Ostatnia Szansa

Rozdział 2 - Do - Droga

I tear my heart open, I sew myself shut

My weekness is that I care too much

My scars remind me that past is real

I tear my heart open just to feel

- Wszystkie oddziały są już gotowe.

- Doskonale. Wydaj rozkaz do ataku.

- Orochimaru-sama!

- O co znowu chodzi?

- Jedna z naszych grup napotkała dwóch joninów i trójkę Anbu patrolujących teren.

- Pięć osób? W chwili, kiedy to mówisz, powinny być już martwe.

- No i właśnie tu pojawia się problem.

- Nieźli są. W takim razie zawołaj Uchihę i powiedz, że mam dla niego nowe zabawki...

oOooOo

Oddział ninja z Hidden Village of Sound nawet nie dbał o to, by posuwać się z właściwą ich zawodowi dyskrecją. W końcu uciekała przed nimi tylko piątka ludzi, a w tej okolicy istniała tylko jedna droga do Konohy. Dowódca uśmiechnął się szyderczo. Jak na polowaniu – łowca zwabia w pułapkę, ofiara w nią wpada, łowca zabija.

- ZWARIOWAŁEŚ, TY... !

Wściekły wrzask rozległ się już niedaleko. Bingo. Ruchem ręki kazał się swojej grupie rozdzielić.

oOooOo

-Tsunade-sama, co się stało? – zapytała Shizune, patrząc z niepokojem na swoją wieloletnią przyjaciółkę, która niecierpliwie chodziła w tą i z powrotem po biurze Hokage. W odpowiedzi otrzymała jedynie niewyraźne mruknięcie, które brzmiało dziwnie podobnie do „nieznośny bachor". Shizune roześmiała się.

- Przestań się o niego martwić! Już dawno przestał być dzieckiem, więc potrafi o siebie zadbać. – Tsunade pokręciła głową i położyła rękę na piersi, gdzie zwykle spoczywał jej naszyjnik.

- Wiem, że to głupie, ale... po prostu.. mam złe przeczucia. – westchnęła i popatrzyła w stronę nadciągających z kierunku lasu burzowych chmur.

oOooOo

Zacisnął rękę na naszyjniku, który nosił pod czarnym strojem ANBU. Nie wiedział czemu, ale zawsze go uspokajał. Może z tego powodu, że osoby, które nosiły go przed nim, miały tak podobne marzenia, tak jak on miały przyjaciół, których broniły z całym swoim sercem. I życiem. Kiedyś miał jeszcze jeden wisiorek, ale dotrzymując przyrzeczenia, według którego miał go podarować najcenniejszej osobie, rozstał się z nim kilka lat temu. Jak na ironię, w momencie, kiedy go przekazywał, ta osoba udowodniła mu, jak mało dla niej znaczy. No nie, znowu zaczyna o nim myśleć. Uniósł rękę, żeby trzepnąć się po twarzy, ale przypomniał sobie, że z założoną maską było by to nieco kłopotliwe. Wziął kilka głębokich oddechów, co jednak nie za bardzo pomogło. Za każdym razem, kiedy wracał myślą do… do tamtych wydarzeń, czuł, jak w jego piersi pojawia się jakiś nieznośny ciężar. Bał się ich jak niczego innego, jednak równocześnie nie był w stanie zmusić się do zapomnienia. Wiedział, że tylko go ranią, ale wciąż...

I'm so tired of being here

suppressed by all my childish fears

'Przestań się rozklejać dzieciaku i przygotuj do walki. Jeżeli znowu się zamyślisz i dzisiaj będziesz miał mniej szczęścia niż ostatnim razem, to wcale nie będę po tobie płakał.'

Blondyn wzdrygnął się.

'Wredny podsłuchiwacz!'

'Nic na to nie mogę poradzić'

'I przestań nazywać mnie dzieciakiem'

and if you have to leave

I wish that you would just leave

because your presence still lingers here

and it won't leave me alone

'To też twoja wina. Zachowujesz się jak taki, roztrząsając cały czas przeszłość, której nie da się naprawić' cisza 'Słuchaj, przepraszam, ale to naprawdę nie pomaga. Zostaw całe to zawodzenie we wspomnieniach, bo w przeciwnym razie za chwilę będziesz mógł dodać do listy rzeczy, których żałujesz, brak zauważenia 15 kunai lecących właśnie w twoim kierunku.

Kapitan ANBU wyrwał się ze swojego transu w samą porę, aby odbić broń.

'Kuso! Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?'

'Nie chciałem przerywać twojej litanii.'

- Zero współczucia – mruknął pod nosem, próbując równocześnie wyczuć czakrę shinobi, który go zaatakował. Dziecinnie proste.

'Dobra, koniec użalania się nad sobą, do roboty dzieciaku!'

- Przestań nazywać mnie dzieciakiem! - Miał ochotę walnąć go z całej siły, ale głęboko w duchu, podziękował mu za sprowadzenie z powrotem do rzeczywistości. 'Ma rację. Przeszłości nie można zmienić' Pomyślał z bólem i założył na nowo maskę, którą zaczął nosić już 4 lata temu.

Kage Bushin no Jutsu!(1)

oOooOo

Zakradli się do polany, pośrodku której stał nieruchomo ANBU. Dowódca shinobi Hidden Village of Sound popatrzył na niego podejrzliwie. Nie jest niczym dziwnym, że ANBU są w lesie, bo w końcu to miejsce większości misji patrolowych. Nienormalne natomiast jest, że jeden z takich wykwalifikowanych ninja stoi tak, że doskonale go widać i całym swoim zachowaniem wprost krzyczy „nie mam nic przeciwko ostrym przedmiotom, zwłaszcza tym zatrutym, więc proszę, nie krępuj się". Albo facet jest sprytny i zastawił pułapkę, albo jest bezdennie głupi. Dowódca pokręcił głową. Tsunade może jest kobietą, ale nigdy nie wzięłaby takiego frajera do ANBU. A więc, metodą eliminacji, to pułapka.

Czego jak czego, ale intelektu shinobim z Hidden Village of Sound odmówić nie można.

Rzucił 15 kunai w kierunku obiektu, oczekując, że zniknie on, jak na klona przystało, a przeciwnik zaatakuje go gdzieś z boku

Co nie oznacza, że zawsze muszą mieć rację.

Mężczyzna na polanie wyrwał się z zamyślenia, dosłownie w ostatniej chwili odbił sztylety i ukoronował kilka soczystych przekleństw czymś w rodzaju „Przestań nazywać mnie dzieciakiem!" Dowódca uderzył się w czoło. ANBU z Hidden Village of Leaf naprawdę rozmarzył się pośrodku lasu i na dodatek jeszcze gada do siebie.

- Dobrze, że Orochimaru nie jest kobietą. – powiedział shinobi szeptem, patrząc z niedowierzaniem na ANBU.

- Nigdy nic nie wiadomo – rozległ się tuż obok niego wesoły głos. Dowódca podskoczył i rozejrzał się dookoła. Tuż obok niego na gałęziach wylegiwało się pięciu identycznych jak na polanie blondynów. Dwóch z nich popatrzyło krytycznie na ANBU.

- Przytyłem.

- A czego się można było spodziewać po tym, jak wczoraj Chouji zaprosił cię na ramen?

- To nie moja wina! Ichiraku zaproponował mi kolejkę na koszt firmy, jako że jestem jego stałym klientem!

- I tu widać całe twoje samozaparcie i silną wolę – przerwali na chwilę i zerknęli na kompletnie zdezorientowanego dowódcę, patrzącego na nich z szeroko otwartymi oczyma.

- Biedny facet.

- Mówiłem, żeby nie wyskakiwać tak znienacka. To może przyprawić człowieka o zawał.

- Raczej szok przedurazowy – zauważył jeden z blondynów, uzyskując uniesione brwi u reszty kolegów. Westchnął i zniknął. Sekundę później wrogi shinobi spoczywał cichy i spokojny kilka metrów pod nimi.

- Czasami moje przeczucia zadziwiają mnie samego.

- Taaak, a skromność przebija przez każde słowo z twoich boskich ust.

- Zadziwiająca samokrytyka.

- Och, zamknijcie się wszyscy.

Po 2 minutach kłótni, gdy zdobyli już całkowitą pewność, że zaskarbili sobie uwagę wszystkich shinobi ukrywających się po krzakach, umilkli i spojrzeli po sobie. Gdyby nie maski, wrogowie prawdopodobnie byliby w stanie zauważyć lisi uśmieszek na twarzy blondynów. Jednak na nieszczęście dla tamtych ninja, tak nie było.

To, że jest się ANBU, wcale nie oznacza, że nie można oddać się chwili rozrywki. Zwłaszcza takiej, do której zalicza się skopa… przepraszam, doprowadzenie wrogich shinobi do spotkania pierwszego stopnia z Matką Ziemią.

oOooOo

- Pozwoliłeś mnie zadrasnąć!

- Panienka się znalazła! Nie trzeba było brać siedmiu naraz, głupku!

- Ty… zaraz, czemu ja się w ogóle z tobą użeram? – machnął ręką i klon zniknął.

'Wiesz, większość ludzi uważa gadanie do siebie za niezbyt dobry znak...'

'Aaaargh! Czemu na ciebie nie można machnąć ręką, żebyś zniknął?' - Kitsune chwycił się za głowę.

'...zaprowadzą cię kiedyś w końcu do takiego domu pełnego przytulnych pokoi bez klamek, gdzie mili panowie w białych fartuchach dbają, aby pensjonariusze nie zrobili sobie krzywdy…'

'Uważaj, bo tobie się zrobi jakaś krzywda' warknął i chciał coś jeszcze dopowiedzieć, gdy nagle powietrze przeszył krzyk.

'Mina'

Rzucił szybkie spojrzenie na nieprzytomnych lub rannych shinobi porozrzucanych w artystycznych pozach po całej polanie.

- Wybaczcie panowie, ale na mnie już czas – oznajmił i zniknął. Odpowiedział mu zbiorowy jęk.

oOooOo

Ledwo powstrzymywali ataki shinobi z Hidden Village of Sound. Byli już w połowie drogi do Konohy i nie mogli się przedrzeć dalej! Dwaj joninowie słaniali się już na nogach, Mina nie była w stanie używać prawej ręki, po tym jak dorwał się do niej jeden z ninja posługujący się kataną (2). Osobą, która odniosła najmniej obrażeń, był Hideki (posiadanie koleżanki o słabych nerwach owocuje całkiem niezłym refleksem). Krótko mówiąc, było z nimi cienko. Nagle wszyscy atakujący odsunęli się od nich, na tyle blisko, żeby nie pozwolić im uciec, ale również na tyle daleko, że wyraźnie było widać ich brak chęci do znajdowania się w bliskim otoczeniu broniącej się czwórki.

- Hm, ktoś wie, o co chodzi? – mruknęła Mina – Bo ja, szczerze mówiąc, jestem trochę skołowana. Nie codziennie kupa shinobi najpierw próbuje mnie zabić, a później w środku walki nagle staje i zaczyna się na mnie gapić.

- Bądź przez chwilę cicho – widząc wyraz jej twarzy, dodał szybko - Proszę – Hideki zamknął oczy i skupił się na otaczającym ich lesie. 'O co w tym chodzi?' Wyłączył wszystkie inne zmysły i całą czakrę skupił na słuchu. Świat nagle zgasł i gdyby mężczyzna nie robił tego wcześniej prawdopodobnie zacząłby wrzeszczeć ze strachu. Przeklęta klaustrofobia. Nagle coś przykuło jego uwagę, delikatny szelest, jakby skóra ocierała się o skórę. 'Pieczęcie'. Wąż. Owca. Małpa. Dzik. Owca. Koń. Tygrys. 'Co to było za jutsu? Zaraz…'

- O, cholera!

Katon.

- Co się dzieje?

- Uciekajcie stąd natychmiast!

Goukakyuu no Jutsu! (3)

Próbowali rzucić się na boki, ale stojący wokół nich shinobi tylko odepchnęli ich z powrotem na środek, prosto przed pędzącą, ogromną kulę żywego ognia.

Chwile takie jak ta, przeżywa się zwykle w zwolnionym tempie. Nie zostało jednak rozstrzygnięte, czy to z powodu łaskawości losu (możliwość zrobienia szybkiego rachunku sumienia), czy też jego okrucieństwa (obserwowanie nadchodzącej śmierci przez sekundę zdającą się trwać wieczność, co daje możliwość wysnucia tysiąca przerażających przypuszczeń, co ci zrobi kiedy się z nią spotkasz, nie wpływa zbyt pozytywnie na ludzką psychikę).

Jedyną rzeczą, jaką byli w stanie zrobić, było zamknięcie oczu, osłonięcie ręką głowy i wyrzucenie z myśli faktu, że to i tak nic nie pomoże. Mina krzyknęła przeraźliwie, czując już na skórze palące gorąco bijące od zbliżających się płomieni.

- HIGI ZETTAI BOGYO: CHAKURA NO DAITATE! (4) - ten wrzask i poprzedzający go uścisk na ramieniu, były ostatnimi rzeczami, jakie zarejestrowała, zanim pochłonął ich ogień.

(nie ma numerka) Kuso - coś jak nasze „do diabła!"

(1) Kage Bushin no Jutsu - zdaje się, że po polsku przetłumaczone jako Technika podziału cienia

(2) Katana - rodzaj długiego, japońskiego miecza

(3) Katon: Gokakyuu no Jutsu - Fire Release/Style: Grand Fireball Technique

Nie mam zielonego pojęcia, jak to jest po polsku. To ta technika, gdy użytkownik wypuszcza z ust ogromną kulę ognia. Kto czytał mangę wie, że jeżeli członek klanu Uchiha opanował ją doskonale, zostawał wtedy uznany za dorosłego. Sasuke użył jej kiedy walczył z Naruto w Valley of the End. U mnie jest nieco potężniejsza i ma większy efekt spopielający.

Jeżeli chodzi o pieczęcie (hand seals): nazwa każdego pochodzi od jakiegoś zwierzęcia, są robione przed użyciem większości jutsu, pozwalają skupić i uwolnić chakrę.

(4) Higi Zettai Bogyo: Chakura no Daitate - moja własna, radosna twórczość. Działanie i nazwa wyjaśnione w następnym rozdziale;)'

Tak, wiem, że trochę przeciągam, ale musi być jakieś wprowadzenie i tego typu bohaterskie występy mi bardzo odpowiadają

W następnym przechodzimy do konkretów – „Namida no Sentou" – „Bitwa łez"

Oj, posiedzę nad tym.

ARIGATO! THANK YOU! VIELEN DANK! DZIĘKI! Dla MiiruMiyuki

Brawa dla osoby, która wie, co w życiu ważne i jako pierwsza wystawiła mi komenta!

Szczególne podziękowania również dla punktu pomocy 'Fundacji Na Rzecz Pozbawionych Neta Mieszczuchów', znanego również pod nazwą 'kawiarenka internetowa na kempingu w Chałupach' (Półwysep Helski).

(tu jestem )