Jak podoba wam się historia? Jako że mamy teraz przerwę świąteczną, postaram się dodawać jak najwięcej rozdziałów. Nie będę was dalej powstrzymywał : CZYTAĆ! Jeszcze jedno : przepraszam, że 3/4 tego rozdziału zajmuje paplanie Phone Guy'a, lecz tak poprostu musiało być.
-Wow. Z zewnątrz wydaje się mniejsza – Aaron kontemplował o sensie istnienia ludzkości i rozmiaru restauracji. Rozległe korytarze i obszerne pokoje sprawiały, że nocą to miejsce zamieniało się w istny labirynt. Po paru minutach błądzenia dotarł do boxa strażniczego. Na biurku stał wiatrak, kilka monitórów, zgniecione kartki i starodawny telefon. Gdy Aaron zdążył się wygodnie usadowić, telefon zadzwonił. Zdziwiony, odebrał.
-Halo, halo – odezwał się głos w słuchawce – Eemm... Witamy cię jako nowego nocnego stróża w Freddy Fazbear Pizza. Emm... chciałem nagrać parę wiadomości, aby pomóc ci się wpasować w klimat. Na-na początek – zapomnij emm.. o WSZYSTKIM co słyszałeś o restauracji. Większość legend to oczywiste bujdy, lecz emm... jest w nich... tro-trochę prawdy.
-Trochę prawdy? - pomyślał Aaron.
-Có-cóż – ciągnał dalej głos w słuchawce – Pracowałem w tutaj przed tobą. Naprawdę, nie-nie ma się czego bać! Umm.. dali mi tutaj małą notkę, którą powinienem ci przeczytać. Dobra, jedziemy. Ekhem, ekhem "Witamy W Freddy Fazbear Pizza, w magicznym miejscu dla dzieci i nie tylko, w którym spełniają się marzenia i zabawa staje na wyższym poziomie. Emm... Fazbear Entertainment nie odpowiada za ewentualne obrażenia... i... śmierć. Po odkryciu obrażeń na ciele lub samego ciała, raport zaginięcia osoby zostanie wypełniony w jak najszybszym możliwym czasie lub gdy biuro zostanie wstępnie o-oczyszczone... emm... i dywany zostaną wymienione".
-Cholera – zaklął w zdziwieniu i przerażeniu Aaron.
-Nie powiedzieli ci o tym gdy się zapisywałeś co? Umm... mo-może to ci się wydawać lekko... zaskakujące lub... przerażające ale emm... na-naprawdę, nie trzeba się niczego bać! Wszystko będzie do-dobrze. Emm.. narazie skupmy się na przetrwaniu pierwszej nocy. Emm... powinieneś teraz sprawdzić kamery... po-poprostu dla zasady... nie dlatego że... animatroniki mogłyby... zacząć... się ruszać...
-C-CO?!-krzyknął "nowy pracownik" i w pośpiechu podniósł tablet, z którego mógł patrzeć przez kamery. W przerażeniu przełączał się między jedną kamerą a drugą, szukając czegoś nienaturalnego. Ze spokojem jednak stwierdził, że żaden animatronik nie zszedł ze sceny.
-Emm... a-a więc, wracając do fragmentu o legendach... Animatroniki mogą wędrować po restauracji. Kiedyś mogłby to robić nawet za dnia... lecz po Gryzie z 87...
Gdy stary pracownik wypowiedział te słowa Aaron usłyszał pewien niepokojący dźwięk, przypominający szafę spadającą na podłogę. Zdenerwowany podniósł tablet i spojrzał na scenę. Jeden animatronik uciekł.
