Rozdział drugi: Jedyna zwyczajna


Alexia wzięła gwałtowny, głośny wdech, budząc się gwałtownie.

Umarłam. Ja wtedy umarłam. – pomyślała, przypominając sobie w ułamku sekundy wszystko, co miało miejsce przed tym, jak straciłam przytomność. – Czy może nie?

Pamiętała bardzo dobrze, co się stało: jakiś dziwnie ubrany mężczyzna chciał zabić tamtą kobietę, a ona przyjęła cios na siebie. Była tam też zielona mgła, był też tajemniczy, zniekształcony głos. A może jej się to wydawało? Nie była tego pewna. Pamiętała jednak ten ból, gdy ostrze sztyletu przebiło jej serce. Pamiętała, jak wtedy ono łomotało, daremno próbując pompować wypływającą z rany krew. Pamiętała, jak upadła na zimny bruk, krztusząc się własną krwią.

Czy to wszystko mi się śniło? – zastanowiła się, sięgając dłonią ku swojej klatce piersiowej. Nie było tam żadnej rany. Nic ją nie bolało. Alexia czuła się kompletnie zdezorientowana i oszołomiona. – Czy aż tak bardzo się przepracowałam, że to wszystko mi się przewidziało? Jest ze mną aż tak źle?

Dziewczyna przetarła oczy dłońmi, po czym rozejrzała się dookoła i zamarła.

To nie jest dziedziniec. To nie jest mój pokój. To nie jest moje mieszkanie. Gdzie ja jestem?

Nie rozpoznała tego miejsca. Nie znajdowała się w żadnym szpitalu ani mieszkaniu, swoim czy obcym. Nie znajdowała się nawet wewnątrz jakiegokolwiek budynku. Nie… jakimś cudem była w ciemnym, nieznanym jej lesie, niedaleko małego, słabo tlącego się ogniska.

Zostałam porwana? – pomyślała w pierwszej chwili. – Ten świr mnie porwał? Jeśli tak… czemu nie jestem ranna? Czemu nic mi nie jest? Co się tu dzieje?

Nie była spętana w żaden sposób – mogła się swobodnie poruszyć i wstać w każdej chwili. Może to sen? – zastanowiła się szybko. – Może to po prostu bardzo realistyczny sen.

Gdy tylko o tym pomyślała, uniosła instynktownie prawą dłoń do lewego ramienia i mocno się uszczypnęła. Zabolało. Alexia syknęła cicho z bólu, po czym cofnęła szybko rękę i rozejrzała się dookoła jeszcze raz.

To na pewno nie jest sen. To nie jest śpiączka. To się dzieje naprawdę. Naprawdę jestem w lesie. To… to nie ma najmniejszego sensu.

Czyjś cichy śmiech sprawił, że Alexia podskoczyła nagle, wystraszona. Odwróciła się szybko w stronę tajemniczego dźwięku, myśląc jednocześnie o tym, że za moment jak nic stanie oko w oko z jakimś psychopatą lub demonem.

Nic z tych rzeczy. Na niskim pieńku, kilka metrów od niej, siedziała drobna, blada, jasnowłosa nastolatka. Ubrana była w coś na wzór długiej koszuli nocnej.

Duch? – przemknęło jej przez myśl. – Czy to jakiś duch? Czy ja może jednak umarłam?

- Gdzie… gdzie ja jestem? – odważyła się jej w końcu spytać.

Dziewczynka uśmiechnęła się nieznacznie, wciąż wyraźnie rozbawiona jej zachowaniem i kompletną dezorientacją.

- Jesteśmy w jego świecie. – odpowiedziała jej chwilę później. Tym jednym zdaniem sprawiła, że zimny dreszcz przebiegł po plecach Alexii.

- Czyim… świecie? – zapytała się z wyraźnym wahaniem. – O… o co tu chodzi?

- Zginęłaś. – nastolatka powiedziała bez owijania w bawełnę. – Nie żyjesz.

- N-nie… to niemożliwe. – Pomimo tego, że sama o tym przed chwilą myślała, nie była w stanie zaakceptować takiej odpowiedzi. Część jej umysłu blokowała wszelkie wyjaśnienia tego typu, trzymając się kurczowo myśli, że ta wciąż musi żyć. Była przecież wciąż w stanie wszystko czuć. Była w stanie mówić. Była w stanie myśleć. To nie mógł być koniec. Nie może on tak wyglądać. To niemożliwe. – To jest jakiś chory żart.

Zaraz potem wstała szybko i strzepnęła z siebie kilka suchych liści, jakie przyczepiły się do materiału jej dżinsowych spodni.

- Jak można stąd wrócić do głównej drogi? – spytała się nastolatki. Nie liczyła na żadną odpowiedź od niej, ale mimo to zdecydowała się jej o to spytać. – Gdzie mogę…?

W tej samej chwili jakaś niewidzialna siła naparła na nią całą swoją mocą i popchnęła ją z powrotem na ziemię. Alexia krzyknęła, zaskoczona, zdezorientowana i wystraszona.

- Nie rób tak! – dobiegł ją zaraz potem czyjś głos. – Nie przystoi się tak zachowywać!

Alexia podniosła wzrok w tym samym momencie, w którym na polanę wkroczył wysoki, ubrany cały na czarno mężczyzna. Od razu go rozpoznała – staroświecki strój, bokobrody, wysoki cylinder i czarna laska pasująca do reszty jego stroju. Na jego widok zastygła momentalnie ze strachu, a wszystkie jej wspomnienia z tamtego wydarzenia powróciły jedną, wielką falą.

- Ty. – wymamrotała, wciąż w szoku. Mężczyzna spojrzał się na nią łagodnym wzrokiem, którego szczerości jednak nie kupiła nawet przez moment. – To ty mnie…

Nie była w stanie dokończyć tego zdania. Gdyby to zrobiła, przyznałaby przed samą sobą, co się naprawdę wtedy stało. Jej umysł dalej nie był w stanie tego zaakceptować.

Gdy ten ruszył chwilę potem w jej stronę, Alexia zareagowała instynktownie – niemalże rzuciła się w tył, zaczynając się czołgać w stronę ściany lasu. Nie uszła jednak daleko – zaraz potem ta sama niewidzialna siła złapała ją i zaczęła ciągnąć w jego stronę, ignorując jej krzyki i próby łapania się wszystkiego, w tym nawet kępek trawy, aby się zatrzymać.

- Prosiłem cię, przestań! – powiedział mężczyzna. Niewidzialna siła zniknęła nagle i Alexia szybko przewróciła się na plecy i spojrzała się na niego, znajdującego się teraz zaledwie kilka kroków od niej. Była pewna tego, że skierował te słowa do niej. Gdy jednak przyjrzała mu się uważniej zobaczyła, że ten nie patrzył się na nią. Ciągle był obrócony przodem w jej stronę, ale jego spojrzenie jak gdyby usiłowało zerknąć na kogoś, kto znajdował się za nim. Gdy jednak się tam spojrzała, nikogo nie zobaczyła. Nastolatka, która tu wcześniej była, siedziała po przeciwnej stronie, na prawo od niej – nie mogła być więc odbiorcą jego słów. – Nie można jej tak straszyć. Nie widzisz, jak to przeżywa?

Tu coś jest zdrowo nie tak. – pomyślała, wpatrując się z dezorientacją w mężczyznę. Wyglądało to tak, jakby gadał sam do siebie. Przyprawiło ją to tylko o jeszcze większe ciarki na plecach.

- Co się ze mną stało? – odważyła się w końcu spytać. Nieznajomy odwrócił wzrok w jej stronę. Zobaczyła w nim smutek i żal, co ją bardzo zdezorientowało. Nie były to udawane uczucia; wyczuła, że kryje się za nimi szczerość.

- To nie jest łatwe do zrozumienia. – zaczął zaraz potem. Zrobił krok w jej stronę i przykucnął naprzeciw niej, czym sprawił, że Alexia omal nie cofnęła się ponownie. Powstrzymała się jednak przed tym, częściowo dlatego, bo chciała wreszcie usłyszeć jakieś sensowne wyjaśnienie, a częściowo dlatego, bo czuła, że ta niewidzialna siła znów by ją do niego przyciągnęła, gdyby tylko podjęła się kolejnej próby ucieczki. – Doszło do drastycznego błędu. – zaczął kulawo. Alexia uniosła jedną brew pytająco, omal nie parskając śmiechem na dźwięk tych słów. Niedopowiedzenie stulecia, pomyślała z przekąsem, na ten krótki moment odzyskując pewność siebie. – Nie powinnaś przyjąć na siebie tego ciosu. Nie był przeznaczony dla ciebie. Zapłaciłaś cenę tej kobiety, którą niemądrze ocaliłaś.

- „Niemądrze ocaliłaś"? – powtórzyła z goryczą w głosie, patrząc się na niego z wyrzutem. Miała już się go przyczepić o te słowa, ale ostatecznie odpuściła sobie. Nie miała teraz czasu ani chęci na wykłócanie się o morały i etyczność tego, co wtedy zrobiła. – O co chodzi z tą ceną i ciosem nie przeznaczonym dla mnie? Mógłbyś mówić trochę jaśniej? Bo jak na razie nic nie rozumiem z tych dziwnych pseudo-zagadek.

Wywołała tymi słowami mały uśmiech na twarzy mężczyzny. Trwał on zaledwie sekundę, ale i tak go zdołała dostrzec w słabym świetle przygasającego ogniska.

- Cios, który na siebie przyjęłaś, zabił cię. – powiedział jej w końcu, przyjmując iście grobową minę. Alexia rozszerzyła nieznacznie oczy w zdumieniu, ale nie przerwała mu; nie była w tej chwili w stanie. – Zajęłaś przez to miejsce w mojej trupie zamiast owej kobiety, która miała tamtej nocy umrzeć.

- Trupie? – To było wszystko, o co była się teraz w stanie spytać.

- Cyrkowej. – sprostował mężczyzna, uśmiechając się przy tym smutno. – To miejsce, do którego trafiłaś… to takie specyficzne „limbo", którego jestem przywódcą. Ja… i ten drugi. – dodał z pewnym wahaniem.

Niezmiernie trudno było jej w to wszystko uwierzyć. Całe swoje życie odcinała się od wszelkich paranormalnych tematów i trzymała się sztywno rzeczywistości. Nie wierzyła nawet za bardzo w życie po śmierci.

Coś jej teraz jednak podpowiadało, że ten dziwny człowiek nie kłamie.

Ruch przy granicy lasu sprawił, że Alexia mimowolnie odwróciła na moment wzrok od swojego rozmówcy w drugą stronę. Spomiędzy drzew zaczęli wychodzić na polanę ludzie, kierując się w stronę ogniska, przy którym się znajdowała. Gdy znaleźli się w jego zasięgu, płomienie nagle buchnęły w górę, a ognisko samo się odnowiło, oświetlając wszystko dookoła nowym ogniem.

To wtedy zobaczyła lepiej tych wszystkich ludzi. Wielu z nich było „dziwnych" – to było najlepsze słowo, jakie mogła teraz na nich znaleźć. Większość ubrana była w stroje typowe dla cyrkowców. Niektórzy byli zdeformowani – zauważyła tam dwójkę karłów, nienaturalnie chudą kobietę, mężczyznę o nieproporcjonalnie dużych oczach i wysokiej sylwetce, ludzi zdeformowanych, zasłaniających swoje twarze. Byli tam też nieco bardziej przeciętnie wyglądający, przypominający ją lub ową nastolatkę, którą spotkała tu jako pierwszą. Wśród tych „normalniejszych" dostrzegła na oko około sześćdziesięcioletnią kobietę o jasnych włosach sięgających jej do ramion, ubraną w elegancki, galowy strój. Była jedną z kilku osób, które zwróciły na nią uwagę. Gdy tylko ją zauważyła, kobieta uśmiechnęła się blado, zanim nie zajęła swojego miejsca przy ognisku.

- Skoro tu nie powinnam być… – zaczęła w końcu niepewnie, powoli akceptując swój los i to, co się z nią stało. – To jak mogę się stąd wydostać?

- Stąd nie ma wyjścia. – Alexia obróciła się gwałtownie w stronę mężczyzny. Pokręcił on ze smutkiem głową, gdy ta spojrzała się na niego z niedowierzaniem. – Dopóki ten drugi istnieje, żaden rezydent tego miejsca się stąd nie wydostanie.

- Ten drugi. – powtórzyła cichym głosem dziewczyna. – Kim on jest? Gdzie go znajdę? – Gdy nie uzyskała natychmiastowej odpowiedzi, zirytowała się nieznacznie. – Chcę z nim się rozmówić. Chcę usłyszeć to wszystko od niego.

- To nie jest rozważne. – odpowiedział jej w końcu czarnowłosy mężczyzna. – Odradzałbym ci to teraz…

- Nie interesuje mnie to, czy jest to rozważne, czy nie. – przerwała mu Alexia. – Chcę z nim porozmawiać. Teraz.

Mężczyzna w odpowiedzi westchnął ciężko, po czym wstał powoli z ziemi. Zawahał się następnie przez moment, po czym obrócił się tyłem do niej, jednocześnie zdejmując z głowy swój cylinder.

Z szoku i oniemienia odebrało jej na dłuższą chwilę mowę. Nie zdołała się powstrzymać przed tym i zasłoniła dłonią usta, aby przypadkiem nie krzyknąć.

Na tyle jego głowy znajdowała się druga twarz – mała, brodata, z niedużymi, w całości czarnymi oczami. Alexia wpatrywała się w tę iście demoniczną twarz jeszcze przez długi czas, nie mogąc znaleźć żadnych odpowiednich słów, których teraz mogłaby użyć.

Druga twarz dostrzegła to i zaśmiała się szyderczo na ten widok. Mężczyzna, słysząc to, syknął coś do tej twarzy, ale nie zdołał jej uciszyć – śmiała się jeszcze przez jakiś czas, czerpiąc wyraźną satysfakcję z reakcji dziewczyny znajdującej się przed nią.

- Edward nie okłamał cię. – powiedziała do niej twarz, gdy przestała się wreszcie śmiać. – Stąd nie ma ucieczki. I nie mam w planach uwolnienia cię stąd. Jesteś zdana na nasze towarzystwo… czy ci się to podoba, czy nie. – Po czym znów zaczął się głośno śmiać.

Alexia siedziała na ziemi w milczeniu, wpatrując się tylko w tę demoniczną twarz. W myślach jednak przeklinała to wszystko – i przeklinała też samą siebie.

No i doigrałaś się, idiotko. – pomyślała, wykrzywiając na moment usta w grymasie bólu i odrazy. – Twoja wrodzona chęć pomocy wszystkim kosztowała cię twoje życie… i odebranie wolności w życiu pośmiertnym.