Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do JamesRamsey. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 1
- Au – spojrzałam w dół na mój palec i ujrzałam, jak zbiera się na nim karmazynowy płyn. Nagle usłyszałam dobiegający z pokoju przeraźliwy warkot i wtedy rozpętało się piekło.
Poczułam, jak jestem odrzucana w tył. Ból rozdzierał moje plecy i ramię. Usłyszałam trzask i dźwięk tłuczonego szkła, kiedy moje ciało zostało przerzucone przez stół, prosto na podłogę. Kilka rzeczy zdarzyło się jednocześnie. Mogłam poczuć na szyi oddech Edwarda. Mogłam zobaczyć spojrzenie pełne desperacji na twarzy znajdującego się na drugim końcu pokoju Jaspera, podczas gdy Emmett i Rosalie usiłowali odciągnąć go ode mnie i pokusy, jaką stanowiła moją krew. Kolejną rzeczą, z której zdałam sobie sprawę, było to, że rodzina się pomyliła. Ja się pomyliłam. Jasper wcale mnie nie atakował, a Edward wcale mnie nie ochraniał.
Mawiają, że kiedy stajesz twarzą w twarz ze śmiercią, to całe życie przebiega ci przed oczami. Nie w moim wypadku. Zgaduję, że miałam rację, kiedy powiedziałam Edwardowi, że mój umysł nie funkcjonował poprawnie. Czas zdawał się zwolnić. Ujrzałam pokój tak, jakby mnie wcale w nim nie było. Tak jakbym stała się stojącą w kącie, niewidzialną osobą.
Był tu Jasper, gorączkowo usiłujący przedrzeć się do mnie przez powstrzymujący go gąszcz ramion, Emmett i Rose próbujący wyciągnąć go z domu z pomocą Carlisle'a, Esme i Alice obserwujące wszystko, przerażenie i zawód widoczne na ich twarzach. Dlaczego nikt nie troszczył się o mnie i o Edwarda?
A, racja, Edward zawsze mnie chronił. I, prawdę mówiąc, to naprawdę wyglądało, jakby niczym tarczy używał przede mną swojego ciała. To, czego nie widzieli, to jego pewnie przymocowane do mojego gardła zęby, które powoli wysysały ze mnie życie.
- EDWARD, NIE! – Jasper zaczął krzyczeć. Sądzę, że zdał sobie sprawę z tego, że nie zamierzali go puścić, a to był jedyny sposób, w który mógł przykuć ich uwagę do sytuacji. Rodzina obróciła się do nas w szoku. Stojąca najbliżej nas Esme wkroczyła do akcji. Próbowała uchwycić Edwarda, on jednak uwolnił mnie tylko po to, by się obrócić i przerzucić Esme przez pokój, która w rezultacie uderzyła w ścianę i o mało przez nią nie przeleciała.
- MOJE!
Ryk, który wydarł się z niego, był nieludzki i w niczym nie przypominał Edwarda, którego znałam i kochałam.
Emmett i Rose puścili Jaspera i rzucili się na miedzianowłosego. Musiał z ich myśli odczytać ich intencje. Rose była szybsza, więc złapał ją jako pierwszą i cisnął o Emmetta - wystarczająco mocno, by obydwoje wybili salonowe okno i wylecieli na podwórze. Do tego momentu natarł na nas Carlisle. Jasper uchwycił go za ramię, by go powstrzymać.
- Nie, Carlisle, on broni swojej ofiary, spójrz na niego.
Mogłam usłyszeć, jak z Edwarda wydobywa się warkot, podczas gdy on przybrał nade mną pozycję obronną. Poczułam, jak coś kapie na moją klatkę piersiową i zdałam sobie sprawę, że była to cieknąca z jego ust, spływająca po podbródku aż na mnie moja krew. Powinno być mi niedobrze, ale jedyne, co czułam, to zaczynający rozprzestrzeniać się przez moją szyję ogień. Uczucie to zapamiętałam z ostatniego razu, kiedy to James ugryzł mnie w Phoenix. Jasper musiał zacząć próbować uspokajać Edwarda, ponieważ wampir zaczął się odzywać.
- Moja! Jej krew jest moja! Już nikt więcej mi tego nie odmówi. Tym razem to skończę. To mi nie wystarcza – jego głos był szorstki i przypominający bełkot. Poczułam, jak więcej płynu uderza w moją klatkę piersiową. Jad wyciekał z jego ust i kapał na mnie, mieszając się z moją krwią.
- Edwardzie, nie chcesz tego zrobić. Kochasz Bellę. Ostatnim razem wyssałeś z niej jad i byłeś w stanie przestać. Nie chcesz jej teraz zabić – słyszałam, jak Carlisle próbował być głosem rozsądku Edwarda, jak próbował go nawrócić.
- Jego trucizna była cuchnąca, zanieczyszczająca słodycz jej krwi. Teraz jest czysta. Teraz jest moja. Odmawiałem jej sobie wystarczająco długo. Siedziałem tu dzień w dzień, wąchałem aromatu, jakim była jej krew, słuchałem, jak była przetaczana przez jej żyły. Kusiła mnie codziennie swoim rumieńcem. Musiałem trzymać ją blisko mnie. Musiałem się upewnić, że nikt innej nie spróbuje jej wypić. Spędzanie czasu z człowiekiem było małą ceną za cieszenie się słodkością jego krwi – był dziki, kiedy wypowiadał się o mnie tak, jakbym była rzeczą, czymś do posiadania, a nie kimś, komu deklarował własną miłość.
- Nie masz tego na myśli Edwardzie. Nie jesteś sobą. Kochasz Bellę – Esme wydawała się prawie błagać Edwarda, a ból na jej twarzy łamał serce. Jeszcze nigdy nie widziała syna w takim stanie.
- Kochać człowieka? – przechylił na bok głowę, skonfundowany. – Miałem tysiące kobiet, które się na mnie rzucały i nigdy nie uraczyłem ich własną bliskością. Spotkałem wiele pięknych wampirzyc, które oferowały wejście z nimi do łóżka i nigdy nie zgodziłem się na ich ofertę. Co sprawiło, że pomyśleliście, że taka jedna, mała, bezbarwna dziewczyna zainspiruje mnie do miłości, kiedy tylu innym się nie udało? Zawsze chodziło mi o jej krew, a także o spokój i ciszę, jaką oferował jej umysł. Nie widzicie tego? W rzeczywistości jest naszą zdobyczą. Moją zdobyczą. Drapieżnicy wybierają słabych i chorych. Jej niezdarność jest wyraźną wskazówką, że, nawet jak na człowieka, jest kimś gorszym. Musi zostać odstrzelona – warczące słowa Edwarda raniły mnie bardziej, niż powoli rozprzestrzeniający się po moim ciele żar.
Mogłam ujrzeć efekt, jaki miały jego słowa na znajdującą się w pokoju rodzinę. Carlisle wyglądał tak, jakby miał się za chwilę rozchorować (jakby było to dla niego możliwe). Alice była zdezorientowana i przerażona, a znajdująca się w jej ramionach Esme prawie mdlała z powodu złamanego serca. Chciała do mnie przybiec. Widziałam, jak jej oczy wędrują w tę i z powrotem, ode mnie aż do Edwarda.
Jasper… Jasper miał najmroczniejsze spojrzenie, jakie kiedykolwiek w życiu u niego widziałam. W każdym calu wyglądał na wojownika – całokształt bez wyrazu, z oczami, które obiecywały bezlitosną karę dla każdego, który ważyłby mu się oprzeć. Nagle poczułam się przytłoczona letargiem i ujrzałam, jak Edward chwieje się na nogach i potrząsa głową.
Ponownie w pokoju zaczęła się akcja. Emmett i Rosalie bez trudności pokonali okno i zderzyli się z Edwardem. Cała trójka przetoczyła się przez pokój, a w końcu zatrzymała się. Edward, przybity do podłogi, przytrzymywany przez masę Emmetta i furię Rosalie, miotał się i warczał. Alice pospieszyła do nich, by pomóc im wyciągnąć go z domu.
Rose, w trakcie siłowania się z Edwardem, spojrzała na mnie.
- To nie jest prawdą – powiedziała.
Kiedy konwulsje przejęły kontrolę nad moim ciałem, ujrzałam, jak Jasper mocno mnie wtula w swoją klatkę piersiową.
- Carlisle, jest za późno, by wyssać jad. Przemiana już się zaczęła – twarz blondwłosego wyglądała na skonfliktowaną i pełną poczucia winy.
Mogłam usłyszeć, jak ktoś krzyczy, a po chwili zdałam sobie sprawę, że byłam to ja. Czułam się tak, jakby ktoś zamienił moją krew ze stopioną lawą. Próbowałam powstrzymać wrzaski, wiedząc, że nie da to nic dobrego. Wampir spojrzał na mnie i poczułam napływający do mnie spokój.
Carlisle wziął mnie za rękę.
- Bello, tym razem nie możemy tego zatrzymać, ale obawiam się, że w twoim systemie jest niewystarczająca ilość jadu. Jeżeli nie wtłoczymy go więcej, przemiana potrwa o wiele dłużej. Nie chcę, byś cierpiała dłużej, niż to konieczne.
Próbowałam mu powiedzieć, że się z nim zgadzałam. Że go rozumiałam. Będzie musiał mnie ugryźć. Wiedziałam, że kochał mnie jak swoje – gołym okiem można było ujrzeć wyryty na jego twarzy ból na myśl o tym, że będzie musiał to zrobić i kontynuować ból, który zadał mi faworyzowany przez niego syn. W tym momencie jeszcze bardziej pokochałam tego uprzejmego i współczującego mężczyznę. Mogłam usłyszeć, jak nad moją głową łka Esme i poczuć, jak jej palce delikatnie przeczesują moje włosy.
Moje spojrzenie ponownie złączyło się ze spojrzeniem Jaspera, a on uniósł moją dłoń, która położona była najbliżej jego klatki piersiowej, do jego ust. Mogłam zobaczyć, jak moja ręka trzęsie się z siłą, która niszczyła moje ciało. Jasper delikatnie pocałował wyciągniętą dłoń i wtedy wbił zęby w mój nadgarstek.
Szybciej, niż Carlisle zdołał wydać z siebie zaalarmowany krzyk, Jasper wpompował we mnie jad, po czym szczelnie zamknął ranę za pomocą swojego języka.
- Jasper! – Esme spojrzała na niego z troską i śladem dumy.
- Nie mamy na to czasu Esme, muszę w jej system wpompować więcej jadu. Porozmawiamy później – mogłam usłyszeć rozkaz w jego głosie, kiedy zmienił moją pozycję w jego ramionach i sięgnął po drugi nadgarstek, powtarzając procedurę. Wtedy rozdarł moją koszulę i ugryzł mnie prosto nad sercem.
- Wystarczy już Synu. Wpompowałeś w nią zdumiewającą ilość jadu w krótkim odstępie czasu. Przemiana zajdzie teraz szybciej.
Poczułam ukłucie igły, kiedy Carlisle coś we mnie wstrzyknął.
- Morfina Bello. Mam nadzieję, że przyćmi choć trochę żaru.
Czułam się tak, jakby moja szczęka miała zaraz pęknąć, kiedy moje zęby były zatrzaśnięte w próbie powstrzymania krzyków. Agonia była tysiące razy gorsza niż jakakolwiek rana, którą otrzymałam w życiu. Nawet kiedy ugryzł mnie James nie przygotowało mnie to na uczucie palących od środka całe moje ciało płomieni. Poczułam, jak jestem podnoszona i niesiona. Spojrzałam po raz ostatni w oczy Jaspera, zanim zacisnęłam powieki i pochłonął mnie ból.
Od tłumaczki: I jak, podoba się taki zwrot akcji i pomysł na fabułę? ;) Komentarze, follow, alerts… zawsze mile widziane! Do następnego!
