Bardzo chciałam się nauczyć języka francuskiego, niestety mi się nie udało... dlatego w takich oto znaczkach; *...* będą zdania, rozmowy itp w innym języku. Znaczy, że niby są w innym języku, a tak naprawdę nie są.


1.

-Co?! Wujek Ted bierze ślub? Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej!?- nie mogłam uwierzyć, że mówią mi to dopiero teraz! Jutro wyjeżdżamy, a ja nie mam nawet odpowiedniej sukienki. Ugh, to dlatego Petunia była w te wakacje taka zadowolona.

-Uspokój się Lilyanne! Nie mówiłam ci wcześniej, bo nie widziałam takiej potrzeby. Jeżeli będziesz się tak unosić i krzyczeć to możesz być pewna, że nie pojedziesz na żaden ślub! Przynosisz mi wstyd swoim zachowaniem. Czemu nie możesz być jak Petunia? Ja... to znaczy zachowywać się jak ona, jak przystało na normal... osobę z twoją pozycją.- jasne, jasne mamo. Ona nie mogła się pogodzić, że nie jestem normalnym dzieckiem. Ma do mnie żal o to, że potrafię czarować. Jakby to była moja wina! A od czasu kiedy Tony zaczął przejawiać magiczne zdolności jest jeszcze gorzej. Ona chyba myśli, że ja rzuciłam na niego urok żeby był czarodziejem. Tylko tata cieszy się z tego powodu, mówi, że bardzo się cieszy, że jego wspaniałe dzieci mają czarodziejskie zdolności. Chociaż widzę, że jest mu smutno kiedy się kłócimy z mamą i Sretunią, wiem, że nie może się pogodzić z tym, że dla mamy bardziej liczy się ,,normalność" niż dzieci.

-Przepraszam mamo. Ja po prostu jestem zdziwiona tym całym ślubem, nie wiedziałam, że wujek myśli o tej kobiecie poważnie- ciekawe od jak dawna to wiedzą, szkoda, że Ted mi nic nie powiedział. Chociaż w ostatnich listach pisał o jakiejś kobiecie, to nie wiedziałam, że myśli o niej poważnie. Dobra koniec tego gadania, najpierw trzeba zająć się sukienką. Hurra! Uwielbiam zakupy.- Czy mogę jechać dziś po sukienkę? Przy okazji mogłabym odebrać Tony'ego z dworca, nie musiałabyś wtedy odrywać się od obowiązków mamo.-prawdopodobnie zgodziłaby się już na samo wspomnienie o sukience, ale trochę się dzisiaj zdenerwowała więc postanowiłam wspomnieć jeszcze o moim braciszku, chociaż i tak pojechałabym z nią żeby go odebrać. Nie pozwolę żeby mały zaraz po powrocie z kolonii był narażony na kąśliwe uwagi matki i Sretuni.

-Tak, to dobry pomysł, zabierzesz go do sklepu po garnitur. Z ostatniego niestety wyrósł. Pojedziesz z Mariusem, to nowy szofer, będzie cię woził po mieście, ale Antonio przyjeżdża o 16, więc parę minut przed musisz być na dworcu, na peronie 9, nie spóźnij się, bo będzie do mnie dzwonił, a ja mam dużo tekstu do nauczenia.- aż zacisnęłam pieści, żeby jej czasem nie walnąć. Żeby. Do. Mnie. Nie. Dzwonił. Co za zimna suka! Praca jest ważniejsza od własnego dziecka. On nie miał łatwego dzieciństwa, mimo że ma dopiero 11 lat wie, że matka go nie znosi. Kiedy jeszcze chodziłam do mugolskiej szkoły wszystko było lepiej, mogłam go pocieszać, bawić się z nim i okłamywać, że mama jest po prostu bardzo zajęta. Ale kiedy pojechałam do Hogwart został sam, był tu co prawda tata, ale on ma dużo pracy i rzadko jest w domu. Kiedy wróciłam na święta powiedział mi, że wie o tym, że mama go nie kocha i nie muszę już kłamać. Byłam zszokowana, skąd on to wyciągnął, kiedy się go o to zapytałam powiedział, że mama miała wolne, ale zabrała Petunią na wycieczkę, a on został w domu i mama była dla niego nie miła. Usłyszał jak rozmawiała z Tunią o tym, że on jest taki sam jak ja, że to wielki wstyd mieć kogoś takiego w rodzinie. Zaczęłam wtedy płakać, a on powiedział, żebym nie płakała, bo on i tata mnie kochają. Miał wtedy 6 lat, dzięki temu staliśmy się jeszcze bardziej nie rozłączni. Co wieczór opowiadałam mu na dobranoc jakieś historię z Hogwaru, stało się to naszym rytuałem i teraz zawsze jak przyjeżdżam to opowiadam mu nowe przygody. Swoją drogą to ciekawe kiedy dostanie list z Hogwaru? Może razem z moim? Kurdę matka coś się na mnie gapi, a ja nie wiem o co chodzi! Fuck! Postanowiłam zaryzykować.

-Dobrze mamo. O której mamy wrócić?-chyba ciągle chodziło o to, uff. Zobaczymy czy zmieniła coś pod względem powrotów do domu, od dwóch lat gadała, że o 23.30 mamy być już w pokojach.

-Możecie wrócić o 24, tylko nie później, bo wyjeżdżamy o 10, a musicie się wyspać, żeby nie mieć cieni pod oczami. Musicie wyglądać przyzwoicie na zdjęciach! Pa Lilyanne! Ach, prawie zapomniałam! Dałam ci już kartę kredytową? Naprawę nie wiem po co ci ona skoro jesteś w domu tylko 2 miesiące, ale tata nalegał. No gdzie też ja ją wsadziłam... o, jest! Proszę, pin to data twoich urodzin, powinnaś go nie zapomnieć. Miłej zabawy na zakupach córeczko!- i już jej nie było. Zdziwiłam się, że w ogóle zgodziła się na kartę i w dodatku platynową. No, ale jak już mam co mieć to tylko najlepsze, bo co sobie ludzie pomyślą. Nie ma co, ojciec potrafi zdziałać cuda.

Szybko poszłam do swojego pokoju gdzie wzięłam szybki prysznic i zrobiłam sobie luźnego koka. Kurde, już 8.45, muszę się pospieszyć, bo inaczej nici z kupna sukienki. Teraz ubranie, hurra! Uwielbiam się przebierać i stroić, a w szkole nie za bardzo wiedziałam czy wolna, nie chciałam żeby mieli mnie za pustą lalunię. Ale w tym roku to się zmieni(znaczy nie z tą pustą lalunią)! Tak Lily Evans jeszcze pokaże na co ją stać. Weszłam do mojej garderoby i skierowałam się do części letniej, tak moja garderoba ma części. Wzięłam stamtąd moje ulubione postrzępione szorty i bezrękawnik beatelsów. Nie wyglądało to źle. Potem udałam się po buty, od razu wzięłam czarne glany do połowy łydki. Teraz jeszcze tylko dodatki i makijaż. Założyłam małe diamentowe kolczyki, a do tego bransoletkę z ćwiekami i mnóstwo rzemyków. Nie chciałam siedzieć jakoś długo przed lustrem więc użyłam tylko kremu BB i tuszu do rzęs. Ujdzie, żebym teraz tylko nie spotkała mojej rodzicielki, będę miała przejebane i każe mi to zmienić. Jeszcze tylko mała torebka do której wpakowałam telefon, słuchawki i portfel. Szybko zeszłam po schodach na dół na szczęście matka była w biurze. Weszłam do pomieszczenia służbowego, byli tam wszyscy i ciekawe, który to Marius.

-Dzień dobry! Cześć, Marta, Ben, Ann, Endi. Przepraszam, ale kim jest Marius?-przywiałam się z ludźmi, których znam. To przyjaciele moi i Tony'ego. Marta była naszą niańką, Ann jest kucharką, Ban i Endi ogrodnikami, to moja rodzina z wyboru.

-Lily, jak ty wyrosłaś dziewczyno! Co tam u ciebie, gdzie jedziesz? Marius to ten tutaj- tu wskazała na starszego mężczyznę z miłym uśmiechem.

-Marto, bo mnie udusisz. Chciałabym ci przypomnieć, że ja już nie rosnę, niestety. W każdym bądź razie u mnie wszystko jak zawsze w wakacje, a jadę po sukienkę i Tony'ego. Proszę pana,- tu zwróciłam się do szofera- matka mówiła, że to pan będzie mnie dzisiaj pilnował na mieście. – chyba się w tym momencie skrzywiła, bo Bem zaczął się śmiać. Ciekawe co u Stewarta, właśnie gdzie on jest? Rozejrzałam się szybko, ale nigdzie go nie widziałam.- Ej, gdzie jest Stewart?

-Lilka, to ty nic nie wiesz? Ach, mogłam się domyślić, że ci nie powie. Stewart przeszedł na emeryturę i wyjechał do córki, do Niemiec. Powiedz mi, czy ona dopiero dzisiaj powiedziała ci o ślubie pana Teda?- kochana Ann jak zawsze musiała wszystko wiedzieć

-No nie wiedziałam do dzisiaj ani o jednym ani o drugim. Czy pan Marius jest na tyle godny zaufania żeby mówić przy nim takie rzeczy? Nie żebym go posądzała, ale nie chcę żebyście wylecieli, mordki moje.

-Spokojnie, panienko Lilyanne, nie mam zamiaru nikomu powtarzać tego co tu usłyszałem.

-To dobrze, bo oni są taką rodziną jaką bym chciała, nie żeby tata i Tonny byli źli, ja po prostu nie dogaduje się z żeńską częścią rodziny. I proszę niech pan mówi mi Lily, nie znoszę mojego pełnego imienia.

-W takim razie jestem Marius, Lily.

-Okej, więc Mariusie może najpierw do Galerii Handlowej?

-Dobra Lily. Wsiadaj do czarnego Audi.- czy mi się wydaje czy on próbował nadać głosowi mroczne brzmienie?

-Wiesz mam nadzieję, że to brzmi jak tekst z taniego horroru?

-Ej Lily, zawsze chciałem to powiedzieć, a ty wszystko zepsułaś. Nie będę z tobą rozmawiać.- o ja, trafił mi się szofer z mentalnością dziecka. Coś czuje, że się dogadamy.

6 godzin, 24 sklepy i jedną kupioną sukienkę później jechaliśmy na stację King Cross odebrać młodego. Już się nie mogę doczekać, stęskniłam się za moim małym braciszkiem. 6 miesięcy to zdecydowanie za długa rozłąka jak dla mnie. Kiedy zatrzymaliśmy się przed stacją szybko wysiadłam z samochodu z krótkim.

-Ja już idę, możesz zaparkować i później do mnie dołączyć jak chcesz. Peron 9.

Wbiegłam do środka i spojrzałam na wielki zegar wiszący na ścianie, 15.50, a ja mam do przejścia prawie cały dworzec, dobrze, że nie ubrałam butów na wysokim obcasie. Kiedy dotarłam na właściwy peron pociąg już podjeżdżał więc przepchnęłam się na sam przód ku niezadowoleniu troskliwych rodziców, to matka powinna tu stać i z niecierpliwością wyczekiwać Tony'ego. Ja powinnam stać obok niej albo gdzieś z boku, a nie sama. Wreszcie! Drzwi się otworzyły i wysypała się zgraja dzieciaków, ale ja nigdzie nie widziałam mojego małego potworka. Jest, szedł na końcu z jakimś chłopcem, ale nie wyglądał na wesołego. Jako jedyny nie rozglądał się za rodziną, postanowiłam to zmienić.

-Tony! Tony, chodź tu młody! Tony, tutaj!- no dalej młody uśmiechnij się, nie chcę robić z siebie debilki na darmo. Tak! Podniósł głowę i zaczął skanować tłum wzrokiem, a kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się, powiedział coś do kolegi na co ten się uśmiechnął, a chwilę później już biegł w moja stronę. Kiedy rzucił mi się w ramiona o mało co się nie przewróciłam, bo trzeba przyznać, że trochę urósł od naszego ostatniego spotkania.

*-Salut bro. Braciszku. Jak było na koloniach?

-Salut Lily! Nawet fajnie, ale tęskniłem.

-Na pewno nie tak jak ja.*

-Jasne, ale chodźmy już stąd, okej?

-Dobra, tylko, że nie jedziemy do domu. Wujek Ted ma ślub i musimy ci kupić garnitur, a mi dodatki do kiecki.

-Wujek Ted, nasz Ted bierze ślub!? Kiedy?

-Jutro mały, jutro. Wnioskując z twojej miny i pytań ty też nie wiedziałeś. Mi matka powiedziała dzisiaj po tygodniowym pobycie w domu.

-Nie mogę uwierzyć, że nam nie powiedziała! Petunia wiedziała?

-Tak, przez cały czas była wesoła i coś tam sobie fałszowała pod nosem. Nawet tata prosił ją żeby przestała, bo słuchać się tego nie dało. Była jeszcze gorsza niż kiedy słyszałam ją ostatnio.

-Jest okropna, prawda? Kiedy cie nie było zapisała się na lekcje śpiewu, nauczyciel przychodził do domu. Zrezygnował po 2 lekcjach, powiedział, że nigdy nie słyszał kogoś gorszego i jest z nią coraz gorzej, a nie lepiej.- zaczęłam się tak śmiać, że ludzie zaczęli się na mnie gapić, ale miałam to w nosie. Tęskniłam za naszym nabijaniem się z Sretuni.

-Ej, Tony gdzie masz bagaże?- dopiero teraz skapnęłam się, że nie mamy ich ze sobą.

-Cholercia! Przez ciebie zapomniałem ich wziąć.- znowu się śmiałam, ale tym razem z jego naburmuszonej miny. Była komiczna!-Nie śmiej się, bo ty będziesz ja ciągnęła, za karę.

-Wiesz, że mi to obojętnie więc ta kara to ci za bardzo nie wyszła.

-Przecież wiem, ale lepiej się poczułem kiedy to powiedziałem.

Wróciliśmy do pociągu, który na szczęście ciągle stał i wzięliśmy walizkę Świrka. Była dosyć ciężka, nawet bardzo ciężka!

-Co ty tam do cholery masz?

-Ubrania, płyty, radio, prezenty, zdjęcia, plakat z autografem Paula McCartney'a, buty, książkę...

-Czekaj z czyim autografem?- skąd on wziął autograf Paula? No skąd, próbuję go dostałeś już od jakiegoś czasu i nic!

-Paula McCartney'a. Nawet 3 plakaty, dla mnie, ciebie i taty.

-Boże, kocham cie mały. Jesteś moim bohaterem! Jak je zdobyłeś?

-Miał koncert akurat w tym mieście gdzie ja byłem więc wymknąłem się pani i tam poszedłem. Jest naprawdę dobry, lepszy niż Lennon. Dopchałem się na sam przód, pod samą scenę, a kiedy była przerwa między występami podszedłem i poprosiłem o autograf, no i dali mi plakaty z podpisami, wtedy zapytałem czy nie dadzą jeszcze dwóch dla taty i siostry, bo ona gotowa mi go ukraść,- prawda!- a oni zaczęli się śmiać i powiedzieli, że dla najmłodszego fana zawsze. No i tak właśnie je zdobyłem.

-Kocham cię, możesz mi już nic nie kupować na święta przez kilka lat.

-Tylko kilka? Czy ty wiesz jak ja się narażałem uciekając opiekunowi?- tak, ale na pewno nie tak jak ja!

-Wątpię żebyś narażał się tak jak ja będę.-ale się zdziwił, widać, że aż go korci żeby zapytać. Dobra nie będę taka i mu powiem.-29 października porywam cie z Hogwartu i zabieram na koncert Stonesów!- cholera zaczęłam piszczeć, a miałam brzmieć na znudzoną.

-Zabierzesz mnie ze sobą?!- kiwnęłam głową, że tak, bo ja pewnie też potrzebowałabym takiego zapewnienia-Boże Lilka, kocham cię! Tylko będziesz musiała się włamać do domu, a tam nie możesz używać magii. Co będzie jak cię złapią?- co za mały głupek, ciągle nie wierzy w to, że jest czarodziejem i pójdzie do Hogwartu.

-T. ile razy mam ci mówić, że na pewno pójdziesz ze mną do szkoły. Nie ma innego wyjścia, a poza tym pewnie już przeczytałeś książki na pierwszy, drugi i trzeci rok, prawda?- kiwnął głową, no niezły jest, jestem pewna, że umie powiedzieć każdą formułkę i definicje na pamieć, ja mam tak samo. Wystarczy, że raz coś przeczytam i zostaje mi w głowie. Ciekawe czy tak samo dobrze będzie mu szło z praktyki.- W wakacje dostaniesz list i pójdziemy kupić ci książki, różdżkę i inne rzeczy. A potem twoja pierwsza jazda expressem Londyn-Hogwart, kiedy wysiądziesz z pociągu poczujesz się jak w domu. Tylko pamiętaj, że Hargida nie trzeba się bać i staraj się nie dać złapać Filchowi.

-Lily spokojnie, powtarzasz mi to od twojego pierwszego roku w Hogwarcie więc na pewno nie zapomnę!- może i racja, ale nie byłam pewna.

-Wiesz przecież, że po prostu się o ciebie martwię bracie. A teraz chodź musimy ci kupić to ubranie, a ja jeszcze buty muszę znaleźć. Wiedziałeś, że Stewart odszedł na emeryturę?

-Tak, tata powiedział mi jak mnie odwoził na lotnisko. Jaką masz sukienkę?- zajebistą.

-Jest bez ramiączek i do kolan, dół jest trochę rozkloszowany i zwiewny, a kolor szmaragdowy. Będzie idealnie pasować do moich oczu jak powiedział sprzedawca.

-No to do tego musimy znaleźć czarne szpilki i może ta twoja złota biżuteria od taty? Dla mnie musisz znaleźć szary garnitur, białą koszulę i zielony krawat. W końcu będę twoim partnerem więc muszę dobrze wyglądać, a co najważniejsze nasze ubrania muszą do siebie pasować, załóżmy, że ubrałbym różowy krawat to byłoby niekompatybilne i w dodatku matka zeszłaby na zawał.

-Matko Tony, czasami się ciebie boję. Skąd wytrzasnąłeś takie słownictwo? Chyba wychodziłeś do ludzi kiedy mnie nie było co? I zapomniałeś o butach, przecież matka ci nie pozwoli iść w tych starych. Pewnie nawet nie masz ich już w szafie. A ta część z zawałem nie byłaby w sumie taka zła, przynajmniej według mnie.

-No to kupisz mi jakieś niewygodne buty, które uwierają moje biedne stopy. Co do wychodzenia to miałem lekkiego doła, bo Angie znalazła sobie innego i ja nie byłem jej już potrzebny, więc spędziłem dwa dni w domu i przeczytałem Władce Pierścieni, miałaś rację jest super!

-A ja myślałam, że ona jest mądra, a tu taka niespodzianka! Dobrze, że się z tego wyleczyłeś ale teraz chodź po ubrania. Im szybciej to załatwimy tym więcej czasu będziemy mieli dla siebie!

-Lody, pizza?- jak on mnie zna, ale jest jeszcze jakieś miejsce...

-Centrum miasta i fontanna! Posłuchamy czy są jacyś nowi ludzie i co mają do zaprezentowania. Byłeś tam może ostatnio?

-Przed wyjazdem, Jake jak zawsze był świetny i miał nowy kawałek, co prawda jeszcze nie skończony ale to co słyszałem było niezłe. Mówił, że teraz jest tu rzadziej, bo znalazł sobie pracę... masz od niego pozdrowienia.

-Wiedziałam, że w końcu mu się uda... Chodź widzę już nasz samochód.- te ostatnie metry pokonaliśmy biegiem, bi młody zarządził wyścigi. Niestety przegrałam ale to wszystko z powodu walizki, on jeszcze nie jest ode mnie szybszy.- Zakupy część dalsza! Tak!

-O nie...- co oni tacy zgodni są, a poza tym jak można nie lubić zakupów?

/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\

-Cicho bądź, bo jeszcze obudzimy te modliszki- syczałam do Świrka, bo on oczywiście musiał się zacząć śmiać jak się dowiedział, że się spóźniliśmy.

-Przepraszam Lilka ale jak sobie wyobrażam minę matki to nie mogę się powstrzymać.-w sumie to mu się nie dziwie zwłaszcza, że ona stara się nie wykrzywiać twarzy, bo to powoduje zmarszczki. Jest wtedy komiczna.

-Okej, teraz cichutko na paluszkach to może nas nie usłyszą. One na stówkę już śpią, ale tata może czekać w salonie więc japa młody.

Byliśmy już przy schodach kiedy zapaliło się światło. Cholera, spojrzałam na małego, a on mnie i jednocześnie odwróciliśmy się w stronę wyjścia. Stał tata, nie był jakoś szczególnie zły ale do wesołych jego miny też nie można zaliczyć.

-Dzieci. Możecie mi wytłumaczyć dlaczego zjawiacie się 45 minut po wyznaczonym czasie? Myślałem, że jesteś bardziej odpowiedzialna Lilyanne.- użył mojego pełnego imienia chociaż wie jak go nienawidzę. Nie jest dobrze. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce.

-Przepraszam papo, ale musieliśmy kupić sukienki... znaczy sukienkę i garnitur, bo przecież Tony nie chodziłby w sukience... Kupowaliśmy ubrania na ślub, bo dopiero dzisiaj się o nim dowiedzieliśmy, a później musieliśmy nadrobić stracony czas więc odwiedzaliśmy nasze miejscówki i wymienialiśmy ploteczki.

-Domyśliłem się czegoś takiego... Co to znaczy, że dopiero dzisiaj dowiedzieliście się o ślubie? Mama miała wam powiedzieć jeszcze przed wakacjami.

-Uznała, że nie jest to konieczne papo.

-No tak, mogłem się tego spodziewać. Co powiecie na gorącą czekoladę?- za to właśnie go kocham!

-Z bitą śmietaną i dużą ilością czekoladowych wiórków?-zapytał z nadzieją Tony. Przecież zawsze tak jest, innej bym nie wypiła i podejrzewam, że on też nie. Tata nas tego nauczył, zawsze jak miałam koszmary to przynosił mi kakałko albo czekoladę.

-Oczywiście Tony. Nie piję innego.- ha, on też.- Chodźmy do kuchni, jest jeszcze ciepłe, trzeba tylko chwilę podgrzać i będzie git.

-Tato mam dla ciebie plakat Paula McCartney'a z autografem!- aha próbuje go ugłaskać, dobra taktyka.

-Antonio skąd ty u licha wytrzasnąłeś autograf Paula?!-albo i nie...- Matko wiedziałem, że tak będzie odkąd zacząłem was raczyć moją muzyką. Jesteś mistrzem mały. Powieszę go w biurze, przynajmniej będzie mi o was przypominał jak wyjedziecie do taj szkoły... Ale i tak muszę ci wygłosić kazanie.- no nie, a zapowiadało się tak pięknie!- Przykro mi dzieci, taka jest moja rola. Antonio to było bardzo nie odpowiedzialne z twojej strony, a gdyby coś ci się stało? Nie wytrzymałbym bez mojego syna w tym domu pełnym bab... bez obrazy Lily ale ciebie nie ma ponad 9 miesięcy w roku więc sama rozumiesz...- teraz Tony. Teraz jest dobra pora żeby się włączyć, próbowałam mu to przesłać telepatycznie i chyba mi się udało.

-Wiem tato i przepraszam, tylko, że to był taki impuls i nie mogłem tego zatrzymać...

-Rozumiem cię Tony, naprawdę rozumiem tylko następnym razem tak nie rób, dobrze? Nawet jeżeli byłby to najlepszy zespół na świecie, nawet wtedy. Ciebie też się to dotyczy Lily, jasne?

-Dobrze tato! Dobranoc- no proszę, wyszło nam to idealnie, się zsynchronizowaliśmy, że hej! Teraz lepiej iść spać, bo matka na pewno będzie jutro jęczeć, że wyglądam okropnie. Muszę jeszcze wysłać listy do dziewczyn, Dorcas będzie mi zazdrościć!