Autor: M_GmbH

Bunkier Ruchu Oporu.
Gdzieś w Polsce.

Alternatywna linia czasowa.

Nagle w bunkrze zapanowała panika kiedy mieszkańcy usłyszeli walenie w drzwi. Wszyscy zgromadzili się z przy wejściu.

"Otwierajcie, szybko!" słychać było po drugiej stronie.

Nagle pomieszczenie przeszyła cisza. "Może to pułapka, jakiś terminator czeka tylko, aż go wpuścimy" - ktoś odezwał się z tłumu.

Jednak mieszkańcy mieli dziwne przeczucie, że to jednak nie jest maszyna po drugiej stronie, niektórzy poznali głos nieznajomego. Strażnik powoli otworzył

drzwi.

W okamgnieniu do pomieszczenia wpadł żołnierz i nie odwracając się domknął właz plecami, a prawą ręką zasunął zamek. Zapanowała cisza. Mieszkańcy zaczęli się

przyglądać z zaciekawieniem nowoprzybyłej osobie. Nieznajomy ubrany był w wojskowy mundur, prawy rękaw był rozcięty, a tkanina wokół była koloru czerwonego.

"Nie poznajecie mnie??", uśmiechnął się żołnierz, przez co ludzie zaczęli się przyglądać mu jeszcze bardziej.

"To ja, M_GmbH". W bunkrze zapanowała konsternacja, a po chwili nieukrywana radość.

"Gdzieś ty się podziewał!" spytał wartownik stojący najbliżej.

"Byłem w San..." ale nie dokończył, wiedział, że nie może powiedzieć całej prawdy.

"Byłem w Serano Point z misją rozpoznawczą", powiedział zmęczonym głosem. Nagle dostrzegł broń żołnierza stojącego na warcie, tego samego, który mu otwierał

drzwi.

"Ciągle używacie Tommy Gunów", stwierdził z niekrytą radością. "W Serano Point to podstawowe wyposażenie, piekielnie głośne ale potrafią powstrzymać metal.

Uciekłem razem z kilkoma osobami z jednego z najlepiej strzeżonych więzień, mieliśmy tylko kilka takich Thompsonów ale się udało". Na jego opalonej twarzy

można było dostrzec zmęczenie.

"Później zaatakowali nas w domku w lesie, walczyliśmy do końca ale ich było po prostu zbyt wielu, tylko mi udało się przeżyć i przedostać na tyły domu."

westchnął. "Wydostałem się tylnym wyjściem, niedaleko stał Humvee na wypadek ataku wroga, wsiadłem i zacząłem uciekać, niestety drogę patrolowały trzy T-888.

Ostrzelali i unieruchomili mi samochód. Ale i oni nie wyszli z tego cało", na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.

"Na szczęście wiedziałem gdzie jestem i tak po kilku dniach wędrówki znalazłem się tutaj". Jego prawy rękaw robił się coraz bardziej czerwony.

Żołnierz stojący najbliżej zauważył ranę i niespodziewanie wtrącił "Najpierw idź, opatrz tą ranę, a później chodź do kantyny, bracia robią dziś naleśniki z

truskawkami. Tam opowiesz Nam wszystko".

Wszyscy rozeszli się do swoich zajęć, a on poszedł do punktu opatrunkowego.

Wszedł do pomieszczenia i nagle oślepiło go mocne światło, a następnie usłyszał znajomy głos "Usiądź tutaj przy lampie, żebym lepiej widziała".

Jeszcze do końca nie odzyskał wzroku ale prawie po omacku zrobił co mu kazano. Po chwili odezwał się "To Ty...".

"A kogo się spodziewałeś?", odparła z przekąsem Anika. Zaczęła delikatnie rozcinać rękaw jego ubrania, a następnie przemyła zranione przedramię wodą

utlenioną.

"Jak to wygląda pani doktor?" powiedział z delikatnym uśmiechem.

"Nic nie jest złamane" stwierdziła ze stoickim spokojem patrząc na niego.

"No mam nadzieje" odparł. "A rana na przedramieniu??" spytał nieśmiało.

"Do wesela się zagoi" usłyszał w odpowiedzi co go bardzo rozbawiło.

Po chwili ciszy zapytał niespodziewanie - "Dlaczego nie ma Dai z Wami tutaj!?! Co się z nią stało?? Zawsze Wam pomagała! Tak lubię jej pairingi... Ten jej

ostatni wiersz po prostu mnie zagiął".

"Dai wyjechała z tajną misją do Bunkra w Londynie" usłyszał. "Wyjechała sama szukać jakiegoś Sama ale mamy z nią kontakt, wróci do Nas. Ten cały Sam to

podobno ktoś bardzo ważny." odparł inny głos z rogu pomieszczenia. Nie rozpoznał kto to powiedział. Jedyne co dostrzegł to osobę stojącą przy półce z lekami.

Po oczyszczeniu, zszyciu i zabandażowaniu rany ponownie usłyszał głos zza pleców. "Jeszcze tylko zastrzyk przeciw tężcowi i będziesz jak nowy". Spojrzał

niepewnie do tyłu. To była Estrella trzymająca w ręku strzykawkę.

Nagle jego ciało przeszył dreszcz. "Już wolę spotkanie oko w oko z nieprzeprogramowanym TOK-715 niż ten zastrzyk" zamruczał pod nosem.

"Boisz się małego nakłucia?" spytała łagodnie Estrella, jednak w jej głosie można było wyczuć ironię.

"Nie". Skłamał. Bał się i to bardzo.

Estrella wbiła igłę w lewe przedramię, podczas wkłuwania odwrócił głowę w drugą stronę i zamknął oczy, a na jego twarzy pojawił się grymas.

"Już, nie bolało??" spytała.

"Nie". Tym razem nie skłamał. Nie poczuł prawie nakłucia ani zastrzyku.

"Rana opatrzona, nie mamy więcej pacjentów więc chodźmy coś zjeść, bo umieram z głodu" stwierdziła z radością Anika po czym zamknęła na klucz punkt

opatrunkowy i wszyscy udali się do kantyny.

Podczas posiłku opowiadał gdzie był, co go spotkało na drodze, jakie góry musiał przejść, jakie rzeki pokonać żeby się tu dostać.

Późnym wieczorem ułożył się w swojej koi i zasnął.