Część II
Warning: Moje dzieci dostały kartę końcową, to zbyt piękne, nie spodziewałam się tego tak szybko ;_; Nie byłam gotowa, tak ni chuj *sniffa sobie w kąciku* Znaczy ja bardzo chciałam tą endowską kartę, ale nastawiałam się, że raczej jej nie będzie a tutaj bah, jeb po mordzie i jednak ją zrobili i to jeszcze tak szybko. Moje biedne serduszko ;;;;;;;;; Dlatego stwierdziłam, że co się będę pierdolić w robocie, trzasnę NijiHaiki na uhonorowanie tego jakże wzniosłego momentu ; v ; NijiHaii potrzebują zdecydowanie więcej miłości~
Twarz jedenasta.
Szare stworzenie okazało nazywać się Haizaki Shougo. Shougo. Shou. Nijimura długo smakował jego imię na języku i pomimo jawnego sprzeciwu, zaczął się jedynie tak do niego zwracać. Został przez to ofuczany i podrapany w prawą rękę, ale koniec końców kot skapitulował. Byczył się jeszcze parę dni, ale przeszło mu, gdy został zabrany do okolicznej restauracyjki na prawdziwego befsztyka. Nie było przecież nic lepszego od dobrego mięska. Każdy szanujący się dachowiec ci to powie.
Twarz dwunasta.
Shuuzou odkrył, że szare stworzenie ma słabość do lodów karmelowych i śmietankowych. W głowie zrodził mu się przez to plan niemal idealny. Niecnie wprowadził go w życie, zaciągając go do najbliższego parku, przy kolejnym spotkaniu. Haizaki zapierał się jak tylko mógł, jednak silny uścisk na nadgarstku sprawił, że musiał mu się podporządkować. Nijimura w wyśmienitym nastroju – pomimo całej czerwonej i podrapanej dłoni – usiadł na ławeczce przed fontanną, klepiąc miejsce obok siebie. No chyba nie. Shougo zmarszczył z niezadowoleniem mały nosek, prychając niczym rasowy kot.
- Nie bocz się, lody smakują najlepiej w otoczeniu zieleni – Shuuzou posłał mu szeroki wyszczerz.
- Niby od kiedy?
- Od teraz. Moje słowa to świętość.
Dachowiec spojrzał się na niego jak na idiotę, ale postanowił nie ciągnąć tej bezowocnej dyskusji i przycupnął grzecznie obok niego, sięgając po reklamówkę z mrożonymi słodyczami. Odgryzł kawałek lodu, mrużąc orzechowe oczy z przyjemności. Ale nie zamruczał. Mruczenie było priorytetowe. Shuuzou koniecznie chciał je usłyszeć i właśnie to postawił sobie za kolejny cel do osiągnięcia.
Twarz trzynasta.
Futerko Haizakiego w słońcu miało niemal srebrzysty odcień. Połyskiwało zachęcająco, przez co Nijimura miał ogromną ochotę non stop go głaskać. Na razie jednak każda próba dotknięcia go, kończyła się fiaskiem i śladami po pazurach. Ale nie demotywowało go to, wręcz przeciwnie. Sprawiało, że starał się coraz bardziej.
Twarz czternasta.
Padało. Tym razem Shuuzou był przygotowany i zgarnął szare stworzenie z murku zanim znowu by się wyziębiło. Jak się okazało, Haizaki źle znosił podróże autem. Kręcił się, wiercił, marudził, skakał po stacjach radia i co chwila otwierał, a to zamykał okno po swojej stronie. Po dziesięciu minutach Nijimura myślał, że zaraz wyjdzie z siebie i stanie obok, przez co ich podróż skończyła się dość szybko. Knajpka pachniała cynamonem i świeżo zmieloną kawą. Dachowiec rozglądał się podejrzliwie dookoła, stawiając ostrożne, powolne kroki – mężczyzna stwierdził że jest w tym pewna doza pociągającej kociej gracji. Shougo rozluźnił się dopiero, gdy kelner przyniósł im ich zamówienie i zatopił usta w pianie z mleka oblanej płynnym karmelem. Oblizał wargi z zadowoleniem, zerkając na Shuuzou z wdzięcznością. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby w jego prywatnym słowniku opisującym wygląd i charakter chłopaka pojawił się zwrot pieruńsko uroczy.
Twarz piętnasta.
Mężczyzna po raz pierwszy dotknął go bez większego uszczerbku na zdrowiu. Kilka zadrapań i ślad po zębach na dwóch palcach się nie liczą.
Twarz szesnasta.
Szary dachowiec zaskoczył go i tym razem to on zaciągnął go do parku na lody. Dodatkowo mu je nawet postawił. Nijimura dowiedział się dzisiaj, że jednak nie pójdzie do więzienia za pedofilstwo, bo Haizaki jest już dawno pełnoletni i studiuje na jednej z tokijskich uczelni. Jego sumienie zostało oczyszczone. Świat nagle stał się o wiele piękniejszym miejscem.
Twarz siedemnasta.
Haizaki był dzisiaj wyjątkowo niespokojny i nie cieszył się z ich spotkania tak jak zawsze. Mruczał coś pod nosem o bolącej głowie, kategorycznie odmawiając pójścia do lekarza. Kiedy Nijimura zapytał się go, czy się ich może boi to został jedynie niemrawo ofuczany. Po paru próbach skapitulował, ale w zamian za to zaciągnął go znowu do tej samej kawiarenki co wtedy, żeby chłopak się chociaż trochę ogrzał. Tym razem szary dachowiec wydawał się być pewniejszy i nawet sam nieśmiało złożył zamówienie. Shuuzou przyglądał się mu z uwagą. Każdy, nawet najmniejszy ruch starał się uchwycić i zapisać w pamięci. Coraz ciężej było mu znieść myśl, że kiedyś ich spotkania mogą się skończyć. Oszalałby. Po części przyzwyczaił się do tego rytuału, jednak problem tkwił w jego samotności. Nieznośna pustka w sercu została wypełniona po brzegi czasem spędzonym z tym zadziornym, szarym kotem.
- Nie przeszkadza ci, że zabieram twój wolny czas? – Nijimura chrząknął i wyjrzał przez okno lekko zażenowany.
Dachowiec nie odpowiedział za szybko. Patrzył się najpierw na niego, potem na inne stoliki, na sufit i znowu na niego. Cisza trwała dopóki nie przyniesiono im zamówionych kaw w białych kubkach z czerwoną obwódką. Shougo zatopił popękane usta w ciepłym napoju i zmrużył z rozkoszy orzechowe oczy.
- Nie przeszkadza.
- Na pewno, Shou?
- Tak.
- Cieszę się.
- Wiesz, naprawdę lubię z tobą przebywać.
- Oh. To dobrze.
Mężczyzna w duszy westchnął z ulgą i wrócił do swojej rutynowej obserwacji niemal kocich ruchów rozmówcy. Zdecydowanie jego słownik, pomimo protestów jeszcze w miarę trzeźwo myślącego mózgu, poszerzył się dzisiaj o zwrot pieruńsko uroczy.
Twarz osiemnasta.
Shuuzou uśmiechnął się głupio, gdy kelnerzy w kawiarni nawet już nie pytali co im podać, tylko od razu prowadzili ich do ulubionego stolika przy oknie, a w następnej chwili dostawali parujące naczynia wypełnione po brzegi ulubionymi napojami i to jeszcze z dwiema gratisowymi muffinkami, które oczywiście lądowały w mgnieniu oka w brzuchu szarego dachowca.
Twarz dziewiętnasta.
Haizaki przyszedł tym razem otulony szalikiem. Zerknął na Nijimurę przekrwionymi oczami i miauknął coś niewyraźnie, uczepiając się pazurkami jego rękawa. Ledwo udało mu się go przekonać, że zdecydowanie powinien wrócić do domu i się przespać.
Twarz dwudziesta.
Szary dachowiec zmizerniał i co chwila kichał, uczepiony jego ramienia jak rzep. Shuuzou cieszyło, że nagle niewidzialna bariera została zatarta i mógł go teraz w spokoju dotknąć, bez narażenia się na nowe ślady zębów czy pazurów - jednak widząc w jakim stanie jest Shougo od razu mu przeszła na to ochota.
- Odprowadzę cię do mieszkania – zaproponował, widząc że szary dachowiec słania wręcz się na nogach.
- Nie chcę.
- Chociaż raz daruj sobie ten ośli upór. Jesteś chory, ktoś się musi tobą zaopiekować.
- I tak mieszkam aktualnie sam – Haizaki prychnął zły, szurając sportowymi butami po płytach chodnikowych.
Gdy Nijimura tylko to usłyszał to od razu zataszczył go do swojego domu. Oczywiście nie obyło się bez protestów, a tapicerka w jego samochodzie mocno na tym ucierpiała, jednak zdrowie kota było w tym momencie zdecydowanie ważniejsze.
