Rozdział 2. Podchody
Temperance Brennan postanowiła wykorzystać wolny wieczór na napisanie kolejnego rozdziału swojej nowej książki. Sięgała właśnie po kubek z zimną już kawą, kiedy zadźwięczał dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili pomyślała, że to pewnie Booth z tajskim, ale zaraz przypomniała sobie, że przecież dziś jej partner miał się zająć Parkerem. Z zaciekawieniem podeszła więc do drzwi i lekko je uchyliła.
- Cześć Sweety! - powitał ją radosny głos jej przyjaciółki.
- Angela... Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona Bones otwierając szerzej drzwi.
- A tak sobie pomyślałam, że wpadnę. Ale nie przyszłam z pustymi rękoma – odparła artystka i wyjęła z torby butelkę czerwonego wina. – No to jak, wpuścisz mnie w końcu czy zaczniemy pić tutaj?
- Co? Ach.. wejdź. Po prostu myślałam, że...
- Że ja to Booth. OK, nie gniewam się – powiedziała Montenegro zdejmując płaszcz i kładąc go na fotel.
- Usiądź, a ja przyniosę kieliszki – Tempe poszła do kuchni, a artystka wygodnie rozsiadła się na kanapie. Przyszła tu w konkretnym celu i cel ten zamierzała osiągnąć. Po chwili wróciła Bones i usiadła obok przyjaciółki.
- Co to za okazja, że przychodzisz do mnie z butelką wina? - zapytała Bones, podczas gdy Angela otwierała butelkę.
- Żadna okazja, po prostu miałam ochotę na babski wieczór i pogaduchy...
- I pomyślałaś o mnie?
- A o kim? Ty jesteś moją przyjaciółką. Z kim miałabym plotkować jak nie z tobą? Z Amy? - zapytała przekornie Montenegro nalewając czerwony trunek do kieliszków.
- Ona jest niekompetentną asystentką, która nie zna się na swojej pracy. Jest męcząca i...
- I podrywa Seeley'a – dokończyła Angela.
- Może podrywać kogo chce, nawet Booth'a. Ale nie w pracy.
- Przyznaj, że jesteś zazdrosna.
- Ja? O Booth'a? Chyba nie mówisz poważnie – powiedziała Temperance, a artystka bacznie jej się przyjrzała. – Nie patrz tak na mnie.
- Przyznaj, że denerwujesz się kiedy on z nią rozmawia – ciągnęła temat Montenegro.
- Booth nawet nie pamięta jak ona ma na imię.
- HA! I tu cię mam! - wykrzyknęła Angela.
- Wcale nie...
- Owszem! Gdybyś nie była zazdrosna o Seeley'a, nie zwracałabyś uwagi na takie drobnostki jak to: czy Booth zna jej imię czy nie – wyjaśniła z tryumfem w oczach artystka.
- To nadinterpretacja faktów.
- Skarbie, ty masz fakty z kości a ja z ludzkiej duszy.
- To nie...
- Zdrówko Bren – nie pozwoliła jej dokończyć Angela i stuknęła kieliszkiem w kieliszek Tempe.
Butelkę wina później...
- A wiesz, że to nawet dobry pomysł – powiedziała Brennan upijając łyk wina.
- Moje pomysły są najlepsze.
- Dawno nie byłam na urlopie takim... prawdziwym.
- Właśnie, a pomyśl o Booth'ie – dodała Angela.
- A co on ma z tym wspólnego?
- On też nie była na urlopie bo cały czas pracuje z tobą. Mógłby ten wolny czas jakoś wykorzystać – wyjaśniła Montenegro, a Bones westchnęła przetwarzając informacje uzyskane od przyjaciółki.
- I gdzie niby miałabym spędzić ten urlop? Albo czekaj... idę po wino i potem mi wszystko dokładnie wyjaśnisz. – Antropolog podniosła się z kanapy i ruszyła na poszukiwania czerwonego trunku. Angela odprowadziła ją wzrokiem, aż jej przyjaciółka zniknęła w kuchni, po czym wyciągnęła telefon i napisała SMSa do Sweets'a. Plan zaczynał działać.
Sweets był w drodze do mieszkania Booth'a. Wiadomość, którą otrzymał od Angeli napawała optymizmem. Pozostawało tylko pytanie: w jaki sposób zdołała ona przekonać doktor Brennan do urlopu. Ale to teraz nie miało większego znaczenia. Ważne, że misternie uknuty spisek zaczynał się urzeczywistniać, a on postanowił doprowadzić go do końca.
Mieszkanie Booth'a
Dźwięk dzwonka przerwał radosną zabawę ojca i syna, a raczej leżenie na podłodze i odpoczywanie po dzikich harcach, na jakie wpadł Parker. Seeley zgrabnym ruchem stanął na nogi i podszedł do drzwi otwierając je na oścież. Widział już wiele w życiu, ale to co zobaczył przebiło wszystko. Na klatce schodowej stał Sweets, nie byłoby to może tak dziwne gdyby nie to, że agent przyzwyczajony do widoku swojego terapeuty w garniturze, teraz zobaczył go odzianego w jeansy i koszulkę z logo Budweiser'a.
- Słodki? Co ty tu robisz? - zapytał Seeley.
- Mam dla pana dobrą wiadomość. Jest aż tak dobra, że pomyślałem iż sam się pofatyguję i ją oznajmię – odparł Sweets.
- Terapia dobiegła końca?
- Ha ha ha, bardzo śmieszne agencie Booth. Chce pan poznać szczegóły czy mam tak stać w progu i wzbudzać sensację wśród pańskich sąsiadów?
- Wejdź jeżeli musisz – agent przesunął się i wpuścił doktora do środka po czym zwrócił się do swojego syna – Park, zmykaj do łóżka ale najpierw do łazienki...
- Umyć się – dokończył chłopiec, a Booth się uśmiechnął.
- Zaczekaj tutaj. Położę go spać i zaraz wrócę – powiedział Seeley do Sweets'a i ruszył w stronę łazienki.
- Dobra – odparł Słodki i rozejrzał się po mieszkaniu, kiedy jego uwagę przykuły trofea sportowe stojące na regale. Podszedł bliżej i już miał jednego dotknąć, gdy usłyszał:
- Tylko niczego nie dotykaj!
Jakiś czas później...
- No cóż, nie sądziłem że przychodzisz z czymś takim – powiedział Booth i rozsiadł się wygodniej na sofie – ale propozycja wydaje się kusząca.
- Bo jest. Taki urlop to doskonała rzecz. Zresztą jesteście teraz po rozwiązaniu trudnej sprawy i zarówno panu jaki i doktor Brennan przyda się odpoczynek.
- Nie mogę uwierzyć, że Bones zgodziła się na urlop... Gdzie ona się wybiera?
- Tego nie wiem. Mogę tylko przypuszczać, że będzie to Gwatemala albo Somalia albo...
- Bogu ducha winne państwo w krajach trzeciego świata – dokończył za Słodkiego Booth. – Cała Temperance. Ale skoro taki wypoczynek jej odpowiada.
- A pan jest zadowolony z propozycji jaką przedstawiłem? - zapytał Sweets.
- Naprawdę nie chcesz tam jechać?
- Agencie Booth, nie chodzi o to czy chcę czy nie. Nie mogę. A nie chciałbym, aby rezerwacja przepadła...
- I pomyślałeś o mnie? - zapytał zaskoczony agent.
- Tak, co w tym dziwnego? Ale rozumiem, że zgadza się pan?
- Czy się zgadzam? Muszę! Dzięki Sweets, naprawdę.
- Czego się nie robi dla swoich pacjentów – westchnął Słodki i wstał z kanapy. Seeley zrobił to samo. – Ale na mnie już czas. I tak spędziłem tutaj więcej czasu niż potrzeba.
- Jeszcze raz wielkie dzięki – powiedział Booth, a Słodki się uśmiechnął i opuścił mieszkanie agenta.
Doktor Lance Sweets z uśmiechem na ustach wsiadł do swojego samochodu. Pierwsze co zrobił to wyciągnął telefon i wybrał numer Angeli. Artystka odebrała po dwóch sygnałach, a w jej głosie słychać było podniecenie:
- Sweets? I jak ci poszło? Zgodził się?
- Oczywiście, nie po to studiowałem ostatnimi czasy techniki perswazyjne, by miały one teraz nie zadziałać – odparł terapeuta. – A tobie też poszło tak dobrze?
- Zgadza się. Co prawda musiałam trochę spić Bren, by dała się przekonać, ale sprawa jest załatwiona.
- Upiłaś doktor Brennan?
- A co w tym złego? W tej grze wszystkie chwyty dozwolone. A Booth'a ciężko było przekonać? - zapytała Angela.
- Nie. Był zaskoczony, że pomyślałem o nim, jako o osobie, która miałaby skorzystać z tych luksusów...
- Spokojnie, wybierałam hotel, więc będzie dobrze.
- Zobaczymy, czy nasz plan się uda – powiedział Sweets.
- Uda, już ja to wiem...
