Nie czułam strachu. To było… zrezygnowanie. Przecież od dawna wiedziałam, że śmierć jest mi pisana. A skoro nie ma już przy mnie Edwarda, nic nie tracę.
- No dalej – zachęciłam ją. – Zabij mnie. Przecież po to tu jesteś, prawda?
- Tak – przyznała spokojnie. – Twój kochaś zabił Jamesa. Zemszczę się na nim, zabijając ciebie.
- Trochę się spóźniłaś. Edwarda już nie obchodzi to, co się ze mną stanie. Odszedł.
Głos załamał mi się na ostatnim słowie. Victoria spojrzała na mnie z pobłażaniem.
- Och, biedna, mała Bella – zakpiła. – Taka bezbronna, sama w lesie...
- Zamilcz – rzuciłam tylko. Nie miałam ochoty przed śmiercią wysłuchiwać jej wynurzeń na mój temat.
- Och, pokazujemy pazurki, co? – zadrwiła, ale dała spokój. – Cóż, w takim razie będę musiała znaleźć inny sposób, żeby pomścić śmierć Jamesa.
Zamilkła na chwilę. Przypatrywała mi się uważnie, jakby zastanawiała się, co ze mną teraz zrobić. Po dłuższej chwili odezwała się:
- A więc cię zostawił. Czemu?
- Powiedział, że nie jestem dla niego dość dobra – odpowiedziałam żałośnie płaczliwym głosem.
Nie powtórzyłam dokładnie słów Edwarda, ale przecież o to właśnie mu chodziło. Wyraz twarzy Victorii zmienił się błyskawicznie. Teraz patrzyła na mnie współczującym wzrokiem. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
- Bardzo cię zranił. – To nie było pytanie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – powiedziałam cicho.
- Jak mógł? – Zaskoczyła mnie. Nie patrzyła na mnie, ale gdzieś w przestrzeń ponad moim ramieniem. Mówiła bardziej do siebie niż do mnie. – Myślałam, że jego uczucia do ciebie nic nie jest w stanie złamać. Co prawda, nie wiedziałam jak można darzyć nim zwykłego człowieka, ale wydawało się, że naprawdę cię kocha. A on cię rzucił.
Spojrzała na mnie. Musiałam wyglądać wybitnie żałośnie, tym bardziej, że jej słowa sprawiały mi ból. Usłyszeć to z ust osoby trzeciej było tym, czego się obawiałam – potwierdzeniem, że Edward już nie wróci.
- Rzucił cię – powtórzyła bezlitośnie wampirzyca. – Zwodził cię tak długo, mówiąc, że cię kocha, a potem zostawił cię bez skrupułów. Okrutny drań.
Czy to możliwe? Edward nigdy mnie nie kochał? Przez cały ten czas kłamał?
- Nie – zaprotestowałam cicho. – On mnie kochał. Niby czemu w ogóle zawracałby sobie mną głowę?
- Gdyby cię kochał, byłby tu teraz z tobą i chronił cię przed atakiem wampirzycy, która chce się zemścić na NIM! Nie bądź głupia, Bello, oszukiwał cię przez cały czas! Zostawił cię tutaj na pewną śmierć!
Victoria była wyraźnie zdenerwowana ślepym zaufaniem, jakim darzyłam Edwarda. A może… może miała rację? Przecież wiedział, że Victoria będzie chciała się zemścić. A mimo to zostawił mnie, tak jak powiedziała, na pewną śmierć. Nie obchodziłam go ani trochę. Ani moje uczucia, ani zdrowie fizyczne nie były dla niego ważne.
To nowe odkrycie przygniotło mnie swoim koszmarnym ciężarem. Zsunęłam się po omszałym pniu i usiadłam na ziemi pod drzewem, ukrywając twarz w dłoniach. Jak mógł? Jak mógł mi to zrobić?
Nagle poczułam lodowato zimną rękę na swoim ramieniu. To Victoria usiadła koło mnie.
- Edward Cullen jest podły – stwierdziła. - Zranił mnie, zabijając mojego ukochanego.
Teraz dopiero uświadomiłam sobie, co czuła Victoria po stracie Jamesa. Zrobiło mi się głupio, bo to w końcu ja odpowiadałam za jego śmierć.
- Przepraszam – wybąkałam.
- To nie twoja wina, James zawsze był uparty – uśmiechnęła się. – Ty zostałaś zraniona tak samo jak ja. – Twarz Victorii nagle straciła swoją łagodność i stała się na powrót przepełniona nienawiścią. – To Cullen jest winien temu wszystkiemu.
- Zostawił mnie tu na pewną śmierć – powtórzyłam jej wcześniejsze słowa półprzytomnie.
Uśmiechnęła się. Wiedziała, że zaczynam myśleć podobnie do niej.
- I Alice, Esme, Emmett, oni wszyscy… - ciągnęłam – zostawili mnie, żebym umarła.
Victoria objęła mnie ramieniem. Byłam zbyt zrozpaczona, żeby zdziwił mnie ten czuły gest. Patrzyłam przed siebie, ale widziałam tylko twarze wszystkich Cullenów w mojej głowie. Pomysł przeprowadzki na pewno wypłynął od Edwarda, ale oni wszyscy mnie zostawili. Chcieli mojej śmierci czy po prostu ich nie obchodziłam? Jak mogli mnie tak zostawić?!
Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że płaczę, wtulona w ramię Victorii. Ona głaskała mnie po głowie.
- Tak, wypłacz się – zachęciła. – Ci nikczemni Cullenowie wyrządzili ci wielką krzywdę.
- Nie! – Zerwałam się na proste nogi tak nagle, że nawet mnie to zaskoczyło. – Nie będę przez nich płakać! Ja tego tak nie zostawię!
- Dobrze. – Victoria również wstała. – W takim razie przejdźmy do rzeczy. – Obnażyła kły.
- Co robisz?! – Czy mimo tego przejawu ludzkich uczuć, nadal zamierzała mnie zabić? Teraz dopiero poczułam prawdziwy strach. Zrobiło mi się niedobrze. Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami.
- Chyba nie zamierzasz teraz wrócić do domu? – spytała. – Po tym co Cullenowie ci zrobili? Myślałam, że mnie rozumiesz. Muszą zapłacić za nasze krzywdy.
- Ale…
- Bello, jak myślisz, ile czasu minie zanim zranią kogoś jeszcze? Musimy ich powstrzymać.
- My?
- Tak, ty i ja – powiedziała spokojnie, podchodząc do mnie. – Oczywiście, kiedy już zmienię cię w wampirzycę. Nie zniosę twojego ludzkiego tempa – uśmiechnęła się.
Zastanowiłam się nad tym. Tak, tego właśnie chciałam. Zostać wampirem. Patrząc cały czas w oczy Victorii, odgarnęłam włosy, odsłaniając szyję, żeby mogła mnie ukąsić. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Dobry wybór – pochwaliła, po czym wzięła moją dłoń i ukąsiła mnie w to samo miejsce, które wcześniej wybrał James.
