— Ron.

Chrapnięcie.

— Ron.

Burknięcie.

— Ron!

— Mhm, mhm, potem. — I jeszcze bardziej zakopał się pod przykryciem.

Harry stał pośrodku pokoju, owinięty w koc i drżąc. Ale nie z zimna.

Na dworze szalała burza. I to taka dość duża. A na samej górze Nory, gdzie mieścił się pokój Rona, ta burza była głośniejsza niż gdziekolwiek indziej. Harry nie był z rodzaju tych, co się boją zjawisk pogodowych, ale wiedział, kiedy hałas przeszkadza mu w spaniu o drugiej nad ranem.

Przysiadł na łóżku Rona i podkulił nogi do piersi.

— Rooon. Obudź się.

Cisza.

— Ron, Ron.

Nic.

Harry westchnął i przesunął się dalej, aby usiąść okrakiem na biodrach Rona.

— Ron. Powiedziałem, że będziemy czekać, ale jeśli zaraz się obudzisz, to nie będziemy musieli.

Lekkie poruszenie. O, jakiś postęp.

— Jeśli wstaniesz, będziesz mógł mnie rozebrać.

Spod przykryć wydostała się ruda głowa, ale Ron nadal nie otwierał oczu. Harry zarumienił się i usiadł wygodniej, patrząc w bok, na ścianę.

— Będziesz mógł mnie dotknąć.

Zobaczył jedno otwarte niebieskie oko.

— Tak, poniżej pasa.

Zobaczył oba niebieskie oczy, gdy Ron patrzył na niego w zamyśleniu.

— Nogi czy coś więcej?

Harry jęknął. Czy Ron musi się targować?

— ...nogi?

Rudzielec wyglądał, jakby miał zamiar na nowo ułożyć się do snu.

— Nie, nie czekaj, czekaj — powiedział Harry, pochylając się i przytrzymując brzeg przykrycia Weasleya, żeby nie mógł się nim cały zakryć. Odchrząknął i rumieniec na jego policzkach się poszerzył. — Będziesz mógł dotknąć... moich... pośladków?

Ron nie wyglądał na przekonanego.

— ...bioder?

To samo sceptyczne spojrzenie.

Harry zagryzł wargę i spojrzał na ucho Rona.

— W–wszystkiego — wyszeptał, rumieniąc się już całkowicie. Wiedział, że był absurdalny jeśli chodzi o te sprawy. Byli już razem prawie trzy miesiące. Jaki dwudziestodwulatek zachowuje się w ten sposób, jeśli w końcu ma możliwość bycia z facetem, którego chciał od siedmiu lat?

Ale Ronowi się ta odpowiedź spodobała, bo pociągnął Harry'ego z jego kocem pod swoje przykrycie i przytulił go do siebie. Harry'ego, nie koc.

— Mogę dotknąć wszystkiego?

Harry pokiwał szybko głową czując, jak jego serce wali w piersi od samego myślenia o tym, co właśnie podał na tacy Ronowi. Jednak kiedy chwila się dłużyła i żadna ręka go nigdzie nie dotykała, Harry podniósł głowę, żeby spojrzeć na Weasleya.

Ron miał na ustach leniwy uśmieszek.

— Teraz, kiedy mam twoją zgodę, zatrzymam sobie ją na jakąś sytuację, kiedy będę bardziej obudzony — oznajmił rudzielec i zamykając Harry'ego w swoich ramionach, wrócił do spania.

Przeklęty Weasley.