Ciężkie krople deszczu bębniły, uderzając w dach pociągu. Powoli dojeżdżali na miejsce. Przebrany już w szatę, podniósł się i sięgnął po swój kufer.
- Lily - rzekł, a ona, jak gdyby rozumiejąc o co mu chodzi, natychmiast zrobiła to samo i już stali, ramię w ramię, na kocich łbach przed peronem. Po chwili zginęli w tłumie, który wypadł jak jeden mąż z pociągu, hałasując, wrzeszcząc i się nawołując. W dali błysnął piorun.
- Boisz się burzy? - spytał Lily, obserwując jej oblicze. Wydawała się trochę zaniepokojona.
- Mówiłeś, że pierwszoroczni muszą przepłynąć na łódkach - zaczęła, a głos drżał jej lekko - czy to znaczy, że nawet w tą pogodę musimy płynąć? - w jej głosie czaiła się nadzieja, która sprawiła, że Severus miał ochotę ją pocieszyć i przytulić. Natychmiast oddalił od siebie to głupie uczucie.
- Tak - westchnął, a jego spojrzenie powędrowało do gajowego Hogwartu, Hagrida. Stał koło posągu latającego dzika i machał opętańczo swoją dłonią wielkości pokrywy od śmietnika.
- Pirwszoroczni! Tutaj! - krzyczał. Lily złapała Severusa za dłoń i poprowadziła ich do półolbrzyma.
- Czy musimy płynąć w taką pogodę? - spytała Hagrida, a ten obróciwszy się w jej stronę uśmiechnął się od ucha do ucha - Nie martw się, dziewczynko. To jest tylko dziesięć minut.
- Tylko dziesięć minut - sapnęła pod nosem, rzucając spojrzenie przyjacielowi. Ten wzruszył ramionami.
- Chrzest bojowy. Każdy musi go przejść.
- Hej, Lily! Wszędzie cię szukałem! - krzyknął znajomy, irytujący głos. Wysoki czarnowłosy chłopiec podbiegł do nich, ciągnąc za sobą Remusa, James'a i jakiegoś wyjątkowo chuderlawego chłopca. Widząc spojrzenie Lily, Syriusz natychmiast się zreflektował.
- To jest Peter Pettigrew. - rzekł, wskazując ręką na chłopca. Wyglądał na bardzo nieśmiałego, ale uśmiechał się od ucha do ucha. - Lily Evans, miło mi - rzekła rudowłosa do nowo poznanego chłopaka, ściskając jego dłoń. Była bardzo spocona i malutka.
Nagle zdała sobie sprawę z braku obecności Severusa. Rozejrzała się, ale nigdzie go nie widziała.
- Widzieliście Severusa?
- Severusa, Severusa? Nieee... - powiedział James, przedrzeźniając Snape'a. Remus szturchnął go w ramię, ale ten nic sobie z tego nie robił - Może się zgubił w pociągu.
Syriusz i Peter wybuchnęli opętańczym śmiechem. Lily prychnęła, mrucząc pod nosem - idioci - i udała się w kierunku łódek, na które już wsiadali uczniowie. Dostrzegła Severusa. Siedział oparty o burtę drewnianej łódeczki, która chwiała się lekko na wzburzonej wodzie jeziora. W dali ponownie błysnął piorun. Zatrzęsła się lekko z zimna i ze strachu. Nie wyglądało to na bezpieczną wycieczkę na Hawaje.
Ostrożnie wsiadła do łódeczki.
- Ten James jest wyjątkowo paskudny dla ciebie - rzekła prosto z mostu. Nie lubiła mieć sekretów przed swoim przyjacielem. Musiała mu to powiedzieć.
- Wiem, zauważyłem to już w pociągu, jak podawał mi dłoń. - powiedział gorzko, obserwując taflę wody.
- Nie martw się, inni będą milsi - rzekła pocieszająco, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Mam nadzieję - westchnął.
XXXXX
Wielka Sala zachwyciła wszystkich pierwszorocznych. Przystrojona była w kolory każdego z domów, a w powietrzu unosiły się świece. Najlepszy jednak był sufit, którego wprawdzie nie było. Szare, burzowe chmury były doskonale widoczne, a pioruny strzelały raz po raz w sam środek sali.
- Magia - wyszeptała Lily do Severusa, który stał w rzędzie tuż obok niej. Stali na samym przedzie tej parady pierwszoklasistów. Przed nimi stała jedynie Minewra McGonagall, która zdążyła im wszystko już wyjaśnić.
Dziewczyna ścisnęła spoconą dłoń chłopaka, dodając mu otuchy. - Nie martw się, nie będzie tak źle.
Obserwowali jak Minewra wyciąga wielki rulon pergaminu i stuka weń różdżką. Tuż przed stołem nauczycieli stał stołek a na nim Tiara Przydziału.
Nagle, ni stąd, ni zowąd, tiara rozszerzyła swoje szwy i wydobył się z niej śpiew.
Witaj w Hogwarcie uczniu drogi
Gdzie poznasz nowe serca
Nowe ścieżki i nowe drogi
Gdzie wiedzy zdobędziesz
Że nie starczy nań miejsca
Wpierw jednak cię przydzielę
Do domów których chwała
Ciągnie się przed wieki
Może Slytherin gdzie sława
Może Ravenclaw gdzie księgi
Może Hufflepuff gdzie przyjaźń
Może Gryffindor gdzie przysięgi
W domu Salazara czeka lojalność
Braterstwo, ambicja i intuicja
W domu Roweny inteligencja
Wiedza, rachunek i rozum
W domu Helgi pracowitość
Nie znajdzie się tam leń ubogi
A w domu Godryka wiara
W odwagę, siłę i miłość
Niech przydziału zdanie się zadość
Nałóżcie mnie na swe głowy
Osądu dokonać mam w ten czas
Bez już żadnego słowy
Przydziału zacząć czas
Gdy skończyła śpiewać, rozległy się oklaski. Uczniowie uśmiechali się pod nosem albo szeroko, wyglądali na szczęśliwych. Niektórzy wpatrywali się niecierpliwie w swoje złote, puste talerze. Lily również poczuła ssanie w żołądku. Przełknęła ślinę.
- Baddock, Philip - powiedziała Minewra, czytając ze swojego długiego pergaminu. Blady, płowowłosy chłopiec podszedł do stołka. Drżącymi dłońmi nałożył tiarę. Opadła na jego odstających uszach.
Mijały minuty i zdawało się, żę profesor McGonagall podbiegnie do chłopca i powie mu, że nie został przydzielony. Ale gdy już zaczęła zaciskać wargi ze zniecierpliwienia, Tiara jakby ożyła i wrzasnęła: - Hufflepuff!
W tym samym momencie rozległa się burza oklasków, a nad ich głowami zagrzmialo złowieszczo i co chwilę błyskał piorun. Jej przyjaciel stojący obok niej wyraźnie się denerwował. Nerwowo zaciskał długie, blade palce na swojej używanej szacie.
Spojrzała na niego ze współczuciem, ale za chwilę musiała oderwać od niego wzrok, bo na stołek wszedł pewny siebie Syriusz Black. Uśmiechał się od ucha do ucha. Wyglądał jak ktoś, kto dobrze wie do jakiego domu się dostanie.
Zupełnie jak Severus - pomyślała smutno Lily
- Gryffindor! - krzyknęła tiara, a zadowolony z siebie Syriusz pognał do stołu Gryfonów. Został przywitany oklaskami i uśmiechami.
- Brunner, Cassie - wysoka, szczupła dziewczynka wyszła z szeregu. Głowę miała zadartą do góry, co dosyć śmiesznie wyglądało w połączeniu z jej zadartym nosem. Jej twarz była usiana piegami.
Nie minęła sekunda, a rozległ się ponowny okrzyk tiary: - Ravenclaw!
Dziewczyna z uśmiechem wyższości udała się na wolne miejsce. Sala drżała od oklasków Krukonów.
- Evans, Lily - rzekła Minewra McGonagall po kilkunastu już uczniach przydzielonych do poszczególnych domów. Severus klepnął ją pocieszająco w ramię. Ten gest dodał jej odwagi jak nic innego - starając się nie zwracać na nikogo uwagi, wlepiła wzrok w tiarę i podążyła do stołka. Jej ręce, pewnie jak każdego pierwszoklasisty trzęsły się opętańczo, że przez chwilę miała wrażenie, że nie będzie wstanie nałożyć tiary. Jednak mimo wszystko opadła na jej nosie. Widziała jedynie ciemność. W sumie to dobrze, bo nie widziała tych wszystkich spojrzeń utkwionych w niej.
- Gryffindor! - wrzasnęła tiara. Lily posmutniała. Wiedziała, że Severus będzie niezadowolony z tego powodu. Widziała zawód w jego oczach i strach. Czego się bał? Być może odrzucenia Ślizgonów. Gryfoni przywitali ją ciepło, uśmiechnięci i otwarci. Modliła się, błagała, żeby i Severus został serdecznie przywitany.
Przydzielanie dobiegało już końca. Syriusz, Remus, James i Peter siedzieli ramię w ramię przy stole Gryffindoru. Gawędzili wesoło. Od czasu do czasu Syriusz Black rzucał jej zaciekawione i zadumane spojrzenie. Zarumieniła się.
- Snape, Severus.
W sali, jak przy każdym przydziale, zapadła cisza. Ta jednak wydawała się drażnić Lily w ucho, szczypać ją po twarzy. Prawie czuła ten strach, który musiał czuć Severus. Po założeniu tiary wyglądał na takiego małego i drobnego, jak ośmioletni chłopiec. Tak jak i jej, tiara osunęła się mu na jego duży nos.
Dokładnie dwie minuty czekali na okrzyk tiary. Cisza nie tyle ją szyczpała, co targała jej sercem.
- Gryffindor, Gryffindor - szeptała pod nosem, jak gdyby miało to przynieść skutek.
- Slytherin! - wrzasnęła w końcu poszarpana tiara. Na twarzy Severusa widniało wiele emocji. Ale największą z nich był żal. Rzucił Lily spojrzenie. Próbowała się do niego uśmiechnąć, ale jej nie wyszło.
Potrawy wyglądały bardzo smakowicie, ale rudowłosa nie miała apetytu. Co chwilę rzucała Severusowi zaniepokojone i współczujące spojrzenia. Siedział w odosobnieniu, przy samym końcu stołu. Dłubał widelcem w pieczeni. Wyglądał na nieświadomego tego, co się dzieje w Wielkiej Sali.
Spojrzała na swój talerz. Uciapany sosem, groszkiem i ryżem przypominał w tej chwili emocje kłębiące się w jej umyśle. Westchnęła. Poradzą sobie jakoś. Miała taką nadzieję.
XXXXX
Jako pierwszy wszedł do dormitorium. Zdążył się już rozpakować i poukładać wszystkie swoje ubrania w równe kupki. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Nie czuł senności. Usiadł na łóżku, zasłonił zielone kotary i wpatrzył się w widok za oknem. Tym razem widział wyraźnie każdy kontur. Każda chmura wydawała się być inna, jednak wszystkie były napewno ciężkie i burzowe. Księżyc widniał gdzieś w tle, ledwo widoczny. Błysnął piorun.
- Lily. - szepnął do siebie Severus i otulił się swoimi ramionami, jak gdyby zrobiło mu się nagle strasznie zimno.
