AN: Pamiętacie jeszcze holenderskie „dzień dobry"? ;)
Część druga – Czarna lista
„Goedemorgen!" Suigetsu wesoło i głośno powitał swojego współlokatora jednym z nielicznych znanych mu słów w języku rodem z Niderlandów, do którego to ostatnio zapałał naukowym zapałem.
Sasuke wisiał na otwartej lodówce, opierając się obiema rękami o jej górną krawędź, która, gdyby stał, byłaby na wysokości jego ramion, i uporczywie wpatrywał się w lichą zawartość wnętrza. Teraz, gdy zrobił już miejsce w żołądku, odczuwał lekkie ssanie, ale zamglony jeszcze umysł wysyłał mu jedyny koherentny sygnał na jaki było go stać: "nie tykaj jedzenia!". Tak więc rozglądał się za czymś, co jedzeniem nie było, ale od biedy można by się tym trochę zapełnić.
Oczywiście, Sasuke po holendersku nie mówił, tak więc radosny okrzyk kolegi z pokoju zabrzmiał w jego uszach jak bliżej nieokreślony wulgaryzm polsko-germańskiego pochodzenia. Brunet z trudem odwrócił głowę, w której wciąż stado słoni i antylop galopowało przez sawannę, i zmierzył albinosa najgroźniejszym wzrokiem na jaki było go w tym momencie stać.
"Kurwa, Suigetsu... Jak nie ściszysz głosu o co najmniej pięć decybeli, to ja ci zrobię taki chujowy poranek, że zapamiętasz go do końca swojego krótkiego życia.."
"Ołł.. Widzę, że bez kija nie podchodź.." blondyn odsunął się o krok zasłaniając się w obronnym geście butelką wody, którą akurat trzymał w dłoni. „Wnioskuję, że tobie impreza też się udała?"
„Możesz mi wyjaśnić," Sasuke zignorował twierdzące pytanie i kontynuował, wlepiając z powrotem wzrok w lodówkowe półki, „dlaczego w naszej lodówce jest w chuj jogurtu, a nie ma najbardziej podstawowych produktów, jak na przykład piwo?"
„Ależ oczywiście, że mogę," Suigetsu wzruszył ramionami i podszedł do szafki, w której trzymali podręczną apteczkę. „Odpowiedź jest bardzo prosta jaśnie panie Uchiha," kontynuował wrzucając dwie tabletki musującej aspiryny do szklanki z wodą. „W naszej lodówce nie ma najbardziej podstawowych produktów, ponieważ ktoś zignorował swoją kolej robienia zakupów. Zgadnij kto? Podpowiem ci, że to nie byłem ja."
Sasuke spojrzał na kolegę gniewnym wzrokiem i już miał mu odpowiedzieć coś w bardzo wulgarnym stylu, kiedy tuż przed swoją twarzą ujrzał szklankę z musującym napojem. Delikatny szum bąbelków wydawał mu się głośny jak skwierczące skwarki na patelni i aż się trochę odsunął, jednak po chwili wyprostował się i przyjął oferowany mu napój. Z tego wszystkiego zapomniał nawet, że powinien po niego sięgnąć.
Zanim jeszcze Sasuke zdążył zatrzasnąć drzwi lodówki, Suigetsu szybkim ruchem wyciągnął z niej opakowanie kefiru i wręczył je kumplowi.
„W tej chwili najbardziej niezbędnymi produktami dla ciebie są właśnie te dwie rzeczy. I nie rób takiej miny," oznajmił widząc jak brunet się krzywi na widok mlecznego przetworu, „przesadziło się z balowaniem, to trzeba swoje odcierpieć."
„Hn," Sasuke mruknął, odstawiając kefir na biurko i oparł się o ścianę, wychylając rozpuszczoną aspirynę duszkiem. „Ty też byłeś na tej imprezie. Swoją drogą… zastanawiam się, jak to jest możliwe, że ty, kurwa, nigdy nie masz kaca?"
„Bo pić trzeba umieć. Akurat w tej kwestii bycie szanownym Uchihą nie wystarczy. A z imprezy urwałem się wcześniej. Blondi nie mogła się ode mnie odkleić, więc poszłem do jej pokoju..."
"Mówi się 'poszedłem'," brunet poprawił go, jakoś tak zupełnie automatycznie i spojrzał na pojemnik z kefirem, z tym samym, co wcześniej grymasem na twarzy i dodatkowo poczuciem niesprawiedliwości. No bo jak to nie wystarczy bycie Uchihą? Do wszystkiego wystarcza i to aż z nadmiarem. A do tego akurat nie?
„Poszłem, bo miałem blisko. To tylko piętro wyżej," Suigetsu wytłumaczył i widząc, że jego kolega zabiera się do swojego „lekarstwa" jak pies do jeża, postanowił ponownie wziąć sprawy w swoje ręce; otworzył pojemnik, wyjął z szuflady łyżkę i podał Sasuke. Tak właściwie to nawet nie wiedział, czemu to robi. Być może dawało mu to jakąś psychiczną przewagę nad chwilowo nieporadnym ideałem?
Blisko miałeś? Aha, pomyślał brunet przyjmując niechętnie podany mu kefir. Logika jego współlokatora nigdy nie przestawała go zadziwiać. Zdecydowanie powinien wybrać studia filozoficzne, zamiast tej jego akwakultury i bezpieczeństwa żywności (co to w ogóle za kierunek?); z pewnością spełniłby się w zawodzie.
Uchiha z niechęcią spojrzał na białą substancję i powoli zanurzył w niej łyżkę.
„A dlaczego właściwie ty tak stoisz? Usiadłbyś sobie. Wyglądasz jak śmierć na gałęzi, jeszcze mi tu zasłabniesz i będę ci musiał robić sztuczne oddychanie," Suigetsu skrzywił się nieco. W innych okolicznościach nawet nie miałby nic przeciwko małemu usta-usta z przystojnym kolegą, na którego widok zarówno kobietom, jak i mężczyznom kolana robiły się miękkie, chociażby po to, żeby ujrzeć ich zazdrosne miny, ale biorąc pod uwagę, że Sasuke niedawno wymiotował, nawet mimo prysznica i dokładnego wyszczotkowania zębów nie wydawał się blondynowi w tym momencie szczególnie apetyczny.
Właściwie to żaden facet nie wydawał się Suigetsu apetyczny. Żaden, oprócz młodszego Uchihy, ale on był ewenementem w swoim rodzaju, więc albinos nawet nie uznał tego za dziwne. Sasuke był po prostu taką nieokreśloną, bezkształtną masą, jak rozbełtany jogurt, koniecznie naturalny, albo kartka białego papieru. Dzięki tej jego właściwości mógł on być zarówno księciem z bajki, rycerzem na białym rumaku, mrocznym typkiem, bezwzględnym sadystą, albo misiem przytulakiem z różową kokardą w kropki, nie będąc jednocześnie żadnym z nich. Mógł być mężczyzną albo kobietą, dominującym lub uległym, wszystko w zależności od potrzeb, bo każdy widział w nim co innego, jakby ucieleśnienie swojego ideału. Sasuke żadnemu z tych wyobrażeń nie zaprzeczał, w końcu klient nasz pan, a aura tajemniczości jaką wokół siebie roztaczał (a efekt ten uzyskiwał głównie będąc małomównym mrukiem, który na wszystkich patrzył spode łba) zdawała się wszystkiemu przytakiwać sama przez się. Suigetsu tak sobie czasem myślał, próbując w chwilach znudzenia opisać nieopisane i poćwiczyć swoje filozoficzne rozumowanie. Jednak i tak zawsze dochodził do wniosku, że Sasuke to po prostu Sasuke, który Sasukiem będąc, ma najzwyczajniej w świecie w dupie to, co inni o nim myślą, tak długo jak jest mu to na rękę. Miał wystarczająco dużo adoratorek i adoratorów, żeby przestać się nimi przejmować.
Uchiha nie zwrócił (a jakże) uwagi na grymas kolegi. Natomiast nagłe wspomnienie konsekwencji poprzedniej próby zajęcia pozycji siedzącej i biała maź przepływająca mu przez przełyk, sprawiły, że ponownie zrobiło mu się niedobrze. Z trudem przełknął to, co miał w ustach.
„Nic mi nie będzie," zapewnił. „Postoję."
„Skoro tak…"
Suigetsu usiadł na swoim łóżku i odpalił laptopa.
„Ej…" spojrzał nagle na Sasuke, niczym oświecony, zapewne tą żarówką, która nagle zabłysła mu nad głową, działając na zasadzie perpetuum mobile. „Widzę, że dla ciebie impreza też zakończyła się ciekawie. Choć nie przypuszczałem, że występujesz też po tamtej stronie. Przyznaj się, kto cię tak urządził?"
Sasuke nie zareagował na zaczepkę, kontynuując rozbełtywanie łyżką kefiru, które to zajęcie wydało mu się nagle niezmiernie interesujące (może ujrzał tam swoje tajemnicze oblicze?). Pytanie blondyna dało mu jednak trochę do myślenia. Ba, zamyślił się aż tak bardzo, że nawet nie zauważył, kiedy następna porcja białej substancji przemknęła przez jego gardło, rozkosznie masując ścianki podrażnionego układu pokarmowego (przez ćwierć ułamka sekundy był nawet w stanie przyznać, że z tym kefirem to wcale nie był taki zły pomysł, ale ćwierć ułamka to jednak zbyt mało, by myśl przeskoczyła przez miliony nadpalonych alkoholem synaps i przeistoczyła się w słowo).
Myślenie jednak na nic się zdało, tylko ból głowy, niczym mały głód, znów zaczął się na niego czaić. Prawda była taka, że Sasuke nie pamiętał prawie nic z poprzedniego wieczoru, a gdyby tyłek nie dawał mu o sobie znać w niezbyt przyjemny sposób przy każdym kroku, nie domyśliłby się nawet, że uprawiał z kimś seks. Równie dobrze to mógłby być gwałt, ale biorąc pod uwagę raczej luźny (choć, jak widać nie wystarczająco luźny) stosunek Sasuke do tematu, najpewniej jednak nie był. Jego stan zaraz po przebudzeniu, trwający, z resztą, z pewną poprawą, nadal, tłumaczył nawet fakt, dla którego to on był ostatniej nocy na dole, ale żeby nie pamiętać nawet, kto był po drugiej stronie? To było żenujące i Sasuke doskonale zdawał sobie z tego sprawę, mimo, że jego umysł był jeszcze trochę zamglony. Nie pamiętał nawet czy było mu dobrze, a to już był zupełnie żal . ru, choć po intensywności nieprzyjemnego uczucia między pośladkami wnioskował, że było ostro. Albo może nieudolnie i na sucho? Nie umiał tego stwierdzić.
„Ziemia do Sasuke," głos Suigetsu wyrwał go z zamyślenia. „Skończyłeś już kontemplować istotę przetworów mlecznych? Kto był tym szczęściarzem, co? Mnie możesz powiedzieć."
Przynajmniej wiedział, że to był facet. Chyba... Dziewczyny raczej nie noszą ze sobą na imprezy dilda, prawda? (Nosicie?)
Raczej nie, choć, co do jednej nie mógł być pewien..
Nie, to musiał być facet. Tylko który? To była dość duża impreza, było ich tam sporo i co najmniej połowa z nich, jak nie więcej, była nim zainteresowana. Dodajmy do tego alkohol, którego polało się może trochę za dużo. A może to była jakaś zbiorowa orgia?
„Sasuke? Tylko mi nie mów, że nie pamiętasz?" Suigetsu zagadnął wstając z łóżka i podchodząc bliżej. „Cholera, ty serio nie pamiętasz!" oznajmił z na wpół zaskoczonym na wpół rozbawionym wyrazem twarzy, po bliższym przeegzaminowaniu oblicza kolegi. „Tego jeszcze nie było, Sasuke. Dałeś się komuś pieprzyć i nie wiesz nawet, kto to był? Poważnie, musisz przestać palić shishę i popijać ginem. To niezdrowe. A co jeśli.." blondyn skrzywił się na myśl, która ni stąd ni zowąd pojawiła mu się w głowie. „Co jeśli to Karin przeleciała cię swoim różowym wibratorem?"
„Przestań pierdolić farmazony," zrugał go Sasuke, ale sam również, mimo woli wzdrygnął się na myśl o różowym wibratorze w ręku okularnicy, skierowanym w jego kierunku. Kefir w jego żołądku aż przewrócił się na drugą stronę (jeśli kefir może mieć w ogóle jakąś stronę, to była to właśnie ta druga).
„OK. Musimy po prostu zastanowić się, kto z facetów był na imprezie, który z nich na ciebie leci i znajdziemy winowajcę drogą eliminacji," zaproponował Suigetsu.
„Nie przypominam sobie żebym prosił cię o pomoc," odburknął brunet.
„Nic dziwnego, pamięć ci ostatnio szwankuje. Ale Sasuke.." Hōzuki objął go delikatnie jedną ręką i popatrzył mu w oczy z bardzo bliska. „Mnie nie trzeba prosić. Ja ci chętnie pomogę za free," uśmiechnął się szeroko. „Poza tym, zaciekawiła mnie twoja historia," dodał wracając na łóżko. „Muszę przyznać, że ja też mam pewne luki w pamięci po wczorajszej nocy, no ale żeby aż tak?"
Sasuke pobełtał jeszcze trochę kefir, jakby próbował z niego wywróżyć swoją przyszłość, albo przeszłość chociaż, ale biała substancja nie przypominała żadnej znajomej twarzy. Jedno było pewne, chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć. To było, do jasnej Anielki, jego ciało, z którym ktoś się beztrosko zabawił. Nie żeby Sasuke poprzedniej nocy stracił dziewictwo czy coś. To wydarzyło się już jakiś czas temu i, z resztą, to wcale nie było dla Uchihy istotne. Po prostu lubił panować nad swoim życiem. Nawet jeśli pozwalał się komuś przelecieć, to istotne było właśnie, że to on wyraził na to zgodę. Albo tak mu się przynajmniej wydawało, a że był jednak dość naiwny i łatwo nim było manipulować… W każdym razie pointa była taka, że musiał wiedzieć.
„Dobra," wycedził w końcu. „Więc, kto był na tej pieprzonej imprezie?"
„Niech pomyślę…" Suigetsu zastanowił się przez chwilę. „Na pewno widziałem Naruto. Ale on nie przepuszcza żadnej imprezy, więc to pewnik. No i leci na ciebie aż bije po oczach. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet bardziej niż Karin. Chōji też był, ale chyba wyszedł wcześniej, jak już zeżarł wszystkie chipsy. Jakieś marudzenie w stylu Shikamaru obiło mi się o uszy. No i ten gość, co ma niejasne powiązania ze swoim psem..."
„Kiba."
„No, ten właśnie. Ja poważnie uważam, że coś z nim nie tak. Zauważyłeś jaki ten pies ma smutny wyraz twarzy?"
„Pies nie ma twarzy, tylko pysk."
„Czepiasz się," Suigetsu zmarszczył brew. Czasami naprawdę zastanawiał się, co ci wszyscy ludzie widzieli w jego współlokatorze. Każdy z nich powinien pomieszkać z nim trochę i zobaczyć jak świetlisty ideał wygląda na przykład w taki poranek jak ten, w swoich bokserkach w kaczuszki i szlafroku po babci. Zaraz… a jakby mu tak zrobić zdjęcie? Hōzuki uśmiechnął się do swojej najświeższej myśli porozumiewawczo, ale ta tylko popukała się w czoło (bo jego przecież nie mogła, nie?). No tak, taki wybryk mógłby nawet skutkować niebezpiecznie bliskim spotkaniem z ulubioną kataną Sasuke, która wisiała nad jego łóżkiem, a że wiedział jak się jej używa, Suigetsu był pewien. Postanowił więc skupić się na temacie, który był przedmiotem konwersacji zanim zaczął dywagowanie o dewiacjach.
„Neji i Jūgo też byli. Więcej grzechów nie pamiętam."
„Chōjiego i Shikamaru możesz skreślić. Pierwszy myśli tylko o żarciu, a drugi o pieprzonych niebieskich migdałach. Z Kibą się raczej nie lubimy. Zostaje trzech. Nie tak źle…"
Ton ulgi przygasł jednak w jego wypowiedzi, przytłumiony jakimś, zgoła przeciwnym uczuciem. Tylko trzech? Zaraz, zaraz… Nie było ich przypadkiem więcej? Groźba wygaśnięcia klanu Uchiha zawisła nad Sasuke, powodując nieprzyjemne mrowienie w okolicy karku (fakt, że związki męsko-męskie żadnych klanów nie przedłużają został tu, na potrzeby grozy sytuacji, chwilowo przemilczany). Czy to znaczy, że, aż do tego cudownego, skacowanego poranka, żył w błędnym przeświadczeniu o swoim nieposkromionym seksapilu? Gdzie są ci wszyscy mężczyźni, którzy rozbierali go wzrokiem, zawsze gdy był w pobliżu? Gdzie ci mężczyźni na miarę Sasuke? Gdzie te chłopy...?
„Czekaj, czekaj…" Suigetsu powstrzymał kotłujące się myśli w głowie bruneta, wpatrując się w monitor komputera. „No proszę, nie przypuszczałem, że kiedykolwiek to powiem, ale Karin się czasem na coś przydaje jednak."
Sasuke spojrzał na niego pytająco, z ulgą stwierdzając, że pojawiające się na horyzoncie sylwetki antylop i słoni okazały się być fatamorganą jego Uchihowego ego.
„Choć, zobacz. Wstawiła na fejsa fotki z wczoraj. Oczywiście nie mogła się nie pochwalić, że udało się jej trochę cię poobmacywać. Naprawdę, Sasuke, ty nie masz za grosz wstydu. Ha! Jaki tytuł dała.. Ja nie mogę! 'Sasuke jest móóóóóój'. Ta kobieta naprawdę potrzebuje pomocy. Cofam to co powiedziałem o Naruto."
Sasuke wzruszył obojętnie ramionami. „Kto się czubi ten się lubi."
„Że co proszę?"
„Jest takie przysłowie…"
„Wiem, o przewspaniały panie Uchiha. Nie wiem tylko, o co tobie chodzi."
„Skoro się tak nie znosicie, to czemu masz ją w znajomych?"
„Dla chwili takiej jak ta! O matko, zobacz tu! Ale się działo, nawet ja tego nie pamiętam. Może mnie już wtedy nie było?"
Ciekawość wzięła w końcu górę nad Sasuke, sprawiając, że podszedł bliżej żeby przyjrzeć się zdjęciom. Jego oczy w jednej chwili stały się większe.
„Orochimaru? Co ten pojebaniec, do jasnej cholery, robił na tej imprezie?"
Tym razem Suigetsu wzruszył ramionami. „A bo ja wiem. Jest profesorem od anatomii, pewnie liczył na jakąś darmową sekcję. Albo na ciebie. Albo na jedno i drugie. Możesz go doliczyć."
Po obejrzeniu wszystkich stu trzydziestu ośmiu fotek do listy potencjalnych posuwaczy Sasuke doszli jeszcze Sai, Rock Lee, Gaara i Itachi (sic!). Tak, jego własny brat też. Sasuke zauważył ostatnio, że starszy Uchiha zachowuje się wobec niego dziwnie (a przecież jeśli chciał mieć z nim swoje tête-à-tête wystarczyło zwyczajnie powiedzieć, w końcu zna go od kołyski, a nie tak kombinować na około). I to jego postanowił sprawdzić na początku.
