Wiem, wiem, nawaliłam i dodaje trochę późno, ale jakby na to nie patrzeć to decydujący rozdział. Bałam się, że nie napiszę Kiry dobrze. Ciągle usuwałam i zmieniałam, ale wreszcie doszłam do stopnia w jakim jestem zadowolona, a to zawsze coś!
pamiętajcie, że jak bardzo badzieny by nie był, nie będzie gorszy od netflixowego filmu...
(nie oglądałam filmu, ale trailer mi wystarczy)
"Każdy przeraziłby się widząc takiego potwora"
~L Lawliet
-No, Raito, nudziło mi się bez ciebie, szukałem przez ten czas pozostałości, aby przywrócić ci wspomnienia, powinieneś z tym swoim koleżką bardziej szanować mój notatnik. Tęskniłem Raito.
Raito stał jak słup. Jego wielkie oczy zamarły w wyrazie zdziwienia. A nawet umarły. Zastąpione przez błyszczące jak u wilka zmrużone ślepia skropione krwią milionów ofiar.
Małe, pulchne usta rozszerzyły się w przerażającym uśmiechu.
Uśmiech rozszerzał się póki nie ukazała się spora część dziąseł.
Zaczął lekko trząść ramionami tłumiąc rozdzierający śmiech, który na pewno śniłby się po nocach, gdyby tylko wydał go z siebie.
-L przegrał Ryuk. Jest w kropce. Wygrałem! Wygrałem!
-Raito, jeśli nadal tak głośno będziesz się tym chwalisz to na pewno on cię uprzedzi.
Shinigami zaśmiał się szyderczo, kpiąco, tak jak zwykle się śmiał.
Raito zignorował jego słowa.
-Teraz mój największy cel jest na muszce. Mogę z łatwością pozbyć się go i uratować świat.
Odwrócił się do Ryuk'a, jego przerażająco wielki uśmiech powoli się zmniejszał, a płomienne oczy gasiły swoją ekscytację po przemyśleniu całej sytuacji.
-Ale Ryuk, jak go zabiję, to nie będę już mógł rozwiązywać z nim spraw! Gra w szachy z każdym innym jest dziecinnie nudna, rozmowa z innymi od razu mnie nuży.
Ryuk, chociaż nadal się uśmiechał, czy była dla niego możliwa inna opcja? Zdążył już się rozczarować.
Największym problemem już nie był zgniły świat, tylko zgniły Kira.
-Już wiem co zrobię, nie zabiję go, ale będę przeprowadzać osądy za jego plecami!
-Zawsze jakiś początek Raito.
Ryuk zawsze uważał, że bez L byłoby nudno. Ale bez chęci jego śmierci i wiecznym ściganiu się z nim na śmierć i życie, może być jeszcze nudniej. Zaczął żałować, że nie doceniał frajdy jaką mu nieśli gdy się nienawidzili.
-Gdy zabiję wszystkich kryminalistów, nie będę już miał jak rozwiązywać spraw z L, on straci pracę Ryuk.
Wyglądało na to, że coraz bardziej znudzony Shinigami sam musi zapewnić sobie rozrywkę.
Sięgnął przydługą ręką i wyrwał z głowy nastolatka rdzawy włos.
-Ej, co ty robisz?
Zatrząsł się lekko zdziwiony całą sytuacją.
Ryuk bez słowa wyjął z woreczka który miał przepasany na biodrach małą, drewnianą szkatułkę.
Ostrożnie trzymając włos otworzył wieczko.
Szkatułka rodem ze Skąpca skrywała największy skarb.
Czarny proch, ten sam, którym posypana została głowa Raito.
Wrzucił w nią włos i wymieszał zawartość.
Schował szkatułkę z powrotem do woreczka, zastając Raito z wielkimi oczami, które częściowo opuściła czerwień, spotęgowana przez bursztyn i zmarszczonymi brwiami. Jego usta otworzyły się jakby z chęcią zadania pytania.
-Teraz cząstka ciebie dotyka Death Note'a, nie utracisz wspomnień, nie ważne z jaką pasją umyjesz głowę.
-Ryuk idź, nie chcę tego, zrzekam się notatnika!
Ale Ryuk tylko się śmiał, potęgując frustrację nastolatka.
-Oh Raito, nie jesteś posiadaczem żadnego notatnika. Jesteś najciekawszym człowiekiem, nie ma mowy, że to zmarnuję. Dam ci kartki z mojego notatnika.
-Nie chcę żadnego notatnika!
-Raito-kun- wymamrotał swoim zwyczajem L, co ledwo przebiło się zza bariery drewnianych drzwi. Sama myśl o tym, jak bardzo prawdopodobnie głośne były jego krzyki o byciu Kirą i zabiciu L, sprawiała, że czuł się zdezorientowany i wbity w podłogę, strzelony piorunem. - czy coś się dzieję? Nie obrażaj się już, wyjdź z łazienki, albo pomyślę, że się topisz.
Ryuk zaśmiał się pogardliwie.
-Albo jest głuchy, albo nie chce tego słyszeć, ludzie są interesująco ogłupieli, gdy się do siebie przywiązują, może będzie z tego jakaś zabawa!
-Zamknij się już Ryuk.
-Wierzysz bardziej Bogowi Śmierci, czy idealnemu jak ty aktorowi?- mały głosik z tyłu jego głowy krzyczał wystarczająco długo, aż doszedł do głosu- Skąd wiesz, może twój kochany L jest w te klocki wiele lepszy od ciebie, może ma wszystko starannie zaplanowane, jestem pewny, że ma plan nawet na wypadek własnej śmierci, że kryje tam jakiegoś zastępcę, może nawet dwóch. To jasne, że on chce się do nas zbliżyć i znaleść sposób, abyś się przyznał. Nigdy nawet nie postarał się abyś zobaczył, że mu na tobie zależy. Wiesz, tylko cię bije i oskarża o bycie Kirą. Ewentualnie robi z ciebie zapasowego lokaja, gdyby Watari zawiódł. On nienawidzi Kiry, nigdy cię nie pokocha.
Ale przecież ja nie jestem Kirą, nie, już nie.
-Nie możesz wyrzec się Kiry Raito, jak bardzo byś tego chciał, to wcale nie Kira jest tobą, nie Raito, to ty jesteś Kirą. Kira był, jest i będzie nieodłączną częścią tego kim jesteś. Tak Raito, to ja jestem Kirą, a wiesz w kim jestem? W tobie.
Raito chciał przestać słuchać. Wykrzyczeć słowa obrony, krzyczeć, że nawet gdyby miał zastępcę, to nigdy się tego nie dowie, bo nigdy go nie zabije. Ale pierwszy raz w swoim życiu czuł się bezbronny, słaby i dziwnie mały i bezwartościowy.
To sprawiało, że chciał krzyczeć jeszcze bardziej.
Ryuk czekał grzecznie nie wiedząc co dzieje się w głowie Raito. Był pewny, że jak odzyska wspomnienia, od razu stanie się znów bezwzględnym Kirą gotowym zabić własną rodzinę, jeśli byłoby to konieczne. Może byłoby tak jeszcze dwa lata temu.
Ale po tym czasie zastał zniszczonego Kirę, rozdartego i zniszczonego przez Raito i zawartość jego spodni.
Ryuk nie wierzył w miłość, wydawała się mu głupim usprawiedliwieniem pociągu fizycznego. Raito też powiedziałby tak samo, gdyby został o to zapytany te dwa lata temu.
Nie słucham cię.
-Nie da się nie słuchać siebie samego Raito.
Wyszedł z łazienki, starając się wyglądać normalnie. Pomimo trzęsących się dłoni i rosnącego poczucia winy.
Bardzo chciałby móc go nie słuchać.
Rozejrzał się po pustym pokoju, szukając L, znalazł tylko dziwną atmosferę pustki. Coś w jego brzuchu sprawiało, że czuł się coraz cięższy. Odegnał tłoczące się w jego umyśle słowa.
"Nie mogę Raito-kun, znasz moją twarz i kupujesz mi słodycze."
Wypowiedziane parę chwil temu.
A może jego podświadomość wcale nie gada głupot, bo pragnie zabawy, a teraz ma ochotę na telenowelę z milionami zdrad, romansów, rozwodów i zaginionych braci i sióstr. Czegoś takiego pragnie tylko Ryuk.
Nie, nie może w ogóle o tym myśleć.
Żeby oderwać niepokojące myśli zwrócił uwagę na tablicę korkową zawieszoną na białej ścianie.
Światło padające na kartki z danymi osobowymi ofiar ostatnich morderstw było na tyle intensywne, że był zmuszony mrużyć oczy.
Ale gdy tylko to robił łańcuszek skojarzeń znów przyprowadzał go do L.
W końcu zawsze chodzi tylko o niego.
Jeszcze niedawno mrużył je mówiąc o planach zabicia go.
Czytał te dokumenty, ale za każdym razem gdy próbował się skupić, gdy myślał, że tym razem już na pewno to zrobi, coraz mniej wiedział co czytał.
Czuł wręcz palącą, nie, wypalającą go od środka ochotę rzucenia wszystkiego w diabły i pojechania na plażę na Karaibach, ale jako urodzony perfekcjonalista nie lubił odpoczywać i nic nie robić, poza tym nie wytrzymałby zostania tam z paplającym Ryukiem nad głową, i tym jego okropnym śmiechem.
-Mieliśmy swoją dumę. Byliśmy wszechpotężnym bogiem.
Ale Raito udawał, że nie słyszy. Chociaż dosłownie oszukiwał samego siebie.
Do tej pory był pewny, że najbardziej wkurzający jest właśnie L, ale wychodzi na to, że się mylił.
Zostawił tablicę korkową. I tak mało z niej dochodziło do jego umysłu.
Wszedł do teoretycznie wspólnej sypialni, gdyby L kiedykolwiek spał.
Pierwszy raz w życiu miał wielką ochotę go przytulić. Musiał poczuć jego ciepło i odegnać wszystkie części jego, które nadal myślały o zabiciu go. Chciał przytulić go tak mocno aż usłyszy jego serce, które mogłoby powiedzieć mu prawdę. Które mogłoby odegnać wszystkie wątpliwości.
Zastał L leżącego na łóżku. Oczywiście nie spał. Patrzył się na biały sufit, jego ekspresja wsypywała sól w gardło Raito. Widok tych pustych, nie patrzących się w żaden konkretny punkt oczu, przypominał wzrok martwego człowieka.
Czy on mógłby go zabić? Czy on tego chce? Czy to, że tego nie chce jest kłamstwem wymyślonym przez jego moralność, czy jest usprawiedliwieniem zawartości jego spodni? Czy uczucie które ich łączy nie jest przez cały ten czas nienawiścią?
A może to kolejna gra, tyle, że tym razem tak dobra, że sam zapomniał, że oboje grają.
Jedno było pewne.
Nie chciał wiedzieć.
L tym czasem rozmyślał o tym jakim wielkim ignorantem jest, ciągle mówiąc Raito, że jest Kirą. Czy nie powinien cieszyć się z faktu, że nie wie, że nim jest? Czy nie powinien korzystać z pożyczonego czasu i zwyczajnie się nim cieszyć? A może uważał, że wtedy będzie mu łatwiej odejść? Że jego serce inaczej wybuchnie bez pomocy notatnika, gdy Raito już odzyska wspomnienia.
Jednego był pewien.
Od teraz będzie doceniał fakt, że Raito nie wie, że jest Kirą, cieszyć się z każdej chwili, gdy może się nim cieszyć.
Coś mu mówiło, że ten pożyczany czas się kończy.
Odwrócił się i zobaczył młodszego chłopaka.
Od razu poczuł dziwnie satysfakcjonujące ciepło w klatce piersiowej, dostając nagłego zastrzyku energii.
Uśmiechnął się na jego widok pamiętając o swoim planie.
Wstał z łóżka przytulając się mocno do Raito, który był mu za to niezmiernie wdzięczny.
Ale z drugiej strony czuł się jak zdrajca. Z takim zaangażowaniem bił się z nim za to, że nie jest Kirą. Ale czy jak zostanie oskarżony następnym razem nadal będzie tak umiał? Teraz nie ma do tego serca.
Raito był miękki. Emitowało z niego miłe ciepełko, przez które L od razu zapragnął całego ciepełka tylko dla siebie, i strzegł je zaciskając uścisk mocniej. Wyczuł, że się lekko trząsł, ale uznał, że to z zimna, albo z powodu ich wcześniejszej kłótni.
L zamknął oczy, starając się cieszyć chwilą.
Zwrócić uwagę na ciepły oddech, który unosił delikatnie przezroczyste włoski na jego szyi. Na miarowe bicie serca zaraz obok jego własnego. Na miękkość jedwabistych włosów, które o dziwo wcale nie były tłuste i obrzydliwe. Na sposób w jaki L na własne życzenie był dużo niższy, bo się garbił.
Nawet jeśli L to... kłamca i manipulant... to nie przeszkadzało mu bycie naiwniakiem, który się w to złapie. Zwłaszcza, że on sam nigdy nie był niczym imnym. W końcu karma za manipulowanie tylu kobiet, musi go w końcu dopaść. Nawet jeśli L złamie mu serce, w pełni na to zasługuje, w końcu to on sam planował złamać jego.
Skupił swoją uwagę na palcach L, które przedzierały rdzawe kosmyki jego włosów.
-Raito-kun, masz coś we włosach.
Jego brzuch stał się cztery razy cięższy niż wcześniej. Oczy otworzyły się gwałtownie, a krople potu spływały leniwie po jego bledszym niż zwykle czole.
Próbował uspokoić swoje serce, ale L już zauważył. Czuł to w jego nagłym zamarciu.
Spojrzał na niego z góry czekając na najgorsze.
Ale ten tylko się uśmiechnął.
Pomimo tego, że uśmiech był wypełniony szczęściem zakuł go prosto w serce.
-Nie bój się tak Raito, każdy może mieć łupież, istnieje 99% szans, że za wszelką cenę starasz się go pozbyć, nie możesz, ale nadal ci on przeszkadza, i skrywasz go jak Kira skrywał swoją tożsamość.
Cóż za niefortunne porównanie.
Chciałby, żeby tak było.
Ryuk od razu się zaśmiał.
Zupełnie zapomniał o jego obecności, ale to błogosławieństwo nie trwało za długo.
Praktycznie w tej samej sekundzie L wzdrygnął się.
-Też to słyszałeś Raito-kun?
-Nie, masz już zwidy, potrzebujesz snu, nie możesz się tak przemęczać.
-On kłamie.-zaśmiał się uradowany całą sytuacją Ryuk.
Raito podtrzymał głowę L wbijając ją najmocniej jak mógł w swoją klatkę piersiową, jakby próbował go udusić. L starając się wydostać majtał się jak ryba wyjęta brutalnie z wody, ale Raito przytulił go jeszcze bardziej, desperacko, jak dziecko do matki.
-Raito-kun, sądząc po wydzielanym przez ciebie odorze potu, który wzmaga we mnie produkcję hormonów, mogę powiedzieć, że stresujesz się, najpewniej czymś co zaraz mogę odkryć, najpewniej tym, kogo tam ukrywasz.
Samo wspomnienie o tym jak działa na niego pot, wzmorzył dodatkowo jego produkcję.
-L, to Watari, ma chrypę...
-Watari jest w piekarni, poszedł mi po ciasto, kogo tam ukrywasz Yagami-kun?
Raito puścił rękę z okolic pasa L i powędrował ją, aby starając się jak najsubtelniej zabrać ją z prochu Death Note'a. Opanowywując trzęsienie się złapał kościstą dłoń w swoją, bardziej gładką i prawie kobiecą z czego nie był dumny. Ostrożnie, żeby nie zostawić podejrzeń, zbliżył ją do swoich ust i oddał czuły pocałunek.
W reakcji Oddech L zatrzymał się na chwilę nie ogrzewając już jego szyi.
Ale to nie rozwiązywało problemu. Ale Przynajmniej dało mu czas i zamknęło Ryuka i jego chęć zepsucia wszystkiego.
Następnym przystankiem były własne plecy na których postanowił zostawić uprowadzoną dłoń.
Wolną już dłonią, cichutko, żeby jak najmniej rzucić się w oczy otworzył swój zegarek, w którym nadal znajdował się kawałek Death Note'a.
Wziął igłę i ukuł się do krwi, wzdrygając się lekko w reakcji na ból.
Napisał swoim idealnie schludnym pismem "Ryuk, zbij dyskretnie wazon, albo nigdy nie zobaczysz jabłka."
Odłożył igłę na miejsce i wskazał na zegarek patrząc na shinigami.
Ryuk tylko się zaśmiał.
Raito cały już zalany potem zaczął panikować.
Poruszał agresywnie ustami, nawet nie interesowało go, czy Ryuk faktycznie może to wyczytać.
-Coś się stało Raito-kun?
Brzmiał prawie zaniepokojony.
Tak.
-Nie. Po prostu chciałem cię przytulić i...-ugryzł się w język.
-Raito-kun, istnieje 83%, że coś jednak się stało, sądząc po twojej szybkiej odpowiedzi i skrzywdzeniu własnego języka. A także nietypowym zachowaniu i tajemnicy naszego gościa.
Wszystko chyba jednak wracało do normy, bo znów zaczął się na niego wściekać. Ale tylko trochę, to pokazywało, że jednak się martwił. Poza tym, najbardziej wściekał się na siebie. Wiedział, że związanie się z nim jest szalone, niewłaściwe i ryzykowne, nawet bez świadomości bycia Kirą.
Raito poluzował dłoń ściśniętą na kruczoczarnych włosach i wziął głęboki oddech. Jak bardzo liczył na to, żeby ten sen wreszcie się skończył, zanim dostanie nerwicy. Ale próbując się uspokoić zwrócił uwagę na zapach intensywnej kawy, który zawsze towarzyszył L, co przekonało go do tego, że to nie mógł być sen.
Ale trzeba oczyścić umysł!
Ale kiedy tylko się starał odpływał jeszcze głębiej we wspomnienia związane z tym zapachem.
Jego oddech stał się jeszcze bardziej nieregularny.
Potrząsnął głową.
Myśląc trzeźwo, L wcale nie wie nic o tym, czy coś się zepsuło czy nie, a jest za leniwy, żeby to sprawdzić. I tak nie ruszy się, póki tak go trzyma, potem może podnieść wszystko na wyższy poziom intymności, a gdy skończą, nie będzie się obchodził sprawdzaniem. Może też zaproponować pojechanie do domu ofiary ostatniej zbrodni.
-L-odetchnął głęboko, częściowo, aby udać skruchę, a częściowo, żeby uspokoić zdenerwowanie.-Zbiłem wazon.
-Yagami-kun, to nie wyjaśnia twojego tajemniczego kolegi.
-To mój przyjaciel Ry... Ryan. Mieliśmy plan. Ja miałem cię zająć, a on posprzątać, ale... yyy... gnida mnie zdradził.
-Raito-kun, mieszkamy w Japonii, w której trudno jest tak zwyczajnie znaleść sobie kolegę Ryan'a, leżałem w łóżku, a to ty do mnie przyszedłeś, łatwiejsze byłoby zwykłe posprzątanie, przygotowanie czegoś takiego i wynajęcie przyjaciela Ryan'a, byłoby trudniejsze niż zwykłe wzięcie zmiotki, a z tego wszystkiego, wiem, że nie masz przyjaciół.
-Zamknij się L! Jak tylko chcesz, przygotowywałem z przyjacielem mojej rodziny przyjęcie urodzinowe, specjalnie dla ciebie!
-Śmiem zniszczyć twój plan, stwierdzeniem, że moje urodziny nie wypadają we wrześniu.
-Śmiem stwierdzić, że po wrześniu jest październik.
-Śmiem stwierdzić, że przygotowania miesiąc przed urodzinami odbywałyby się gdzieś indziej niż w naszym domu, a jeśli już, to gdy ja jestem poza nim. Zauważyłem też, że rozstaliśmy się w kłótni, więc raczej po tym, nie chciałbyś przygotowywać dla mnie imprezy.
-Właśnie przez to twoje zachowanie tak się stało! Nie kłócilibyśmy się 90% czasu, gdybyś umiał zachować dla siebie to co myślisz.
-Nie mówiłbym, że jesteś Kirą, gdybyś nim nie był.
-Widzisz jak bardzo cię nienawidzi?-wewnętrzny Kira słysząc swoje imię, od razu przybiegł.
L oderwał się lekko od Raito, odrywając tym samym cząstkę jego serca.
Ale szybko to naprawił pociągając podobnie do dziecka, za koniec jego rękawa.
Gdy tylko Raito przechylił głowę w dół żeby spojrzeć na niższego przez garbienie się detektywa, ten nie czekał i od razu pocałował go prosto w usta.
Mocno, agresywnie, przepełniony złością i czymś w rodzaju gorzko-słonego poczucia winy.
Ale Raito nie mógł odpowiedzieć mu tym samym.
Czego nie ułatwiał śmiejący się obok Ryuk i głębiny umysłu, które przezywały go głupim, naiwnym i odrażającym. Ale nie wiedział czy mówi to Kira czy serce. Lecz zawsze wychodziło na jedno, cokolwiek teraz nie zrobi jest odrażającym dupkiem, którym zawsze był. Z notesem czy bez.
-Jesteś odrażający Raito-drwił głos.- Jesteś tak samo żałosny jak L, oboje bawicie się sobą, chcąc tylko zaspokoić zawartość spodni.
Tak, wiem, nie musisz mi tego mówić, jestem odrażający.
-Zabij się Raito. Albo nie, zabij go. To przez niego stałeś się brudny. To on jest źródłem wszystkich twoich problemów. Nie widzisz, że wciąż jest detektywem L, którego priorytetem jest złapanie Kiry. Naprawdę tego nie widzisz?
Pocałunek ze strony Raito stał się szorstki i przepełniony złością.
-Byłeś wielkim Kirą, a teraz jesteś jakimś pedałem. Nigdy się tego po tobie nie spodziewałem.
Ryuk zaczął śmiać się jeszcze bardziej drwiąco.
L czując zaciskające się boleśnie na swoich ramionach paznokcie, przerwał pocałunek, lecz nadal przytulając się na tyle mocno, aby uniemożliwić sobie spojrzenie na Raito.
-Jeszcze na dodatek nie dyma cię nikt inny, tylko sam L, dosłownie i w przenośni.
Coś nie gra, L dobrze wiedział co może nie grać, wiedział też kim może być niewidzialny przyjaciel, ale udawanie durnia pomagało mu w niedowierzaniu.
W nieuświadomieniu tego sobie.
Więc sam się okłamał, aby chronić własne serce.
Niestety gdy kochasz Kirę twoje serce jest podwójnie przeklęte.
Ale nawet bez patrzenia w te tęczówki reflektujące jak lustro krew swoich ofiar, jego uśmiech został brutalnie zdarty.
Zastąpił go jeszcze bardziej pusty niż poprzednik wzrok.
Zanim zauważył wgryzł się w swoją dolną wargę do krwi.
Jego Raito umarł. Jest w pokoju z wrogiem.
-On wie Raito.
Ryuk naprawdę sprawiał, że chciał skorzystać z tego jego całego notesu, ale nie wiedział, czy da się tak zabić shinigami. A jedyną jego miłością są jabłka, czego Raito niezwykle mu zazdrościł.
Minęło parę miesięcy. Sprawa Kiry została oficjalnie zamknięta. Żaden kryminalista nie ucierpiał przez ten czas. Uzgodnili, że w razie ponownego nie wytłumaczalnego ginięcia kryminalistów ją wznowią. Raito nie dotknął notatnika, który z resztą został schowany przez Watariego, nawet L nie ma pojęcia gdzie on się znajduje. Został uniewinniony na podstawie absurdalnej zasady trzynastu dni. Wszyscy świętowali.
Ale nie L.
On i Misa pójdą do domu, w końcu sprawa została skończona. Nie są już potrzebni.
Jego jedyni przyjaciele. Chociaż nie zdał sobie sprawy, że naprawdę lubi którekolwiek aż do czasu gdy myślał, że może ich stracić, najpierw Raito, przez odzyskanie wspomnień, teraz Misę, którą wiecznie wyśmiewał tak, żeby nie zauważyła. Ale najbardziej będzie mu brakować bójek z Raito, tak wielkich, że wokół nich siało się prawdziwe spustoszenie, meble się przewracały, a Misa krzyczała. Wtedy świat kręcił się w okół nich.
Chyba nigdy nie przestanie o nim myśleć.
Od pewnego czasu ciągle przyłapuje się na patrzeniu się na niego i myśleniu o tym, jakie miękkie byłyby te usta stykając się z jego własnymi.
Kochał każdą ich bójkę. Wtedy Raito interesował się tylko nim, zwracał na niego uwagę. Patrzył na niego. Dotykał go. L miał okazję zobaczyć go zmęczonego, ciężko oddychającego z roztrzepanymi włosami.
A od incydentu w helikopterze, Raito był częściej chętny do bicia się. Pewnie myślał, że tym da L do zrozumienia, że jest starym zboczeńcem i chciał, żeby się odwalił. Ale L kochał te bójki, więc denerwowanie Raito z największą pasją jaką się dało stało się jego ulubionym zajęciem. Kochał je nawet bardziej od ciasta.
Z jednej strony kochał fakt, że Raito go nienawidzi, bo to dawało mu nadzieję na zapomnienie o tym głupim uczuciu i uratowanie się od szaleństwa lub śmierci, bo to sprawiało, że nie oddawał się w pełni temu toksycznemu związkowi, ale na raz nienawidził tego. Chciał coś znaczyć dla Raito.
Sam jego widok od razu zwilżał mu usta, akompaniując sensacji miłego ciepła w brzuchu, ale L nie chciał nazywać zauroczenia Kirą, bo to groziłoby przywiązaniem.
Jutro była impreza z okazji uniewinnienia Raito i Misy.
Zbliżało się rozstanie.
Dzisiaj zostały same drobnostki, zamknięcie sprawy, spakowania manatek, wrócenie do normalnego życia i zapomnienie o dziwnym detektywie, który nie znał pojęcia "przestrzeń osobista".
Ale L nie chciał być zapomniany.
Więc siedział walcząc ze swoim umysłem, podkulony w nietypowym przysiadzie, który uwydatniał wypchnięte przez garbienie się kręgi na szyi. Trzymał jedną dłoń na kolanach, a drugą jadł pączka oblanego czekoladową polewą, która szybko popękała, po sposobie w jakim go trzymał.
Na biurku przed nim był monitor, w którym miał za zadanie wypełnić formalności związane ze sprawą i zdać raport.
Długo zastanawiał się czy pisać o jego pewności co do tożsamości Kiry.
Więc siedział tak już piętnaście minut.
Ale grzechem byłoby pomyślenie, że się nudził. O nie.
Jego wzrok przymarł, niczym język do polizanego słupa w środku zimy, do chłopaka, siedzącego na krześle obok i rozmawiającego z blondynką z uroczymi kucykami bo obu stronach głowy.
Wyglądał na zainteresowanego rozmową, z grzecznym uśmiechem, który nie dochodził już do oczu, ale L za długo go obserwował, aby nie zauważyć jak często przeszukuje oczami pokój szukając zajęcia, lub ucieczki.
Gdyby nie był Kirą byłby naprawdę przykładnym synem, każdy chciałby takiego mieć.
Otworzył usta, aby odpowiedzieć Misie, cienka strużka śliny stworzyła most pomiędzy wagami, jakby chcąc je asekurować, gdyby chciały wrócić, ale do L wcale nie dochodziły słowa.
Wgryzł się w paznokieć swojego kościstego kciuka.
Raito po odpowiedzi Misy, której treść doszła do L z równym skutkiem, stęknął w irytacji i zmienił pozycję głowy opierając się o dłoń zaciśniętą w pięści, tym samym odsłaniając szyję.
L głośno przełknął.
Siedział tak zamarły, słysząc tylko bicie swojego serca i czując tylko jak głośno drgało w jego gardle. Ale poczuł na swoich spodniach dochodzącą do skóry, mokrą plamę, przez którą spodnie przyssały się do skóry w bardzo niekomfortowy sposób w bardzo niekomfortowym miejscu. Gdy zdążył zareagować doszło do niego, że to nie zwykła plama, tylko wrzątek.
Ale zanim mógł zacząć panikować przybiegł do niego Watari, pomagając mu, po tym, jak wylał na siebie pół szklanki gorącej herbaty, która bardziej niż herbatę przypominała roztwór cukru.
Musi koniecznie się od niego zdystansować.
Wtedy zapomni i wszystko wróci do normy.
Musi koniecznie wszystko przemyśleć sam.
Żeby wszystko racjonalnie przemyśleć, potrzebował zimnego prysznica.
Spojrzał w okno przyglądając się wyścigowi kropel na szybie.
Teoretycznie dawno nie był na dachu.
Mam nadzieję, że to nie kicz, mam nadzieję, że da się to czytać i że jest ciekawe.
Chcę podziękować wszystkim, którzy to przeczytali i nie zrezygnowali w połowie.
A najbardziej chcę podziękować wszystkim, którzy to polubili i skomentowali.
W następnym rozdziale, pojadą do domu ofiary.
huhu, zrobię zajawkę rodem z hollywood.
Co łączy nas z ostatnią ofiarą?
Czy Raito zapanuje nad wewnętrznym (ną?) Kirą?
Co tym razem nabroi Matsuda?
Dzwony, które słyszy L są na pogrzeb czy ślub?
Co stało się z brwiami L?
Tego wszystkiego (ok, ok, tego ostatniego nie) dowiedzie się w następnym rozdziale.
(który postaram się napisać szybciej).
Stay tuned~
