Dziękuję za komentarze. Wiele dla mnie znaczą. Skakanie, śpiewanie, te sprawy.

Betowała Ahaanzel. Dziękuję!


Rozdział pierwszy

Ciche pukanie wyrwało z zamyślenia niskiego, pulchnego mężczyznę, siedzącego przy biurku i pochylającego się nad niezliczoną ilością pergaminów, pokrywających całą powierzchnię blatu.

- Profesorze… Przyniosłam podwieczorek.

Drzwi uchyliły się i stanęła w nich Śnieguszka, domowa skrzatka. Była wysoka jak na przedstawicielkę swojego gatunku,. Miała na sobie biały ręcznik. Wielkie, czarne oczy, błyszczały inteligentnie na pomarszczonej twarzy, ale rzadko można było je dostrzec spod jej krzaczastych brwi.

- Dziękuję – westchnął profesor. – Połóż to… - zawahał się, odgarnął stos szpargałów z brzegu biurka i dokończył: - tutaj.

Śnieguszka spełniła polecenie i stanęła niezdecydowanie u boku profesora. Po chwili odezwała się słowami, na które nie zdobyłby się nigdy żaden z jej krewniaków.

- Znalazł pan coś nowego?

Śnieguszka posiadała cechę nietypową dla skrzatów: pragnienie zdobycia wiedzy, które zresztą wkrótce legło u podstaw jeszcze dziwniejszej relacji – mianowicie, Śnieguszka weszła ze swoim panem w swego rodzaju komitywę.

Ta ciekawość wcale nie oburzała profesora Oswalda Abotta. Przeciwnie, bardzo sobie chwalił charakter skrzatki. Był człowiekiem samotnym, jednym z tych uczonych, którzy twierdzą, że ich małżonką jest nauka. A jednak lubił czasem porozmawiać z kimś na niezobowiązujące tematy, zwierzyć się, podzielić refleksją, nie wychodząc przy tym poza swoje cztery ściany. Śnieguszka była dla niego idealną pomocą domową.

Profesor pomasował skronie.

- Owszem. Odwiedziłem dziś tajne archiwum ministerstwa. Wreszcie udało mi się uzyskać pozwolenie… Niby człowieka uniewinnili dawno temu, jeszcze dawniej skazali, wydawałoby się, że mogliby już spuścić nieco z tonu. Ale gdzie tam! Tygodnie im zajęło podpisanie głupiego skrawka pergaminu. Ale zobacz, co im wydarłem… - podsunął Śnieguszce kartkę. – To niby nic ważnego, ale można wykorzystać do zakończenia. Puenta. Ostatnie słowa niesłusznie skazanych. Podniosła wypowiedź Granger. Dramatyczne milczenie Pottera. I ta… ekhm… Wstawka Weasleya, wiele mówiąca o jego charakterze. Czujesz bijąca z tego wszystkiego gorycz? Zawód? Młodzi ludzie, oszukani przez przyszłość o którą walczyli. Niezwykle patetyczne, nie sądzisz? – Tu profesor zamilknął na chwilę. – A wiesz, co w tym wszystkim jest najgorsze? – dodał po chwili. – Że siedzę tu sobie, grzebię w ich tragedii i wyciągam z niej co bardziej łakome kąski, żeby napisać książkę.

- Może podchodzi pan do tego zbyt uczuciowo, profesorze? – zauważyła cieniutkim głosikiem Śnieguszka. – To było już wieki temu. Życia im pan nie wróci.

- Ależ Śnieguszko! – oburzył się profesor. – A co to ma do rzeczy? Ludzie, bez względu na to, kiedy żyją, mają uczucia. Śnieguszko, jak sądzisz, co oni tam wszyscy mogli czuć?

- Wszyscy? – Śnieguszka zmrużyła oczy. – Shackebolt próbował utrzymać władzę. Co tu jest do czucia? Pewnie się cieszył dziełem swojej Kampanii Antypotterskiej. A Potter? Chyba upadł na głowę! Najpierw się nie odzywał, unikał wywiadów, nie wyjaśnił nic, a potem nagle występuje przeciw Shackeboltowi. Inna sprawa, że miał rację…

- Myślę, że Shackebolt nie chciał być nic winien nastolatkowi. Gdyby chodziło o zwykłe uciszenie Pottera, znalazłby z pewnością inny sposób, ale tu chodziło o całkowitą dyskredytację przeciwnika politycznego. To właśnie stąd wzięła się jego Kampania. Była sprytnym posunięciem. Nieodżałowanej pamięci Potter miał mimo wszystko szczęście, że kolejni rządzący dopatrzyli się absurdalności wyroku Wizengamotu. W przeciwnym wypadku, dziś uważalibyśmy go jeszcze za Chłopca, Który Zdradził.

Profesor przerwał na chwilę i upił kilka łyków kawy. Wysunął górną szufladę biurka i wyjął z niej gruby brulion formatu A5. Niebieska okładka opatrzona była odręcznym pismem: Własność Harry'ego Pottera.

- Oto, co jeszcze upolowałem – uśmiechnął się z dumą. – Dziennik Harry'ego Pottera.

Profesor pogładził okładkę zeszytu i ponownie zwrócił się do Śnieguszki:

- Ten dziennik dostarczyła organom śledczym Ginewra Molly Weasley, kiedy ministrem magii został Lucjusz Scrimgeour, a śledztwo zostało wznowione. Nie żeby Scrimgeour był rycerzem na białym koniu, po prostu wprowadzał wiele zmian i chciał w ten sposób ukazać stagnację i zakłamanie poprzedników. Dzięki temu łatwiej było mu przekonać ludzi o słuszności własnego postępowania. Wyznania Pottera w pierwszym wpisie, gdzie opisuje przebieg wojny ze swojej perspektywy, zostały wykorzystane jako jeden z głównych dowodów w tej sprawie. Zaklęcia wykazały, że notatka znalazła się w dzienniku pod prawdziwą datą, a więc zanim jeszcze Shackebolt zaczął działać Potterowi na nerwy. Poza tym, dziennik dał odpowiedzi na wiele pytań dotyczących kwestii dotąd niejasnych i podejrzanych. Po roku postępowania, w dwudziestą piątą rocznicę Procesu Trójki, Potter i jego przyjaciele zostali uniewinnieni. Ginewra Weasley miała wówczas przeszło czterdzieści lat i była osobą samotną. Do końca życia dochowała wierności Potterowi. Umarła zresztą osiem lat później.

Ten zeszyt w początkowym założeniu nie miał być dziennikiem. Potter po prostu spisał w nim swoje wspomnienia z wojny. Potem sporadycznie, przy ważnych dla niego wydarzeniach, dodawał kolejne notatki. Dopiero w ostatnich dniach życia prowadził dziennik solidnie.

A teraz, Śnieguszko, usiądź na tamtym krześle i posłuchaj. Przeczytam ci dziennik Harry'ego Pottera.


"1 maja 1999. Hermiona kazała mi zapisać swoje wspomnienia z ostatniej wojny. Twierdzi, że to pomoże mi w czymśtam. Nie zrozumiałem w czym, ale to ona chce zostać psychiatrą w Mungu, nie ja. Cóż, czego to już się nie robiło dla świętego spokoju…"


Profesor spojrzał na Śnieguszkę znad zeszytu.

- Tu następuje dwudziestostronicowy opis. Oszczędzę ci tej nieporadnej składni. Przejdźmy dalej.


3 maja 1999. Wczoraj wieczorem Kingsley zakończył uroczystości rocznicowe przemówieniem. Myślałem, że go tam na miejscu uduszę! Gołymi rękami! Tak to wszystko zgrabnie ujął, sam bym nic nie zauważył, kiedy nagle: Olśnienie. Przemowa była naprawdę płomienna, porywająca, nigdy bym się nie spodziewał po Kingsleyu takiej elokwencji. Gdybym zaczął tu przytaczać cytaty, chyba by mnie szlag na miejscu trafił, a ciśnienie skoczyłoby mi tak wysoko, że byłoby godne zmiażdżycowanych tętnic wuja Vernona.

Jedno, w każdym razie, jest jasne. Kingsley perfidnie wykorzystał obchody rocznicowe do budowania swojego poparcia. Nic dziwnego, że stara się o głosy, do wyborów nie został nawet rok, ale… Po nim bym się tego nie spodziewał. Chcę z nim pogadać. Tak szybko, jak się da."


Profesor przymknął zeszyt, używając palca jako zakładki.

- Słyszałaś? – zwrócił się do Śnieguszki. – Zapamiętaj datę trzeciego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku. To właśnie wtedy zaczęły się problemy Pottera. Był wtedy jeszcze uczniem Hogwartu. Czy wiesz, do jakiego Domu należał? – zapytał, a widząc pytające spojrzenie skrzatki, dodał: - Do Gryffindoru. Cóż, świat się zmienia, a Gryfoni na zawsze pozostaną tacy sami - westchnął. - Czytajmy dalej.


6 maja 1999. Kingsley często przychodzi do Hogwartu sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Dzisiaj udało mi się go złapać na korytarzu. W pustej sali podzieliłem się z nim poglądami. Wygarnąłem mu, że nie powinien wykorzystywać w polityce bohaterstwa poległych, wyszła z tego niezwykle patetyczna mowa. Ciekawiło mnie, w jaki sposób odeprze moje argumenty. Pozostał do końca spokojny. Kiedy skończyłem, z chłodną uprzejmością upomniał mnie, żebym nie wtrącał się do czegoś, czego nie rozumiem. Powiedział, że czci pamięć zmarłych, nie dopuszczając do ich zapomnienia, w najskuteczniejszy sposób, jaki jest mu dostępny. A potem stwierdził, że to ostrzeżenie. Zabrzmiało raczej jak groźba.

7 maja 1999. W Pokoju Wspólnym panuje grobowa atmosfera. Hermiona schudła już z pięć kilo, Ron wprost przeciwnie, je więcej niż zazwyczaj. Siódmoklasiści to cienie samych siebie. Obawiam się, że przez najbliższy miesiąc sytuacja nie ulegnie zmianie.

Wszyscy kują, ja także się nie wyróżniam, ale mimo to złowiłem jednym uchem, nadawany przez Czarodziejską Rozgłośnię Radiową, wywiad z Kingsleyem. Jak to mówią, krew we mnie zawrzała. Opowiedziałem o wszystkim Ginny. Kazała mi siedzieć cicho i nie wtrącać się do polityki.

Czy ta bezczelność Shackebolta zupełnie jej nie rusza?"


- Wtedy to po raz pierwszy Potter jawnie wyraził swoje niezadowolenie – oznajmił profesor zwracając się do skrzatki i przenosząc wzrok na jej postać.- Zrobi to jeszcze niejednokrotnie, ale póki co, posłucha rady swojej dziewczyny. Zupełnie zapomni o dzienniku, bo nie będzie czuł potrzeby wylewania swojej frustracji. Wspomina o tym w notatce z trzydziestego pierwszego sierpnia. Prowadzi szczęśliwe życie z dala od polityki, za to blisko Ginewry Weasley. Zdaje OWTMy z wynikiem pozwalającym na rozpoczęcie kursu aurorów. Hermiona Granger zostaje przyjęta na kurs uzdrowicielski, a Ronald Weasley siada na ławce rezerwowej Drużyny Żądeł. Potter korzysta z życia, ma mało zmartwień, dostaje miejsce w akademiku i chodzi na obiadki do pani Weasley. Z punktu widzenia historyka, nic ciekawego. Akcja zaczyna się rozwijać dopiero piętnastego października, podczas apelu z okazji pokonania Grindenwalda.