Rozdział drugi: Droga do sedna problemu
Przez cały następny dzień Juliette nie ruszała się z domu. W pracy wzięła chorobowe, jak przykazał jej Gabriel. Baltazar nalegał, żeby dziewczyna kompletnie rzuciła tę pracę, skoro wychodzi na to, że niedługo mogą zostać zmuszeni do opuszczenia tego miejsca. Juliette nie chciała jednak tego robić – a przynajmniej jeszcze nie teraz. Chciała być w stu procentach pewna tego, że te wizje zaprowadzą ich dokądś.
Jak na razie jednak nic nowego się nie pojawiło. Juliette siedziała jak na szpilkach, w napięciu czekając na kolejną wizję. Poza Gabrielem nie było tu z nią nikogo – Baltazar wybył z domu nad ranem twierdząc, że najmłodszy z archaniołów z łatwością sobie z tym poradzi bez jego pomocy. Gdy tylko Juliette to usłyszała, chciała zatrzymać Baltazara, ale nie zdążyła – anioł zniknął, nim zdołała cokolwiek mu powiedzieć.
- Om po prostu nie ma cierpliwości do takich rzeczy. – wyjaśnił jej Gabriel, gdy siedzieli razem w salonie, w niczym niezmąconej ciszy, czekając na tę nieszczęsną wizję.
- Ale jest moim strażnikiem i nauczycielem, czyż nie? – zauważyła słusznie Juliette, wciąż zła na anioła za to, że tak ich zostawił. Wiedziała, że niedługo wróci, ale i tak jego nagłe odejście zasmuciło ją i zdenerwowało. Postanowiła, że jak Baltazar wróci, to nie zrobi mu jednak żadnej tyrady z tego powodu. Nie… zamiast tego cierpliwie zaczeka na odpowiednią chwilę, i wtedy odpłaci mu się pięknym za nadobne. Na samą tą myśl Juliette uśmiechnęła się lekko.
- Czy jest coś, co mogę zrobić, żeby ci w tym teraz pomóc? – padło nagle pytanie zadane cichym, niepewnym głosem. Dziewczyna pokręciła przecząco głową, przymykając przy tym na moment powieki.
- Nie, niestety. – odpowiedziała równie cichym głosem. – To jest coś, co musi się pojawić samo. Musimy po prostu czekać.
Na takim czekaniu zeszło im kolejne pięć godzin. Baltazar w tym czasie wciąż nie wrócił. Juliette w tym czasie zrobiła sobie obiad, zjadła go, umyła się i obejrzała trzy odcinki jednego ze swoich ulubionych seriali. A wizja wciąż nie nadeszła.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, gdy Juliette zaczęła boleć głowa. Od razu rozpoznała ten rodzaj bólu – to nadchodziła jakaś wizja. Od razu usiadła na sofie w salonie, po czym cichym okrzykiem wezwała do siebie Gabriela.
- Chyba się zaczyna. – powiedziała. Archanioł usiadł koło niej i położył swoją dłoń na jej dłoni. Czekał razem z nią na tę wizję, bo zamierzał się jej przyjrzeć „na żywo". Opowieści i wspomnienia Juliette były jednym źródłem informacji – ale przyglądać się tej wizji na bieżąco znaczyło coś zupełnie innego. Gabriel liczył na to, że podczas niej wyłapie coś, co umykało Juliette. I że właśnie to doprowadzi ich do odpowiedzi, jakiej tak zacięcie poszukiwali.
Wizja przebiegła dokładnie tak samo, jak minionego wieczora. Juliette cierpliwie czekała na jej koniec, pamiętając o tym, że i Gabriel przygląda się tym razem tej wizji. Miała nadzieję na to, że gdy wszystko już się skończy, anioł będzie już wiedział wszystko, co najważniejsze do ruszenia dalej z tym wszystkim.
- Tak jak myślałem. – mruknął, gdy wizja dziewczyny się skończyła. – Najpewniej chodzi o niebiańskie więzienie.
- Czyli to tam powinniśmy szukać tego anioła? – spytała się Juliette. – To jedyne wyjście, prawda?
- Niekoniecznie. – odparł Gabriel po chwili. Westchnął ciężko, nim nie odezwał się ponownie. – Fakt, te kraty i intensywne, rażące światło definitywnie oznaczają uwięzionego anioła. Ale nie musi to jednak wcale oznaczać dosłownego więzienia. – Juliette w tym momencie jęknęła głośno, zamykając oczy i unosząc wysoko podbródek w geście irytacji i zrezygnowania. Nie podobało jej się to, do czego Gabriel dążył. Ani trochę. – Może tu też chodzić o jakiegoś anioła, który zgubił swoją drogę. Albo o anioła, który z jakiegoś powodu ugrzązł tu, na Ziemi, i nie może wrócić do Nieba. No i, oczywiście, może to też odnosić się do jednego z moich braci lub sióstr, którzy są teraz w więzieniu w Niebie.
- Super. – burknęła Juliette, wciąż wyraźnie niezadowolona. – Czyli pewnie będziemy musieli czekać na kolejne ulepszenia tej wizji, aby coś więcej z niej wyciągnąć.
- Zapewne tak. – przyznał Gabriel, uśmiechając się słabo do dziewczyny.
Na krótki moment zapadło między nimi milczenie. Juliette intensywnie zastanawiała się nad pytaniem, które chciała zadać Gabrielowi od dłuższego czasu. Nie była pewna, czy anioł zechce jej na nie odpowiedzieć, ale nie mogła się już powstrzymać. Musiała poznać prawdę na ten temat.
- Hej… – zaczęła niepewnie. Gabriel zerknął na nią kątem oka, czekając na dalszy ciąg wypowiedzi. – Ile w sumie aniołów jest tam uwięzionych? No wiesz… tam, w Niebie? Ilu zostało skazanych i osadzonych w celach niebiańskich?
- Och… chyba aż za dużo. – odpowiedział anioł. Juliette usiadła wygodniej na kanapie, przesuwając się na niej tak, że siedziała z nogami ułożonymi przed sobą, patrząc się prosto na swojego przyjaciela. – Jeszcze przed tym, jak stamtąd uciekłem, zajętych było już ponad… – tu Gabriel na chwilę się zamyślił. W myślach zaczął liczyć cele, które były zajęte w tamtym okresie czasu. – dwadzieścia. Tak, dwadzieścia. Ponad dwadzieścia cel.
- Dwadzieścia? – zdumiała się dziewczyna. – Chyba sobie ze mnie żartujesz.
- Ani trochę.
- Łał. – Juliette z cichym sykiem wypuściła powietrze przez usta. – Po prostu… łał. A zawsze sądziłam, że anioły są takie prawe, takie… no, kurna, idealne! – Gabriel zaśmiał się cicho, ale w żaden sposób nie skomentował tych słów. – A wiesz może, ilu ich teraz tam w sumie jest?
- Nie mogę być pewien dokładnej liczby, bo po ostatnich ekscesach na górze to pewnie im chyba zbrakło cel, ale ostatni raz, gdy się w tym orientowałem, uwięzionych na stałe było tam osiemdziesięciu czterech aniołów.
- „Na stałe"? – spytała się Juliette, marszcząc nieznacznie brwi. – Co to dokładnie znaczy? Że wwalono ich tam ot tak, bez możliwości wydostania się stamtąd aż do Dnia Sądu Ostatecznego, czy co?
- Mniej więcej… tak, właśnie o to chodzi. – Gabriel uśmiechnął się ponuro na samą tę myśl. – Od dnia, gdy Gadreel, anioł, który wpuścił Lucyfera do Edenu, wylądował w naszym więzieniu, Michał stał się niezwykle zacięty w kwestii przestrzegania zasad. Za najmniejszą niesubordynację trafiało się do celi. Niektóre anioły były wypuszczane po jakimś czasie, ale jeśli ich przewinienie było zbyt wielkie, trafiały tam bez możliwości wydostania się stamtąd aż do samego końca świata.
- To po prostu niewyobrażalne. – mruknęła dziewczyna. Z trudem przyjmowała tę nowopoznaną wiedzę. Nie potrafiła sobie w żaden sposób wyobrazić grupy aniołów wrzuconych razem do jednej celi… za jakie dokładnie przewinienia? – Za co on ich w ogóle tam wrzucał? – spytała się po chwili milczenia, nie mogąc powstrzymać się od zadania tego pytania. Ciekawość w tym przypadku zwyciężyła.
- Zaczęło się od klasyki, czyli zdrady ukochanych tworów ojca… ludzi. – powiedział Gabriel. On też usiadł wygodniej, wiedząc, że czeka go dość długa historia do opowiedzenia. – Tata zawiódł się wtedy na nas niesamowicie. Do tego stopnia, że opuścił Niebo i zniknął bez śladu. Na dodatek opuścił nas też wtedy Lucyfer, a także część podległego mu legionu, który był mu bezgranicznie oddany. Na jakiś czas w Niebie zapanował chaos, którego nikt nie był w stanie okiełznać. Dopiero Michał podjął się tego. Skazał Gadreela na wieczność w niebiańskiej celi oraz regularne tortury, jakie pewnie wykonują na nim aż do dnia dzisiejszego. – tu Gabriel wzdrygnął się nieznacznie na samo to wspomnienie. Juliette, choć bardzo ją to korciło, milczała jak zaklęta. Zdecydowała się wstrzymać z wszelkimi pytaniami aż do wysłuchania całej tej historii. – Następnie mój drogi starszy braciszek wziął się za resztę rebeliantów, którzy za bardzo mieli pietra, żeby zwiać z Luckiem, ale otwarcie go wspierali. Ich też wtrącił do cel i skazał na tortury. Część z nich została nawet potem stracona. Michał sam o to zadbał. – Gabriel wzdrygnął się ponownie. – To właśnie wtedy zdecydowałem się stamtąd zwiać. Te ciągłe walki pomiędzy Michałem i Lucyferem doprowadzały mnie już do szaleństwa. Zszedłem więc na Ziemię i stworzyłem sobie nową tożsamość. Od tamtej pory wszyscy znali mnie jako Lokiego. – Juliette w tym momencie uniosła w zaskoczeniu brwi, ale dalej się nie odezwała, choć ten fragment opowieści zaciekawił ją niesamowicie. – Obaj zmienili się niesamowicie. Jeden uważał, że musi zgładzić drugiego. Jeden nienawidził ludzi, a drugi uważał ich tylko za swoją misję, nic więcej. Przez lata nie chciałem obrać żadnej strony. Zwyczajnie się tego bałem.
- Aż nie natrafiłeś na Winchesterów. – Juliette w końcu zdecydowała się odezwać. – Zdecydowałeś się stanąć po stronie ludzi.
- A Lucek za to mnie zmiótł z powierzchni ziemi. – Gabriel uśmiechnął się krzywo. – Cały on.
- Ale teraz i on, i Michał są uwięzieni w tej całej Klatce, w której wcześniej był zamknięty Lucyfer. – przypomniała mu dziewczyna. – A i ty, i Baltazar powróciliście z martwych. Dean, Sam i Castiel mogą sądzić, że Bóg się już nie interesuje tym światem, ale są w błędzie. Po prostu daje on nam wolną rękę w wyborach, jakich dokonujemy.
- Dokładnie. – odparł anioł. – Co sprowadza nas z powrotem do tematu twojego tajemniczego anioła.
- Co masz na myśli? – spytała się cichym głosem.
- Sądzę, że ja i Baltazar moglibyśmy spróbować wkraść się do Nieba. – zaczął Gabriel. Brązowe oczy Juliette zaiskrzyły się, gdy ta usiadła prosto jak struna, wyraźnie podekscytowana pomysłem anioła. – Nie będzie to łatwe, ale da się to wykonać. No i dzięki temu będziemy mogli ze stuprocentową pewnością sprawdzić, czy któryś z przetrzymywanych tam aniołów nie jest z tobą w jakiś sposób powiązany. No… z tobą, albo ewentualnie z twoją rodziną. Bo to też jest możliwe. – dziewczyna tylko skinęła gorliwie głową, czekając na dalsze wyjaśnienia swojego towarzysza. – To jest nasza najpewniejsza poszlaka. Tak jak ci mówiłem, te kraty nie muszą oznaczać dosłownego więzienia, ale… fakt, naprawdę wyglądały jak te cholery z niebiańskich cel. Obstawiam zatem cały swój dotychczasowy dorobek, że to właśnie tam znajdziemy potrzebne nam odpowiedzi.
- Dziękuję ci. – powiedziała Juliette, uśmiechając się szeroko. – Naprawdę ci dziękuję. Za wszystko, co dla mnie robicie.
- Hej, nie ma problemu. – odparł Gabriel, odwzajemniając jej uśmiech. – Taka nasza robota.
- Sądzę, że trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać z tą waszą wizytą w Niebie. – dodała nagle Juliette. – Powinniśmy chyba poczekać jeszcze przynajmniej z parę dni na kolejną wizję. Kto wie, być może pojawi się w niej coś nowego.
- No dobrze, niech ci będzie. – odpowiedział anioł. – Ale jeśli żadna nowa wizja się nie pojawi, to za najdalej tydzień ja i Baltazar wybieramy się na małą wycieczkę po Niebie. Zgoda?
Juliette mogła teraz odpowiedzieć mu tylko jedno. Choć ta misja, którą zaplanował, była trudna i niebezpieczna, to musieli zaryzykować. To była ich jedyna szansa na poznanie prawdy.
- Zgoda.
