2.

Głowa nie bolała go tak od czasu, gdy po raz pierwszy przesadził z Ognistą, którą Andromeda przeszmuglowała do Pokoju Wspólnego na piątym roku. Nauczka- nigdy nie zaczynać konkursu „kto wytrzyma dłużej" z siostrami Black. Wszystkie trzy miały cholernie mocne głowy, a Andromeda była z nich najlepsza. Ktoś mówił coś o pani Pomfrey, ale ostatnim czego mu było trzeba, była szkolna pielęgniarka, która i tak odmówi środków przeciwbólowych- za to zwiększy ból głowy swoim zrzędzeniem. Usiadł, czując, że powoli mu przechodzi. Uderzył się o coś? I w ogóle kto do niego mówi? Otworzył oczy i odsunął dłoń. Siedząca przed nim dziewczyna miała minę, jakby ją zemdliło.

- Sądzę, że musimy pójść do profesora Dumbledore'a- wydusiła z siebie. Chłopak podejrzanie przypominający Lucjusza zaczął się śmiać, a Potter… Potter. Jasne.

- Potter, to pewnie twoja wina?

- Ja… tego… nie chciałem…

Potter mu się tłumaczy? Dobra. Co się dzieje?

- To kolejny dowcip? I kim są ci ludzie? Black, Lupin i Pettigrew przebrani za kogoś innego? I dlaczego, do diabła, zmieniłeś sobie kolor oczu?

Jakiś rudowłosy zwrócił się do Pottera.

- Jesteś martwy, Harry.

- Jaki Harry? To jest przeklęty James Potter! Tylko oczy pożyczył sobie od Evans.

Dziewczyna, która wciąż przed nim siedziała- Gryfonka, jak zauważył- zaczęła mówić.

- Um… Bo… Widzi pan… Był mały wypadek podczas robienia Eliksirów i…

- To gdzie jest profesor Slughorn? I kim ty jesteś?

- Kto?- spytali wszyscy obecni, a dziewczyna zaczęła tłumaczyć:

- Poprzedni nauczyciel Eliksirów. Ja nazywam się Hermiona Granger, jestem Prefekt Naczelną. Z powodu wypadku… Cóż, ile ma pan lat?

- Czy to jakiś dowcip?

- Nie. Pytam się serio.

- Osiemnaście.

Skinęła głową.

- I wydaje się panu, że jest w ostatniej klasie Hogwartu?

- A niby gdzie mam być?

- Jest rok 1998. A pan jest naszym Mistrzem Eliksirów, ale coś poszło nie tak i w efekcie pańskie ciało i umysł cofnęły się w czasie o dwadzieścia lat.

Severus przyjrzał się tej całej Hermionie. Nie umiała kłamać- to było widać na pierwszy rzut oka, więc to co mówi jest prawdą? Rozejrzał się dookoła- same twarze, które nic mu nie mówiły. Do tego sala wygląda dokładnie tak, jak wiele razy wyobrażał sobie, że jego klasa będzie kiedyś wyglądać. Podniósł dłoń i ze zdziwieniem zauważył szaty w stylu wiktoriańskim. Nigdy nikomu nie mówił, że podoba mu się ten styl i zamierza nosić takie rzeczy, gdy tylko skończy szkołę, więc to musiała być prawda. Niechętnie skinął głową i dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Jakby ktoś uderzył go obuchem. Nikt, nigdy się do niego nie uśmiechał tak po prostu. Zwróciła się do blondyna, który już się opanował.

- Malfoy, zaprowadź profesora do dyrektora.

- Sama to zrób. Jesteś Prefekt Naczelną.

- A ty Prefektem. I to twój Opiekun Domu- Severus zauważył, że chłopak jest Ślizgonem. On jest Opiekunem Slytherinu?

- Ja… eee… zaprowadzę tutaj porządek. Ty idź.

- Tchórz.

- Raczej myślę o własnym tyłku.

- Jakby to była wielka różnica. Cóż… W takim razie niech pan idzie za mną, panie profesorze.

Dziwnie się czuł, gdy tak się do niego zwracała. Szkoła niewiele się zmieniła przez tyle lat- jeśli, oczywiście, to wszystko było prawdą. Zrównał się z Granger (jeśli dobrze zapamiętał nazwisko) i z satysfakcją zauważył, że nawet nie sięgała mu do ramienia. Spojrzał na nią z góry i- starając się brzmieć poważnie- zaczął zadawać pytania.

- Uczę Eliksirów?

- Tak. Od 1981. Był pan najmłodszym nauczycielem w historii Hogwartu i najmłodszym Opiekunem Domu.

- Slytherinu?

- Tak.

Była irytująco posłuszna. Z jednej strony to dobrze- czuła respekt, ale z drugiej z jakiegoś powodu działało mu to na nerwy.

- Czy Voldemort wygrał?

Spojrzała na niego przerażona i potknęła się, prawie lądując na ziemi. Przy okazji miał możliwość przyjrzenia się jej nogom aż po uda. Całkiem, całkiem. Kiedy się ogarnęła zaczęła mówić lekko drżącym głosem.

- Pan nigdy nie używał jego imienia… Zawsze mówił pan o nim „Czarny Pan".

- Czyli dołączyłem do jego popleczników?

- Do Śmierciożerców? Tak.

- Śmierciożerców?

- Banda czarnoksiężników, którzy mordują, torturują i gwałcą. Poplecznicy Voldemorta.

Tym razem to była jego kolej, by być zdziwionym. Co się działo przez ten czas?

- Więc nie wygrał?

- W Noc Duchów 1981 roku zabił James'a i Lily Potterów, a następnie próbował zabić ich syna- Harry'ego. Klątwa odbiła się od niego i zniszczyła Voldemorta. Wrócił trzy lata temu.

- Jak ten szczeniak mógł przeżyć?

- Lily poświęciła swoje życie i jej magia ochroniła go.

- Starożytna magia miłości- mruknął, po czym pewien fakt do niego dotarł- James Potter nie żyje?

- Tak.

- Black?

- Również.

- Lupin?

- Żyje.

- Cholera. Miałem nadzieję, że świat stał się piękniejszy.

Rzuciła mu wściekłe spojrzenie, ale po chwili znów była ucieleśnieniem profesjonalizmu. Uśmiechnął się złośliwie- wytrącanie jej z równowagi będzie całkiem przyjemne.

- Pettigrew?

- Zdradził Potterów i teraz jest podnóżkiem Voldemorta.

- Kto uczy Obrony przed Czarną Magią? Za moich czasów co rok zmieniał się nauczyciel.

- Dalej tak jest. Nimfadora Tonks.

- Pierwsze słyszę.

- Córka Andromedy Black i Teda Tonks, mugola.

Aż przystanął.

- Andromeda wyszła za mugola?

- Mhm.

- Bella musiała być zachwycona. Aż żałuję, że nie pamiętam- uśmiechnął się złośliwie.

- Nie ma z czego się cieszyć. Bella spędziła piętnaście lat w Azkabanie.

Dobra. Co chwila szokujące informacje. Czego jeszcze się dowie? Że Ministrem został Crabbe?

- Za co?

- Torturowanie Franka i Alicji Longbottomów aż do utraty zdrowych zmysłów.

- Kojarzę Longbottoma. Gryfon, był dwa czy trzy lata wyżej ode mnie. Czym podpadli?

- Podpadli?- warknęła i wycelowała w niego palcem- NICZYM! Po prostu nie podobało im się to, że jakiś wariat postanowił oczyścić świat z mugoli i czarodziejów urodzonych w mugolskich rodzinach! I tylko dlatego twoja kochana Bella i trzy inne osoby torturowali ich do takiego stanu, że nie poznają własnego syna!

Nic nie mógł poradzić na to, że zamiast poczuć się wstrząśnięty, zawstydzony, czy co tam jeszcze próbowała z niego wyciągnąć, był jedynie mocno podniecony. Wyglądała niesamowicie taka zdenerwowana. Każdy włos wystawał w inną stronę- zupełnie, jakby dopiero wstała z łóżka- oczy pałały ogniem… Zaraz. Stop. Skoro on jest nauczycielem, to ona jest uczennicą. Czyli tego typu myśli są zakazane. Cholera. Uniósł brew (ćwiczył to przez całe wakacje i działało nawet na jego ojca- zamykał się i jedynie burczał, że ma wariata w domu) i spojrzał na nią z ciężkim politowaniem. Zarumieniła się i zastanowił się, czy ten rumieniec schodzi poniżej karczka jej szaty… Przeklęte hormony.

- Ja… Przepraszam, panie profesorze. Poniosło mnie. Możemy iść dalej?

- To ty przystanęłaś i zaczęłaś na mnie krzyczeć.

- Jeszcze raz przepraszam. Po prostu zapomniałam, że gdy był pan w moim wieku, to musiał mieć pan inne podejście do życia.

- Inne?

- W co pan teraz wierzy? Dlaczego chce pan dołączyć do Voldemorta?

- Siła. On chce uczyć swoich popleczników.

- Czarna magia?

Skinął głową.

- To też. W przypadku magii wszystko zależy od tego, jak się ją użyje. Czarna magia czy biała magia- bez różnicy. Każda z nich może być użyta przeciwko człowiekowi, a wszystko zależy od dzierżącego różdżkę. Przykładowo- Wingardium Leviosa, jedno z pierwszych zaklęć, które jest uczone w Hogwarcie. Z zasady nieszkodliwe, ale możesz kogoś lewitować i wyrzucić za okno.

- Ale czarna magia z zasady jest zła. Zaklęcia, które łamią kości, powodują ból, kontrolują…

- To tylko niektóre z nich. To jest właśnie błąd w nauczaniu. Jest wiele zaklęć z zakresu czarnej magii, a nawet na pograniczu, które mogą zrobić wiele dobrego.

- Na przykład?

- Mówiłaś o łamaniu kości. Jeśli z powodu błędu magomedyka kości zrosną się źle, to z zasady już się ich nie poprawia. Tymczasem tym zaklęciem można byłoby kości złamać znowu, jak to robią mugole, i od nowa złożyć, tym razem prawidłowo. I to jest jedynie przykład.

Patrzyła na niego z czymś w rodzaju podziwu, więc- chcąc, nie chcąc- czuł się trzy razy wyższy. Pierwszy raz ktoś patrzył na niego ze zrozumieniem, gdy o tym mówił.

- Wiem, że wiedza jest bez koloru i wszystko zależy od tego, kto trzyma różdżkę, ale… Voldemort jest zły, panie profesorze. Zabija, bo uważa, że mugole są z zasady gorsi, a czarodzieje z mugolskich rodzin nie mają prawa uczyć się magii. Też pan tak uważa?

Zastanowił się przez chwilę, po czym skinął głową.

- Tak. Są zagrożeniem dla nas, czarodziejów- uśmiechnął się widząc obrzydzenie w jej oczach. Do takiej reakcji był przyzwyczajony- Przypomnij sobie, jak mugole nas traktowali w średniowieczu, gdy wiedzieli, kim jesteśmy. Palenie na stosie, topienie… Wiele z tych rzeczy byliśmy w stanie uniknąć, ale naprawdę chciałabyś by to wszystko jeszcze raz się działo? Czarownice gwałcone tylko dlatego, że nie wolno im było bronić się przed mugolami magią. Dzieci duszone, bo przejawiały magiczne zdolności.

- Świat się zmienił! Mugole zrozumieliby! A nawet jeśli nie, to przecież czarodzieje z mugolskich rodzin nie rozpowiadają tego na prawo i lewo!

- A skąd wiesz?

- Bo sama jestem z mugolskiej rodziny!

To zdanie wyrzuciła z jadem, a jej oczy rzucały mu wyzwanie. Parsknął.

- I czego oczekujesz? Że zacznę cię obrażać?

- A nie?

- Nie. To, że twierdzę, że mugole nie powinni uczyć się magii, nie oznacza, że traktuję ich, jak coś gorszego.

- Ale sądzi pan, że nie powinno mnie tu być.

- Tak.

- I dlatego trzeba na mnie zapolować, torturować, zgwałcić, a następnie zabić, co?

- On tego nie robi. Mówi, że chce pokojowego rozwiązania.

- Och, jaaasne. I dlatego jesteśmy w stanie wojny, a ja nie mogę wychodzić na ulicę bez odpowiedniej eskorty!

- I czego się tak denerwujesz?

Otworzyła gniewnie usta, ale zaraz je zamknęła i przyspieszyła kroku.

- Nie odpowiesz?

- Nie. Jest pan moim profesorem i nie powinnam pana obrażać. To nie uchodzi. Poza tym jeśli nie ja, to profesor Dumbledore pana uświadomi.

W milczeniu doszli do gabinetu dyrektora. Severus zastanawiał się nad tym wszystkim. Czy Voldemort naprawdę taki się stał? W sumie nigdy go nie widział na oczy, jedynie o nim słyszał. Że chce więcej władzy dla pełnokrwistych czarodziejów, że mugole są dla nich zagrożeniem, że uczy swoich popleczników rzeczy, jakich nikt inny ich nie nauczy… W sumie to siła i wiedza najbardziej go do niego ciągnęły. Nie chciał być słabeuszem po którym dla rozrywki jeździł Potter i kompania. No i jego ojciec w domu nie mówił o niczym innym, tylko o Voldemorcie- jaki to on inteligentny, potężny i jakie to ma pomysły. Hasło do gabinetu Dumbledore'a brzmiało „cukrowa wata"- Severus przewrócił oczami- a sam dyrektor, na jego widok popluł sobie brodę herbatą, którą właśnie pił. Niestety, nie da się pogodzić gapienia z otwartymi ustami z przełykaniem ciał wodnistych. Wyglądał starzej, miał więcej zmarszczek i wydawał się smutniejszy- jeśli można to powiedzieć o kimś, kto zaczął uśmiechać się od ucha do ucha i zapalił stuwatowe żarówki w oczach.

- Severusie… Wiele razy mówiłem ci, że wyglądasz za staro jak na swój wiek i że powinieneś coś z tym zrobić, ale nie sądziłem, że weźmiesz moje słowa na poważnie. Och, to dopiero…- wstał, wrzucił proszek Fiuu do kominka i zawołał- Minerwo, moja droga, możesz tu przyjść? Mam tu bardzo ciekawą sytuację.

Sekundę później profesor McGonagall pojawiła się w płomieniach. Ona również wyglądała starzej, ale wciąż można było uznać ją za piękność.

- Severusie…- wyszeptała z przerażeniem- Coś ty z sobą zrobił?

Skinął głową- co by nie mówić to byli jedyni nauczyciele, których naprawdę szanował.

- Profesorze Dumbledore, profesor McGonagall.

Kobieta zaczęła się śmiać.

- Czy coś się stało, pani profesor?

- Nie. Po prostu…- otarła oczy i starała się opanować- Po prostu zapomniałam, że potrafiłeś się do mnie zwracać z szacunkiem, a nie złośliwością. Panno Granger, może mi pani wytłumaczyć tę sytuację?

Zupełnie zapomniał o tej dziewczynie. Teraz wyprostowała się lekko i zaczęła tłumaczyć.

- Mieliśmy dziś na Eliksirach uwarzyć Śmiertelne Słońce, ale doszło do wypadku i profesor Snape stał się młodszy o równe dwadzieścia lat. I nie chodzi tylko o sferę fizyczną.

- Dziękuję ci, moja droga. Idź teraz, bo- jeśli się nie mylę- masz Zielarstwo. Zajmiemy się profesorem Snape'em.

- Oczywiście. Do widzenia.

Gdy zamknęły się za nią drzwi poczuł się niepewnie. Nigdy specjalnie nie lubił tu przychodzić- zwłaszcza, że żadne z nich nigdy nie wierzyło jego wersji wydarzeń, gdy Potter go atakował. Po chwili milczenia przerywanej parsknięciami McGonagall- swoją drogą to pierwszy raz, jak widział ją choć trochę rozluźnioną- Dumbledore postanowił się odezwać.

- Usiądź, Severusie. Po co masz tak stać? Herbatki?

- Nie, dziękuję.

- Na pewno masz mnóstwo pytań.

- Naprawdę jest rok 1998?

- Tak.

- I ja jestem nauczycielem?

- Tak. Śmiem twierdzić, że najlepszym nauczycielem Eliksirów, jaki kiedykolwiek zawitał w Hogwarcie. Nie było ani jednego poważnego wypadku przez te wszystkie lata, przez które nauczałeś. Proszę- podał mu jakieś zdjęcie- To z naszego wyjazdu kadry do Francji pięć lat temu.

Zdjęcie przedstawiało wszystkich nauczycieli, których kojarzył- poza samym sobą. Stał ponury tuż obok roześmianej McGonagall i równie radosnego dyrektora.

- Cóż… Przynajmniej wiem, że mój wygląd nie poprawi się znacząco. Co z moimi rodzicami?

- Żyją, ale twój ojciec od siedemnastu lat przebywa w Azkabanie. W tej chwili jego umysł już do niczego się nie nadaje.

- Dlaczego?

Zdziwiło go, że przyjął tę wiadomość z takim spokojem. Jakby… spodziewał się tego?

- Za mordowanie mugoli.

- Czyli to co mówiła ta cała Granger to prawda? Że Voldemort wcale nie chce pokojowego rozwiązania.

- Niestety.

- Mimo to dołączyłem do niego?

Dwójka nauczycieli porozumiała się wzrokiem i dopiero gdy czarownica skinęła głową, Dumbledore westchnął i stał się poważny.

- Jeśli dobrze pamiętam, to jesteś już wyśmienity w Oklumencji, prawda?

- Tak. Przez całe wakacje ćwiczyłem.

- To dobrze, bo to co ci powiem, to informacje, które mogą cię kosztować życie. Zaraz po ukończeniu Hogwartu dołączyłeś do Voldemorta, głównie za namową swojego ojca. Mniej więcej w miesiąc po twoim zaprzysiężeniu zaczął pokazywać swoją prawdziwą stronę duszy. Kazał wam mordować, torturować… I nie było wyjątku czy byli to starcy, kobiety, czy dzieci. Robiłeś to w obawie przed nim i, przykro mi to mówić, po pewnym czasie zacząłeś czerpać z tego przyjemność.

Severus czuł się, jakby ktoś go czymś uderzył. On? Dzieci? Kobiety? O, Merlinie…

- Szpiegowałeś. Byłeś w tym bardzo dobry. I pewnego dnia podsłuchałeś przepowiednię, którą przekazałeś Tomowi. On zdecydował, że powinien pozbyć się dziecka James'a i Lily Potterów. Wciąż nienawidziłeś obojga, ale stwierdziłeś, że masz dosyć, że dziecko nie powinno cierpieć z powodu… eee… jeśli się nie mylę powiedziałeś „skrajnego idiotyzmu swoich rodziców". Przyszedłeś do mnie i powiedziałeś, że masz dosyć. Chciałeś przestać zabijać, bo przez to czułeś się mniej człowiekiem, a bardziej zwierzęciem. Dotychczas wszystkie twoje ofiary były bezimienne, nie znałeś ich. Sądzę, że dopiero w momencie, gdy padło nazwisko Potterów zrozumiałeś, że każdy człowiek, którego pozbawiłeś życia miał gdzieś tam swoją rodzinę i przyjaciół. No i dotarło do ciebie, że pomysły Toma są nie do zrealizowania, a on sam popada w paranoję i szaleństwo. Przyjąłem cię na stanowisko nauczyciela Eliksirów, a w międzyczasie uczyłeś się do egzaminów na Mistrza Eliksirów, które bez problemu przeszedłeś. Byłeś również potrójnym szpiegiem. Tom sądził, że wysłał cię do Hogwartu, byś mnie śledził, a tak naprawdę to ty śledziłeś jego dla mnie. Nie było to dla ciebie łatwe i dalej nie jest. Kiedy Tom został zniszczony przez Harry'ego pozostałeś w szkole. Oboje przeczuwaliśmy, że to jeszcze nie jest koniec. I mieliśmy rację. Trzy lata temu powrócił i tego samego dnia wróciłeś do niego, ponownie jako nasz szpieg. Było ci ciężko i przez to chyba twój i tak… hmmm… czarujący charakter pogorszył się. To jednak nie ma znaczenia.

Severus nie wiedział co myśleć- zmienił zdanie? Przeszedł na stronę Dumbledore'a z powodu Potterów? Był szpiegiem? Uśmiechnął się złośliwie- ciekawe, Severus Snape, który był zabawką Pottera, Blacka, Lupina i Pettigrew został kimś ważnym. W tym momencie coś do niego dotarło.

- Ale macie jeszcze kogoś w jego obozie, prawda?

- Niestety, nie. Dlatego będziemy starali się jak najszybciej przywrócić cię do poprzedniej formy. Potrzebujemy cię. A w tej postaci nie poślę cię do niego.

- Nie ufa mi pan?

Westchnął i wyglądał na naprawdę smutnego.

- Przykro mi, ale niestety nie. Jesteś teraz inny, niż Severus, który zdobył bardzo nieprzyjemne doświadczenia. On poznał rozmiar zła, jakie powoduje Tom. Ty mógłbyś ulec jego pięknym słowom.

- Nie jestem głupi, panie dyrektorze- warknął i złapał się za usta z przerażeniem- Przepraszam! Ja…

- Nie przepraszaj. Wiem, że nie jesteś głupi. Jest jednak różnica pomiędzy wiem, a czuję. I, prawdę mówiąc, nie chciałbym, żebyś drugi raz przechodził przez to samo. Nie miałeś szczęśliwego życia. Tom tak samo chętnie torturuje swoich wrogów, jak popleczników. O ile twoje dorosłe ciało jakoś znosi Cruciatus, o tyle to może być za słabe.

No, to go na pewno przekonało. Cruciatus na swoich popleczników? Cóż, obejdzie się bez tej wiedzy. Zawsze pozostaje Dział Ksiąg Zakazanych.

- Co teraz ze mną będzie?

- Przede wszystkim będziemy musieli znaleźć sposób na to, by przywrócić cię do poprzedniego stanu. Wydaje mi się, że przez ten czas powinieneś normalnie uczęszczać na lekcje. Co o tym sądzisz, Minerwo?

Kobieta uśmiechnęła się.

- Jak najbardziej. Znając Severusa zanudziłby się na śmierć, gdyby nie miał jakiegoś zajęcia.