Siedziała w swoim ulubionym fotelu, robiąc notatki, gdy usłyszała wołanie z salonu. Zerwała się i pobiegła w tę stronę, gdzie ujrzała głowę Harry'ego w kominku.
- Cześć! Jak tam spotkanie z Malfoyem seniorem?
- Harry! - Hermiona opadła na puchowy dywanik przy kominku - Zaskakująco dobrze. Lucjusz był nienaganny.
- Lucjusz? - Harry sugestywnie poruszał brwiami, a dziewczyna wybuchła śmiechem.
- Przestań, Harry, on mógłby być moim ojcem! To na poczet naszej współpracy i tylko jak jesteśmy sami. Publicznie pozostajemy przy formalnych formach.
- No nie wiem Hermiono, Malfoyowie są boscy. Minął rok a ja wciąż nie mogę się nasycić Draco…
- Dobra, skończ, zanim tu zwymiotuję - zachichotała - Lucjusz stwierdził, że jestem dojrzała i akurat wtedy przypomniał mi się nasz występ w kuchni….
Harry jęknął.
- Chyba nie „Dancing queen"?
- Właśnie ten!
- Wykonałem go sam przedwczoraj i Draco mnie nakrył, błagał mnie o obliviate…
- No wiesz, tańczysz naprawdę paskudnie. Śpiewasz też.
- W duecie z tobą brzmię jeszcze gorzej, o ile to możliwe.
Zaśmiali się na wspomnienie kuchennego występu.
- I jak ci idzie?
- Dobrze. Spisuję różne zaklęcia pomocne przy badaniu rdzeni magicznych. Mam nadzieję, że do czegoś dojdziemy.
- Też mam taką nadzieję. To byłby duży przełom.
- Na razie mamy niewiele obiektów, 10 charłaków i 10 czarodziei, ale jak wyjdzie nam na takiej grupie, będziemy mogli zaangażować wielu pracowników i przebadać więcej ludzi.
- Obiektów?
- To naukowy termin, Harry - Hermiona wzniosła oczy do nieba - Nie czepiaj się.
- Dobra, dobra. Zaprosiłbym cię na obiad, ale wolę nie wkurzać Draco. Od czasu występu w kuchni jest bardzo drażliwy.
- Jeszcze nie daj Boże zabroni ci dostępu do swojego tyłka.
- Myślisz, że by to zrobił? - mimo płomieni Hermiona zauważyła, że Harry zbladł .
- Fuj! Uspokój się, oczywiście, że nie, za bardzo lubi seks.
- Mam taką nadzieję - mruknął nieco uspokojony chłopak. - Dobra, uciekam bo już mnie kolana bolą.
- Myślałby kto, że powinieneś się już do tego przyzwyczaić - mruknęła Hermiona i posłała przyjacielowi czarujący uśmiech.
- Słyszałem. Następnym razem jak wpadniesz zrobię leczo.
- Nie, błagam!
Chłopak zaśmiał się i zniknął.
Hermiona wstała i otrzepała dżinsy. Tanecznym krokiem ruszyła do kuchni; porządnie zgłodniała. Włączyła radio a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, gdy usłyszała jeden z przebojów Abby.
*nnnnnnnnnnn*
Znów stała przed drzwiami Malfoy Manor. Tym razem zdecydowała się na kompromis i założyła szatę, ale narzuciła ją niedbale na krótką spódniczkę i błękitny sweterek. Znajomy skrzat otworzył drzwi.
Tak jak ostatnio, zaprowadził ją do tego samego pokoju.
- Pan za chwilę przyjdzie, panienko. Proszę się częstować.
Skrzat nalał jej herbaty, a Hermiona sięgnęła po ciasteczko. Były przepyszne. Tym razem minęło dobre dziesięć minut, zanim pojawił się pan domu, a w tym czasie dziewczyna zdążyła zjeść pół tacy ciastek. Podskoczyła ze strachu, gdy drzwi otworzyły się i stanął w nich Malfoy.
- Dzień dobry, Hermiono. Nie krępuj się, ciastka są dla ciebie.
Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Dzień dobry, Lucjuszu. Dziękuję, ale zjadłam już wystarczająco. Draco wciąż mi dogryza, że w tym tempie się roztyję.
- Wybacz mu, chłopak traci czasem maniery.
Nie było tradycyjnego ucałowania dłoni, zamiast tego nakazał jej gestem, aby za nim podążała.
- Pomyślałem, że zajmiesz się kobietami, a ja mężczyznami. Tak na początek, potem możemy się zmieniać i wzajemnie kontrolować wyniki swoich badać.
- Jest pięcioro kobiet i pięcioro mężczyzn w obu grupach, tak?
- Tak. Niezbędne będzie sprawdzenie, czy magia jest w jakiś sposób sprzężona z płcią.
Dotarli do małego korytarza, gdzie znajdowało się czworo drzwi; dwoje niebieskich i dwoje białych.
- Białe prowadzą do kobiet. Tutaj - wskazał na pierwsze, podpisane „Czarownice" - Jak można się domyśleć, znajdują się czarownice z mugolskich rodzin, a obok - wskazał na czyste, białe drzwi - Charłaczki.
- Drzwi nie są oznakowane.
- Uznałem to za nieuprzejme.
- Dobrze zrobiłeś.
Skinął krótko głową.
- Mniemam, że znasz jakieś zaklęcia sondujące?
- Tak. Przeszukałam wczoraj parę książek i…
- Nie mów mi, jakie. Jeżeli użyjemy innych, to doskonale, omówimy ich efektywność i działanie. Zaczynamy?
Hermiona poczuła ekscytację i strach jednocześnie. Co, jeśli nie podoła? Kiwnęła jednak głową i pchnęła drzwi.
Wnętrze okazało się porażająco…. Różowe. Różowe były ściany, zasłony i kapy na łóżka, co dawało okropny efekt. W jej stronę obróciło się pięć głów. Czarownice siedziały przy stole (na szczęście czarnym), gdzie raczyły się herbatą.
- Em…. Dzień dobry. Nazywam się Hermiona Granger i będę z wami współpracować.
Natychmiast podniósł się gwar i cała piątka radośnie podbiegła do dziewczyny.
- Dzień dobry! Ja jestem Lisbeth - malutka blondynka dygnęła, a stojąca obok niej wysoka brunetka przedstawiła się jako Anette.
Dziewczyna o rudych włosach miała na imię Libby, słodka Azjatka Na Mi, a ciemnoskóra, wysoka kobieta Luka. Wszystkie wydawały się sympatyczne. Hermiona z pewną dozą ironii pomyślała o ich różnicach w wyglądzie i rasie. Doprawdy, Lucjusz jest takim perfekcjonistą.
- Piękny pokój. Czy od początku był różowy?
- Nie! Trochę go przystroiłyśmy - uśmiechnęła się Na Mi - Był zielono srebrny. Paskudny.
- Paskudny! - potwierdziły dziewczęta chórem.
Czarownica zaśmiała się wesoło i rozejrzała. Puchowy, biały dywan wyglądał zachęcająco.
- Usiądźmy razem, w okręgu, żebyśmy się mogły widzieć.
Zanim dziewczęta się rozsiadły, kazała im zostawić różdżki. Rozejrzała się uważnie dokoła, dostrzegając niesamowite podobieństwo między nimi wszystkimi, mimo drastycznych różnic w wyglądzie.
- Dzisiaj chciałabym, abyście opisały wasze uczucia. Abyście zajrzały wgłąb siebie i opisały swój rdzeń magiczny, jakkolwiek go czujecie.
Na Mi pokiwała radośnie głową, ale reszta kobiet sprawiała wrażenie nieco zakłopotanych.
- Rdzen magiczny? - spytała Libby.
- Tak. Wyobraźcie sobie, że w centrum ciała, gdzieś tutaj - Hermiona dotknęła swojego brzucha - Macie rdzeń. Możecie go sobie wizualizować jako ogień, kamień, drzewo, światło, jakkolwiek chcecie. Chciałabym, abyście do niego dotarły i opisały, jak go odczuwacie - nadal były nieco zakłopotane, więc zwróciła się do Azjatki - Na Mi, ty wiesz, o co chodzi, prawda? Opisz nam może swoją magię, a wtedy dziewczęta będą wiedziały, o co chodzi.
Na Mi pokrasniała, po czym ułożyła dłonie na swoim brzuchu.
- Ja ją czuję bardzo wyraźnie. Jak…. Jak wir. Wzburzona fala wody, ale cały czas mieszająca się leniwie, na przekór wzburzeniu. Reaguje na moje emocje. Gdy jestem zła, zaczyna krążyć, jak się uspokajam, ona również. Czy to normalne? - ostatnie pytanie skierowała do Hermiony, któ®a pokiwała z uśmiechem głową.
- Doskonały opis. Bardzo wyraźnie to czujesz. Kiedy zaczęłaś?
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Od zawsze to czułam.
- Doskonale. Libby, może teraz ty?
Wzorem poprzedniczki, ułożyła dłonie na brzuchu. Zamknęła wysiłkiem oczy i milczała chwilę.
- Nie czuję nic…. Chociaż…. Może… Lekkie ciepło?
- Potrafisz opisać dokładniej?
Pokręciła głową.
- Ciepło. Delikatne. To wszystko.
- Dobrze, popracujemy nad tym. Lisbeth?
Każda z dziewcząt po kolei opisywała swoje odczucia. Luka nie mogła nic wyczuć, natomiast Lisbeth i Anette opisywały księżyc; zimny, srebrzysty i mrowiący. Hermiona skrupulatnie wszystko zapisywała, poczym poprosiła je, aby wyczuwały nawzajem swoje rdzenie. Szło im dość opornie, z wyjątkiem Na Mi, która byłą w tym prawdziwą mistrzynią. Zastanawiała się, czy to kwestia wychowania, czy też empatii; była wyjątkowo wyczulona na drgania magiczne. Zerknęła na zegarek i podziękowała za sesję. Nadszedł czas do odwiedzenia drugiego pokoju. Dziewczyny wylewnie ją pożegnały, wielokrotnie zapraszając na herbatę.
W drugim pokoju sytuacja była zupełnie inna. Urządzony był elegancko, ale surowo, dominowała zieleń i srebro. Domyśliła się, że poprzedni pokój też tak pierwotnie wyglądał. Dziewczęta tutaj również były podzielone kolorystycznie jak poprzednie, ale nie wydawały się przyjazne.
- Dzień dobry…. Nazywam się Hermiona Granger i będę z wami pracować.
Piątka kobiet bardzo uprzejmie kiwnęła głowami i zebrały się, stając przed nią w rządku.
- Lavinnie Connors.
- Dorcas Tower.
- Melinda Prewett.
- Augusta Flint.
- Keira Zabini.
Każda wymieniła swoje imię i nazwisko, po czym znieruchomiały niczym posągi. Hermiona niezgrabnie odchrząknęła i poprosiła, aby usiadły w kole.
Keira była czarnoskóra, Lavinnie była Azjatką, Dorcas brunetką, Melinda blondynką a Augusta była ruda. Zrobiła z nimi to samo ćwiczenie, co z poprzedniczkami, ale żadna z nich nic nie czuła i nie wydawała się zbyt chętna do współpracy. Nie mówiły dużo i zachowywały się, jakby obecność Hermiony im ubliżała.
- Dobrze, zróbmy małą przerwę. Z czasem może zaczniecie coś czuć, chciałabym, abyście w wolnym czasie skupiały się na tym. A na razie spróbujemy małego zaklęcia sondującego, dobrze? - wyciągnęła różdżkę, a kobiety spojrzały na nią z pogardą. Zmieszała się. - Zapewniam was, że jest całkowicie bezpieczne i nieinwazyjne.
Odpowiedziała jej cisza, więc westchnęła i przybrała poważny wyraz twarzy.
- Augusto, możemy zacząć od ciebie?
Niechętnie podeszła, a czarownica machnęła różdżką nad jej brzuchem i szepnęła słowa zaklęcia. Chwilę orientowała się w nieznajomej magii.
Po zbadaniu wszystkich wypytała je o dotychczasowe osiągnięcia magiczne. Gdy wszystko zanotowała, otarła pot z czoła i zerknęła na zegarek. Na brodę Merlina! Trochę się zasiedziała. Lucjusz z pewnością już skończył. Wstała pospiesznie.
- Dziękuję wam za dzisiejszy dzień, myślę, że robimy postępy. Przyjdę jutro, pamiętajcie proszę o ćwiczeniach!
Nikt jej nie pożegnał. Zamknęła za sobą drzwi i westchnęła ciężko. Była pewna, że nie będą ćwiczyć.
Ruszyła w stronę gabinetu, nieco niepewnie orientując się w kłębowisku korytarzy. Trafiła jednak na znajomy pokój i odetchnęła z ulgą. Usiadła na szezlongu i wyciągnęła swoje notatki. Podjadając małe ciasteczka, zaczęła przygotowywać podsumowanie dzisiejszego dnia.
W takiej pozycji, nachyloną nad stołem, zastał ją Lucjusz godzinę później.
- Tak się spodziewałem, że cię tu znajdę.
- Lucjuszu - drgnęła - Wybacz, zakopałam się w pracy.
- Jesteś głodna?
To pytanie wydało jej się absurdalne, ale po chwili uświadomiła sobie, że rzeczywiście umiera z głodu. Poinformowała o tym również mężczyznę poprzez donośne burczenie swojego brzucha. Zaczerwieniła się ostro, a Malfoyowi nawet powieka nie drgnęła.
- Zapraszam do jadalni, skrzaty zaraz podadzą.
*nnnnnnnnnn*
Tydzień później Hermiona pomagała Harry'emu przygotować niedzielny obiad. Opowiedziała mu o projekcie i o postępach, jakie poczynili, jednocześnie krojąc mięso na chińszczyznę. Jej przyjaciel w tym czasie doprawiał warzywa.
- Cieszę się, że ten projekt tak cię wciągnął. Myślałem, że zwiędniesz przy tym biurku.
- Ha ha, bardzo zabawne. Ciekawe, co by powiedział „Prorok" na widok zbawcy świata i szefa aurorów w tak uroczym fartuszku - zakpiła, a Harry nadąsał się.
- Zgredek go dla mnie zrobił! Nawet nie wiesz, ile go kosztowało pojawienie się tutaj, biorąc pod uwagę, że Draco był w domu.
- No tak, należał do niego kiedyś i nie opiekowali się nim zbyt dobrze, prawda?
- Niezbyt dobrze to łagodnie powiedziane.
Harry podkręcił radio i pokręcił się w rytm szybkiej piosenki.
- Co ty na to?
- Harry, zawsze zaczynamy od Abby!
- No dobra - manipulował pokrętłem, aż rozległy się dźwięki Voulez sous - Może być?
Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i po chwili wirowali po kuchni, wyjąc do drewnianych łyżek.
- Voulez sous! - ryknął Harry, a Hermiona uzupełniła - A-ha!
Zdążyli zdemolować pół kuchni, gdy rozległo się wołanie Dracona. Szybko wyłączyli radio i w popłochu zaczęli sprzątać. Chłopak zastał ich w dość podejrzanej pozie; Harry z miną niewiniątka mieszał warzywa, a Hermion leżała na podłodze w morzu ścierek i porozwalanych krzeseł, rzucając mu mordercze spojrzenia.
- Na Boga, Granger, opanuj się, dobrze? Zrujnowałaś nam kuchnię. - zmrużył oczy, przypatrując się swojemu chłopakowi - Nie tańczyliście, prawda?
- Nie! Draco, ależ skąd, wiesz, że po ostatnim razie obiecałem nigdy tego nie robić - zapewnił go żarliwie Harry, podsmażając mięso.
Twarz podejrzliwego blondyna wygładziła się.
- To dobrze. Granger, zbieraj się z podłogi i chodź do salonu, gościmy jeszcze kogoś na obiedzie.
- Ktoś jeszcze? - spytała, wstając z podłogi i otrzepując dżinsy z soli.
W salonie na krześle siedział, niczym uosobienie elegancji, Lucjusz Malfoy.
- Mój ojciec wpadł na obiad - wyjaśnił Draco, nalewając wszystkim herbaty.
- Dzień dobry, Hermiono - powiedział Lucjusz, całując jej dłoń.
- Yyy….. Dzień dobry Lucjuszu… - wyjąkała Hermiona.
Żałowała, że ma na sobie brudne dżinsy i powyciąganą koszulkę. Mężczyzna tradycyjnie był odziany w miękkie, bordowe szaty i obok siebie wyglądali nie na miejscu.
- Nie wiedziałam, że wpadniesz na obiad… - powiedziała słabo, siadając obok na krześle.
- Och, ja też nie wiedziałem - wtrącił Draco - Zastałem go tuz po tym, jak wróciłem do domu. Doprawdy, nikt z was nie zauważył, że mamy gościa?
- Tak cię przepraszam, Lucjuszu! Nie miałam pojęcia. Długo czekałeś? Mogłeś mnie zawołać - rzuciła gorączkowo Hermiona.
- Nie chciałem przeszkadzać. Wydawaliście się dość…. Zajęci.
Och. Dziewczyna poczuła zimny dreszcz na plecach, gdy ujrzała jego delikatny półuśmiech, a szare oczy błysnęły psotnie.
Słyszał.
- Jestem poważną osobą - wypaliła bez sensu, na co ojciec Draco wybuchnął głośnym śmiechem, a jego syn rzucił jej dziwne spojrzenie.
- Dobrze się czujesz, Granger?
W tym momencie do pokoju wszedł Harry, który zdębiał na widok wciąż śmiejącego się Lucjusza. Sytuacja między nimi była dość napięta; ojciec jego kochanka go tolerował, i TYLKO tolerował, co okazywał mu dość lodowatą obojętnością. Wiedział, że marzył o wnuku, a w tej sytuacji nigdy się go nie doczeka.
- Panie Malfoy - Harry skłonił lekko głowę, kładąc na stole parujący garnek.
Lucjusz, dyskretnie ocierając łzę rozbawienia z oka, obdarzył go lekkim uśmiechem.
- Panie Potter, miło pana widzieć. Widzę, że nadal lubi pan zabawy w skrzata domowego.
Słowa były ostre, ale lekki ton, jakim je wypowiedział, sprawiły, że wcale nie zabrzmiały jak obelga. Chłopak rzucił Draco ostrożne spojrzenie i zajął miejsce przy stole. Hermiona odchrząknęła.
- Miło, że znalazłeś czas, Lucjuszu. Skąd ta niespodziewana wizyta?
- Byłem w okolicy, a dawno nie widziałem się z synem. Pomyślałem, że złożę krótką wizytę. Nie wiedziałem, że przeszkodzę w obiedzie.
- Ależ nie przeszkadza pan, panie Malfoy - zapewnił go pan domu, po czym błyskawicznie przywołał jeszcze jedno nakrycie.
- Wyśmienicie pachnie, Harry. Mogę nakładać?
Obiad przebiegł w dość drętwej atmosferze. Dwójka przyjaciół siedziała jak na szpilkach, Draco mocno zaciskał usta i grał idealną rolę gospodarza, natomiast jego ojciec czuł się wyjątkowo swobodnie i ciekawie rozglądał się po wnętrzu.
- Doskonale urządzone, obmurówka kominka jest nowa, prawda, Draco? Masz doskonały gust.
- Tak właściwie to Harry zaproponował zmianę wyglądu kominka - wtrącił nieśmiało chłopak.
- Ach tak? Cóż, nie spodziewałem się takiego wyczucia stylu po…. - urwał - Panu Potterze. Z pewnością ma wiele ukrytych talentów. Jestem pewien, że żaden z moich skrzatów nie potrafi tak doskonale przygotować tego plebejskiego dania.
- Ojcze! - syknął Draco przez zęby.
- Lucjuszu, nie chcesz chyba zostać posądzony o brak manier, prawda? - Hermiona posłała mężczyźnie lodowaty uśmiech.
Szanowała go, ale to, w jaki sposób zachowywał się w domu jej przyjaciela, niesamowicie ją drażniło. Spojrzał na nią z wyższością, ale i pewną dozą uznania.
- Oczywiście, że nie. - wstał i chwycił laskę stojącą obok krzesła - Obawiam się, że muszę uciekać. Muszę skoczyć jeszcze do Ministerstwa.
- Odprowadzę cię - Hermiona zerwała się z krzesła - Draco, pomożesz Harry'emu z talerzami?
Nie oglądając się za siebie, ruszyła w stronę drzwi, czując, że mężczyzna podąża za nią.
- Zachowałeś się bardzo nieuprzejmie - powiedziała cicho - Harry to dobry człowiek.
- Wiem. Starych przyzwyczajeń trudno się pozbyć.
- A jednak mnie traktujesz nienagannie, nie wspominając ani słowem brudnej krwi - rzuciła wyzywająco.
Lucjusz znieruchomiał i spojrzał jej głęboko w oczy. Ujął jej dłoń i nieznośnie powoli uniósł do swych ust.
- Parę lat temu nigdy bym nie ucałował twojej dłoni, prawda? - szepnął, muskając wargami jej wrażliwą skórę, aż sapnęła z zaskoczeniem, rumieniąc się - Ludzie się zmieniają, panno Granger.
- Nie jesteśmy w miejscu publicznym - upomniała go, zagryzając wargę.
- Wiem.
Po dłuższej chwili delikatnie wyswobodziła dłoń, bo nie wyglądało na to, że Malfoy ma ją ochotę puścić. Wyprostował się wdzięcznie i położył dłoń na klamce.
- Widzimy się jutro.
Zostawił ją samą z kłębowiskiem myśli. Cóż za bezczelny mężczyzna! Otrząsnęła się i ruszyła do salonu, by zaoferować Harry'emu moralne wsparcie. Pisnęła, gdy zobaczyła, że wcale nie potrzebuje jej wsparcia. Ani uwagi. Ani obecności.
Obaj z Draco byli dość zajęci.
Szybko wycofała się i, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem, opuściła dom i deportowała się do siebie.
