II.
Mindaugas umarł. Poczułem smutek. Był egoistą, doszedł do władzy niemalże po trupach, ale wzmocnił Litwę. Bałem się, co będzie dalej. Na szczęście kolejni władcy kontynuowali proces umacniania kraju. Mogłem, zatem zająć się Polską.
Kim był ten człowiek? Jak śmiał powalić mnie na łopatki!
Kiedy przeglądałem mapy, kiedy szkicowałem linie ataku, lub dowiadywałem się potrzebnych informacji o Polsce, czułem ucisk w sercu. Otrząsałem się wtedy szybko, odganiałem te wszystkie myśli, przypominające mi, jak bardzo nie cierpię walk i sporów, jak tęsknie za moim ogrodem, błękitem nieba i powiewem wiatru.
Teraz nie ma odwrotu. Staję się potężnym państwem, nie mogę sobie pozwolić na sentymenty.
Aż do roku 1316 moje wojska najeżdżały Polskę. Moim celem nie była regularna wojna – chciałem znaleźć zielonookiego chłopca.
Dlaczego tak mnie zainspirował? Nigdy nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie.
Moim nowym królem został Gediminas. Był inny niż Mindaugas – weselszy, pogodniejszy i lubił odważne pomysły. Jeden z nich jednak szczególnie mi się nie spodobał.
- Sojusz? – Zadławiłem się winem.
- Tak – odpowiedział Gediminas – z Polską. Mówię ci, to dobry pomysł.
- Ciekawe, dla kogo!
- Dla nas – westchnął mój król – widzisz tę dziewczynę? To moja córka, Aldona.
Faktycznie, owa dziewczyna cały dzień kręciła się po pałacu. Była całkiem ładna, o delikatnej urodzie i gęstych, brązowych włosach.
- Aldona to moje jedyne dziecko – ciągnął Gediminas – bez męskiego potomka przyszłość Litwy stoi pod znakiem zapytania.
Wtedy zrozumiałem, do czego zmierza. Musiałem jednak zadać kolejne pytanie.
- Jaki to ma związek z Polską?
- Polska zgodził się, aby poślubiła Kazimierza Wielkiego, syna tamtejszego króla.
Ślub!
Nie jakiś pakt czy rozjem, świstek papieru, który mógłbym przedrzeć, ale związek ludzi! Do końca świata Litwa będzie dźwigać na plecach brzemię tego wyboru, będzie to jasno zapisane na kartach historii, potomkowie tych władców będą długo istnieć na ziemi. Krew litewska zmiesza się z krwią polską, z krwią tego zielonookiego…
Zdałem sobie sprawę, jak bardzo się zmieniłem. Dobro Litwy, jej przyszłość – czy to straciło dla mnie znaczenie? Czy naprawdę liczy się tylko ten jeden człowiek, który już pewnie o mnie nie pamiętał?
Czy może moje ambicje są w rzeczywistości tak wielkie, że nie uznaję porażek? Czy jest możliwym, aby tak bardzo nie znać siebie samego?
Czując się winnym wobec współbraci zgodziłem się na sojusz.
Chciałem zwalczyć w sobie tą dziwną niechęć do Polski. Wiedziałem, że to przecież dziecinada.
Tego dnia, gdy miałem gościć u siebie Polskę, byłem w naprawdę dobrym humorze. Byłem pewien, że wydoroślałem, że zapominałem o incydencie na granicach i że z uśmiechem na twarzy odnajdę porozumienie się z zachodnim sąsiadem.
Czekałem w sali tronowej, miałem na sobie piękny ludowy strój, specjalny na takie okazje. Wyobrażałem sobie, jak ten Polska może wyglądać – jest ode mnie starszy, pewnie jest też dużo wyższy. A może to delikatna słowiańska dziewczyna? Wiele słyszałem o ich urodzie. Przechadzałem się po komnacie i naprawdę cieszyłem się z tych odwiedzin. Nagle zapukano do drzwi.
- Proszę! – Odpowiedziałem radośnie.
Wszedł Gediminas, a zaraz za nim zielonooki mężczyzna, jeszcze właściwie chłopak, średniego wzrostu, o blond włosach.
Nie poruszyłem się, nie drgnąłem powieką. To był Polska.
- To Feliks Łukasiewicz – przedstawił mój król – panie Feliksie, to mój pan, Toris Laurinaitis.
- Generalnie, to ja już go chyba znam – Feliks mrugnął i wyciągnął dłoń gotową do uścisku – Feliks jestem.
Podałem mu rękę. Skurcz ścisnął mi żołądek.
- P… Polska?
Ach, czemuż zawsze jąkam się w najmniej odpowiednich momentach!
- Totalnie! – Wyszczerzył zęby, oburzające!
- A… ale… gdzie twoja straż przyboczna?
- Straż? – Feliks zamrugał szybciej powiekami.
- Świta, generałowie, dyplomaci, służący … - wymieniałem – przybyłeś tu od tak, na piechotę?
- Ej, no, co ty gadasz – Polak machnął ręką – mam dobrego wierzchowca, kto by tam przedzierał się przez te wasze puszcze o własnych siłach. I po co straż fatygować, kto mi tu niby coś zrobi! – Wzruszył niewinnie ramionami.
A więc pamięta o mojej porażce i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że jest ode mnie silniejszy! O nie, albo on, albo ja – nie możemy razem stąpać po jednej Matce Ziemi.
Mój król chyba zauważył, jak bardzo byłem sfrustrowany.
- Może przejdźmy do interesów! – Powiedział nagle, klepiąc mnie po ramieniu.
Gediminas bardzo się denerwował. Nie chciał, żeby Feliks się rozmyślił, była to jedyna szansa dla jego córki. On także nie do końca kierował się interesem Litwy.
- Tak, tak, totalnie fajny z tym pomysł, ale mam też inną propozycję z tym związaną – Polska wyłożył na stół swoje mapy.
Był głośny, pewny siebie, arogancki, przemądrzały, dumny i śmiały.
Strasznie mnie to wszystko denerwowało.
- Jest! Nowa Marchia! – Feliks zakreślił to miejsce na mapie - na wschód od Odry, na północ od dolnej Warty i Noteci. Moglibyśmy ją totalnie zagarnąć. Razem damy radę.
Polska uśmiechnął się do mnie. Nie potrafiłem odwzajemnić tego gestu, zdaje się, wyszedł mi jakiś niewyraźny grymas.
- Ale… ale to po ślubie, tak?
- Spoko, spoko- Feliks zwinął mapy – my przygotujemy żarcie, wy salę i grajków i mamy ceregiele z głowy. Wybaczcie, ale polskie żarcie jest najlepsze.
Po tych słowach Gediminas wyraźnie się uspokoił. A gdy tylko podpisaliśmy sojusz, otworzył butelkę wina i upił się nią sam ze szczęścia.
Od tamtej pory dostawałem od Polski dziwne listy. Pytał się w nich, jak mi się powodzi! I do tego odwiedzał mnie regularnie i przynosił zawsze coś do jedzenia! W ogóle nie szanował mojej prywatności, zostawał nawet na noc!
- … i wtedy BUM! Zwalił się jeden ze stropów starego zamczyska, a ona siedziała sama, uwięziona w swojej komnacie, odcięta od świata, daleko, daleko od domu!...
Opowiadał mi wtedy straszne historie, po których nigdy nie mógł zasnąć! Musiałem spać z nim w jednym posłaniu!
- Nie sądzisz, że w twoim łóżku byłoby ci wygodniej? – Starałem się go grzecznie wyprosić.
- Nie, tutaj mi cieplej – odpowiadał bez ogródek – ty, Toris, a ten Rosja to długo u ciebie mieszka? Też masz z nim sojusz?
- Mieszka tylko od czasu do czasu… zagarnąłem parę jego ziem… - nie lubiłem o tym opowiadać.
- Jesteś niezły w walce – powiedział nagle Feliks, zupełnie mnie na to nie przygotowując.
A ja głupi bąknąłem coś tylko pod nosem i zarumieniłem się! Zawstydził mnie jakiś bezczelny chłopaczek!
- Ale musisz trzymać miecz obiema rękami. Zostaw tarczę i paruj ile wlezie…
Po tych słowach zasnął.
A ja, który przez moment myślałem, że go polubię, znowu go nie cierpiałem.
Przygotowywaliśmy się jednak do ataku na Wielką Marchię, nie było czasu na dąsy. Feliks i ja spędzaliśmy razem naprawdę dużo czasu, szykując wojska. Pewnego dnia przyszedł jednak do mnie, wyraźnie czymś zmartwiony.
- Co się stało? – Spytałem.
Byliśmy wtedy w ogrodzie przed moim domem, pogoda była tak ładna, że kazałem przynieść sobie stół, wszystkie potrzebne papiery i krzesło. Mogłem słuchać śpiewu ptaków, podziwiać kwiaty, uspokoić zmysły, szargane głośnym jazgotem polskiego akcentu. Moja ruta rosła wspaniale. Tylko, dziwna historia, od jakiegoś czasu na moich starannie wyplewionych grządkach zaczęły wyrastać dzikie bratki. Będę musiał kiedyś dokładniej zbadać tę sprawę.
- Rozmawiałem właśnie ze Świętym Cesarstwem Rzymskim – po tonie Feliksa szło odkryć, że nie była to miła rozmowa - Jesteś ochrzczony, prawda?
Przełknąłem ślinę. Feliks bawił się swoim mieczem, wywijając we wszystkie strony.
- Jestem – szepnąłem – z rąk Zakonu Krzyżackiego.
- A twoi ludzie? – Nagle wbił miecz w jeden z kasztanowców. Aż podskoczyłem.
- Różnie – powiedziałem szczerze.
Mój lud nie do końca nawrócił się na chrześcijaństwo. Wciąż wielu pozostało poganami.
- Mój król, Władysław Łokietek, chce zerwać sojusz.
- Co? – Odszedłem od stołu z mapami i planami, doskoczyłem do Feliksa i złapałem go za ramiona, – dlaczego?
- Mówiłem ci! Rzesza uważa was za pogan – Feliks z przygasłym spojrzeniem wyrwał się z mojego uścisku – nie jestem w stanie ich pokonać, więc wolę ich nie drażnić. Jeszcze nie teraz.
- Czy to takie ważne, poganie czy nie? – Krzyknąłem, zdenerwowany jego uległością.
- Niestety dla Rzeszy totalnie ważne!
- Od kiedy to liczysz się ze zdaniem innych, co?
Feliks aż poczerwieniał.
- Ty… ty totalny głupku!
Zadrżałem. Spodziewałem się po nim większej elokwencji.
- Sam jesteś głupi! – Odpowiedziałem bez zastanowienia.
Krzyczeliśmy jak mali chłopcy pokłóceni o ulubioną zabawkę. Odwróciliśmy się na piętach i odeszliśmy – ja do pałacu, Feliks odjechał do Krakowa. Jak zwykle, bez straży przybocznej, pokazał mi nawet język, to ci tupet! Nie chce mieć nic wspólnego z tak niedojrzałą osobą!
Czy stało się coś strasznego? Nie. Gediminas był szczęśliwy, Aldona została ochrzczona imieniem Anna i poślubiła Kazimierza, Rosja pielęgnował słoneczniki a ja nie musiałem martwić się wojnami.
Bratki też jakoś przestały rosnąć.
Tylko nocami moje łóżko wydawało mi się dziwnie puste i duże.
