Kilka tygodni wcześniej
W Hogwarcie rozpoczynał się nowy rok szkolny. Hermiona, Ron i Harry wkroczyli w szósty, przedostatni rok nauki. Choć żadne z nich nie wypowiadało tych myśli na głos czuli niemałe przerażenie na myśli o końcu szkoły i przyszłym wyborze zawodu. W poprzednich latach byli zbyt zajęci by dłużej zastanowić się nad przyszłością a perspektywa opuszczenia Hogwartu wydawała się tak odległa, że wręcz nierzeczywista. Teraz gdy pozostały im tylko dwa lata postanowili cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą spędzoną wspólnie w ukochanych murach. Hermiona zdołała nawet namówić Harrego i Rona do złożenia obietnicy dotyczącej ich zaangażowania w naukę i już w połowie wakacji rozpisała dla każdego plan lektur i zaklęć , które powinni nadrobić.
Atmosfera obawy o przyszłość i dorosłe życie zaczęła udzielać się wszystkim szóstoklasistom więc uczniowie odpuścili sobie wszelakie konflikty a walka o punkty w wyścigu domów nie była już dla nich tak istotna. Nawet między Gryfonami a Ślizgonami zapanował względny spokój. Hermiona odetchnęła z ulgą gdy na początku roku Malfoy i jego grupa nie podeszli do niej, Harrego i Rona by jak zwykle wdać się w pyskówkę. Ślizgoni z Draconem na czele zaczęli po prostu ignorować Gryfonów zamykając się w swoim ciasnym kręgu.
Hermiona podejrzewała, że ta bierność z ich story jest bardziej wynikiem pychy i pogardy niż dobrych intencji ale wolała znosić z ich strony dziwne milczenie niż wdawać się w bezsensowne utarczki.
Z kolei Ron i Harry nie mogli uwierzyć w nagłe unormowanie relacji między ich domami i gdy Draco mijał ich obojętnie na korytarzu wręcz piorunowali go wzrokiem prowokując do zwrócenia na nich uwagi i rozpoczęcia kłótni. Ostatecznie doszli do wniosku, że Ślizgon i jego paczka planują coś okropnego względem Gryfonów a ich nagłe neutralne zachowanie ma jedynie uśpić ich czujność. Godzinami spierali się wymyślając nowe teorie dotyczące ich sekretnego planu.
Hermiona nie brała udziału w ich rozważaniach uważając je za zwykłą stratę czasu. Wiedziała , że nawet jeśli Ślizgoni coś zamierzają nie ma na to żadnego wpływu. Zdecydowanie wolała wierzyć , że ich nagły spokój nie jest pozą i będzie się utrzymywał już do końca szkoły. W tym roku miała uczęszczać na zaawansowane zajęcia z ważenia eliksirów a większość uczniów, którzy mieli się uczyć razem z nią było właśnie członkami Sliterinu. Bardzo pragnęła uzyskiwać jak najlepsze wyniki a praca w stresie i nieprzyjaznym towarzystwie z pewnością byłaby sporą przeszkodą więc starała się być dobrej myśli.
####
Draco leniwym wzrokiem omiótł nie całkiem jeszcze zapełnioną salę lekcji eliksirów. Pomyślał, że jej wygląd jest jakby odzwierciedleniem wykładającego w niej Snape'a. Była mroczna, duszna i nieprzyjemna a na większości przedmiotów osadził się oleisty opar.
Żywił względem Snape'a i jego zajęć raczej pozytywne uczucia nigdy jednak nie wychylał się na tyle by ktoś mógł go posądzić o bycie pupilkiem nauczyciela. Przez to był nieco zaskoczony faktem , że i on znalazł się w tej elitarnej, zaawansowanej grupie. Po namyśle zrozumiał, że Snape chciał uderzyć w jego ambicję i umieszczając go wśród lepszych uczniów zmotywować do pracy.
Młody Malfoy był ucieleśnieniem stwierdzenia ,,zdolny ale leniwy''. Był inteligentny i nauka przychodziła mu z łatwością ale nigdy nie miał potrzeby angażować się w walkę o ponadprzeciętne wyniki. Uważał, że istnieje wiele rzeczy o wiele bardziej zajmujących od siedzenia w książkach i gdy tylko miał okazję korzystał z wszelakich dostępnych rozrywek.
Starszym Ślizgonom nieobce były częste imprezy wypełnione alkoholem i innymi używkami. Większość pozwalała sobie też na przygodny seks i Draco miał już za sobą spore doświadczenie. W dormitorium Ślizgonów nigdy nie było spokojnie ale dzięki ich sprytowi żadne dzikie przyjęcie nie skończyło się interwencją nauczycieli. Oczywiście Dumbledore i reszta kadry doskonale zdawali sobie sprawę z tego na co pozwalają sobie szósto i siódmoklasiści ale nie ingerowali wiedząc, że żadne zakazy względem niepokornego domu Sliterina nie mają żadnego sensu. Między najstarszymi uczniami a wykładowcami istniała jakby niespisana umowa- pozwalamy wam na wszystko o ile trzymacie to w ukryciu i nie angażujecie młodszych. Ślizgoni nie byli wyjątkiem i wszystkim uczniom wszystkich domów często zdarzało się upić, wielu regularnie uprawiało seks ze swoimi partnerami lub wymykało się nocą z Hogwartu by praktykować niebezpieczne zaklęcia. Szkoła magii nie różniła się zbytnio od innych a jej uczniowie byli też zwykłymi nastolatkami w których z wielką mocą buzowały hormony.
Drakco ponownie rozejrzał się po sali i zobaczył Hermionę Granger żywo dyskutującą z siedzącym w sąsiedniej ławce krukonem Thomasem Delonem. Prawie się roześmiał na myśl, że razem stanowiliby najbardziej irytującą lecz zapewne najlepiej dobraną parę Hogwartu. Oboje byli wzorowymi uczniami, głównymi prefektami swoich domów i cieszyli się ogólną sympatią.
Delon był jednym z najpopularniejszych uczniów i mogło by się wydawać, że idealnie radzi sobie dosłownie w każdej dziedzinie życia. Był bardzo wysoki, przystojny i mówił z ujmującym walijskim akcentem. Zawsze był bardzo uprzejmy i dżentelmeński ale nie było w tym żadnej służalczości czy lizusostwa więc swoimi manierami wzbudzał zachwyt zarówno wśród nauczycielek jak i uczennic. Dodatkowo osiągał świetne wyniki w nauce, grał w drużynie qudditcha i często organizował imprezy na których pomimo ogromnych ilości alkoholu nie zdarzały się żadne przykre sytuacje.
Draco pomyślał kiedyś, że gdyby został obdarzony przyjemnym usposobieniem i zależało by mu na opinii innych mógłby być dokładnie taki jak on. Nie chodziło tu o szkolną rozpoznawalność, Malfoy był równie popularny co Delon co nie znaczył, że cieszył sie sympatią. Uważany był za atrakcyjnego ale nieprzyjemnego, przebiegłego niebotycznie zepsutego panicza, z resztą całkowicie słusznie. Traktował wszystkich z góry, często bywał złośliwy i prześmiewczy a swoją cenną uwagą obdarzał jedynie swój ciasny krąg Ślizgońskich przyjaciół nie mógł więc wzbudzać pozytywnych uczuć. Thomas był zawsze rozbrajająco czarujący i wszystkich traktował w ten sam, uprzejmy sposób nic więc dziwnego, że nawet gdy zrywał z dziewczyną lub przegrywał mecz robił to w naprawdę pięknym stylu.
Hermiona roześmiała się głośno na dźwięk czegoś co powiedział Delon i Malfoy przeniósł swą uwagę na nią. Kiedyś uważał ją za najbardziej irytującą dziewczynę w szkole ale odkąd przestali wymieniać się złośliwościami zauważył, że nie była taka zła. Mogłaby być całkiem w porządku gdyby się trochę wyluzowała i przestała zadawać z tymi nieudacznikami Potterem i Wesley'em.
Draco łapał się na tym, że juz w piątej klasie zdarzało mu się jej przyglądać podczas wspólnych lekcji. Była atrakcyjna i wyróżniała się na tle innych uczennic , które za bardzo przejmowały się wyglądem osiągając często groteskowy efekt poprzez nadużywanie kosmetyków. Hermiona była całkowicie naturalna i nawet jej gęste, napuszone włosy stanowiły pewien spójny element jej intrygującej powierzchowności. Ślizgon już nie pierwszy raz zauważył, że prócz ślicznej buzi pod jej grzecznym, szkolnym mundurkiem skrywała smukłą, apetyczną figurę. Granger mogłaby przebierać w adoratorach gdyby nie jej pedantyczny charakter i żałosne zadurzenie w Wesleyu. Choć podobała się wielu żaden chłopak nigdy nie próbował się do niej zbliżyć , wiedząc , że nie mają szans w obliczu jej uczucia do Rona.
Jaka szkoda- pomyślał ironicznie Dracon. Był bardzo ciekawy jaką dziewczyną byłaby perfekcyjna prymuska Hogwartu. Przeczuwał, że wyzwolona z konwenansów mogłaby okazać się bardzo zmysłowa i interesująca. Na miejscu Rona już dano wykorzystałby jej uczucie i porządnie się z nią zabawił ale najwyraźniej Weasley był nie tylko głupi ale i ślepy i wolał zadawać się z przaśną i niezbyt lotną Lavender Brown.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wkroczył Snape. Przeszedł środkiem omiatając boki ławek swoją czarną peleryną a wśród uczniów zapanowała idealna cisza. Staną na nauczycielskim podium i uważnie rozejrzał po twarzach zebranych. Potem rozpoczął swój nudny monolog mówiący o tym, że zaawansowane lekcje eliksirów powinny być dla nich prawdziwym zaszczytem i zagroził, że nie będzie miał żadnych skrupułów przy pozbywaniu się nieefektywnych uczniów.
Draco pomyślał, że równie dobrze mógłby w tej chwili wstać i wyjść ale zauważył zdegustowaną twarz Snape'a i postanowił oszczędzić sobie przedstawienia jakie ten by mu urządził gdyby tylko próbował opuścić salę.
-Rozpoczniemy naukę od trudnego projektu jakim będzie przygotowanie eliksiru lejpedris- ciągnął swoim zwykłym znudzonym głosem gdy ręka Hermiony wystrzeliła w górę obwieszczając jej gotowość do udzielenia precyzyjnej, podręcznikowej odpowiedzi na temat eliksiru. Snape jak zwykle ją zlekceważył i kontynuował swój wywód mówiąc jaka to niebezpieczna i trudna do uwarzenia substancja.
-Ponieważ przygotowanie tego eliksiru jest bardzo czasochłonne i wymaga dużego nakładu pracy będziecie go robić w parach. Dobierzcie sobie partnerów i usiądźcie razem w ławkach.
W klasie zapanowało poruszenie gdy uczniowie zaczęli wybierać się nawzajem i zamieniać miejscami. Draco siedział nieporuszony w ostatniej ławce i zauważył, że Pansy Parkinson posyła mu przepraszające spojrzenie dosiadając się do innej ślizgonki zamiast do niego. Nie wiedziała, że Malfoy ucieszył się z takiego rozwoju sytuacji .Pansy była dobra do spisków czy wyśmiewania się z innych ale na dłuższą metę była męcząca i nie potrafiła należycie przyłożyć się do zadań. Szczegółem było to, że była w nim śmiertelnie zakochana a jej zalotom bardzo daleko było do subtelności. Draco doskonale zdawał sobie sprawę, że zrobiłaby dla niego wszystko ale kompletnie nie był nią zainteresowany w ten sposób a nie zamierzał się do czegokolwiek zmuszać tylko po to by sprawić jej przyjemność. Jej atencja bawiła go ale przede wszystkim sprawiała, że kompletnie jej nie szanował.
-Granger na co czekasz, nie widzisz , że tylko Malfoy został bez pary, dosiądź się do niego w ostatniej ławce- powiedział Snape ze złośliwym uśmieszkiem czającym się w kącikach ust. Doskonale zdawał sobie sprawę z napiętych relacji między gryfonami a ślizgonami więc zapewne uważał, że umieszczenie Hermiony w jednej parze z Draco będzie wybornym żartem i ostudzi nieco ambicje przemądrzałej prymuski.
Drako zauważył, że Hermiona jeszcze chwile nie wstawała z ławki jakby zastanawiając się czy rozpocząć kłótnie z profesorem. Najwidoczniej uznała jednak, że bezsensem jest mu się sprzeciwiać i ruszyła na koniec klasy wyraźnie zmieszana. Odsunęła krzesło obok Malfoya z niezręcznym piskiem i usiadła sztywno starając się na niego nie patrzeć. Spodziewał się po niej mniej patetycznego i dziecinnego zachowania.
