rozmowie.
― Przyjemnie się konwersowało z jedyną mądrą osobą w okolicy? ― W odpowiedzi otrzymał niemal rozgniewane spojrzenie, jednak nie przejął się tym zbytnio. Z psotnym uśmiechem przesunął od niechcenia palcem wzdłuż pozostałości po smacznym sosie i wsunął opuszkę do ust, oblizując i ssąc. Severus niemal natychmiast odwrócił wzrok, co chłopaka dość mocno zaskoczyło. ― Robisz pyszny makaron.
Zauważył, że mężczyzna nie umiał za bardzo przyjmować zasłużonych pochwał, a Harry był rozbawiony jego zażenowaniem.
Snape odsunął swój talerz, a na jego miejsce postawił filiżankę. Dzieciak mordował spojrzeniem szklankę wody, może faktycznie nie był spragniony?
― Przepis mojej matki. ― Harry potaknął i zaczął się zastanawiać, czy pisarzowi naprawdę trudno jest przyjąć dobre słowo. Nikogo takiego nigdy jeszcze nie poznał.
― Więc… ― zaczął po chwili. ― Masz faceta?
Mężczyzna postawił filiżankę tak mocno, że omal jej nie rozbił i zmrużył oczy, obrzucając młodego przenikliwym spojrzeniem.
― No co? Próbuję tylko zagaić. ― Dzieciak jedynie wzruszył ramionami.
― Mieszkam sam, jak widzisz. Chyba nie widzisz czegoś, co by temu przeczyło, hm?
― Z całą pewnością nie lubisz poruszać osobistych tematów…
― Gdy moimi rozmówcami są nastoletni chłopcy tacy, jak ty ― odparł chłodno Severus, a dzieciak westchnął.
― Pomogłem ci…
― Nie chcę rozmawiać o wypadkach dzisiejszego poranka! ― Mężczyzna wstał gwałtownie i bez słowa ruszył do salonu ogrzewanego imitacją prawdziwego kominka, ale w tym wypadku paliwem był gaz, co ułatwiało sprawę zachowania czystości. Harry z trudem dźwignął się krzesła i pokuśtykał za nim.
― Dobra, to nie będziemy. ― Ignorując ból nogi, usiadł obok Severusa. ― Opowiedz mi o twoim ostatnim facecie.
Pisarz milczał i chłopak wykorzystał ciszę, by przyjrzeć się jego profilowi. Wyraźna linia szczęki, długi nos sprawiały, że mężczyzna był na swój sposób przystojny i przyciągał uwagę. Zasłona mocnych, ciemnych włosów opadała mu na ramiona i Harry nie po raz pierwszy złapał się na tym, że pragnął jej dotknąć. Włosy mężczyzny musiały być takie miękkie w dotyku.
― Zerwałem z moim ostatnim facetem jakieś pięć lat temu! Niby jak mam go pamiętać?! ― Harry nie odpowiedział, unosząc jedynie brew. Severus siedział i patrzył się na strzelające płomienie.
― Czyli jesteś raczej samotnikiem ― Te słowa zostały rzucone w ciszę. Ciche prychnięcie stanowiło jedyną odpowiedź, brak potwierdzenia bądź zaprzeczenia obudziło ciekawość chłopaka. ― Jesteś, prawda? To dlatego lubisz pisać gejowską erotykę? ― Uśmiechnął się, widząc ironiczny grymas na twarzy pisarza.
W końcu Severus obrócił się w jego stronę.
― Przecież mówiłem: piszę, bo zapragnąłem…
― Czegoś, czemu z przyjemnością będziesz mógł się oddać bez reszty. Pamiętam. Słuchałem cię. ― Wargi Snape'a bezgłośnie ułożyły się w słowo „czyżby" i Potter z ogromnym trudem powstrzymał się przed pokazaniem mu języka. ― Powiedziałeś, że zawiniły związki, które nie przyniosły ci satysfakcji i były nieudane. Dlatego wybrałeś samotność?
― Nie. Jestem. Samotnikiem ― wycedził przez zaciśnięte zęby. Harry prostując się, uniósł nieznacznie ręce w uspokajającym geście bezbronności.
― To czemu od razu nic nie mówisz?
― Zdecydowanie bardziej cię lubiłem, jak spałeś. ― Severus schował twarz w dłoniach i westchnął.
― Unikasz odpowiedzi, a ja chcę wiedzieć. ― mruknął młody. Oparł się o kanapę, zaciskając zęby i krzywiąc, kiedy ból nogi stal się po prostu nieznośny. Fakt, być może to i była wina jego niewyparzonej gęby, ale... dlaczego? Dlaczego rana postrzałowa musi być taka bolesna?
Snape parsknął pod nosem i Harry skupił uwagę na nim, stopniowo zapominając o dokuczliwym bólu nogi.
― Naprawdę chcesz posłuchać o moich związkach z facetami? ― spytał, a chłopak skinął głową.
― Nigdy nie mówiłem, że mnie to nie interesuje ― mruknął nieco urażony i założył ręce na piersi. Pisarz prychnął i ponownie utkwił wzrok w ogniu. Potter uznał, że lubi skupiać uwagę Severusa i trącił go łokciem w bok. ― Powiedz, proszę. Nudzi mi się, a to wydaje się ciekawe.
Mężczyzna klepnął jego rękę w ramach łagodnego upomnienia. Chłopak się nachmurzył i zignorował go. Miał dziwne odczucie, że Snape wykorzystuje niemal każdą okazję, by go dotknąć, nawet jeśli w taki sposób. Nie żeby mu to aż tak bardzo przeszkadzało.
― Nie jestem twoją niańką i nie będę cię bawił historiami z mojego życia, by zaspokoić twoją ciekawość. Zajmij się czymś i daj mi odpocząć, potwornie rozbolała mnie głowa. ― Mimo dobrze wyczuwalnej irytacji w jego słowach, głos pisarza był ściszony. Harry zmarszczył czoło i nie chcąc okazać, jak bardzo go boli noga, zagryzł zęby.
― Niech ci będzie, panie humorzasty ― warknął, nie odwracając się i odszedł tak szybko, jak pozwalała mu na to zraniona noga.
Skoro Severus nie chciał mnie uraczyć jakąś opowieścią, sam się dowiem tego i owego, pomyślał, kierując się do jednego z mniejszych pokoi.
-SS/HP-
Severus oparł się i powoli wypuścił całe powietrze z płuc, by następnie je nim zapełnić. Mówiąc prawdę, głowa wcale go nie bolała. Dzieciak był stanowczo zbyt wścibski, a także irytujący oraz gadatliwy, ale jego towarzystwo nie nużyło. Snape jednak nie chciał opowiadać o swoich nieudanych związkach, bo jak do tej pory każdy z mężczyzn, z którymi się wiązał, zostawiał go prędzej czy później na pastwę samotności i zgubnym skutkom upływu czasu. Wpadł w to błędne kolo, nie był w stanie się z niego wyrwać. Ponadto obiecał sobie, że nie pozwoli się ranić tak, jak do tej pory. To, co przelewał na papier wystarczało mu w zupełności. Nawet nieźle mu się powodziło.
Obserwując tańczące płomienie, powoli przymknął oczy.
― Całe szczęście, że niebawem ten dzień się skończy ― szepnął w przestrzeń.
Chciał zasnąć i obudzić się, stwierdzając to był sen. Męczący i bardzo przykry sen. A on już nie jest ścigany, poszukiwany za użycie broni palnej wobec policjanta. Z tych rozmyślań wyrwał go jakiś dziwny hałas dochodzący z krótkiego korytarzyka. Zrezygnowany wypuścił powietrze. Nie będzie mu dane odpocząć. Osiemnastoletni Harry sprawiał więcej kłopotów, niż raczkujący brzdąc.
― Co tym razem zrobiłeś, Harry? ― spytał sam siebie i ruszył sprawdzić.
Znalazł go w swojej sypialni. Na dywanie wśród białych kartek rozsypanych na podłodze i nadal na nią spadających. Chłopak dostrzegł go i uśmiechnął się przepraszająco, wzruszając ramionami. Znowu.
― Czy mogę wiedzieć, co robisz w mojej sypialni? ― Snape zamknął oczy i zmusił się do zachowania spokoju. Młody łapał powietrze jak ryba wyciągnięta z wody, niezdolny do wykrztuszenia pełnego zdania. Wiedząc, że nie uzyska słownej odpowiedzi, dodał: ― To manuskrypt tekstu przygotowanego do wydania. Czy wiesz, jak długo trzeba układać kartki, by były w idealnym porządku? Wiesz?
― Całe godziny? ― Padła niepewna odpowiedź. Severus odgarnął kosmyki, które wpadały mu do oczu.
― Zgadza się. Zacznij składać, albo nie pójdziesz spać tej nocy. ― Ignorując oburzone wołanie chłopaka, wyszedł. Teraz głowa naprawdę go bolała.
Musi wziąć prysznic i zrobić sobie świeżą kawę. To będzie długi wieczór.
I pierwsza od pięciu lat noc spędzona w towarzystwie młodego mężczyzny, nie, chłopaka zachowującego się nader dziecinnie.
Cóż za rozkosz.
