Enjoy:)! Przypominam o wspomaganiu mojej weny!


Draco Malfoy zamordował tę dziewczynę, dźwięczało w jej głowie.

- Wszystko wytłumaczę. – powiedział spokojnie wyciągając ręce przed siebie w geście poddania się i uspokojenia tym Gryfonki – Tylko nie rób niczego głupiego.

Typowa kwestia seryjnych morderców nakrytych na gorącym uczynku, pomyślała Ginny. Nie zamierzała czekać aż powiesi i ją. Zbliżał się do niej powoli, jego szare oczy błyszczały. Wraz z każdym jego krokiem, Ginny cofała się dwa do tyłu, uważając tym razem na konary. Niezauważalnie, przynajmniej tak myślała, wsunęła rękę do kieszeni szaty. Szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę i rzuciła w niego zaklęciem.

- Drętwota!

Rzuciła się biegiem do ucieczki. Usłyszała jak odbił zaklęcie i ruszył za nią. Nie udało jej się w niego trafić, ale przynajmniej odwróciła jego uwagę na chwilę. Biegła co sił w nogach, ale nie zdążyła przebiec stu metrów, a runęła na ziemię powalona zaklęciem wiążącym jej kostki. Panicznie próbowała rozwiązać węzeł, ale Ślizgon zdążył już do niej dobiec. Usiadł na niej okrakiem, trzymając jej nadgarstki na wysokości głowy.

Zaczęła się szarpać i wyrywać, a kiedy zdała sobie sprawę, że na nic się to zdaje, krzyczała tak głośno, że zdzierała sobie całe gardło, ale adrenalina pozwoliła jej nie przejmowac się tym i wydzierać się dalej.

- Zostaw mnie! Pomocy!

Malfoy przesunął jej ręce nad głowę i złapał je jedną ręką, drugą zakrywając jej usta.

- Zamkniesz się, czy mam cię uciszyć inaczej? – syknął rozwścieczony – Nie chcę zrobić ci krzywdy, Weasley. Daj mi wytłumaczyć.

Był wściekły. Widziała to w jego spojrzeniu i po zaciśniętych ustach. Trzymał ją tak mocno, że była pewna, że zostaną jej po tym siniaki. Rzuciła się jeszcze raz, ale z żadnym rezultatem. Ugryzła jego dłoń, przebywającą na jej twarzy. Kiedy podniósł ją i syknął z bólu, rzuciła się jeszcze raz, tym razem się udało. Wyszarpnęła rękę z jego uścisku. Sukces. Uderzyła nią w głowę Malfoya, a kiedy udało jej się uwolnić drugą rękę zrzuciła go z siebie i teraz była w trakcie rozwiązywania węzła z kostek.

Zamroczony, podniósł się, ale ona była już przygotowana. Rzucała w niego kamieniami, szyszkami i wszystkim, co miała w zasięgu ręki. Wiedziała, że obydwoje będą walczyć do końca. Jeżeli ona ucieknie, on zostanie zesłany do Azkabanu, a jeżeli on wygra, no cóż… Ginny walczyła o życie.

- Zostaw mnie w spokoju! – wrzasnęła

Malfoy wyczarował tarczę, od której odbijały się wszystkie przedmioty. Szybko zaczęła się czołgać do swojej różdżki, która leżała w odległości kilku kroków od niej, ale Ślizgon był szybszy i podniósł różdżkę. Kiedy nie miała już broni, a węzeł dalej znajdował się na jej kostkach, głęboko odetchnął. Spojrzała na niego przerażona i znowu zaczęła się wydzierać, mając nadzieję, że ktoś usłyszy jej wołanie o pomoc.

- Silencio! – wymierzył w nią różdżką i wypowiedział zaklęcie, po chwili rzucił także wiążące jej nadgarstki

Ginny krzyczała dalej, ale tym razem z jej gardła nie wydobywał się żaden dźwięk.

Niech tylko podejdzie, pomyślała, obiję mu tę parszywą buźkę.

- To nie ja ją zabiłem. – powiedział cicho, niebezpiecznie

Otworzyła usta, aby powiedzieć mu jakim zawsze był zakłamanym padalcem, ale jak wcześniej na nic się to zdało. Nie wierzyła mu. Była doskonale świadoma tego, że byłby zdolny do zamordowania tej dziewczyny. Tylko po co? Po krótkiej chwili wymyślania różnych motywów, uświadomiła sobie, że nawet nie wie, kim jest ta dziewczyna, żeby skojarzyć, co mogło ją wiązać z blondynem.

Malfoy cały czas utrzymywał dystans między nimi. Patrzył na nią przenikliwym spojrzeniem. Ginny skinęła głową na wiszącą dziewczynę, nie spuszczając z niego morderczego wzroku. Przede wszystkim dlatego, że nie mogła się przemóc, żeby spojrzeć na wiszące ciało, udawała, że czegoś takiego tam nie ma. Tylko to pomogło jej tak patrzeć na Ślizgona, bez okazania jakiegokolwiek strachu. Dalej czuła się zagrożona i nie zamierzała tracić czujności, ani na chwilę. Zacisnął dłoń na różdżce, która uformowała się w pięść. Denerwuje się. Boi się, że nie uwierzy w jego historię.

- Wiem jak to wygląda. – westchnął zmęczony – Znalazłem ją taką i nie mam pojęcia kto to jest, jakaś Krukonka.

Ginny nie wiedziała czy ma mu wierzyć czy nie. Instynkt podpowiadał mu, że kłamie. Co jej zrobi, jeżeli dalej będzie mu zarzucać to morderstwo? Wiedziała, że na pewno nie będzie siedział tu, aż litościwie powie 'Dobra Malfoy wierze ci, wracajmy do szkoły'. Jeżeli zauważy, że nie wierzy mu dostatecznie długo, skończy z nią.

Będzie musiała z nim współpracować teraz, a potem znajdzie dowody na to, że to on jest temu winny. Zmieniła spojrzenie na łagodniejsze i wskazała na węzły wiążące jej kostki i nadgarstki.

- Nie będziesz próbowała uciekać? – powiedział jak do dziecka, któremu obieca kupić lizaka, żeby było grzeczne.

Ginny przewróciła oczami i spojrzała na niego wyczekująco. Najpierw odwołał zaklęcie uciszające, żeby dowiedzieć się, co ma do powiedzenia.

- Dlaczego nie zgłosiłeś tego nikomu, tylko zacząłeś kopać dla niej dół? – od razu rzuciła oskarżycielsko – Skąd się tu wziąłeś? Widziałeś coś podejrzanego? – zaczęła zasypywać go pytaniami

Jej determinacja go rozśmieszyła, co pokazał ironicznym parsknięciem.

- Nie twoja sprawa, co tu robiłem, Weasley. – mruknął lekceważąco – Nie zgłosiłem tego, bo wiedziałem, że będę głównym podejrzanym, jak ty to świetnie zademonstrowałaś.

- Złapałam cię na kopaniu grobu, idioto! Co miałam sobie pomyśleć, że chcesz zasadzić kwiatki?!

Obdarzył ją lodowatym spojrzeniem.

- Mogłaś poczekać, aż wszystko ci wyjaśnię, co chciałem zrobić, ty uparta…

- Och, zamknij się Malfoy i uwolnij mnie. Nie będę uciekać.

- Jeżeli powiesz to komukolwiek, to obiecuje ci, że...

- Nie powiem. - powiedziała z mocą, kiedy patrzył na nią, nie wiedząc z jakiego powodu miałaby o tym nikomu nie mówić, wyjaśniła mu - Jeżeli teraz ci pomogę, to będę współwinna, prawda?

Wymyśliła to na poczekaniu, ale musiała przyznać, że było dobre. Wystarczająco, by w to uwierzył i odwołał zaklęcie wiążące. Bez słowa odwrócił się i chwycił łopatę. Była w szoku. To nie był ten sam Malfoy, którego widywała na korytarzach. Tamten Malfoy nigdy nie uwierzyłby, w tę bajkę, ale najwidoczniej bardzo chciał w to uwierzyć. Wrócił do kopania dołu.

Wstała przecierając nadgarstki. Poszła za nim wolnym krokiem bojąc się spojrzeć, do góry, na wiszące ciało. W końcu, gdzieś bardzo głęboko, znalazła odwagę i podniosła głowę. Delikatnie, tak jakby mogła to poczuć, odgarnęła czarne włosy z twarzy dziewczyny. Ginny przestała oddychać. Znała tę dziewczynę doskonale. Nogi się pod nią ugięły, odsunęła się i wpatrywała w martwą Melissę Blair. Jej brązowe oczy wyglądały na równie martwe, co dziewczyny, której jeszcze dzisiaj ubliżała w myślach od najgorszych. Poczuła w sercu ukłucie. Zżerały ją wyrzuty sumienia, choć w niczym nie przyczyniła się do jej śmierci.

- Malfoy... - powiedziała niemal bezgłośnie, ale usłyszał ją. Odwrócił się i spojrzał na nią wyczekująco, kiedy nie mogła pozbierać się do kupy. Zatrzęsła się. - Zdejmij ją. Proszę. - wyszeptała i owinęła się rękami, dalej patrząc się tępo w ciało. Chciała, żeby jak najszybciej skończył się ten koszmar.

- Co się stało Weasley? - zakpił - Nic ci nie zrobi, nie żyje. - powiedział to jak jakiś profesor, który uświadamiał swojego ucznia że do czarowania potrzebna jest różdżka. Odwrócił się spowrotem i kopał dalej, nie zwracając na nią uwagi.

Jak on dalej może być taki arogancki i bezduszny, w obliczu takiego czegoś? Byli na miejscu zbrodni, równie dobrze to oni mogli tu wisieć, a zamiast tego mieli zamiar zakopać ciało tej dziewczyny i zapomnieć o całej sprawie. Tak nie mogło być. Wiedziała, co najbliżsi czuliby, gdyby Melissa zaginęłaby w nieznanych okolicznościach. Co, jeżeli za wszystkim stoi Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? Nie można tego tak zostawić. Musi coś z tym zrobić.

Pomyślała o Harry'm, który dowiedziałby się o zniknięciu Melissy i ścisnęło jej się gardło. To złamałoby jego przemiłe serce. Nie może na to pozwolić. W końcu odwróciła wzrok od wisielca i wolnym krokiem podeszła do Ślizgona.

- Nie możemy jej od tak zakopać. – powiedziała spokojnie. Nie zauważyła u niego żadnej reakcji, kopał dalej. Pewnie nawet jej nie słuchał, ale kontynuowała: – Jej rodzice muszą się dowiedzieć o jej śmierci. Tak samo jak jej przyjaciele, Harry…

Kiedy powiedziała o Harry'm, Malfoy zatrzymał się i spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem. Wiedziała, że to prowadzi do jednego. Draco Malfoy w końcu znalazł na nią haczyka.

- Więc Weasley… - oczami wyobraźni widziała jak ślini się i zaciera ręce – To jest ta dziewczyna Haarry'ego Pottera, tak? Tego, o którym śnisz po nocach? Wspaniale! – uśmiechnął się szeroko, widziała w jego oczach iskierki radości – Równie dobrze to ty mogłaś ją zamordować.

Po tych słowach zastygła w ruchu i spojrzała na niego zszokowana. Nie mógłby. Nigdy nie miała go za takiego potwora. Przecież w każdym tkwi trochę dobra, nawet syn drugiego największego zwyrodnialca w całym Magicznym Świecie na pewno czuje coś innego niż tylko złość i nienawiść. Wierzyła w to, aż do teraz.

Jej oczy zapełniły się łzami.

- Chcesz wszystko zwalić na mnie?! – krzyknęła

Założył ręce na piersi i wypiął się dumnie, zadzierając przy tym podbródek. W normalnej sytuacji, gdyby na przykład kłóciła się z nim na szkolnym korytarzu, zaśmiała by się z jego pozy, ale w tym momencie czuła tylko ogarniające ją coraz bardziej złość i przerażenie. Teraz już wiedziała na pewno, był zły do szpiku kości i przejmował się tylko sobą.

Już miała zacząć wyzywać go i grozić mu, że powie o wszystkim Dumbledore'owi, kiedy odezwał się.

- O nie, nie. – zaśmiał się, gdyby go nie znała, powiedziałaby, że był szczęśliwy – Zamierzam to wykorzystać jako zabezpieczenie. – jego oczy zabłysły – Nie powiesz nic o tym, że tu byliśmy, sama nie masz alibi. – jego ręce wystrzeliły w jej stronę w celu wskazania na nią, ale ona i tak odsunęła się od niego od razu. Zlękła się, że chciał jej coś zrobić. Wywołało to u niego kolejny wybuch śmiechu. Szaleńczy. – Mogłaś zabić tę dziewczynę z zazdrości, chciałaś mieć swojego Złotego Chłopca dla siebie. Twoja miłość do niego zaprowadziła cię do takiego strasznego czynu.

Złapała się za czoło, patrząc na niego sceptycznie.

- Jesteś psychiczny.

Jego twarz znów przybrała ten sam wyraz. Jakby nic go nie obchodziło, a na świecie był tylko on. Ginny miała tego po dziurki w nosie.

- Jesteś psychiczny. – powtórzyła – I nie mam zamiaru grać w jakieś twoje gierki. – znowu do niego podeszła – Wiem, że cię to bawi. – warknęła, przycisnęła swojego palca do jego klatki piersiowej – Ale przysięgam ci, jeżeli spróbujesz mi coś zrobić ty parszywa fretko to wtedy…

Ze wstrętem ściągnął jej palca z siebie i odrzucił jakby był jakimś brudem. To jeszcze bardziej rozwścieczyło Ginny. Miała ochotę rzucić się na niego, ale dalej miał jej różdżkę. Miała ochotę ryknąć na niego i rzucić na niego Upiorogacka.

- Nie wyobrażaj sobie za dużo, Weasley. – wysyczał – Co może mi zrobić taka mała łasica jak ty, co? – zaczął się do niej zbliżać, a ona cofała się póki nie natrafiła na drzewo, na którym wisiała Melinda. Zamknęła oczy. Poczuła jak kładzie ręce po dwóch stronach jej głowy. Nie podobało jej się, że nad nią górował, czuła się jak ofiara. – Naślesz na mnie Pottera, czy swoich braci? Muszę ci coś powiedzieć. – nachylił się nad nią, czuła jego spokojny oddech koło ucha. – Nie boję się ich. – powiedział cicho. Ginny wzdrygnęła się, przez jej ciało przebiegł dreszcz.

Kiedy odsunął się od niej, otworzyła oczy. Nienawidziła tego, jak w jednej chwili czuła się z nim równa, a w drugiej jakby deptał ją jak jakiegoś robaka. Patrzyła na niego jak lewituje ciało Krukonki do prowizorycznego grobu i tym razem nawet nie śniło jej się odezwać.

Przez tą sytuację utwierdziła się w przekonaniu, że musi sprawdzić, czy Malfoy nie stoi za tym zabójstwem. Zrobi wszystko, nawet jeśli to wszystko oznaczało zaprzyjaźnienie się z Pansy Parkinson.

Zaczął iść wolno w bliżej nie znanym jej kierunku, podejrzewała, że wracał do szkoły. Poszła za nim, wytężając wzrok aby nie potknąć się o nic. Zauważyła, że Malfoy użył zaklęcia Lumos i z jego różdżki wydobywało się niebieskie światło, które niestety do Ginny nie docierało i szła ona w ciemności.

- Oddasz mi różdżkę? – rzuciła jakby od niechcenia

Odwrócił się do niej i sprawdził, czy mówi serio. Ten pomysł chyba wydawał się dla niego śmieszny, bo uniósł wysoko brwi, a jego kąciki ust uniosły się nieznacznie w sarkastycznym uśmiechu. Jednak po chwili zauważył, że stoi poza zasięgiem światła i rzucając jej różdżkę mruknął pod nosem, że ma iść przed nim i nie próbować niczego, bo inaczej znowu wyląduje związana.

Przewróciła oczami i wymaszerowała do przodu, rzucając mu wściekłe spojrzenie, kiedy przechodziła obok.

Idąc z powrotem do zamku, Malfoy zauważył, że nie zna drogi powrotnej i mówił jej co chwilę kierunek, w którym ma iść. To było dziwne jak szybko zmieniało się ich nastawienie do siebie. W jednej chwili potrafili się pozabijać, a w drugiej szli jakby przed chwilą nic się nie stało. Ginny czuła się przy nim dziwnie, miała jakieś mieszkanki nastrojów. Czuła się jednocześnie zagrożona i bezpieczna. Spokojna i wściekła. To nie mogło być normalne.

Kiedy byli już na błoniach, Malfoy kazał jej się zatrzymać.

- Pamiętaj, że nie możesz nikomu powiedzieć. Wiemy o tym tylko my. Nie zadowala mnie to, ale będę musiał przeżyć. – mówił to spokojnym tonem, uważnie wypowiadając każde słowo

Pokiwała wolno głową. Kontynuowali drogę do zamku.

- Mam nadzieję, że przez to ugryzienie nie przejdzie na mnie żadna choroba. - odezwał się po chwili ciszy, parskając cicho

Ginny przewrócił oczami i spojrzała na niego z podniesionymi brwiami.

- Rano obudzisz się z rudymi włosami i piegami na twarzy. - rzuciła sarkastycznie

- Chociaż nie będę biedny. - uśmiechnął się wrednie patrzą cna jej reakcję

- Zamknij się Malfoy. - warknęła, przyspieszając tempo

Gdyby była trochę bardziej uważna, zauważyłaby świecące się okno w zamku i postać obserwującą ich przez nie.