Derek Hale, brat Laury, obecnej głowy jego bractwa był gburem. Stiles nigdy nie miał siostry, w zasadzie brata też nie, ale był pewien, że nigdy nie odezwałby się do kobiety słowami suko, wredna wiedźmo, chociaż z drugiej strony nazywał Scotta fiutem, no ale Scottowi się należało.
Jego nocna wizyta u Omeg związana była bezpośrednio z wizytą Omeg u Alf. Dziewczęta, jak co rocznie, postanowiły przynieść jakieś podarki do skarbca wszystkich dowodów żenujących psikusów, których były autorkami. Laura oczywiście udawała, że nic o tym nie wie, ale Stiles przecież widział, jak nasłuchiwała powrotu swoich sióstr.
Tym razem były to zdjęcia, które zostały zdeponowane w sejfie i opisane jako „"Zasoby ludzkie Alf rocznik "2012". Stiles nie wiedział, jak one to zrobiły, chociaż miał straszne podejrzenia, aczkolwiek na każdej fotografii widniały pośladki lub penisy cudownego bractwa Dereka. Jedno czy dwa zdjęcia nie były podpisane i o dziwo, Stiles rozpoznał przyrodzenie Scotta – więc Allison naprawdę musiała się postarać.
― I co mylisz? ― spytała Laura, gdy zostali sami w pokoju.
― O zdjęciach, laptopie czy twoim bracie?
― O Omegach ― sprecyzowała.
Stiles odchylił się, wyłączając komputer, który właśnie zakończył ostatni etap oczyszczania. Musiał za kilka minut uruchomić go ponownie, żeby zainstalować aktualizacje.
Doskonale wiedział, o co pytała Laura. Wcześniej przedstawiła go jako członka swojego bractwa, ale w zasadzie nie po to się tutaj znalazł. Kiedy jednak przyglądał się jej bliżej i poznał ją lepiej, uważał, że ze wszystkich bractw to właśnie z Omegami nie chciałby zadzierać.
― Jeśli nie będę miał w pokoju firanek i kwiatków… ― zaczął.
― Mieszkałbyś ze mną ― przerwała mu, spojrzała wymownie na drugie puste łóżko, które stało w pokoju. Pomieszczenie utrzymane było w dość spokojnych neutralnych barwach, a liczba bibelotów na szafkach nie przekraczała standardów światowej organizacji zdrowia i męskości.
― Czyli kwiatki raczej odpadają. ― Wyszczerzył się.
Laura otworzyła jedną z szafek i bez słowa zaczęła przenosić swoje rzeczy, robiąc więcej miejsca. Stiles wiedział, że jest to raczej symboliczne, bo była prawie trzecia w nocy i dzisiaj nie będzie przenosił się z akademika, ale docenił gest.
― Allison gotuje i jest wyłączona z pozostałych domowych obowiązków. Oczywiście nie zlecimy ci sprzątania, prania czy prasowania, ale jeśli zajmiesz się naszymi komputerami od czasu do czasu powiesisz firanki ― zawiesiła znacząco głos i spojrzała wymownie na zegarek
― Tak, tak. Rozumiem ― pospieszył z odpowiedzią i wstał, zbierając się do wyjścia. Dom był prawie cichy, większość dziewcząt położyła się już spać.
― I Stiles… ― zaczęła, gdy stał już w progu ― …dziękuję za ratunek, ale nigdy więcej nie próbuj skrzywdzić mojego brata ― dodała w dobrze słyszalną w tle groźbą.
― Jest ode mnie dwukrotnie cięższy ― mruknął. ― Uwierz mi, że będę się trzymać od niego z daleka.

Scott wyglądał na zażenowanego ilekroć Allison machała mu przechodząc. Stiles co prawda starał się udawać, że nie wie o co chodzi, ale z każdą chwilą było to coraz trudniejsze. McCall patrzył markotnie na śniadanie przed sobą i mruczał coś o podstępnych babach, i że zostanie gejem jak Stiles, co pewnie byłoby zabawne, gdyby nie to, że Scott byłby najgorszym homoseksualistą w dziejach. McCall przeważnie wyglądał jak niechluj, co musiało być jakąś genetycznie zapisaną cechą dla większości samców, którzy używali głowy tylko w celach namierzenia celu.
― Powiesz mi w końcu o co chodzi? ― spytał zirytowany, gdy Scott odłożył nietkniętą kanapkę z powrotem do pudełka i sięgnął po kawę, wyglądając jak naprawdę zbity, bezdomny psiak w deszczową pogodę, co jednocześnie było maksymalnym stężeniem MOCY MCCALLA, którą Stiles mógł znieść na raz.
Scott chyba w końcu miał się otworzyć, ale nagle stracił zainteresowanie tematem, gdy do ich stolika podszedł nikt inny, ale Derek Hale.
― Cześć ― odparł i Stiles odkrył, że Pan Jestem Gburem Do Potęgi ma naprawdę niski głos i to nie była tylko kwestia późnych godzin nocnych czy alkoholu.
― Hej ― przywitali się. Stilinski próbował trzymać głowę nisko, żeby Derek go nie rozpoznał, ale chyba było już za późno.
― McCall, przedstawisz mi swojego kolegę? ― poprosił.
Scott trącił go łokciem, najwyraźniej po to, żeby Stiles się w końcu wyprostował, więc nie pozostało mu nic innego. Wyszczerzył się w przepraszającym uśmiechu, widząc, że Derek nie był wcale zaskoczony.
― Stiles, prawie mój brat. Znamy się od czasów podstawówki ― zaczął McCall. ― Derek, głowa mojego bractwa ― dokończył.
Hale wyciągnął dłoń i Stiles musiał wstać, żeby ją uścisnąć. Teraz, kiedy obaj byli w pionie, facet wydawał się jeszcze większy.
― To o nim mi wspominałeś wczoraj? ― spytał Derek, a Scott skinął głową. ― Stiles ― zwrócił się do niego bezpośrednio, wciąż nie wypuszczając jego ręki, co było przynajmniej denerwujące. ― Czy wiedziałeś o wczorajszej akcji Omeg? Mieliśmy porozmawiać na imprezie o twoim przyjęciu, ale nie pojawiłeś się ― dodał, mrużąc podejrzliwie oczy.
Stiles zamrugał.
Te brwi powinny zostać zgolone.
To było pierwsze co przyszło mu do głowy. Laura nie posiadała tak wyrazistych oczu, podkreślonych liniami włosków, ale jej też nie brakowało ekspresji we wzroku. Niemal od razu zaczął zastanawiać się, czy w ich rodzinie nie są prowadzone jakieś specjalne zajęcia z „patrzenia na ludzi".
― Współlokatorka z akademika potrzebowała mojej pomocy przy komputerze ― zaczął wzdychając. ― I dopiero wczoraj spotkałem Laurę ― dodał, widząc, że Scott zaczyna otwierać usta, żeby o coś zapytać, ale Derek podniósł drugą rękę do góry, uciszając go. ― Nie wiedziałem, co zamierzają.
― Chcesz wstąpić do naszego bractwa? ― spytał Hale po chwili, w końcu wypuszczając jego dłoń.
Stiles parsknął rozbawiony, bo do wczoraj zastanawiał się, czy nie będzie musiał przystąpić do kółka szachowego, żeby chociaż do kujońskich Delt mógł dołączyć. Derek jednak chyba nie żartował, bo wciąż czekał na jego odpowiedź.
― Wybacz, ale niestety Laura jest bardziej przerażająca niż ty ― odparł w końcu, z przyjemnością obserwując jak oczy Halea rozbłyskują w zaskoczeniu.
― Omegi to żeńskie bractwo ― poinformował go. ― Jako Alfa…
― Wolałbym nie zobaczyć zdjęcia mojego penisa do końca tego semestru ― odparował, słysząc pełen zażenowania jęk Scotta.
Derek pokręcił głową i westchnął.
― Darmowe karnety na siłownię… ― zaczął, ale Stiles parsknął.
― Żartujesz? ― spytał. ― Myślisz, że mnie tym skusisz? Popatrz na mnie ― dodał, rozkładając ręce, żeby lepiej było widać jak chudy jest. Co prawda od lacrossea wyrobił sobie dobrze mięśnie, ale wciąż był raczej bardziej żylasty.
Derek zakrył oczy i zaczął nerwowo tupać nogą, jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu wypuścił głośno powietrze z płuc i ponownie na niego spojrzał.
― Obronię cię przed Laurą ― zaczął. ― Nie tknie cię ona ani żadna z jej potwornych sióstr.
Scott otworzył szeroko usta, chyba niemal tak bardzo jak Stiles, który jednak zaczął chichotać, bo sytuacja była kuriozalna.
― Nie ma mowy. Mam dostęp do jej laptopa i wczoraj widziałem gdzie chowa wszystkie żenujące zdjęcia. I tak, Scott ― dodał, patrząc na przyjaciela. ― Widziałem twojego penisa. ― Zaplótł ręce na piersi, zakrywając część nazwy uczelni i odchylił się do tyłu. ― Zostanę z Omegami, ale dziękuję za propozycję ― dodał całkiem poważnie.
Derek jęknął i spojrzał z nadzieją na Scotta, który jednak trzymał twarz zakrytą rękami. Stiles widział jak czerwone są jego uszy, więc nie musiał się nawet zastanawiać, jak przyjaciel bardzo się czerwieni.
― Dobra. Twój wybór, ale Laura nie obroni cię przed nami ― powiedział nagle Hale. ― Daj jej to, będzie wiedziała o co chodzi ― dorzucił, wyciągając z kieszeni kluczyki, po czym bez słowa odszedł, trzymając jedną z dłoni na karku, jakby ktoś wcześniej go uderzył w to miejsce.
Stiles odprowadził go wzrokiem aż do drzwi i dopiero po chwili pochwycił pytający wzrok przyjaciela.
― Ja nie wiem o co chodzi ― odparł zanim Scott zdążył cokolwiek powiedzieć.

Stiles musiał przyznać, że Allison jest diabłem wcielonym. Zwabiła Scotta do jego własnego pokoju i uwiodła – inaczej nie można było tego nazwać. Co prawda cały czas mówiła mu, że ona taka nie jest, ale McCall sądził raczej, że chodzi o to, że nie śpi z ludźmi na pierwszej randce, a nie, że gdy pozbędzie się spodni, zrobi zdjęcia jego interesu. Zanim się zorientował, że to blask aparatu, dziewczyny już nie było. Do tego akcja musiała być zsynchronizowana, bo z pozostałych pokoi również wypadły rozchichotane dziewczęta, a oni nie mogli ich ścigać ze spodniami opuszczonymi do kostek.
Stiles nie mógł przestać się śmiać.
― Należało ci się ― parsknął tylko. ― Mogłeś traktować ją z szacunkiem i nie próbować zbałamucić przy pierwszym spotkaniu ― dodał, sięgając ponownie po podręcznik, ponieważ Chaos zapowiedział pierwszy test i chociaż nie byli pewni, w jakim języku zostanie przeprowadzony, warto było jednak chociaż trochę się przygotować.
― Byłem pijany… i ona naprawdę mi się podoba ― jęknął Scott. ― Nie mógłbyś wykraść tej fotografii? ― spytał.
Stiles podniósł głowę do góry i posłał przyjacielowi karcące spojrzenie.
― Jeszcze nie przeniosłem moich rzeczy i już mam zdradzać własne bractwo? Słyszałeś o lojalności? ― spytał lekko rozczarowany, a Scott zaczerwienił się.
― Derek mówił, że cię przyjmie ― dodał. ― Pomyśl o tym, bylibyśmy razem. Danny na pewno zamieniłby się z tobą pokojem… ― zaczął.
― Scott, nie! ― warknął tylko. ― Przyjmij to jako ostateczną odpowiedź. Poza tym jak poznasz Laurę to zrozumiesz… ― urwał. ― Zresztą, prawie wczoraj pobiłem się z Derekiem ― dodał, a gdy Scott otworzył szerzej oczy, ciągnął dalej: ― Wpadł do Omeg w nocy i chyba chciał wasze zdjęcia. Myślałem, że jest niebezpieczny i skoczyłem mu na plecy ― wytłumaczył.
― Zadziałał syndrom synka tatusia? ― spytał rozbawiony McCall, ale Stiles uśmiechnął się wrednie.
― Widziałem zdjęcie twojego penisa, nie zaczynaj ze mną ― odparł tylko.
***

Allison pomogła mu spakować rzeczy i oboje wybrali się jego jeepem z powrotem do domu Omeg. Pokoje były już dla nich przygotowane i kilka dziewcząt podobnie jak oni przeprowadzało się, więc zamieszanie było spore. Jednak nie tak wielkie, by zapomniał dać Laurze kluczyki od brata. Dziewczyna spojrzała zaskoczona na zimny metal wciśnięty do jej dłoni i jej twarz po prostu się rozświetliła.
― Stiles! ― pisnęła nagle podekscytowana. ― Dziewczęta! Dziewczęta! Stiles właśnie odmówił Alfom i postanowił zostać w Omegach! ― krzyknęła.
Tupot bardzo wielu stóp rozniósł się po domu, gdy jego „siostry" zbiegły na dół i po chwili czuł wokół siebie zapach bardzo wielu perfum; słodkich i mdlących. Powoli zaczynał żałować swojej decyzji, chociaż Laura spoglądała na niego z prawdziwą dumą.
― Wiedziałaś, że Derek o to spyta? To był jakiś zakład? ― zdziwił się, gdy zostali w końcu sami w pokoju, a on rozstawiał swoje rzeczy na szafce. Wcześniej uzupełnił kolekcję DVD o swoje płyty w grami. Miał nadzieję, że Scott zostanie wpuszczony chociaż do salonu. Nie wiedział, jakie zasady dotyczące pozostałych mają Omegi, ale nie sądził, żeby były aż tak restrykcyjne.
― Wspomniał dzisiaj rano, że go zaskoczyłeś pozytywnie próbami obrony mojej nietykalności osobistej ― parsknęła. ― Od razu wiedziałam, że coś planuje, dlatego postawiłam wszystko na jedną kartę.
― Dziękuję za wiarę ― mruknął pod nosem. ― A to są klucze do? ― spytał, spoglądając na pęk, którym bawiła się Laura.
― Derek ma motocykl, którego nie pozwala mi ruszać. Dostałam go na tydzień. Muszę tylko podstawić mu samochód. Taka wymiana ― odparła.
Stiles skinął głową, dobierając się do kolejnej z toreb.
― Jesteś złą kobietą ― mruknął na tyle głośno, żeby Laura dosłyszała.
Kobieta roześmiała się wcale nieurażona.
― Wiem.
― Tak z ciekawości, co zamierzacie zrobić z tymi zdjęciami z wczoraj? ― spytał lekko.
― Przeważnie są do użytku wewnętrznego ― odparła. ― Wiesz, pijane babskie wieczorki…
― Mam nadzieję, że nie będę zmuszony do założenia halki ― parsknął.
Spojrzała na niego rozbawiona.
― To zależy czy ogolisz nogi… A dlaczego tak nagle zainteresowałeś się zdjęciami? ― powróciła do tematu.
― Na jednym z nich jest mój przyjaciel… oczywiście nie w całości ― rzucił jej dość jednoznaczne spojrzenie. ― Jestem ciekaw czy i jak można by je odzyskać. Musiałby coś zrobić? Jakieś wykupienie? ― zaproponował.
Laura pokiwała głową z uznaniem.
― Wiedziałam, że jesteś kreatywny. Nigdy dotąd nie proponowałyśmy wykupienia niczego takiego, ale sądzę, że dałoby się ustalić cenę… Chociaż dla twojego przyjaciela możemy zrobić wyjątek. Uznajmy, że to prezent za twoją lojalność ― odparła.
― Dzięki ― powiedział szybko Stiles.
― Dzisiaj wieczorem muszę podjechać po motor mojego brata, więc mogę cię ze sobą zabrać. Alfy mieszkają z drugiej strony kampusu ― dodała.

Stiles nigdy nie był w domu Alf. Scott przeprowadził się tutaj dwa dni wcześniej i po prostu nie zdążył go oprowadzić. Budynek nie wyglądał jakoś specjalnie, chociaż nad drzwiami widniały trzy greckie litery, od których wzięła się nazwa bractwa. Ogródek wyglądał na totalnie zadeptany, więc impreza musiała się faktycznie udać. Kilka osób siedziało na zewnątrz, korzystając z ostatnich letnich promieni słońca.
Laura nie kłopotała się pytaniem czy może wejść do środka. Niemal od razu skierowała się do drzwi wejściowych i wparowała do środka.
Chłopcy nie zdążyli jeszcze posprzątać butelek i puszek po piwie. Derek siedział na jednym z foteli i oglądał mecz w towarzystwie dwóch innych studentów, chyba tego samego roku co on. Generalnie wyglądali na o wiele starszych niż pozostali i Stiles po raz pierwszy zastanowił się ile Laura i on mają lat. Jakoś dziwnie nie pasowali do uniwersyteckiej społeczności. Z jednej strony w pełni z nią zżyci, z drugiej jednak to oni utrzymywali spokój wśród swoich szeregów. Laura wykazała się zdolnościami organizatorskimi przy przenosinach, a Derek właśnie jednym gestem uspokajał zirytowanych kolegów bractwa, którzy zapewne też chcieli odzyskać zdjęcia w negliżu.
― Cześć, bracie ― odparła wesoło, podchodząc do niego i całując go w policzek. ― Wyprowadzisz swój motor? Nie chcę go porysować ― dodała, a Derek rzucił jej kwaśne spojrzenie i podniósł się z ociąganiem z fotela.
― Stoi już na zewnątrz. Jeśli zobaczę chociaż jedną rysę… ― urwał, bo Laura uniosła brwi, jakby chciała powiedzieć „"znowu rzucisz mi tę pogadankę" i zniknęła za następnymi drzwiami, które musiały prowadzić na podwórze za domem.
― Jest Scott? ― spytał nerwowo, pozostawiony nagle sam na sam z niezbyt przyjaźnie nastawionymi do siebie mężczyznami.
― Jasne. James, zawołaj McCalla ― poprosił jednego z chłopaków. ― Wyjdziemy? ― zaproponował. ― Chciałbym zamienić z tobą dwa słowa zanim Laura wróci... ― dodał wskazując na drzwi, którymi weszli.
― No problemo ― odparł, wkładając ręce do kieszeni. W jednej z nich trzymał zdjęcia penisa Scotta i wolałby go nie zgubić, bo było podpisane.
Wyszli przed dom i Derek zaplótł ręce na piersi, chyba czekając aż to Stiles zacznie mówić, co biorąc pod uwagę poziom jego zdenerwowania, było całkiem możliwe.
― Zaczniesz mnie teraz przesłuchiwać? ― spytał Stilinski.
― Nie. Chciałem ci jeszcze raz zaproponować dołączenie do naszego bractwa ― odparł Derek. ― Ostatnia szansa ― dodał, uśmiechając się samymi kącikami ust.
― Wybacz, ale już wybrałem ― odparł Stiles.
― Okey. Chłopaki! ― krzyknął głośniej i nim Stilinski zdążył cokolwiek zrobić, ktoś stojący na dachu, wylał na niego kubeł zimnej wody.
Dosłownie, cholernie lodowatej, cuchnącej stokrotkami i damskimi perfumami wody.
Stiles zakrztusił się i spojrzał na kompletnie suchego Halea, który przezornie odsunął się do tyłu, gdy jego koledzy przeprowadzali akcję.
― Kurwa! ― warknął, podnosząc głowę wyżej. ― McCall, ty fiucie! ― krzyknął, gdy zobaczył twarz swojego przyjaciela, który właśnie oddawał Dannyemu wiadro.
― Miałeś swoją szansę, Stiles ― zaczął Derek, ale Stilinski przerwał mu.
― McCall, ty fiucie! Laura oddała mi twoje zdjęcie! ― wrzasnął. ― Przyszedłem ci je oddać!
Scott zawahał się i chyba zamrugał zaskoczony, ale zanim cokolwiek zdążył zrobić, Stilinski obrócił się na pięcie i wyszedł na chodnik.
― Stiles! ― usłyszał za sobą krzyk, ale nie odwrócił się.
Cholera, nie cierpiał stokrotek.

Droga przez kampus w mokrym ubraniu nie należała do najprzyjemniejszych i miał ochotę odegrać się na Dereku i osmrodzić mu kwiatami motor. Z tym tylko, że to oznaczałoby jazdę na nim, a tego nie przewidział. Jego ojciec nigdy nie wybaczyłby mu, gdyby dostrzegł do na tym pojeździe szatana. Jak każdy szeryf nie cierpiał jednośladów, ponieważ zawsze gwarantowały kłopoty.
Laura czekała na niego w progu z ręcznikiem i ciepłą herbatą, więc uśmiechnął się lekko na jej widok.
― Czyli nie oddałeś mu zdjęcia? ― spytał tylko, a on pokręcił głową.
― Mam pytanie. Masz zdjęcie twojego brata? Bo moja zemsta obejmuje teraz i jego ― wytłumaczył.
― Nigdy nie udało nam się zdobyć nic na Dereka. Jest zbyt sprytny, ale z przyjemnością podzielę się z tobą każdą informacją, która pomoże ci uzupełnić nasze akta ― parsknęła.
― Powiedz mi zatem, czego nie lubi ― zaczął, a Laura rozsiadła się wygodniej w salonie.
W ciągu kilku godzin dowiedział się, że Derek nie przepadał za komiksami, ludźmi i muzyką country. O ile pierwszych dwóch antypatii Stiles nie rozumiał tak tę dotyczącą muzyki, wręcz popierał, co nie zmieniało faktu, że informacje nie były wcale pomocne. Scottem obiecała zająć się Allison, Laura wspominała coś o Jamesie. Tylko Danny pozostawał nieobstawiony z dość oczywistych przyczyn, więc postanowili po prostu, że kto pierwszy skończy ten dostaje go jako gratis.
Laura wystosowała otwarty list do Alf, w którym zaproponowała wykupienie zdjęć, które dziewczęta dostarczyły jej tamtej nocy. Nie podała ceny, każdy miał się nad tym zastanowić indywidualnie, chociaż Stiles osobiście uważał to za błąd. Widział maślane oczy, które Allison robiła do Scotta. Wolałby, żeby jego przyjaciel pocierpiał, a nie zmuszony był do dania buziaka dziewczynie, co byłoby tylko nagrodą.
Scott jako jedyny wiedział, że Stiles nie cierpiał zapachu stokrotek i zdradzenie tej tajemnicy było pogwałceniem wszelkich braterskich więzi, które zawiązali podczas wspólnych lat dorastania.
― Mamy dwanaście zdjęć ― poinformowała go Laura. ― I zaproszenie do Alf na imprezę na naszą cześć ― dodała, gdy zebrali się następnego dnia w salonie.
Scott przez niemal prawie cały dzień próbował go przeprosić, ale Stiles uparcie odmawiał spojrzenia mu w oczy. Cholerne PSIE SPOJRZENIE mogło pokrzyżować wszystkie jego plany już w przedbiegach, a nie zamierzał na to pozwolić.
― Czyli w sobotę wychodzimy? ― spytał.
Laura kiwnęła głową.
― Ale najpierw musimy zabezpieczyć jakoś dom i pochować dokumenty ― uprzedziła.
Stiles uśmiechnął się przebiegle i sięgnął po telefon.
― Mam kilka pomysłów.