.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
O JEDEN KROK ZA DALEKO
Wszystko zaczęło się od jej kolana. Nie, wcale nie, najpierw były jeszcze rzędy pozapinanych guzików, zawinięty kołnierz i jego głowa, w której pieprzył tę idiotkę głębiej, niż mógłby w rzeczywistości. Ale jednak to jej zaczerwienione kolano okazało się kamieniem milowym w ich znajomości. Pochylił się nad nim, podniecony kłębiącą się gdzieś na obrzeżach umysłu wizją klęczącej przed nim dziewczyny z głową pracującą rytmicznie właśnie tak, jak lubił. Chuchnął i trącił językiem płytkie nacięcie na skórze. Syknęła, więc polizał jeszcze raz, aż złapała go za ramiona.
— Tak nie — powiedziała z zadziwiającą stanowczością jak na kogoś, kto jeszcze przed chwilą ledwie mógł ustać na nogach i na propozycję przeniesienia się w bardziej ustronne miejsce zareagował pustym chichotem.
— Skąd masz te nacięcia? — Spojrzał na nią znad tego kolana, które teraz trzymał w uścisku palców.
— Zacięłam się przy goleniu, paranoiku. Masz jakiś fetysz czy co?
— Może — powiedział, zataczając kciukami kółka wokół rany. — Przeszkadza ci to?
W odpowiedzi wyciągnęła dłoń i wplotła mu ją we włosy. Chwytała czubkami palców ich końcówki i ciągnęła je leciutko do tyłu, aż musiał odchylić głowę. Przeszedł go dreszcz.
— Lubisz tak? — spytała nagle tak blisko, że poczuł jej gorący oddech przy uchu.
Głos miała zupełnie inny niż jeszcze kilka sekund temu i chyba właśnie to spowodowało, że złapał ją za niespodziewanie zgrabną talię i odwrócił tyłem do siebie. Naparł na nią tak, że oparła się łokciami o łóżko, a on chwycił za krańce luźnej sukienki i zarzucił ją jej na ramiona, zbyt zniecierpliwiony, by trudzić się, żeby ją zdjąć. Majtki też zsunął tylko tyle, żeby mieć wygodny dostęp do jej wnętrza. Przesunął palcami po gorącej skórze ud, a ona szarpnęła się lekko od tego dotyku, ale nie wyglądało na to, by miała coś przeciwko. Kiedy patrzył na tak chętnie wypięty przed nim tyłek, miał ochotę wygłosić kilka niewybrednych komentarzy, począwszy od „Przed każdym tak łatwo rozkładasz nogi, Granger?", przez „Wszystkie szlamy lubią się puszczać?", na „Niezła cipa, Granger" skończywszy. I powie jej to wszystko. Merlin mu świadkiem, że powie. Ale jutro. Nie teraz. Bo w tym momencie to, kim była i jak wysoko zadzierała przed nim nosa, nie miało większego znaczenia. Liczyło się tylko to, jak miękka i ciepła okazywała się jej skóra i jak chętnie reagowała na jego dotyk. Ujął pomiędzy knykciami delikatne, poskręcane włoski między jej nogami i leciutko pociągnął. Nie wiła się, nie jęczała ani nie próbowała naśladować przesadzonych krzyków dziewczyn z kominkowych pornosów, a mimo to wiedział, że ją też ta cała sytuacja nakręca, bo słyszał, jak coraz głośniej i płycej oddycha, chowając twarz w poduszce.
— Stoi mi od samego patrzenia. Wiesz, jaka to wyuzdana pozycja, Granger? — spytał, wymacując palcami łechtaczkę i drażniąc ją opuszką kciuka. Ależ była mokra! Mógłby w nią wejść od razu, bez żadnych dodatkowych gierek.
— Mmm — wymamrotała Granger do poduszki.
— Mogę stąd obejrzeć wszystkie miejsca, których sama nie jesteś w stanie zobaczyć. Na przykład to. — Przesunął wolną rękę z jej uda do zagłębienia między pośladkami, a ona zadrżała i wypięła się mocniej.
Draco jedno musiał Granger przyznać. Co jak co, ale tyłek miała nieziemski. Daleko jej było do figury seksbomby, o jakich zwykle myślał, gdy sam musiał się zaspokoić, ale jednak nie mógł udawać, że w tej pozycji nie robiła na nim wrażenia. Miała, co prawda, rozczarowująco wąskie biodra, ale stosownie zaokrąglone, a tyłek wyglądał na odpowiednio sprężysty i miękki — co też chwilę później potwierdził własnymi rękoma.
Kiedy tylko Draco zorientował się, że dzisiejszego wieczora ma szansę na bzykanko z przemądrzałą Granger, postanowił sobie, że zerżnie ją bez żadnych subtelności, ale powoli. Tak, żeby sama go prosiła i żeby nie mogła się później wykręcać, że na krótką chwilę straciła nad sobą kontrolę albo że była tak pijana, że nie wiedziała, co się dzieje. Chciał móc wypominać jej tę noc przez resztę życia. Jednak niespodziewanie dla niego cała sytuacja okazała się na tyle podniecająca, że zdał sobie sprawę, że sam długo nie wytrzyma i wszystko skończy się o wiele szybciej, niż to sobie zaplanował.
Trudno, pomyślał, ściągając spodnie, ważne, że ja mam z tego satysfakcję. Merlinie, zaraz będę rżnął Granger!
Jedną ręką rozchylił dolne wargi Granger, a drugą nakierował swojego członka na wejście do jej wnętrza, gdzie była tak rozkosznie gorąca i wilgotna. Merlinie, jakie to przyjemne, jeszcze tylko… Nie zdążył się w niej zanurzyć, ledwie dotknął ją czubkiem penisa, gdy Granger nagle od niego odskoczyła.
— Nie, poczekaj chwilę — powiedziała wolno, jakby do czegoś dochodziła. Odwróciła się na łóżku przodem do niego, co sprawiło, że sukienka z powrotem opadła jej na biodra, okrywając jedyną rzecz, która w tej chwili Dracona w niej interesowała. — Ja… — Zmarszczyła czoło, oczy miała półprzymknięte, jakby myślenie sprawiało jej ogromny ból.
Oszczędź mi swoich durnych przemyśleń, Granger, miał ochotę powiedzieć. Chcę cię tylko zerżnąć, potem możesz sobie myśleć do woli.
— Słuchaj, myślę… — zaczęła cicho, a Dracona nagle uderzyła inna refleksja.
Chyba nie zmieniła zdania, pomyślał z poczuciem dziwnego do określenia ukłucia w żołądku. Noż kurwa! Nie, nie, nie! Nie jest aż taką pojebaną wiedźmą, żeby się teraz wycofać!
— Gdybyś się jeszcze nie zorientowała, to nie jest najlepsza chwila na rozmowy —warknął wściekle, czując, że jeśli za chwilę się w niej nie znajdzie, to eksploduje z bólu.
Granger szarpnęła się pod nim, co tylko sprawę pogorszyło. A potem, dość niespodziewanie, złapała go za poły koszuli, którą Draco wciąż miał na sobie, i lekko go od siebie odepchnęła. Draco, nieprzygotowany na taką ewentualność, nie spadł z łóżka tylko dlatego, że w ostatniej chwili chwycił za metalowy pręt zagłówka.
— Kurwa, Granger, co ty odpierdalasz?
— Ja… — zapiszczała, unikając jego spojrzenia. — Nie mogę i… Ja… muszę gdzieś iść…
— Teraz?! Zostawisz mnie z tym samego?! — Draco wskazał na swoją erekcję, którą Granger zaszczyciła przelotnym spojrzeniem.
— Przykro mi, ale dalej będziesz musiał poradzić sobie sam — powiedziała, najwidoczniej odzyskując rezon. Podciągnęła majtki, opuściła do końca sukienkę i w jednej chwili stała już przy drzwiach.
Oniemiały Draco w ostatniej chwili złapał ją za rękę. Granger szarpnęła się raz i drugi, a kiedy nie udało jej się uwolnić, popatrzyła na niego o wiele przytomniej niż kilka minut temu, co uświadomiło Draconowi, że najwidoczniej Granger w ekspresowym tempie wytrzeźwiała. Nie było w niej już niczego z tej podniecającej, chętnej kocicy, której dotykał chwilę temu. Wróciło zarozumiałe spojrzenie nudnej kujonki. Draco przysunął się do niej na odległość dwóch palców i powiedział powoli, przeciągając sylaby:
— Jesteś doszczętnie pojebana.
A potem ją puścił. Granger nie zamierzała czekać na rozwój sytuacji, tylko natychmiast rzuciła się do drzwi. Kiedy Draco usłyszał ich trzask, rzucił się wściekły na łóżko i przez dobrą chwilę nawymyślał w głowie tej suce. A kiedy się już uspokoił, zrezygnowany sięgnął do szafki nocnej, myśląc, że jeszcze raz przydadzą mu się chusteczki.
Trzy lata temu, kiedy McGonagall zaproponowała mu posadę nauczyciela obrony przed czarną magią, Draco przyjął jej ofertę bez wahania. Głównie dlatego, że po wydarzeniach związanych z drugą wojną byli śmierciożercy mieli praktycznie zerowe szanse na zatrudnienie — nawet tacy, jak Draco, za których poręczył któryś z bohaterów wojennych — ale też dlatego, że w Hogwarcie nie spodziewał się zobaczyć nikogo, kto wiecznie przypominałby mu o najgorszych latach jego życia. Nie wiedział wtedy, że spotka tam Granger, która nauczała w zastępstwie transmutacji — w niekończącym się zastępstwie już od ponad trzech lat. Draco mimochodem dowiedział się, że aby móc uczyć, Granger najpierw wzięła dziekankę na studiach, a później, kiedy McGonagall wciąż nie mogła znaleźć kompetentnego nauczyciela na to stanowisko, zdecydowała się studiować korespondencyjnie.
Na początku zupełnie nie zwracał na nią uwagi. No dobrze, próbował nie zwracać lub raczej poświęcał jej jej tyle, ile zajmowało obrzucenie kogoś pogardliwym spojrzeniem. Denerwowała go samą swoją obecnością. Tym, że beztrosko śmiała się przy stole nauczycielskim, że strofowała biegających po korytarzu uczniów, że nawet w nauczaniu musiała być najlepsza i że poczuwała się w obowiązku, żeby wciąż go kontrolować. Przez pierwsze kilka tygodni parokrotnie pakował się i chciał wracać do domu, ale ostatecznie wizja ponownego spotkania ojca po tym wszystkim, co się stało, sprawiała, że za każdym razem się rozmyślał. Leżał wtedy na łóżku, ściskając w rękach różdżkę, i myślał nad tym, jak to się stało, że w ciągu niespełna dwóch lat tak bardzo spieprzył sobie życie.
Kiedy już doszedł do takiego momentu, że mógł siedzieć przy jednym stole z Granger bez zgrzytania zębami, musiał zobaczyć jej kolano. To stało się najbardziej przypadkowym przypadkiem. Draco siedział na dziedzińcu, schowany za jedną z kolumn, i zaciągał się czarodziejskim tytoniem, a Granger akurat przechodziła, najpewniej śpiesząc się na zajęcia. Draco wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, ale Granger nigdy nie pozwalała sobie na żadne uchybienia w swojej garderobie. Nawet podczas upałów wiecznie widział ją w szacie pozapinanej pod samą szyję, a w wolne dni nie zdarzało jej się założyć sukienki nie sięgającej przynajmniej do połowy łydki. Dlatego kiedy tamtego wietrznego dnia mocniejszy podmuch wiatru sprawił, że szata odsłoniła jej zaczerwienione kolano, Draco zorientował się, że widzi je po raz pierwszy i że jest ono pokryte płytkimi zacięciami. Niby nie było w tym niczego specjalnego, każdy mógłby przypadkowo zranić się w ten sposób, ale zaraz po tej myśli przyszła kolejna: Granger była piekielnie zdolną czarownicą, która w dodatku, jak wynikało z obserwacji Dracona, świetnie radziła sobie z leczeniem powierzchownych ran u dzieci. Od tamtego dnia znowu zaczął zwracać na nią uwagę, ale tym razem nie kierowała nim ani złość, ani zazdrość, tylko czysta ciekawość. Przez te dwa lata widział jej kolano pięciokrotnie: raz na dziedzińcu, raz wczorajszego wieczora, raz, gdy wybiegła z łazienki, bo Travis z pierwszego roku ugrzązł między gałęziami wierzby bijącej i dwa razy, kiedy pomógł sobie zaklęciem. W każdym z tych przypadków miała na nim świeże, płytkie nacięcia.
Oczywiście, mógłby po prostu do niej podejść, spytać ją o te rany i już nigdy więcej nie musieć zawracać sobie tym głowy. Mógłby, gdyby kiedykolwiek zamienili ze sobą więcej zdań, niż wymagałaby tego czysta formalność. To, że ubiegłej nocy wylądowali razem w łóżku było czymś tak niespodziewanym, że gdyby jeszcze tydzień wcześniej, ktoś go o to spytał, Draco bez wahania odpowiedziałby, że już prędzej sklątka tylnowybuchowa zostanie nauczycielem w Hogwarcie albo że rogogon węgierski założy fundację charytatywną działającą na rzecz niedożywionych gumochłonów. Zresztą to, że w ogóle się wczoraj spotkali samo w sobie graniczyło z cudem. Kiedy Draco dowiedział się o zjeździe absolwentów z ich rocznika, nie miał najmniejszej ochoty się na nim pojawić. Po pierwsze, wątpił, by spotkał tam kogokolwiek, kto byłby zadowolony z jego obecności, a po drugie nie chciał po raz kolejny oglądać tych wszystkich znienawidzonych twarzy bohaterów wojennych, którym — co sam próbował przed sobą ukryć — tak strasznie zazdrościł. Dlatego wieczorem zamknął się w swojej komnacie i zgodnie z konwencją postanowił zalać się w trupa. Po opróżnienie połowy butelki Magicznej Mieszanki Weasleyów i po zorientowaniu się, jakim to nie jest zajebistym facetem, Draco uznał, że to grzech pozbawiać społeczeństwa możliwości obcowania z jego genialną, szalenie błyskotliwą osobą. Dlatego aportował się na zjazd, gdzie zamierzał wkurzać wszystkich swoją obecnością i uwieść co najmniej jedną niezłomną niewiastę któregoś z tych cnych aurorów. Jakoś tak się stało, że w pewnym momencie napatoczył się na Granger. Cholernie pijaną Granger, która w pierwszej chwili w ogóle go nie poznała.
— Och, to ty, Malfoy — westchnęła z rozczarowaniem, gdy udało jej się zogniskować wzrok na jego twarzy. — Jezu, masz piegi na nosie!
— Wcale nie — zaoponował bełkotliwie.
— Nie przejmuj się, lubię piegi. Są urocze.
— Granger… Czy ty właśnie nazwałaś mnie uroczym?
— Nie wiem. — Granger niewinnie wzruszyła ramionami. — Może.
Granger tak naprawdę zupełnie nie przypominała siebie i gdyby Draco sam nie był pijany, najpewniej zacząłby się zastanawiać, czemu Granger jest dla niego taka miła i jaki ma w tym interes. A może ktoś dosypał jej czegoś do drinka i później, kiedy otrzeźwieje i zda sobie sprawę, z kim rozmawia, oskarży Dracona o jakieś czarnomagiczne sztuczki? Ale Draco już kilka godzin temu stracił ostatnie połączenie z racjonalną częścią swojego umysłu i jedyną rzeczą, o której mógł teraz myśleć, było to, że stojąca przed nim dziewczyna jest miła, ma uroczo zaróżowione usta i, o Merlinie!, dotyka go przez spodnie.
I tym oto sposobem Draco Malfoy został uwiedziony przez Hermionę Granger.
Przebudzenie następnego ranka było bolesne. Przez pierwszych kilka minut Draco leżał bezwładnie na łóżku, nie myśląc o niczym i modląc się, żeby nie zwymiotować. Dopiero kiedy udało mu się przetrwać pierwszą falę kaca, przypomniał sobie o wszystkim, co wydarzyło się poprzedniego dnia.
Jestem zupełnie popierdolony. Martwy i popierdolony.
Merlinie, co mu przyszło do głowy, żeby próbować przelecieć Granger? No dobrze, abstynencja mu nie służyła — w końcu w Hogwarcie niewiele było okazji do seksu i jeszcze mniej potencjalnych partnerek, za stosunek z którymi Draco nie zostałby posadzony przed sądem, a i poza Hogwartem jego reputacja nie sprawiała, że młode ponętne czarownice same wskakiwały mu do łóżka — ale to Granger. Ze wszystkich ludzi, obok których Draco nigdy nie chciałby się obudzić, Granger zajmowała zaszczytne czwarte miejsce. W tym względzie ustępowała tylko Potterowi, Weasleyowi i zgrzybiałej, wąsatej ciotce Dracona, którą ten często spotykał na przyjęciach świątecznych, gdy był jeszcze chłopcem.
Na dodatek uciekła w połowie.
Czemu, do kurwy nędzy, uciekła w połowie?
Może po prostu nigdy wcześniej nie robiła takich rzeczy, jakie wyprawiał z nią Draco i zwyczajnie się przestraszyła? To wytłumaczenie było oczywiście bardzo wygodne dla jego ego, ale jednocześnie boleśnie nieprawdopodobne. Przede wszystkim Granger od kilku lat umawiała się z Weasleyem, a Draco nawet jego nie podejrzewał o taką nieudolność, by przez tyle czasu nie zdążył jej zdeflorować i poeksperymentować z nią trochę w łóżku. Poza tym Draco sam musiał przyznać, że tak na dobrą sprawę nie zrobił z nią niczego niezwykłego. Nie tylko nie udało mu się jej przelecieć, ale nawet nie tknął jej jednym palcem. Jedyne, na co mu pozwoliła, to kilka chwil beztroskiego obmacywania.
Merlinie, najżałośniejsza noc w jego życiu, zaraz po pierwszym — upokarzająco nieudolnym — seksie, kiedy skończył, zanim jeszcze zdążył porządnie włożyć.
Draco sturlał się z łóżka i, dziękując niebiosom, że jest sobota, zaczął przeszukiwać swoją półkę z eliksirami, by znaleźć coś, co ulży mu w cierpieniu. Jakieś pięć fiolek i trzy miarki później samopoczucie poprawiło mu się na tyle, że zdecydował się zejść do Wielkiej Sali, by spróbować coś zjeść, zanim wrócą mdłości i zacznie rzygać jak kot.
Kiedy szedł kamiennymi korytarzami, mijając ostre, łukowate okna, z których absolutnie każde miało ten głupi, kiczowaty szklany witraż, zupełnie bez sensu przypomniały mu się szkolne lata, gdy wszystko było jeszcze tak dziecinne proste. Jedna z upstrzonych jesiennymi liśćmi gałęzi stukała miarowo o szybę, której skrzydlate zdobienia kojarzyły mu się z pierwszym wygranym meczem quidditcha. Wtedy też była jesień, błoto oblepiło mu ochraniacze, a włosy lepiły się do czoła. Ojciec siedział na trybunach i nawet przez siekący deszcz Draco widział, że ojciec był z niego zadowolony, gdy Draco wymachiwał ręką ze zniczem w zwycięskim geście. Tamtego dnia naprawdę był szczęśliwy.
— Panie Malfoy?
Draco drgnął, gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Zanim w ogóle zdał sobie sprawę, kto się do niego zwraca, odruchowo ją z siebie strzepnął.
— Przepraszam, pani dyrektor — westchnął, zmęczony kacem i minionym wspomnieniem, kiedy zobaczył przed sobą McGonagall. Jak zwykle przy niej, silił się na wyjątkową grzeczność. Zdecydowanie nie chciałby zostać wykopany z jedynej posady, na jaką w tym świecie mógł jeszcze liczyć. — Zaskoczyła mnie pani.
— Dobrze, że cię spotykam, panie Malfoy — odrzekła rzeczowo McGonagall, a Draco zdał sobie nagle sprawę z tego, jak napiętą miała skórę na czubku głowy od tego ciasno zwiniętego koka.
Czy ją to nie boli?
— Profesor Sprout złapała smoczoświnkę, więc musiałam zamienić dyżury patroli. Będziesz dzisiaj patrolował korytarze z panną Granger. Mógłbyś jej to ode mnie przekazać?
Draco kiwnął głową, chociaż wewnętrzne skrzywił się na myśl, że ma pełnić rolę jakiegoś pieprzonego posłańca.
— I jeszcze mam dla ciebie odpowiedź w sprawie studiów.
— W sprawie studiów? — Draco, który wyłączył się już jakiś czas temu, spojrzał na nią, zaskoczony.
— Pamiętam, jak podczas naszej pierwszej rozmowy wyraziłeś chęć podjęcia studiów, jednak fakt, że nie podszedłeś do owutemów po skończeniu szkoły uniemożliwił ci dalszą edukację.
— Tak. — Draco potarł palcami skroń. — Jednak dobrze pani dyrektor wie, że zdałem owutemy, zanim zacząłem pracować w Hogwarcie. W końcu pod takim warunkiem zgodziła się mnie pani dyrektor przyjąć. — Nie dodał jednak, że zdał je o wiele gorzej, niż zrobiłby to w normalnych warunkach i że z takimi wynikami nie miał, co liczyć na to, że dostanie się na studia.
— Jestem świadoma twojej sytuacji. Niedawno rozmawiałam o tobie z rektorką Głównej Szkoły Magicznej, która zgodziła się przyjąć cię na studia korespondencyjne na wybranym przez ciebie kierunku pod warunkiem, że podejdziesz do egzaminu wstępnego. Czy jesteś zainteresowany taką możliwością, panie Malfoy?
— Jestem — zdołał jedynie wykrztusić.
— Doskonale. — McGonagall obdarzyła go ciepłym uśmiechem, co chyba zdarzyło się po raz pierwszy w całym jego życiu. Aż nie wiedział, co zrobić z twarzą. — Szczegóły dotyczące rekrutacji dostaniesz drogą korespondencyjną. A gdybyś miał jakieś pytania odnośnie samego toku studiów czy wątpliwości dotyczące tego, jak pogodzić studia z nauczaniem w Hogwarcie, myślę, że możesz spytać o szczegóły panny Granger. Jestem pewna, że chętnie odpowie na wszelkie pytania.
Nie byłbym tego taki pewien, pomyślał Draco, ale dla świętego spokoju przytaknął.
— I, panie Malfoy? Jeszcze jedno! — zawołała za nim McGonagall, gdy już się odwrócił. — Jutro jest drugi listopada. Nie chciałbyś wziąć wolnego dnia?
Drugi listopada. Znowu. Czy tylko mu się tak wydawało, czy faktycznie listopad przyszedł zdecydowanie za szybko? Że w ogóle listopad przychodzi jakoś szybciej niż inne miesiące?
— Tak. Dziękuję. Przyda mi się dzień wolny — odpowiedział powoli, chociaż wcale nie czuł, że go potrzebuje. Zwyczajnie nie chciał o tym dyskutować. Jutro zapewne zaszyje się w jakieś melinie na Nokturnie i uchla się do nieprzytomności. Brzmiało jak dobry plan.
Poczuł, że znowu nawraca fala mdłości, więc ostatecznie zrezygnował ze śniadania. Ale skoro już wyczołgał się z łóżka, równie dobrze mógł pójść do Granger i powiedzieć jej o patrolu. Może spotkanie z nią nie będzie wcale takie tragiczne? Całkiem prawdopodobne było, że Granger nic nie pamiętała albo że była tak zawstydzona tym, co prawie zrobili, że będzie próbowała udawać, że nic takiego nie miało miejsca. Gdyby faktycznie przyjęła taką strategię, może nawet mógłby dopytać ją o jakieś szczegóły związane ze studiami.
Kiedy dotarł do jej pokoju, zastał drzwi zamknięte zaklęciem. Złożył dłoń w pięść i zastukał nią parę razy o dębową powierzchnię, mając jednocześnie mściwą nadzieję, że Granger ma tak potwornego kaca, że przeszkadza jej nawet tykanie zegara.
— Granger! Jesteś tam?!
Draco gwałtownie się odsunął, gdy klamka raptownie podskoczyła, a drzwi zaczęły się uchylać.
— Nie drzyj się tak, ośle.
Przed nim stał tyczkowaty, piegowaty Weasley z włosami w nieładzie i wciąż zaspanymi oczami. Ziewnął szeroko, posyłając Draconowi nieprzychylne spojrzenie.
— Czego chcesz?
— Nie przyszedłem do ciebie, Weasley — wycedził Draco z zimną furią w oczach.
Sam za bardzo nie rozumiał, czemu widok Weasleya tak na niego podziałał. Przecież wiedział, że ten spotykał się z Granger, Draco często go z nią widywał, a Granger ani nie była dziewczyną Dracona, ani nic dla niego nie znaczyła. Ot, spędzili razem kilka upojnych chwil. Tyle. Jednak na myśl o tym, że Weasley skończył to, co zaczął Draco, ręce same zaciskały mu się w pięści. Nic nie mógł poradzić na swój samczy instynkt, który podpowiadał mu, że powinien zmonopolizować jak najwięcej kobiet bez względu na to, czy mu się owe dziewczyny podobają.
— Ale tak się składa, że tylko ja tu jestem, więc jeśli chcesz czegokolwiek od mojej dziewczyny…
Nagle zza Weasleya wyłoniła się rozczochrana burza brązowych włosów, a wraz z nią cała wymiętoszona i blada Granger.
— Ron — przerwała mu łagodnie, kładąc dłoń na jego ramieniu w uspokajającym geście. — Sama mogę z nim porozmawiać.
Weasley zamilkł, ale nie przestał sztyletować Dracona spojrzeniem.
— Po co przyszedłeś, Malfoy? — zwróciła się do niego i Draco nie omieszkał nie zauważyć, że kompletnie unika jego spojrzenia.
Gdyby był cnym rycerzem pokroju Weasleya zapewne by tego nie wykorzystał. Ale Draco był wredny i dziecinny jak na swoje dwadzieścia trzy lata i, co więcej, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
— Jesteś pewna, że nie wolisz rozmawiać tylko we dwójkę? — spytał bardzo powoli, bardzo sugestywnym tonem.
Granger wreszcie na niego spojrzała i niemal natychmiast policzki spłonęły jej rumieńcem — nie wiedział czy z zawstydzenia, czy ze złości.
— Ron, chyba faktycznie będzie lepiej, jeśli sama to z nim załatwię. Wam za bardzo w swoim towarzystwie skacze testosteron.
Spojrzenie, jakim Weasley potraktował Dracona, wyraźnie dawało do zrozumienia, że to, co mu skacze, to nie tylko testosteron.
— Jesteś pewna? Nie śpieszy mi się tak bardzo. Mogę zamajaczyć jeszcze kilka minut.
— Serio, Weasley ? — zakpił Draco. — Myślisz, że przyszedłem do niej w sobotę z samego rana, żeby ją zaavadować? Merlinie, naprawdę jesteś ułomny.
— Ty…
— Ron, przefiukam do ciebie wieczorem. — Granger spojrzała na Weasleya stanowczo.
— Jak chcesz. — Weasley ostatecznie skapitulował, po czym cofnął się w głąb pokoju po płaszcz. — Pamiętasz o jutrze?
— Pamiętam. Przekaż Ginny, że na pewno będę.
Weasley pochylił się nad Granger i pocałował ją czule w czoło.
— Do zobaczenia — szepnął, a potem posławszy jeszcze Draconowi ostatnie ostrzegawcze spojrzenie, wszedł do kominka. Buchnęły zielone iskry i po chwili już go nie było.
— Nieźle, Granger — odezwał się Draco, gdy tylko mógł być pewien, że Weasley go nie usłyszy. — Kto by się spodziewał, że taka z ciebie cichodajka.
Granger zareagowała impulsywnie, zamachując się na niego otwartą dłonią, zupełnie jak wtedy, gdy oboje mieli trzynaście lat, ale Malfoy nie był dłużej chuderlawym trzynastolatkiem. Zdołał złapać ją w nadgarstku, zanim go uderzyła.
— O co się tak wściekasz? — wycedził, bardziej zły niż uzasadniałby to zdrowy rozsądek. — Weasley w nocy niewystarczająco cię zerżnął?
— Przestań, Malfoy — poprosiła Granger cichym i zmęczonym głosem, a on nagle zdał sobie sprawę, jak chudy i kruchy jest nadgarstek, który ściskał.
Puścił ją, a ona zatoczyła się do tyłu, zatrzymując się na szafce z butami. Zaczęła sobie rozcierać zaczerwienione miejsce na skórze, patrząc na niego spode łba.
— Nie życzę sobie, żebyś przychodził do moich komnat i mnie obrażał, Malfoy. To, co robię ze swoim życiem i z kim sypiam nie jest twoją sprawą. Dlatego nigdy więcej nie chcę słyszeć od ciebie takich komentarzy.
— Nie odniosłem takiego wrażenie, by to z kim sypiasz, nie było wczoraj moją sprawą. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że miałem niemały wkład w tę kwestię.
Granger westchnęła i Draco widział, jak bardzo była zmęczona. Naprawdę, nie pamiętał, by opuszczała go w takim złym stanie. Wyglądała, jakby przez całą noc nie robiła niczego innego, jak wymiotowała. Przeciągnęła palcami po skołtunionych włosach — bez większego efektu — i powiedziała:
— Inaczej wyobrażałam sobie tę rozmowę. Malfoy, jest mi przykro, jeśli po wczorajszym wypadku odniosłeś jakieś złudne wrażenie, ale to, co się wczoraj stało, było czystym, nieprawdopodobnym przypadkiem. Nie wiem, jak do tego doszło i nie umiem wytłumaczyć swojego postępowania. Nigdy nie zachowuję się tak po alkoholu, nie wiem, dlaczego wczoraj zadziałał na mnie w ten sposób. Przepraszam, jeśli w związku z tą sytuacją odczuwasz jakiś dyskomfort. Mam jednak nadzieję, że nie wpłynie to na nasze relacje zawodowe.
A to podstępna lisica, racjonalna jak zwykle, nawet w takich aspektach jak przygodny seks.
Po takiej dojrzałej przemowie miał ochotę na jakiś dziecinny komentarz, który sprawi, że Granger znowu straci nad sobą kontrolę, na przykład „Nie ma sprawy, ale twojego wypiętego tyłka i tak nie zapomnę" albo „Pewnie, ale następnym razem przystrzyż się tam porządniej". Zamiast tego powiedział:
— To nie tak, że chcę to wspomnienie jakoś specjalnie celebrować w swojej głowie. W końcu nie, żeby było, co wspominać. Cóż, niektórym po prostu brak umiejętności w pewnych… dziedzinach.
Granger aż spurpurowiała, próbując utrzymać słowa w buzi.
— Jeśli pijesz do tego, jak niektórzy nieumiejętnie obchodzą się z dziewczynami, to jestem zmuszona przyznać ci rację.
— Och, to od tego byłaś wczoraj taka mokra? Od moich nieumiejętnych palców?
— Powstrzymam się od komentarza, kto wczoraj mówił, że stoi mu od samego patrzenia na ciało takiego bezwartościowego mugolaka jak ja.
— Wypraszam sobie. Nigdy nie mówiłem, że to, że pogardzam szla… mugolakami, oznacza, że nie mogę ich rżnąć. Dobre rżnięcie, to dobre rżnięcie, jeśli tylko cipka jest dostatecznie ciasna i mokra.
— Nie będę tego słuchać! — Granger omal nie wybuchła z gniewu, próbując wypchnąć go z pokoju. — Nie… Nie będę słuchać takiego języka!
— Nie udawaj takiej pruderyjnej.
— Nie udaję pruderyjnej, Malfoy! Naprawdę tak trudno jest ci zrozumieć, że nikt, kto posiada chociaż minimum kultury osobistej, nigdy nie użyłby takiego słownictwa?! Szczególnie w stosunku do kogoś, kogo prawie w ogóle nie zna?! Ile ty masz lat, bo po dzisiejszym dniu jestem skłonna uwierzyć, że od kilku lat niezmienne szesnaście?!
— Łał. Ulżyło ci? Bo całe nadęcie chyba jeszcze z ciebie nie zeszło.
— Nie! — zaoponowała gwałtownie, aż z gniewu porobiły się jej zmarszczki wokół nosa. — Wcale mi nie ulżyło! Chciałam załatwić tę sprawę polubownie, jak na dorosłych ludzi przystało, ale z tobą się po prostu nie da! I dla twojej informacji: nie spałam wczoraj z Ronem! Nie wiem, jakim jesteś człowiekiem, skoro myślisz, że po tym, co się wczoraj stało, mogłabym tak po prostu wskoczyć do łóżka Ronowi!
Chociaż tyle, że Weasley nie dostał kolacji, którą Draco zdążył podgrzać.
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, sam nie wiedział, co konkretnie, bo w głowie miał kompletną pustkę, ale Granger go uprzedziła:
— Nie! Nie mów nic więcej, Malfoy. Po prostu wyjdź. Jestem zmęczona i naprawdę nie mam ochoty bawić się z tobą w dziecinną przepychankę.
Draco podniósł ręce w geście kapitulacji i bez słowa ruszył w kierunku wyjścia. Kiedy był już przy drzwiach, odwrócił głowę w stronę Granger i powiedział:
— Tak właściwie to przyszedłem tylko po to, żeby ci powiedzieć, że masz dziś ze mną patrol, ale cieszę się, że dzięki mnie miałaś się na kim wyżyć. — I wyszedł.
Hermiona opadła z wrażenia na łóżko, zaciskając dłonie na prześcieradle tak mocno, aż pobielały jej kłykcie. Przez chwilę znowu męczyły ją odruchy wymiotne, ale że nie miała już, czym wymiotować, to na odruchach się skończyło. Czuła się tak okropnie, że chciała umrzeć.
I jeszcze ta sprawa z Malfoyem.
Boże, omal nie przespała się z Malfoyem! Jak to dobrze, że w ostatniej chwili nieco otrzeźwiała i zdała sobie sprawę z tego, co zamierzała zrobić. Nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby poprzednia noc skończyła się tak, jak się zapowiadała. Oczywiście, Hermiona nie była wtedy w pełni świadoma tego, co wyprawiała, jednak to jej nijak nie usprawiedliwiało. Zwłaszcza że wcale nie wypiła tak dużo, by od razu stracić nad sobą kontrolę. I może właśnie to było w tej całej sytuacji najgorsze. Pamiętała każdą sekundę, jaką spędziła z Malfoyem, i wszystko, co tę chwilę poprzedzało. Nie mogła powiedzieć, że nie była wtedy sobą — była sobą pozbawioną wszelkich hamulców i kręgosłupa moralnego — czyli kimś, kim nie stawała się nigdy, nieważne, jak wiele by nie wypiła. To był stan, jaki spotyka się tylko w fantazjach, których spełnienia tak naprawdę się nie chce.
Na dodatek, kiedy działanie alkoholu zaczęło ustępować, pojawiły się drżenie mięśni, wymioty, ból głowy i gorączka, która rozpalała ją do tego stopnia, że nawet zaklęcia przeciwgorączkowe nie dawały ulgi, a ona potrafiła myśleć tylko o tym, że jeszcze chwila, a tego nie zniesie. Miała szczęście, że zdążyła dotrzeć do swojego pokoju, zanim znalazła się w takim stanie, że mogła jedynie leżeć w łazience z głową przy sedesie.
I że zjawił się Ron. Bez jego pomocy nie przetrwałaby tej nocy.
No właśnie. Ron. W tym całym galimatiasie był jeszcze Ron.
Hermiona kochała Rona i nigdy nie pomyślałaby, że niemalże go zdradzi. Poza tym czy to, czego się dopuściła, nie było pełnowymiarową zdradą? Co prawda do żadnego stosunku nie doszło, jednak Hermiona pozwoliła dotykać się Malfoyowi w taki sposób, w jaki nigdy nie wyobrażała sobie, by mógł ją pieścić ktokolwiek poza Ronem. Gdy myślała o swoim życiu za dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat — widziała siebie siedzącą w salonie razem z Ronem i obserwującą zabawę ich wspólnych dzieci, a potem wnuków. Może i było to trochę dziecinne i wyidealizowane marzenie, ale Hermiona chciała, by Ron był jedynym mężczyzną w jej życiu, bo czy jest coś piękniejszego od myśli, że całe swoje życie spędziło się z właściwą osobą?
A ona to wszystko zniszczyła. Co prawda, nie do końca świadomie, ale to bez znaczenia. Była stuprocentowo winna.
Wczorajszego wieczoru, kiedy Hermiona i Ron byli na zjeździe absolwentów, Ron niespodziewanie został wezwany na służbę — od kilkunastu tygodni on i Harry zajmowali się sprawą czarodziejskich narkotyków, których popularność znacznie wzrosła w ostatnim czasie. Ron zdążył jej tylko powiedzieć, że mają nowy dowód i prawdopodobnie nie wróci przed północą, dlatego umówili się, że gdy tylko skończy pracę, zafiukowa od razu do jej pokoju w Hogwarcie. Hermiona została jeszcze chwilę na zjeździe, by porozmawiać ze starymi znajomymi (i przy okazji uświadomić im możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie uwolnienia skrzatów domowych spod jarzma czarodziejów). Jednak jakoś tak się stało, że między jednym kieliszkiem ponczu a drugim zupełnie jej odwaliło. I akurat w tamtym momencie musiała wpaść na Malfoya. Okropnego, chamskiego, dziecinnego i wulgarnego Malfoya, który nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z okazji zaciągnięcia wstawionej dziewczyny do łóżka.
Czuła do siebie obrzydzenie na samo wspomnienie tego, co robili. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie rzucić na siebie zaklęcia zapomnienia i naprawdę nie wymazać całej tej nocy ze swojego życia, ale to byłoby jeszcze gorsze: łatwy półśrodek, na który nie zasługiwała.
Wiedziała też, że nie ma prawa ukrywać przed Ronem prawdy. Powinna mu powiedzieć o tym, co zrobiła, jednak brakowało jej odwagi. Czy gdyby Ron wiedział, wybaczyłby jej? A nawet gdyby jej wybaczył, czy potrafiliby żyć tak, jak do tej pory? Czy ta zdrada już zawsze nie wisiałaby nad nimi niczym senny koszmar, który wciąż się śni?
Hermiona przytuliła policzek do miękkiej pościeli.
Dam sobie kilka dni. Tylko kilka dni. A potem mu powiem.
