Tak w ogóle to jestem ciekawa ile osób myśli, że ten fanfick będzie poważny xD
Tu
- Oh i naprawdę to jedyne co ci wpadło do głowy? Naprawdę ze wszystkich pomysłów i rozwiązań na świecie musiałeś wybrać właśnie ten?! - niski mężczyzna z wąsami i postępującą łysiną chodził po pokoju. Jego ruchy były nerwowe, a chodzenie z kąta w kąt tylko pogłębiało takie wrażenie u rudowłosego wampira.
- Joseph.. - westchnął bezradnie, miał wrażenie, że im bardziej stara się wytłumaczyć to przyjacielowi, tym bardziej ten nic nie rozumie. Albo nie chce rozumieć.
- Dobrze wiesz, że masz już wystarczająco na głowę z Alice, naprawdę nie mogłeś po prostu schować gdzieś ciała w krzakach?! Wypadki się zdarzają! - gestykulował z każdą chwilą coraz bardziej ożywiony. Zdawać by się mogło, że cichy i spokojny ton Ryan'a tylko go podjudza.
- Mówiłem Ci już, że to czarodziej! - tym razem i rudy chłopak zaczynał się denerwować. Joseph zawsze był dla jego rodziny oparciem i nawet jeśli darzył go ogromnym szacunkiem, to nie mógł nic poradzić na zbierającą się w nim złość. - Nawet jeśli byłby to tylko wypadek, to z pewnością ich ministerstwo by spróbowało ująć sprawcę! - dla obu mężczyzn było jasne, że w sprawie śmierci czarodzieja spowodowanej przez mugola, ministerstwo podejmowało szybkie kroki by ująć sprawcę. Było to w pewnym rodzaju przewrażliwienie, pozostałość po średniowieczu.
- Wiem, ale… - niższy mężczyzna usiadł w końcu na jednym z krzeseł przy kominku. Odczekując chwilę nalał sobie do szklanki bursztynowego płynu, którzy wszyscy znają jako alkohol. - Może lepiej gdyby zginął na miejscu. Schować dobrze zwłoki, to nie aż taka trudna sprawa. - Wziął łyka, czując jak alkohol pali go w przełyku.
Obaj przez chwile wpatrywali się w tańczące płomienie w kominku, jakby samemu jeszcze raz analizowali sytuację w jakiej aktualnie znalazła się rodzina Ryan'a.
- To by tylko ściągnęło Seymour'ów. - obaj wiedzieli, że muszą być ostrożni, wystarczy jeden ruch, by ściągnąć ich uwagę na swoje istnienie.
- Ta, zawsze są przeklęcie dobrze poinformowani. - złość wydawała się już całkowicie wypłynąć ze starszego mężczyzny. Pozostało tylko zrezygnowanie, które Ryan doskonale słyszał. - Jak w ogóle z nim? Obudził się już? Jak odnalazł się w nowej sytuacji? - starał się chociaż jedną dobrą nowinę wynieść z tej rozmowy. Pytania oczywiście dotyczyły chłopaka, którego Ryan miał nieszczęście potrącić.
- Nie, jeszcze się nie obudził. Dodatkowo chłopak nie miał przy sobie nic. Ani różdżki, ani jakiś mugolskich dokumentów… - niestety, rudowłosy nie obcował z magicznym światem, jako wampir starał się być niezauważony przez nikogo.
- Sobie nagrabiłeś chłopaku… - Mężczyzna wstał z zamiarem wyjścia. Powinien się już zbierać i być może poszukać jakiejś informacji. - Spróbuję się czegoś dowiedzieć na pokątnej. Jeśli jakiś chłopak zaginął to na pewno będzie chodziło o niego. Uważaj na siebie, teraz będzie raczej ciężko. - mężczyzna zebrał się ze swoją kurtką i zniknął w zielonych płomieniach sieci Fiuu. Ryan mógł go tylko odprowadzić zmartwionym wzrokiem. Miał rację.
Młody chłopak ruszył się spod drzwi po usłyszeniu tej rozmowy. Wydawał się zupełnie niczym nie przejęty, jakby rozmowa dwóch mężczyzn dotyczyła obierania ziemniaków. NIe było sensu dalej stać pod tymi drzwiami, bo stało się to zwyczajnie nudne. Całe życie było nudne. Całe jego życie składało się na leżenie w łóżku nie przytomnym. Nudne.
Bose stopy skierował ku pogrążonym w mroku korytarzowi, najwyraźniej prowadzącego do kuchni. Dom wyglądał na wyraźnie zaniedbany. Ściany, które kiedyś musiały się dobrze prezentować teraz były brudne, a na zdjęciach widniał kurz utrudniający zobaczenie co przedstawiają.
Miał rację, korytarz prowadził do kuchni, również utrzymanej w całkowitej bieli. Nuda. Jedynym jej ciekawym elementem, były porozwalane kubki, kilka ubrań na krześle, liczne numery gazety, i niedojedzony ziemniak, który był w interesującym zielonym kolorze. Nawet jeśli jedynym źródłem światła były promienie księżyca, to widział lepiej niż za dnia.
Rozglądając się tak po kuchni coraz bardziej nabierał doświadczenia, że jest nijaka. Nie posiadała żadnych ozdób, na lodówce nie widniały rysunki, a na stoliku nie było bukietu chabrów.
I on. Podszedł do jednej z białych ścian, by przyjrzeć się swojemu odbiciu. Blado różowe oczy wpatrywały się z niego znudzone, a długie jasne włosy opadały mu na twarz. Pasował do tego domu. Był równie zaniedbany.
- Braciszek nic nie mówił, że mamy gości. - u progu drzwi stanęła dziewczynka, na oko nie posiadająca więcej niż 10 lat. Miała popielate włosy, związane w dwa kudłate kucyki, które musiały się zniszczyć podczas snu. W ręce trzymała jakąś zabawkę, jednak przyciska ją tak mocno, że trudno było zobaczyć czym tak naprawdę była.
Różowooki, wpatrywał się w nią, jednak jej słowa zupełnie do niego nie docierały. Usiadł na podłogę, jakby chcąc się z nią zrównać wzrostem.
- Nie musisz się bać, ja często kradnę tu cukierki w nocy, i braciszek nigdy się o tym nie dowiedział. - dziewczynka brzmiała sennie, zupełnie jakby przed chwilą wstała z łóżka i nie zdążyła się jeszcze obudzić. Małymi stópkami podeszła bliżej nieznajomego, nie dbając zupełnie o to, że miała przed sobą nowo narodzonego wampira. Wydawała mu się przyglądać swoimi piwnymi oczyma. - Wyglądasz jak Lauren. Jesteś Lauren? - dziewczynka spojrzała na swoją lalkę, różowe oczy i niemal białe oczy jak u chłopaka, którego miała przed sobą.
Chłopak mógł też zobaczyć lalkę, i teraz wszystko było dla niego jasne.
- Tak. Jestem Lauren. - odpowiedział jej cichy szept.
Dziewczynka wpatrywała się przez chwilę w chłopaka, wyglądając jakby dręczyło ją coś.
- Jestem Alice, i trzy miesiące temu skończyłam osiem lat. - głos dziewczynki był przepełniony dumą, a jej lalka znów była przyciskana do piersi. - Um… - odezwała się jednak po chwili, znów przypatrując się obcemu. - Jesteś chłopcem czy dziewczynką?.. - zazwyczaj nie miała problemu z określeniem płci. Twarz choć delikatna, była chłopięca, jednak włosy, które sterczały mu za łopatki strasznie utrudniały jej ocenę. Tylko dziewczynki nosiły tak długie włosy.
- Jestem. - usłyszała kolejną szeptaną odpowiedź.,
- Ale z twojej odpowiedzi nie wynika kim jesteś…
Ryan, w końcu po wielu próbach odważył się zagadać do chłopaka, który musiał być skołowany nowym nie życiem. Gdy tylko zorientował się, że młody wampir się wybudził, wszedł do pokoju, w którym przez ostatnie dni leżał. ,
- Widziałem cię, jak byłeś w łazience. Pewnie to dla ciebie niezły szok. - wszystko wskazywało mu właśnie na to. Chłopak siedział na łóżku nieruchomo, jedynie wpatrując się w ścianę, i zupełnie nie reagując na jego wejście czy głos. - Nie bardzo wiem jak ci to przekazać i nie wiem ile pamiętasz z tamtej nocy… - mimo braku reakcji próbował mówić dalej. Był mu winny wyjaśnienia. - Wyskoczyłeś tak nagle, że nie zdążyłem wyhamować i wpadłeś mi pod koła.. Umierałeś. - tu zaczęły się schody. Wiedział, że takich informacji nie da się przekazać łatwo, wiedział, że zaboli to ich obu. - Jesteś czarodziejem, więc z pewnością wiesz o istnieniu wampirów. - ostrożnie zmierzał do sedna sprawy. - Nie miałem wyjścia! Zginąłbyś w innym razie! - usprawiedliwiał się, nawet jeśli chłopak dalej nie wykazywał żadnej reakcji. - Eh, w każdym razie to by wyjaśniało, twój inny wygląd. Wampir zawsze po przemianie staje się odwrotnością siebie. Niebieskie oczy stają się czerwone, krótkie rude włosy, stają się długie i niebieskie… - był beznadziejny w tłumaczeniu, tym bardziej, że sam o swojej rasie nie wiedział dużo. - Gdy cię znalazłem nie miałeś zupełnie nic. Gdzie mieszkają twoi rodzice? Powiadomię ich, że za jakiś czas wrócisz do domu.. - tak naprawdę wcale nie był pewien, czy powinien mu takie coś obiecywać, chciał jednak dostać jakieś informacje na temat chłopaka. - Imię? Nazwisko? - ton głosu stawał się zaniepokojony jego obojętnością.
- Lauren! - Alice weszła do pokoju, słysząc głos brata. - Przecież to Lau.
Rudowłosy pokręcił głową z rozbawieniem.
- Lauren to twoja lalka. A poza tym to babskie imię. - mina jego siostry była jednak na tyle poważna by wziąć jej słowa na serio. - Nie możesz mieć na imię Lauren… Lauren?
Nagle obojętny dotąd chłopak odwrócił się do Ryan'a i spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- To ty mówiłeś do mnie?
