Doszedł do klasy oznaczonej numerkiem "16". Dziś pierwszą lekcją była godzina wychowawcza. W sam raz, by przedstawić nowych uczniów. Po drodze minął Curta i jego dwójkę goryli. Jeden z nich ubrany był w kraciastą koszulę, miał cały batalion pryszczy na twarzy i sylwetkę gałęzi. Drugi był szeroki w barach, obdarzony przez naturę świnskimi oczkami i kwadratową szczęką. Też miał na sobie kraciastą koszulę. Casper pokręcił głową, po czym wszedł do klasy. Była 7:56, więc było jeszcze trochę czasu i klasa nie zdążyła się wypełnić. Okularnik rozejrzał się po klasie. Dziewczyna w różowo-białym mundurku siedziała w drugim rzędzie tuż obok chłopaka w fartuchu naukowca. Blondynka o idealnie ułożonych włosach w różowej sukience i baletkach ponurym wzrokiem mierzyła swojego znajomego obdarzonego przez naturę zdecydowanie za dużym nosem. Inny okularnik w popielatym mundurku bawił się swoim zegarkiem. Opalony blondyn nawijał na palec jeden ze swoich dredów. Chłopak w czerwonym swetrze rozmawiał z czymś, co można by nazwać niebieskim glutem. Inny w różowej czapeczce i z przydużymi zębami pilnie unikał spojrzeń brunetki w okularach i z aparatem nazębnym, która gapiła się na niego niczym na malowane wrota. W przedostatnim rzędzie niski chłopaczek w żółtej koszulce, wysoki jak dąb z krótko obciętymi czarnymi włosami oraz trzeci mający na głowie coś, co można nazwać skarpetą rozmawiali przyciszonymi głosami. Reszty uczniów nie dał rady odszukać wzrokiem. Już chciał przysypiać, gdy nagle do klasy wpadły dwie kolejne dziewczyny: Brunetka z krótko ostrzyżonymi włosami w zielono-białym mundurku oraz blondynka z podwójnymi kucykami w niebiesko-białym mundurku. Ta druga trzymała maskotkę podobną do ośmiorniczki.

- Nie spóźniłyśmy się? - Zapytała blondynka niepewnie.

- Wy? Nigdy, senioritas. - Odparł wesoło blondyn z dredami.

- He llegado a tiempo? - Upewniła się.

- Si. Besos, seniorita. - Blondynka zarumieniła się lekko.

- Perdone, ciesta libre este asiento? - Zapytała.

- Si, sienste por favor. - Odpowiedział, robiąc do niej maślane oczy. Dziewczyna przysiadła się do niego z lekkim rumieńcem na twarzy. Jej towarzyszka pokręciła głową z politowaniem.

- Ech, kogo ja mam za siostrę... Najpierw pierniczyć się z tym futrzakiem, teraz gapić się, jak mydli się z Mikiem... - Warczała pod nosem, siadając obok chłopaka w popielatym mundurku, który na jej widok bardzo głośno przełknął ślinę. Chwilę później do klasy dumnie wkroczyli Curt z gorylami oraz nieziemsko piękną blondynką o lazurowych oczach. Naczelny gangster zaś wydawał się być dumny, że może się z nią przejść. "Nie dziwota... To w końcu najładniejsza dziewczyna w szkole...", pomyślał Casper, zapatrując się na tablicę. 7:59. Do sali wkroczyła ich nauczycielka: Panna Meryl. Różowowłosa i - według opinii marzyciela Eddy'ego - "cholernie seksowna" była ich wychowawczynią. Postawiono przed nią trudne zadanie, albowiem była wychowawczynią specjalnej klasy. Promienie laserowe, wybuchy energii i krew stanowiły dla niej niemalże codzienność. Casper zastanawiał się, jak ona to przetrawiała i jednocześnie nie traciła nic ze swojej radości życia. Uczniowie powstali, powiedzieli zwyczajowe "Dzień dobry", po czym zasiedli z powrotem.

- Jak zapewne wiecie, w naszej klasie pojawi się aż trzech nowych studentów. - Przemówiła raźnym głosem. - Mam nadzieję, że przywitacie ich serdecznie. - Drzwi do ich klasy uchyliły się. Jako pierwsza wkroczyła białowłosa dziewczyna w bielutkim niczym śnieg mundurku. Efektu doprawiała czerwona kokardka przyczepiona pod szyją. Jej oczy przypominały bezdenną szarość. - Przywitajcie Bell. - Klasa automatycznie wydała z siebie "Cześć, Bell". Casper pomachał jej ręką, a ona odwzajemniła gest. Niegdyś byli zaprzysięgłymi wrogami, lecz kiedy zostali wyprawieni efektem zaklęcia gdzieś na Lodowe Pustkowia, musieli współpracować - I wtedy zaczęli się przyjaźnić. Dziewczyna usiadła obok Caspra, uśmiechając się lekko - I powołując falę plotek o temacie "Casper się zakochał!". - Drugim uczniem jest niejaki Jack Spicer. - Do sali wkroczył chłopak ubrany w stylu gotyckim, z postawionymi na żel chorobliwie czerwonymi włosami, goglami na czole i parszywym uśmieszkiem na twarzy. Jego oczy zdawały się mówić "Klękajcie przede mną, niewierne psy!".

- No co jak co, ale ciebie zobaczyć bym się nie spodziewał. - Mruknął Casper bardziej do siebie niż do Jacka. Ich spojrzenia spotkały się. Wymienili się uściskami dłoni. Dobrze się znali: Casper był chyba jedyną osobą, która nie dawała w kość Jackowi za jego niepowodzenia. Świetnie się rozumieli. Jack zasiadł gdzieś w czwartym rzędzie. Tymczasem Casper był święcie przekonany, że nic go już dzisiaj nie zaskoczy. Sięgnął po puszkę napoju orzeźwiającego. Przytknął puszkę do ust i już połykał płyn, gdy nagle do sali wkroczyła trzecia osoba. Na jej widok okularnik zakrztusił się z wrażenia.

To był ktoś, kogo zobaczyć się tutaj nie spodziewał nigdy w życiu.

Do sali wkroczył chłopak o łagodnych rysach twarzy, z brązowymi włosami postawionymi na żel. Ubrany był czerwoną koszulę z białym napisem "Let's rock" oraz wytarte dżinsy, poobdzierane na kolanach. Dochodziły do tego wytarte trampki, zielone oczy, skórzana saszetka przyczepiona do pasa oraz katana za plecami i otrzymywaliśmy widok osoby, którą Casper doskonale pamiętał ze swojej starej szkoły.

- Marcus Aftermath... - Wysyczał. Niestety nie na tyle cicho, by ten go nie usłyszał.

- Casper? - Zdziwił się, widząc swojego dawnego przyjaciela. - Kopę lat! Ażem cię nie widział od piątej klasy! - Marcus zasiadł tuż obok Bell. - Widzę, że znalazłeś sobie wreszcie dziewczynę.

- Zamknij się, Uszaty. - Warknął okularnik. Przeniósł wzrok na Curta, przekazując mu "Ten jest wasz". Lokalny gangster zatarł ręce z uciechy.