Rozdział II

Cisza. Idę korytarzem ze Snape`em do skrzydła szpitalnego. I nagle dociera do mnie, że jeśli tam pójdę... Zobaczą moje blizny! O Merlinie! Snape, pani Pomfrey... Będą chcieli wiedzieć, skąd je mam. Na pewno. Staję. Nie mogę tam pójść!
– Co jest, Potter? – pyta zaskoczony profesor.
– Ja... Eee... – Muszę coś wymyślić. – chyba nie mam złamanego żebra. Już mnie tak nie boli. Lepiej pójdę na lekcję. Jeszcze zdążę... – Chyba nie wierzy. Unosi brew i
składa ręce na piersi.
– Czemu nie chcesz iść do skrzydła szpitalnego?
– Mówiłem już! Czuję się lepiej. Myślę, że zaraz mi przejdzie... – Nie zdążyłem dokończyć. Snape podchodzi do mnie i chwyta mnie za rękę. Potem drugą uderza w złamane żebro.
– Cholera... – mówię z jękiem i osuwam się na kolana. – Nie musiałeś tego robić!
– Gryfoni nie potrafią kłamać – stwierdza zadowolony z siebie profesor. Co za pieprzony drań! Kurwa, kurwa, kurwa... On nie może zobaczyć. Nikt nie może zobaczyć...

~*~

Dochodzimy do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey podbiega do nas i przygląda mi się uważnie.
– Co się stało, kochanie? – mówi łagodnym, ciepłym głosem. Spogląda na Snape`a.
– Mała bójka – odpowiada beznamiętnie. – Prawdopodobnie ma złamane żebro.
O nie. Ona każe mi się rozebrać. Co ja wtedy zrobię...? Co mam robić?! Myśl, myśl...
– Zdejmij koszulę. Muszę obejrzeć i się upewnić, czy kość jest złamana.
– A... nie może pani zrobić tego... kiedy jestem... ubrany?
– Wstydzisz się, Potter? – mówi Snape ze złośliwym uśmiechem. Na mojej twarzy pojawia się delikatny rumieniec.
– Nie...
– Nie ma czego, kochanie. Tylko obejrzę twoje żebro. Rozbierz się i poczekaj. Przyniosę eliksir przeciwbólowy. – Nie mogę. Próbuję ukryć trzęsące się ręce w kieszeniach. Tak bardzo się boję. Co im powiem? Nie uwierzą, że się przewróciłem! Cholera... Trzeba było spytać Hermionę. Na pewno już bym się ich pozbył...
– Panie Potter. Czeka Pan na specjalne zaproszenie?
Spoglądam na niego, ale napotykając te czarne, zirytowane oczy szybko spuszczam głowę.
– Nie rozbiorę się – mówię stanowczo.
– Chociaż raz nie zachowuj się jak rozpieszczony gówniarz.
– Nie jestem...
– Potter, nie dyskutuj ze mną!
Nie warto walczyć ze Snape`em. Cokolwiek powiem, on i tak nie pozwoli mi się wymigać. Nawet, jeśli żebro naprawdę samo się zrośnie. On chce mnie poniżyć. Tak łatwo nie zmarnuje tej szansy. Podejrzewa, że się wstydzę. Gdyby wiedział prawdę, byłoby pewnie jeszcze gorzej. Ale zaraz i tak się jej dowie...
Rozpinam szatę... Drżę. Czuję jego wzrok na sobie. Robi to specjalnie! Teraz koszula. Nie mogę... Zaciskam powieki. Czuję to. Czuję to, co wtedy. Obnażam swoje blizny, które do tej pory tak dobrze skrywałem.
– Kochanie... Co ci się stało?! – Słowa przerażenia padają z ust pani Pomfrey.
Zamykam oczy. Milczę. Co mam powiedzieć? „To nic takiego, tylko zostałem zgwałcony przez znajomego mojego wujostwa, który został na wakacje w ich domu?"
– To... Nic. – Cisza. Snape stoi i ogląda uważnie moje blizny. Czuję się jak wirus pod mikroskopem. Nagi i oceniany. Najgorsza jest ta z przodu, z prawej strony. Połowa jest przykryta spodniami. Głęboka i długa. Zawsze, kiedy jej dotykam przypomina mi się, jak ON ją zadał. Wrzeszczał przekleństwa, obrażał mnie i śmiał się. Mówił potem, że jestem piękny i... że nie może się oprzeć. Polizał mnie wzdłuż szyi... Przycisnął nóż do brzucha i ciągnął w dół...
Nie wiem jak to się stało, ale znalazłem się na kolanach, zalany łzami. Dokładnie pamiętam, jak zadano mi każdą z tych szram. Ten ból i słowa podsycające tylko mój gniew... na siebie. Nie byłem w stanie się obronić. Zbyt słaby, niewinny, bezbronny... zwykły tchórz.
– Harry, kochanie, co się stało?
– Poppy, zostaw nas. – Słyszę głos Snape`a. Jest wyraźnie zdenerwowany.
– Ależ Severusie. Nie widzisz, co...
– Słyszałaś, co powiedziałem! – warczy.
Pani Pomfrey wychodzi z pomieszczenia. Nastaje cisza. Potem krótkie westchnienie Mistrza Eliksirów.
– Skąd masz te blizny?
– To nic...
– Odpowiadaj! – Jego głos... jest taki zimny... napełniony gniewem. Dlaczego on się tak na mnie wścieka? To moje ciało!
– Nic nie muszę ci mówić! – krzyczę. – To nie twoja sprawa!
– Nie pozwalaj sobie! Jestem twoim nauczycielem i zapytałem cię o coś! OCZEKUJĘ ODPOWIEDZI!
– Nie...
– NATYCHMIAST!
– ODPIEPRZ SIĘ, DO JASNEJ CHOLERY! – Wstaję. Patrzymy na siebie z nienawiścią.
– ZDAJESZ SOBIE SPRAWĘ Z KONSEKWENCJI SWOJEGO ZACHOWANIA?!
– MAM GDZIEŚ KONSEKWENCJE!

– Harry, Harry! – Słyszę niedaleko głos Hermiony. Snape wychodzi. Zdziwiony śledzę go wzrokiem. Głos profesora dociera do mnie zza ściany.
– Panno Granger. Minus pięć punktów dla Gryffindoru za zakłócanie spokoju.
– Ale ja przyszłam... Harry...
– Czy pięć punktów to za mało? – Nie wiem co tam się dzieje... Gdy Snape wrócił z powrotem domyśliłem się, że Hermiona musiała zrezygnować z dalszych prób zobaczenia się ze mną. Przez chwilę patrzymy na siebie, ale szybko spuszczam wzrok. Siadam na jednym z łóżek i powoli biorę do ręki koszulę z zamiarem założenia jej. Powstrzymuje mnie silny uścisk na ramieniu.
– Poczekaj – mówi beznamiętnie. – Postaram się je usunąć, jeśli powiesz mi, kto jest odpowiedzialny za te blizny.
– To ja jestem za nie odpowiedzialny! Nikt inny!
– Sam zadałeś sobie te rany?!
– Nie! Odwal się! Co cię to obchodzi?!
– Potter, nie będę dłużej tolerował takiego zachowania! Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru za wulgarne zachowanie w stosunku do nauczyciela!
– No dalej! Odbierz mi więcej punktów! Odejmij wszystkie punkty jakie mamy i skończmy tą rozmowę, okej? Nie warto marnować czasu.
– Potter... – warczy. - Jeśli nie powiesz mi teraz, będę zmuszony poinformować o tym dyrektora...
– No to powiadom go, do jasnej cholery! I tak już wystarczająco wtrąciliście się w moje życie!

~*~

Wybiegam ze skrzydła szpitalnego, kierując się wprost do łazienki Jęczącej Marty. Sprawdzając czy ktoś jest w środku, wyjmuję nożyk z tylnej kieszeni spodni. Drżącą dłonią unoszę go do przedramienia drugiej ręki i tnę... Łzy rozmywają mi obraz przed oczami. Jestem taki wściekły... Wszystko przez tę moją głupotę! Mogłem coś wymyślić! A teraz Snape będzie próbował się dowiedzieć...
– Aah! – nożyk wbija się głębiej niż zwykle... Krew spływa do umywalki. Nieświadomie wstrzymywane powietrze uchodzi ze mnie gwałtownie. Z ust wydobywa mi się cichy szloch. Wypuszczam ostrze z ręki i zasłaniam twarz zakrwawionymi dłońmi. Opadam na kolana. Jestem taki zmęczony... Tak bardzo zmęczony. Co się ze mną dzieje?! Powinienem być silny! Dlaczego to wszystko przytrafia się akurat mnie? Czemu to JA musiałem urodzić się jako wybawca świata?! I dlaczego to JA musiałem wylądować u tych cholernych Dursleyów!
Nienawidzę siebie, nienawidzę każdej cząstki swojego ciała. ON mnie dotykał. A ja mu pozwoliłem. ON mnie całował. A ja się nie broniłem. ON mnie pieprzył, a ja NIC nie mogłem na to poradzić!!!
Co ja powiedziałem do Snape`a... Moje zachowanie... Teraz Dumbledore też będzie wściekły. Merlinie! Przecież, jeśli dyrektor dowie się o tych bliznach, będzie chciał się dowiedzieć... Albo może po prostu zrozumie, ze nie chcę o tym mówić? Ech... Po co się oszukuję. Chociaż nadzieja zawsze umiera ostatnia...