Następny dzień minął Hermionie zaskakująco szybko. Zanim się zorientowała już siedziała z przyjaciółmi w Wielkiej Sali i jadła kolację.

-Hermiono, może poszłabyś z nami potem na boisko?-zapytał z zapałem Ron.-Popatrzyłabyś jak gramy.

-Niestety nie mogę, bo…

-Idziesz do biblioteki.-rudowłosy standardowo dokończył za dziewczynę.

-Tak się składa Ron, że mam szlaban u Snape'a.-odpowiedziała nieco zdenerwowana.

-Co!? Przecież jest piątek!

-Ron, a od kiedy Snape'a obchodzą takie rzeczy? Fakt, że mam dzisiaj wolny wieczór i spędzam go w lochach, na pewno sprawia mu wielką przyjemność.

-No, a tak w ogóle to za co masz ten szlaban?-wtrącił się Harry.

-Właściwie to za nic. Wpadłam na niego w bibliotece.-odpowiedziała odgryzając spory kawałek rogalika.

-Co za dupek!-oburzył się Ron.

-Daruj sobie. Doskonale wiesz, że Snape nie przepuści żadnej okazji, żeby dopiec Gryffonom.

Ron tylko przytaknął i wepchnął sobie w całości kociołkowego pieguska do ust. Resztę posiłku przyjaciele spędzili rozmawiając o sobotnim wyjściu do Hogsmade.

Hermiona szła ciemnym i zimnym korytarzem. Gdy stanęła przed dużymi, dębowymi drzwiami spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę 19:58. Odczekała 2 minuty po czym zapukała.

-Wejść!-krzyknął jadowity głos.

Dziewczyna nacisnęła mosiężną klamkę i weszła do środka. Snape siedział przy biurku i pochylał się nad jakimś pergaminem. Nagle skrzywił się, energicznie przejechał piórem po całej długości papieru i burknął pod nosem coś o głupocie uczniów. Zapewne były to eseje którejś z klas. Profesor schował je do szuflady po czym wstał i spojrzał na dziewczynę.

-Za mną Granger.-syknął i ruszył w kierunku drzwi znajdujących się za jego biurkiem.

W gabinecie Snape'a oprócz drzwi wejściowych znajdywały się jeszcze dwie pary innych. Hermiona zawsze, gdy odbywała u niego szlaban zastanawiała się co się za nimi kryje. Doszła do wniosku, że za jednymi muszą być jego komnaty, ale co było za drugimi?

-Profesorze, dokąd idziemy?

-5 punktów od Gryffindoru za zadawanie zbędnych pytań.

-Ale…

-Cicho bądź Granger-warknął i otworzył przed nią drzwi.

To co za nimi ujrzała skutecznie ją uciszyło. Pierwszym na co zwróciła uwagę były ogromne regały stojące przy ścianach, które sięgały sufitu. Wszystkie były w całości zapełnione książkami. Hermiona pomyślała, że gdyby mogła to spędzałaby w tym pomieszczeniu każdy dzień i każdą noc. Profesor na pewno musiał mieć w swojej biblioteczce unikatowe egzemplarze. Kolejnym co zauważyła była półka z dziwnymi narzędziami, które zapewne służyły do przygotowywania eliksirów. Z zaciekawieniem kontynuowała oglądanie pomieszczenia. Na środku sali stał długi stół, a na nim kilka małych kociołków. Obok stołu, na ziemi znajdowały się trzy ogromne kotły, a z jednego cały czas coś buchało i strzelało.

A więc to musi być jego prywatna pracowania.

Powędrowała spojrzeniem dalej i zobaczyła kolejne drzwi.

-Skończyłaś już podziwiać, bo mamy coś do roboty.-warknął wykrzywiając twarz w grymasie.-I zamknij buzię jeżeli łaska.

Hermiona zorientowała się, że stoi z otwartymi szeroko ustami. Pomyślała, że musiała wyglądać idiotycznie i zarumieniła się lekko.

-Panie profesorze, co jest za tamtymi drzwiami?

-Czy Ty musisz Granger zawsze zadawać tyle pytań?-powiedział z wyrzutem, ale udzielił jej odpowiedzi.-Magazyn ze składnikami do eliksirów. A teraz przestań mielić jęzorem i się na coś przydaj.

Uwagi profesora coraz bardziej denerwowały dziewczynę, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. Nie chciała, aby jej dom stracił przez nią kolejne punkty. A z resztą po 7 latach lekcji eliksirów powinna była się już do tego przyzwyczaić.

-Co mam robić, profesorze?

-Na początek wyczyść to.-wręczył jej cynowy kociołek, a gdy zobaczył, że sięga po różdżkę dodał-Ręcznie Granger. W końcu to jest szlaban.

Czyszczenie kociołków po czarodziejskich eliksirach, mugolskim płynem i szmatką było bardzo żmudną i męczącą pracą. Po 40 minutach naczynie lśniło czystością, a Hermiona myślała, że odpadną jej ręce.

-Profesorze, skończyłam!-zawołała.

-Doskonale. W takim razie idź do magazynu po składniki na Veritaserum.

Dziewczyna podniosła się z podłogi i ruszyła w kierunku małych drzwiczek.

-Chyba nie musze Ci mówić co jest potrzebne?-zapytał ironicznie.

-Nie, nie musi pan, panie profesorze.-odpowiedziała z uśmiechem.

Snape zgromił ją wzrokiem, ale nic nie powiedział. Przyniosła potrzebne ingrediencje
i postawiła je na stole.

-Więc teraz uwarzysz mi Veritaserum.

-Słucham!?-powiedziała dziewczyna nieco za głośno.

-Granger, nienawidzę się powtarzać.-syknął-Masz uwarzyć Veritaserum.

Mówiąc to odwrócił się do dużego kociołka, w którym głośno bulgotał jakiś eliksir. Hermiona przez chwilę stała z szokowaną miną. Profesor Snape nigdy nie powierzył jej takiego zadania. No i to miała być kara, a Hermionie nic nie sprawiało takiej przyjemności jak warzenie eliksirów. No może nic poza czytaniem książek. Aby nie narażać się na złośliwe uwagi profesora zabrała się do pracy. Wlała wodę do kociołka, rozpaliła pod nim ogień i zaczęła kroić korzeń czyrakobulwy. Wystraszyła się, gdy znienacka usłyszała krzyk.

-Nie tak idiotko!-wydarł się Snape.-Musisz kroić pod odpowiednim kątem.

Stanął za nią, położył na jej drobnych dłoniach swoje i zaczął poruszać ich rękami krojąc korzeń. Hermiona zauważyła, że ma bardzo delikatne i piękne dłonie. Zarumieniła się na myśl, że profesor znajduje się tak blisko niej. W tym właśnie momencie przysunął się jeszcze bliżej, tak, że teraz nie dzieliły ich już żadne centymetry i powiedział jej niemalże na ucho.-Właśnie tak to się robi, panno Granger.

Gdy Hermiona poczuła jak ciepły oddech owiewa jej skórę na szyi przez całe ciało przeszedł ją przyjemny dreszcz. Z jej gardła wydobyło się ciche westchnięcie. Kiedy zorientowała się co właśnie zrobiła, złapała się ręką za usta i powoli odwróciła twarz w jego stronę. Ze zdziwieniem zauważyła, że profesor się uśmiecha i ma lekko zaróżowione policzki.

Nie musiało mi się przewidzieć
.

Nie zdążyła jednak tego stwierdzić, ponieważ stał już z powrotem na swoim miejscu i pochylał się nad kociołkiem tak, że włosy zasłaniały mu twarz.

-Widzę panno Granger, że moja wspaniała osoba bardzo na panią działa-zakpił sobie-ale może skupiłaby się pani na eliksirze.

Dziewczyna otworzyła usta, ale tylko poruszała nimi jak rybka wyjęta z wody. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zawstydzona i zażenowana. Sięgnęła po następny korzeń, ale z nerwów potrąciła jakąś fiolkę, która rozlała się po stole i zaczęła kapać jej na buty. Hermiona z przerażeniem zobaczyła, że substancja zaczyna dziwnie skwierczeć i wyżera dziurę w blacie. Szybko spojrzała na swoje stopy i łośno wrzasnęła. Snape doskoczył do niej w dwie sekundy. Gdy ogarnął wzrokiem całą sytuacje, wziął dziewczynę na ręce, posadził ją w fotelu i wybiegł do magazynku. Wrócił po kilku sekundach z kilkoma buteleczkami w ręku.

-Cholera jasna, Granger!-krzyknął i uklęknął przed nią.-Czy Ciebie nie można spuścić z oczu nawet na parę sekund?

Hermionie łzy napłynęły do oczu. Czuła jak pali ją skóra.

-Przepraszam profesorze, ja…

-Ciiiiiiiiii-mruknął cicho.

Zdjął jej buta, a raczej to co z niego zostało i oblał jej nogę jakimś płynem. Kiedy Hermiona poczuła, że ból ustępuje, odważyła się spojrzeć w dół. Na jej skórze widniała już tylko mała, paskudna ranka, która zasklepiała się w błyskawiczniym tempie. Gdy po wcześniejszym wypadku nie było już śladu, Snape otarł jej stopę skrajem szaty i zaczął wmasowywać w nią jakąś maść . Kiedy skończył złapał ją za spód stopy i delikatnie na nią podmuchał. Gryffonka przymknęła powieki.

-Już lepiej?-zapytał spokojnym i łagodnym głosem.

-Tak.-mruknęła i rękawem szaty wytarła mokre oczy.

-Myślę, że na dzisiaj już wystarczy-powiedział nie puszczając jednak jej stopy.

Hermiona przytaknęła, ale on nadal ją trzymał.

-W takim razie mógłby mnie pan puścić, panie profesorze.-zaśmiała się.

Mistrz Eliksirów spojrzał w dół i błyskawicznie oderwał od niej dłoń. Hermiona wstała i ruszyła w stronę drzwi.

-Ale nie myśl sobie, że szlaban Cię ominie, Granger.-powiedział za nią swoim zwyczajnym już tonem.-Masz przyjść jutro o tej samej porze.

-Dobrze panie profesorze. I dziękuję za to.-wskazała palcem na swoją gołą stopę.

-Idź już.-burknął.

Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, opadł na ten sam fotel, w którym przed chwilą siedziała i pogrążył się w myślach.